Gwarancja zatrudnienia JG obnażona

Bloger WesternSydneyWonk wypunktował to (nailed it – jak mawiają anglo-sasowie), co nam chodziło po głowach w słabo-skronkretyzowanych formach od 4-5 lat, czyli reakcyjność MMT-owego konceptu gwarancji zatrudnienia JG (którego propagacją zajmowaliśmy się swego czasu sami, odcinając się od niego dopiero ~2 lata temu).

Co ciekawe, link do tej krytyki pojawił się na nakedcapitalism (na zmianie L. Strethera i tam też został przez nas wyłapany), którym to portalem trzęsie „żelazna dama” sceny ekono-heterodoksyjnej Y. Smith—fanatyczna zwolenniczka JG (portal mimo to polecamy, m.in. właśnie do wyławiania tego typu kąsków, ale nie polecamy wrzucać tam komentów „sprzecznych z linią”, podobnie zresztą jak nie polecamy tego robić na poletku PE-P).

Żeby oddać WSW kudosy, należałoby w zasadzie przetłumaczyć jego tekst i wrzucić to na potrzeby Czytelników niewładających wyspiarskim, ale na to nie pozwala nam nasze lenistwo. Zatem pokrótce, o co kaman.

Czytaj dalej

Jak nasypać zaprawy klejowej w tryby pekabe i zaoszczędzić se

(Odcinek oparty na faktach)

HISTORIA Z MORAŁEM

Ostatnio jeden ze spauperyzowanych członków naszej załogi podczas intersieciowych poszukiwań „taniego glazurnika”, zamiast na obiekt realizacji swoich budżetowych konsumerystycznych żądzy natrafił na kafelkarza-filozofa, którego zdolności ustawiania do pionu poszukiwaczy taniej (i w tym przypadku nominalnie „wolnej”) siły roboczej co najmniej dorównują umiejętnościom poziomowania podłogi (których jednak z uwagi na zaporową cenę nasz kamarade nie miał okazji przetestować). Ale po kolei.

Nasz zubożały towarzysz, mając wiedzę praktyczną o przeważających w tzw. wolnej gospodarce stawek za godz. typu 15-20 zł, próbował (w swojej naiwności) wysondować fachowców w oparciu o tę bazę, określając (wewnętrznie w swojej głowie) z góry czasochłonność zadania (12 mkw standardowych kafli na prostej podłodze—robota jak ze sztancy) na 10-12 h i ekstrapolując to przez współczynnik fachowości (x2) wyszedł (wewnętrznie w swojej głowie) na kwotę całości w postaci sumy 500-600 zł. Natomiast w zapytaniu ofertowym ograniczył się jedynie do napomknięcia ww. czasochłonności, określając zadanie jako „1 dzień pracy dla sprawnego glazurnika”.

I właśnie w odpowiedzi na ten obcesowy szacunek na ogłoszeniowym stole odezwały się nożyce glazurnika-filozofa, który od-zajawkował sarkazmem: „widzę, że zaplanował pan pracę glazurnika na 1 dzień” i że „to chyba więcej niż 100 się nie będzie należało” :-D.

Czytaj dalej

Technologia a zbędny czas pracy najemnej

(odcinek zainspirowany serią On Postone’s concept of hollowing out working society by Jehu)

Należy pamiętać, że na ∑ zbędnego czasu pracy najemnej w gospodarce—oprócz istotnej kontrybucji ze strony „kompleksu zbędnej roboty” (typu biurwy, stanowiska konkurencji o sumie zerowej etc. etc.)—składa się także czas pracy siły roboczej zatrudnionej produktywnie, czy przynajmniej quasi-produktywnie (wytwarzającej wartość), ale w warunkach sub-optymalnych pod względem przeciętnej wydajności osiąganej przy zastosowaniu przeważających w danym okresie metod produkcji.

Żeby zobrazować, o co kaman—Marks posłużył się przykładem ręcznych tkaczy-kołowrotkarzy w erze introdukcji krosen napędzanych motorami parowymi. Z każdym rokiem, w którym maszyny te rozpowszechniały się, średnia wydajność całej branży (tj. z uwzględnieniem zarówno zakładów niezmechanizowanych jak i tych zmodernizowanych) wzrastała (dajmy na to o 10% per annum), przy czym—ceteris paribus—wytwarzana wartość (jak wyrażona wolumenem sprzedaży w jednostkach monetarnych—wtedy wyrażanych parytetem Cielca) pozostawała constans.

Co to oznaczało dla manualnych kołowrotkarzy? Otóż wytwarzana przez nich wartość z każdym rokiem malała, mimo że ich czas pracy pozostawał bez zmian, jak i nie zmieniała się ilość wyprodukowanej przez nich dzianiny. Inaczej: relatywna (odnoszona do średniej z branży) wydajność pracy tkaczy „ręcznych” spadała, mimo że statystyczny tkacz wytwarzał taką samą ilość dzianiny na jednostkę czasu co poprzednio.

Czytaj dalej

Czy kapitalizm późnego stadium blokuje postęp technologiczny i co na to akceleracjoniści?

Czy kapitalizm późno-stadialny sypie piasek w łożyska tzw. postępu technologicznego? Generalnie TAK, ale w pewnym sensie (i w pewnym szczególnym obszarze) NIE. Ale po kolei.

Wiemy, że Marks jako jedną z cech kapitalizmu zidentyfikował wbudowaną weń (wtórno-przyokazyjną) tendencję do innowacyjności napędzaną żądzą indywidualnych kapitalistów do zwiększenia zysków poprzez zagęszczenie procesu wyciskania relatywnej wartości dodatkowej (zawłaszczonej) w ich zakładach (za jego czasów klu tej dynamiki wyznaczała mechanizacja produkcji gadżetów użytkowych, wokół którego to motywu Marks budował swoją analizę). Dostrzegając problemy wynikające z tej tendencji (m.in. środowiskowe), Marks uznawał pewną dziejową konieczność istnienia systemu eksploatacji w postaci kapitalizmu w kontekście zapewnienia oddolnego mechanizmu ulepszania metod i organizacji produkcji, co wynikać miało właśnie ze wspomnianych wyżej tendencji.

Czytaj dalej

Dlaczego Rynek działał i dlaczego przestał?

W jednym z poprzednich odcinków zaświtał nam w głowach koncept, który uznaliśmy za warty rozwinięcia, że zagospodarowanie i dystrybucja zasobów oparte na Rynku mogą działać w kierunku zaspokajania potrzeb i zachcianek Konsumenta dotąd, dopóki w Systemie występuje Recyrkulacja. Inaczej: System eksploatacji oparty na „prawie” wartości—pomimo wbudowanych weń licznych brutalizmów—niesie (czy raczej niósł, o czym za chwilę) pewne korzyści dla generalnej populacji, ale tylko dopóki ta rzeczona recyrkulacja zachodzi(ła).

Co mamy na myśli przez „Recyrkulację”? Otóż my dostrzegamy dwa jej aspekty; pierwszy to (i) recyrkulacja dochodów, natomiast drugi to (ii) quasi-„recyrkulacja” zasobów, w tym zwłaszcza w rozumieniu energii, której nadwyżki umożliwiają (samo-)organizację tzw. gospodarki.

Czytaj dalej

4 kanały (rzekomego) działania magii Rynku

S.R. Waldman [SRW]—(prawdopodobnie) niezależny (i w niektórych kręgach ocierający się o status kultowości, choć ostatnio chyba nieco zblakłej) członek obozu szczerych naprawiaczy kapitalizmu opublikował ostatnio analizę funkcji (oraz umiarkowanej krytyki ich działania w praktyce neolibu), którą rzekomo wypełnia w naszym życiu codziennym Wielki Lesefer, czyli tzw. Rynek. Analiza ta z pozoru wygląda jak kolejny—dość wysublimowany, jak to bywa w przypadku SRW—akt baszingowania neolibu (który—zdaniem Autora, tym razem może zostać ciernio-ukoronowany), ale my postrzegamy ją jako swego rodzaju wyzwanie rzucone radykałom-wichrzycielom, którzy—tak jak PE-P—właśnie m. in. Wielkiego Lesefera, w tym Jego avatar w postaci Konsumenta (jak i Stwarzacza Miejsc Pracy), a nie jakąś bandę skamieniałych neolibów uważają za zło stanowiące obecnie największy problem zbiorowości ekono-sapiensów (czy ogólniej—Gajo-stworzenia).

Inaczej: SRW, smagając neolibowego chochoła i wyrażając nadzieje na jego zastąpienie czymś lepszym (czytamy: bardziej pluszową odmianą kapitalizmu), w istocie zgina kolano przed bałwanem Wielkiego Lesefera, stawiając jednak warunek, żeby Bałwan najpierw oczyścił się z neolibowych wypaczeń (powodzenia!).

Ta krytyko-promocja Bałwana podzielona jest na 4 zgrabnie uchwycone punkty, które—piętnując wypaczenia—pół-otwarcie, pół-podprogowo umacniają w odbiorcy przekonanie o zaletach grawitacji „prawa” wartości:

Czytaj dalej

Mini-raport z frontu „walki z covidem” (a.k.a. walki o reaktywację stóp zysków)

Wiemy, że jeśli chodzi o opinie w temacie covida (a szczególnie na linii covid—>gospodarka) występują trzy obozy: (i) oficjalny (tj. gubmintowo-korpo-m$mowy, który raczy uznawać covida za zagrożenie, ale jednocześnie przebiera nóżkami do powrotu do „normalności”), (ii) plandemiczny (który uważa covida za zwykłą grypę, a działania w/s jego zwalczania za plan typu NWO), oraz (iii) pandepaniczny (który sądzi, że zagrożenie jest poważniejsze niż podaje to wersja oficjalna, a zatem że decyzje o tzw. otwieraniu tzw. gospodarki, które są obecnie trendy w większości krajów, są zdecydowanie przedwczesne). PE-P zalicza się do tego 3-ciego obozu (bardziej przejmując się epidemią, niż perspektywą kompromitacji, gdyby jednak wyszło, że to NWO), co w sposób oczywisty będzie rzutować na wymowę dzisiejszego mini-raportu.

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi przewidywaniami, wszystkim kapitalistycznym gubmintom (ale także hybrydowemu sino-gubmintowi pod wodzą KPCh) już po ok. 2 miesiącach załamania procesów akumulacji zaczęły swędzieć rączki do otworzenia zaworów obiegów do pompowania pary w pekabowy gwizdek, tj. „otwarcia” branż nie-esencjonalnych zamrożonych (niby nakazowo, ale w głównej mierze po prostu spontanicznie z uwagi na powstrzymanie się zaniepokojonej klienteli od konsumpcji fakultatywnej) podczas pierwotnych działań anty-covidowych. Można zauważyć, że mania „otwierania” ma miejsce prawie wszędzie, bez względu na to, czy na danym terytorium zaraza kontynuuje rozprzestrzenianie się (jak np. nad Wisłą), czy też nie.

Oczywiście podstawowy motyw ku takiej strategii zapewnia nacisk kapitalistów chcących kontynuować wyciskanie/realizację wartości dodatkowej w tych nie-esencjonalnych obszarach—np. ponoć już pojawiają się przymiarki do pozywania krajów za wymierzone w epidemię restrykcje obrotu towarowo-usługowego/przemieszczania się przed sądy kapturowe w ramach ISDS (rekompensata za „utracone” zyski). Ale porównywalną rolę odgrywa też prawdopodobnie kolektywne ego gubmintowe, które pali się do zademonstrowania wszem-i-wobec, że „sytuacja została (DZIĘKI NAM!) opanowana”. (Jeśli chodzi o generalną populację, opinie są podzielone jak na wstępie, choć jak wskazywałyby niektóre badania opinii, powrót do dawnej „normy” nie cieszy się zbytnio szerokim poparciem).

Czytaj dalej

Co w kapitalizmie rozumie się jako „gościnność”?

Od dłuższego już czasu przymierzaliśmy się do zreferowania jednego z najbardziej ekono-patologicznych sektorów tzw. gospodarki w kapitalizmie, który stanowi egzemplifikację dominacji wartości abstrakcyjnych nad użytkowymi, a więc tym samym—marnotrawstwa zasobów i czasu ludzkiego, a który jednocześnie jest oczkiem w głowie neolibowych gubmintów (oraz podobnie neolibowych tzw. samorządów—o czym więcej w dalszym toku) szczególnie w obecnym stadium współczesnego modelu eksploatacji, tj. w warunkach nad-akumulacji kapitału, gdzie—jak się wydaje—ostatnią deską ratunku do podtrzymania stóp zysków przed zatonięciem są branże dostarczania towarów i usług na cele konsumpcji typowo ostentacyjnej oraz tzw. „premium”.

Jak być może niektórzy Czytelnicy się zorientowali po tytule, chodzić będzie jeden z pod-zbiorów sektora tzw. turystyki, w wersji angielskiej często określany lobotomizującym kolokwializmem hospitability industry [HI], czyli—przekładając na nadwiślański—branżą („przemysłem”) gościnności.

Czytaj dalej

Po co kapitalizmowi gubminty?

Na tych łamach wielokrotnie przypominaliśmy, że w kapitalizmie—wbrew popularnym legendom o demokracji, równości, jedności w Rynku etc.—istnieje klasa panująca, czy przynajmniej dominująca (którą są kapitaliści), oraz—co istotne dla dzisiejszego toku—że—wbrew opowieściom prymitywistów wolnorynkowych o spiskach kolektywistycznych—gubminty w kapitalizmie nie stanowią od-kolektywistycznego „hamulca wolnej psiedsiębiorczości”, ale są składnikiem tego systemu dominacji.

Dwie interpretacje tego paradygmatu, które przewijały się na naszych łamach, były następujące:

  1. gubmintowcy to minionki kapitalistów
  2. gubmintowcy to fenotypy kapitalizmu/integralna część składowa homeostatyczno-dyssypacyjnego systemu-ameby ‘produkcja dla produkcji’

Lektura tego eseju (oryginalnie z lat 1970-tych!) The Ruling Class Does Not Rule Freda Blocka skłoniła nas do podjęcia próby odpowiedzi na pytanie, czy te—bez wątpienia dość różne—interpretacje wzajemnie się wykluczają i—jeśli tak—która z nich jest właściwa oraz do jakich konkluzji—w kontekście tytułowego pytania—będzie nas to prowadzić.

Czytaj dalej

Czy covid w przeciwieństwie do neolibo-wirusa zwiększy dostępność kwadratometrów nad Wisłą?

[W charakterze obiecanej doklejki aktualizującej do mini-cyklu o procesach cenotwórczości kwadratometrów 1 , 2.]

Najprawdopodobniej procesy obecnej, skatalizowanej covidem zapaści kapitalizmu sprawią, że odwieczna propaganda nadwiślańskich neolibów nakręcających nad Wisłą od 20 lat pekaba korbą naganiająco-ubogacającą p/t „kilku-milionowy deficyt mieszkań” zostanie w końcu zdemaskowana jako nie-mający obecnie już żadnych fundamentalnych podstaw mit. Pozostałe, aktywnie oddziałujące na psychikę górnodecylowej części populacji jeszcze w zeszłym roku, resztki tej konstrukcji (hologramy bogacenia się, „bezpiecznego” lokowania nadwyżek i ich ochrony przed „galopującą inflacją” oraz przed rabowaniem misiów-oszczędnisiów „za-niskimi stopami%”, „pewnych” zarobków z wynajmu) czeka brutalna weryfikacja, m. in. wskutek znacznego spowolnienia migracji (wewnętrznej i zewnętrznej) i spadku zaangażowania mas siły roboczej (w tym tej ze Wschodu), odpływu braci studenckiej (w tym tej z Dalekiego Wchodu), czy wyschnięcia strumieni tzw. turystów korzystających z najmu para-hotelowego, których dostarczane taniolotami desanty w latach poprzednich dolewały paliwa do perpetuumowo-(im)mobilowej maszynki ubogacającej.

Spodziewamy się, że w fazie pierwszej tego procesu urealniania kwadrato-gospodarki będziemy mieć do czynienia z samo-zamrożeniem aktywności na tym rynku, kiedy to aktorzy-gracze, w których sercach niepewność zaczyna powoli wypierać entuzjazm goszczący tam w latach poprzednich, dokonają taktycznego przyczajenia, czy to w nadziei na to, że „zła karma” odejdzie  sama (jeśli tylko zamknąć ekono-oczy na wystarczająco-długo), czy też—w przypadku bardziej realistycznych jednostek—w oczekiwaniu na „odkrycie” nowego poziomu cenek.

Temu oczekiwaniu towarzyszyć będzie postępująca kumulacja podaży, ponieważ na tym etapie nadal aktywnym czynnikiem zaburzającym zdolności do trzeźwej oceny sytuacji będą głęboko-zakorzenione elementy wiary w przytoczony na wstępie wdrukowany w świadomość narodową paradygmat brako-mieszkaniowy, a procesy wyciągania wniosków spowolnione zostaną przez wiskotyczność postrzegania własnego bogactwa zaklętego w kwadratowych aktywach, tj. głęboką niechęć do sprzedaży istotnie (>10%) poniżej osiągniętego historycznie w danej lokalizacji maksimum transakcyjnego (info o którym może być pozyskane równie dobrze z tabel różnych organizacji pompowania cenek typu HRE/Mzimu-Mzuri, od agenta nieruchomości, ale także i np. w drodze asymilacji plotek/przechwałek byłego sąsiada etc.). Fazę tą można też określić obrazowo mianem zatwardzenia cenowego.

Czytaj dalej