Sacred Economics – post scriptum

Dziś zbierzmy do kupy nasze impresje wzbudzone lekturą traktatu Charlesa Eisensteina [C.E.] pt. Sacred Economics [SE]

Krótko przypomnijmy o-co-kaman w SE: diagnoza C.E. wystawia bardzo niepochlebną ocenę współczesnym metodom gospodarowania, które cechują się skrajnym dualizmem (konkurencja zamiast kooperacji, paradygmat dominacji – nad współplemieńcami, jak i nad środowiskiem etc.), którego głównym motorem napędowym jest pieniądz, a dokładniej mówiąc jego funkcja przechowywania wartości (jak i ochrony wartości zobowiązań) ad infinitum. Konserwację szczególnego charakteru gospodarowania Ery Separacji zapewnia synergia różnych memetyk dualistycznych, w tym szczególnie post-oświeceniowego świato-zegarczyzmu, neo-kalwinizmu oraz ekono-marginalizmu (neoklasyka+mizesologia).

W diagnozie SE wznoszony bez opamiętania w drodze poświęcania absurdalnych nakładów Totem Wzrostu wyniesiony na ołtarze jako konsekwencja przyjęcia linearnej interpretacji świata i zjawisk uosabianej przez „wieczny”, odporny na upływ czasu pieniądz (czy wręcz rosnące wraz z upływem czasu zgodnie z paradygmatem lichwy zobowiązania pieniężne), wkrótce będzie musiał upaść z uwagi na to, że domeny commons, które mogłyby być jeszcze włączone pod reżim monetyzacji dla celów podtrzymania tego Wzrostu, praktycznie uległy wyczerpaniu  – upieniężenie absolutne prawie się dopełniło (a wiele z tych już „wygrodzonych” – jak np. złoża paliw kopalnych – stopniowo traci zdolność do generowania zysków).

Czytaj dalej

Reklamy

Z cyklu łamiące wiadomości: MMT debiutuje na nadwiślańskich POP-czartach

Od wczorajszego dnia ni-stąd-ni-zowąd rozpoczęła się inwazja od-wyszukiwarkowych odwiedzin (wzrosty rzędu 1.000% – obstawiajcie longi!) na naszych starych MMT-owych blogach, które od dłuższego czasu znajdowały się na ogół w stanie jedynie sporadycznie przerywanego wizytą jakichś mocno zbłąkanych ekono-dusz błogiego uśpienia.

Zaintrygowani, postanowiliśmy przeprowadzić mini-śledztwo, które w krótkim czasie ujawniło prawdopodobnego sprawcę całego zamieszania. Oto materiał dowodowy:

który tymczasem prezentujemy bez komentarza. Za to oczywiście zapraszamy wszystkich  – zarówno młodych jak i starszych – „Moslerowców”, którzy przypadkiem zabłąkali się na PE-P, do wyrażenia ich „nadziei” (czy innych uczuć), jakie ewentualnie wzbudziła w nich przytoczona krótko-zwięzła prezentacja, w sekcji „komentarze”.

Czytaj dalej

Pour moi sałatkę lewicową, ale sans mayonnaise, silwu-ple

Dziś krótko o zjawisku „pakietowości „lewicy””, czyli kolejnym fenomenie, za pomocą którego neolib próbuje (dość skutecznie zresztą) paraliżować (pośrednio) wszelkie próby oporu przeciwko wyrywaniu kolejnych kawałków tortu dochodowego z paszcz kompostowców. Ta mechanika została wystarczająco celnie opisana w tym artykule, stąd nie widzimy potrzeby dalszego roztrząsania tematu, a co najwyżej możemy potraktować przytoczony tekst jako pretekst do próby ujęcia głównej jego myśli w języku nadwiślańskim oraz zrzucenia z głowy paru towarzyszących refleksji.

W treści tekstu pada kilka istotnych uwag, jak np.:

But this has things backward. Solidarity is not a matter of prior agreement. It’s bedrock socialism that you can only build a movement with the working-class we have, not the one we wish for. Which means solidarity must start with material interest, not like-mindedness, You don’t have to agree with me for me to defend your interests (tłum. [1])

które identyfikują źródła „auto-blokady” (czy „auto-kagańca”), którą na potencjalnych dysruptorów porządku założyło bez większych trudności kulturowe skrzydło Neoliberalnego Kompleksu Myślowego [NKM].

Czytaj dalej

„Sacred Economics” – cz.3, czyli Recepty

Dziś trzecia część naszej próby przybliżenia treści traktatu Charlesa Eisensteina [C.E.] „Sacred Economics” [SE].

Przejdźmy już do sedna proponowanego przez SE Algorytmu, który miałby sterować przepływem zasobów po nastaniu Ery Zjednoczenia, a którego instrumentem wykonawczym byłby … pieniądz (kaboom!).

Ale prosimy zachować spokój! Wic polega na tym, że tym razem „opowieść o pieniądzu” byłaby całkiem inna, tj. pieniądz ten miałby „posiadać oparcie” w zasobach i poprzez szczególne mechanizmy (które opiszemy za chwilę) stanowić instrument promocji poszanowania tych zasobów, zamiast – jak w obecnej Erze Separacji – indukować urojone niedobory (scarcity) czy stojące u podstaw strategii akumulacji roszczeń lub/i kołowrotkowania „niepokoje”.

Czytaj dalej

Peak-dizel, żółć kamizelek i jak tę żabę zje neolib

Przerwiemy na moment nasz cykl „Sacred Economics” i, schodząc na chwilę z ekono-olimpów na Ziemię, wrzucimy coś w temacie aktualności.

Na początku sprecyzujmy, co należy rozumieć przez peak-oil, którego pochodnym konceptem jest tytułowy peak-dizel. Otóż chodzi tu nie o „stany” (rezerwy surowca w ziemi), ale o „przepływy”, czyli o produkcję na jednostkę czasu (np. dobową, miesięczną, roczną etc.). Zatem „szczyt” wyznaczy (czy – w niektórych przypadkach – może już wyznaczył, o czym za chwilę) punkt, począwszy od którego te wolumeny produkcji w czasie znajdą się w trwałym trendzie spadkowym (a nie np., że wydobyto już połowę całego agregatu surowca).

Problem leży w tym, że nie tylko przewidywanie, ale nawet i stwierdzenie punktu przegięcia nie jest sprawą prostą z uwagi na to, że (i) sztuka polega na zidentyfikowaniu trwałości trendu (co wymagać będzie kilku czy więcej lat celem wyciągnięcia adekwatnych konkluzji) oraz (ii) same dane dotyczące bieżącej i historycznej produkcji podawane przez różne źródła potrafią się znacznie różnić (a pozostaje jeszcze kwestia, na ile tym źródłom – które reprezentują głównie stronę producentów – można ufać). Np. krążą różne wersje dot.  ropy „konwencjonalnej” (czyli tej pompowanej klasycznie – bez udziału technik EOR – ze „studni”, a nie tej wyciskanej z kamienia) – niektórzy twierdzą, że peak nastąpił już w 2005, inni że w 2014-2015 (a to z kolei zbyt niedawno, żeby można było mówić o trwałym trendzie), a jeszcze inni że tego peaku nie było i jeszcze długo nie będzie.

Czytaj dalej

„Sacred Economics” – cz.2, czyli o Kolapsie i Transformacji

Dziś druga część naszej próby przybliżenia treści traktatu Charlesa Eisensteina [C.E.] „Sacred Economics” [SE]. Niestety (ku utrapieniu Edytora PE-P) nasz entuzjazm do należytej “spłaty” podarunku C.E. sprawił, że ta „recenzja” zaczęła żyć własnym życiem i wypączkowała do postaci wielo-odcinkowej serii. Dzisiejszy epizod z założenia miał traktować o Receptach SE, ale te proszą się o kontekst (jak w tytule) i stąd poczekają do następnego odcinka (dział PR PE-P wydał okólnik, zgodnie z którym jednorazowe wypuszczanie treści przekraczających 4k słów uznane jest jako działanie odstręczające potencjalnych odsłoniarzy, z których każdy z kolei dla nas reprezentuje potencjalnego dłużnika wdzięcznościowego [haha, a może jednak raczej kolejnego zadowolonego randroida, który za możliwość napawania się konwulsjami utopijnego kolektywistycznego mempleksu „odpłaci się” co najwyżej prywatnym rechotkiem lub/i sardonicznym komentarzem?).

Postawiona przez C.E. diagnoza ekono-socjo mechaniki, której fenotypem jest współczesny, wysoce nieefektywny (marnotrawczy), oparty na algorytmach monetarnych (fałszywych niedoborów) model zagospodarowania zasobów, prowadzi do konkluzji, że możliwości dalszej jego perpetuacji dobiegają końca. Czynnikiem sprawczym kolapsu będzie obecny już z nami teraz (i narastający w czasie) fenomen wyczerpywania się opcji włączania kolejnych obszarów Planety jak i sfer życia w domenę pieniądza. Czyli inaczej – szeroko rozumiane grodzenia materialnej domeny publicznej commons (ziemi, wody, złóż surowców, potencjału kalorycznego oceanów, zdolności atmosfery do absorbowania zanieczyszczeń etc.), jak i dziedzin funkcjonowania społecznego (opieka zdrowotna, edukacja, ubezpieczenia społeczne, kultura etc.) praktycznie już się dopełniły, tzn. zbliżyliśmy się do stanu monetyzacji absolutnej.

Czytaj dalej

O koncepcie „Ekonomii Sacrum” – cz. 1, czyli Diagnozy

Dziś (i w nast. odc.) próba (umiarkowanie) polemicznej recenzji książki – czy może nazwijmy to traktatu – Charlesa Eisensteina [C.E.] „Sacred Economics”  [SE]. Pozycja ta nie jest nowa (2011) i dodatkowo – pewno z racji swojego bombastycznego tytułu ­– kurzyła się na naszym czytniku chyba już kilka lat, co było błędem, ponieważ zawartość kwalifikuje ją do kategorii lektur jeśli już nie obowiązkowych, to przynajmniej takich, które można szczerze polecić wszystkim tym, którzy poszukują wszelkich dostępnych metod zabezpieczenia swoich szaro-kor przed promieniowaniem ekono-msm.

Dodajmy, że Autor oferuje tę lekturę za darmoszkę, co udowadnia, że jest jednym z nielicznych progresywistów, który uprawiają walk the talk! (nie robią zgębo-cholewy); (niektóre rozdziały dostępne są nawet w wersji PL). [Oczywiście – również w duchu SE – każdy, kto w wyniku lektury poczuje wdzięczność dla Autora, może spłacić taki „dług”, dokonując np. stosownej donacji; my postanowiliśmy „wyczyścić tablice” w inny sposób, tj. pisząc w miarę miłą (jak na nasze standardy) recenzję :P.]

Książka jest tak napakowana treścią, że próby streszczenia jej w jednej czy dwóch blogo-czytankach groziłyby odparowaniem znacznej części memetycznego podarunku Autora w niebyt, co byłoby ewidentnie nie-fair. W tym (i kolejnym/ch) odcinku postaramy się przynajmniej przybliżyć generalne o-co-kaman, licząc na to, że ten szkic zachęci czytelników do sięgnięcia do źródła. Ale uwaga: i tak będzie grubo!

Czytaj dalej

Co to wartość dodatkowa?

Być może zaprawionym badaczom pism Marksa zagadnienie  będzie wydawać się trywialnym, jednak dla incydentalnych marksonautów koncept wartości dodatkowej (która reprezentuje skwantyfikowany wyzysk) stwarzać może pewne problemy absorbcyjne. Tzn. często zdarza się, że ta memo-maczuga wykorzystywana jest niejako na oślep, jako coś, czego kształt mniej-więcej nadaje się do pulweryzowania sag praco-rozdawaczowych.

Wic polega na tym, że intuicyjnie łatwo jest wyobrazić sobie, że wartość dodatkowa prokuruje się w każdym jednym zakładzie wyzyskobrania zatrudniającym proli, po czym suma tych wartości zebrana ze wszystkich takich zakładów w całej gospodarce składa się na coś, co my próbowaliśmy zmierzyć jako agregat renty kapitalistycznej KRRK. Wiemy jednak, że ekstrapolacja od-mikro-do-makro to często (jeśli nie najczęściej) ścieżka prowadząca do błędów złożenia czy na inne ekono-manowce, podobnie jak to ma miejsce z kwestią zysków. Agregat zysków w gospodarce można, owszem, skalkulować, podliczając profity netto wszystkich pojedynczych firm, ale z punktu widzenia ogarniania natury zjawisk będzie to ćwiczenie cokolwiek jałowe, które nie będzie w stanie wskazać żadnych interesujących i logicznych zależności przyczynowo skutkowych.

Czytaj dalej

Dlaczego nad Wisłą jest ciężko sprzedać MMT?

Na początku zaznaczmy, że my sprzedażą MMT (Nowoczesnej Teorii Monetarnej) już się aktualnie nie zajmujemy, i to wcale nie z tej przyczyny, że „kiepsko schodziło”, ani też nie dlatego, że uważamy ją za humbug. Chodzi raczej o to, że wiedza n/t mechaniki pieniądza „obowiązującej” we współczesnym systemie odsłania tak czy owak jedynie fragment całej ekono-układanki, która składa się na dynamiczny system adaptatywny (adaptacyjny) zwany gospodarką, a który wyewoluował do obecnej patologicznej postaci charakteryzującej się dwoma podstawowymi atrybutami: (1) rosnącym geometrycznie apetytem na zasoby oraz (2) rosnącym apetytem na bezproduktywne czy kontr-produktywne pochłanianie sapienso-czasu wolnego.

Po za tym, MMT – jak i zresztą pozostałe „odłamy” ekonomii – to opis czegoś, co NIE jest tak czy owak czymś naturalnym czy obiektywnym – zarówno kapitalizm, gubmint, jak i pieniądz to są konstrukty oparte na jakichś subiektywnie i arbitralnie przyjętych systemach wartości, natomiast prawa ekonomii, które możemy uznać za naturalne, to prawa fizyki, ewentualnie z domieszką garści determinizmów opisywanych przez naukę zwaną antropologią.

Czytaj dalej

Roboty = więcej czy mniej roboty?

Dziś chcieliśmy zwrócić uwagę na pewien szczególny fenomen, który zdominował ekono-myślenie praktycznie na całym spektrum, tj. począwszy od brutalistów wolnorynkowych, poprzez leseferystyczne centrum, poprzez złotowiekowców, aż do realistów wolnorynkowych,  czasami nawet zagnieżdżając się także w korach samo-zadeklarowanych socjalistów, czy też „oswojonych” marksistów. Chodzi mianowicie o totem miejsc pracy.

Źródeł tego totemu należałoby najprawdopodobniej szukać w konceptach – nazwijmy to umownie – około-keynesjańskich, czy post-new-dealowych, bowiem sama idea „interwencyjnego” tworzenia miejsc pracy zrodziła się (czy nabrała popularności) prawdopodobnie w reakcji na załamanie kapitalistycznego modelu produkcji podczas Wielkiego Kryzysu w latach 1929~1933, kiedy to desperacja skłoniła gubmintowców do zainteresowania się konceptami Keynesa. W kapitalizmie w momencie kiedy obieg pieniądza ustaje (zwalnia), sparaliżowana zostaje również – jak się wydaje – zdolność do produkowania gadżetów (coś jakby na budowie zabrakło metrów). Jednym z pomysłów-recept mających zrestartować kapitalistyczny motor jest wzbudzenie „prądu” (przepływu hajsów) poprzez rozdawanie pracy – przez gubmint, bądź też poprzez jakieś formy stymulacji zatrudnienia w sektorze komercyjnym/prywatnym.

Czytaj dalej