W 7 dni od T.I.N.A. do Chaosu?

Wiemy, że im bardziej skomplikowany system, tym trudniej przywrócić go do działania w wypadku, kiedy utraci on równowagę – auta sprzed 50 lat może i częściej od współcześnie budowanych odmawiały współpracy z rana, jednak nawet średnio-zaawansowany użytkownik z reguły był w stanie samodzielnie zreaktywować maszynę w drodze przeglądu kilku podstawowych elementów układu zasilania jak gaźnik, przewody wysokiego napięcia, świece czy kondensator/cewka lub po prostu spróbować metody na-pych. W przypadku nowoczesnych konstrukcji próby grzebania pod maską będą prawie zawsze stratą czasu – pozostaje strategia zholowania do specjalistycznego warsztatu (i oczekiwania, jak bardzo słoną kwotą przyjdzie właścicielowi zasilić pekaba).

Podobnie – im bardziej zintegrowany jest dany system, tym w przypadku awarii wyższe będą koszty przywrócenia funkcjonalności – telewizory rubin regularnie gościły na stołach operacyjnych lokalnych ZURT-ów, ale w większości przypadków reanimacja kończyła się nie-rujnującym dla kieszeni właściciela sukcesem. Dla współczesnego płaskiego następcy rubina każda awaria może oznaczać wyrok śmierci z uwagi na koszt wymiany zintegrowanych modułów, który często czyni naprawę nieekonomiczną.

Do postaci takiego właśnie systemu – silnie zintegrowanego i o wysokim stopniu skomplikowania – wyewoluowała zglobalizowana gospodarka XXI w. Zaawansowane powiązania i łańcuchy dostaw działające według paradygmatu just-in-time [JIT] na co dzień zapewniają użytkownikom systemu (zarówno producentom jak i konsumentom) nadzwyczajne poczucie komfortu – potrzebne komponenty materializują się na linii produkcyjnej w stosownym czasie, a towary na półkach supermarketów są na bieżąco uzupełniane przez wykładaczy tak, że zawsze generują wrażenie powszechnej obfitości (mimo że placówka handlowa nie posiada z reguły czegoś takiego jak magazyn sensu stricte, a jedynie przylegające do hali sprzedaży pomieszczenia, w których odbywa się rozładowywanie palet dostarczonych z jakiegoś centralnego punktu logistycznego).

Czytaj dalej

Reklamy

Uniwersalny Kredyt Energetyczny zamiast UBI – pomysł

(a może bardziej ekono-gimnastyka szaro-korowa niż pomysł; pomysły produkują ci, którzy wierzą w możliwość ich realizacji).

Z poprzednich odcinków z kat. ekonomia vs. termodynamika pamiętamy, że z uwagi m.in. na rosnący energetyczny koszt energii [ECoE] gospodarka industrialna nie jest już dłużej w stanie utrzymać realnego dobrobytu materialnego w krajach Centrum na poziomie choćby sprzed dekady, nie mówiąc już o zapewnieniu dalszego jego wzrostu. (Jeśli ktoś chce sobie odświeżyć, jakie są podstawowe uwarunkowania działania ekonomii, można to zrobić, oglądając kolejny filmik Pana Jancovici).

Spadek dostępności taniej energii w sposób dość istotny koliduje z paradygmatem postępu opartego na algorytmach wartości wymiany, do którego kapitaliści, spora część ludności, jak i leseferystyczne gubminty zdążyli się na przestrzeni drugiej połowy XX w. dość mocno przywiązać. To przywiązanie z kolei w połączeniu z determinacją tychże gubmintów do ochrony interesów Globalnych Frirajderów (Posiadaczy) sprawia, że żadne istotne próby zmiany tego kolizyjnego kursu nie są (i najprawdopodobniej nie będą) podejmowane, mimo że wykoncypowanie sposobów zaradczych (może nie panaceów, ale przynajmniej skutecznych anestetyków) nie przekracza możliwości przeciętnego blogera, czego dowodem ma być właśnie dzisiejsza czytanka.

Czytaj dalej

Zagadki wydajności pracy najemnej (odc. 3/3)

W pierwszych dwóch odcinkach naszego mini-serialu o globalnych, często dość znaczących różnicach w odczytach wydajności (czy PKB/p-c), pokusiliśmy się o sporządzenie (otwartej) listy czynników, które naszym zdaniem mogą determinować te dysproporcje, jak mierzone rynkową wyceną efektów nakładów praco-najemno niewolniczych w różnych krajach leseferystycznych. Te czynniki, do których wyróżnienia skłoniła nas nasza wyobraźnia, to:

  1. Globalne preferencje do przechowywania „oszczędności” (parkowania zakumulowanych gór nadwyżek finansowych) w walucie określonych krajów (/używanej w danym kraju)
  2. Ilość energii p/c dostępna do napędzania procesów
  3. Poziom organizacji procesów (kultura industrialna/stopień stajloryzowania populacji)
  4. Zdolność kredytowa członków populacji (i także firm)
  5. Stabilność pozytywnych sprzężeń na linii gubmint-Posiadacze (a.k.a. kapitał ma narodowość)

Poprzednio omawiane były nr-y 1, 3 (jako jedyny, który współdzielimy z wyznawcami wróżki-wolnorynkuszki) oraz – w odc. 2  – nr 2. Dziś kontynuujemy z poz. 4 i 5.

*

Czynnik zdolności kredytowej (nr 4) wrzucamy do równania mimo tego, że jest to w dużej mierze wartość pochodna – głównie odzwierciedlająca na zasadzie pozytywnych sprzężeń zachowanie pozostałych zmiennych. Niemniej jednak lokalna zdolność kredytowa może, choćby epizodycznie, zmieniać pole globalnej gry wydajnościowej.

Czytaj dalej

Eksport to koszt i nawet S.Keen tego nie zmieni

Przerwiemy na moment naszą mini-serię o „wydajności”, ponieważ chcieliśmy bez zbędnej zwłoki zwrócić uwagę Czytelników na memo-naparzankę, w jaką uwikłały się ostatnio dwie drużyny ligi heterodoksów, tj. główno-nurtowcy realizmu wolnorynkowego (post-keynesjanizmu) ze S. Keenem w ataku oraz schizmatycy P-K spod herbu MMT (reprezentowani przez tandem W.Mosler + B.Mitchell).

O co poszło? Otóż te przepychanki rozpętały się (czy może raczej wybuchły na nowo – ten temat zawsze stał kością niezgody pomiędzy tymi hetero-sektarianami) w temacie Deficytów Obrotów Bieżących [DOB], a dokładnie rzecz biorąc co do roli, którą te Deficyty odgrywają w ekono-życiu poszczególnych krajów.  Warto dodać, że – biorąc poprawkę na nużący charakter przedmiotu sporu – żywość dyskusji można określić jako balansującą na granicy flejmu.

Zanim przystąpimy do recenzji występów obu drużyn i przed wydaniem własnego werdyktu, najpierw parę słów wprowadzenia celem nakreślenia tła o co w tym wszystkim kaman.

Czytaj dalej

Globalne różnice w „wydajności” – o co tu może chodzić? (2/3)

W pierwszym odcinku naszego mini-serialu o globalnych, często dość znaczących różnicach w odczytach wydajności (czy PKB/p-c), pokusiliśmy się o sporządzenie (otwartej) listy czynników, które naszym zdaniem mogą determinować te dysproporcje, jak mierzone rynkową wyceną efektów nakładów praco-najemno niewolniczych w różnych krajach kapitalistycznych. Wyróżnione przez nas czynniki to:

  1. Globalne preferencje do przechowywania „oszczędności” (parkowania zakumulowanych gór nadwyżek finansowych) w walucie określonych krajów (/używanej w danym kraju)
  2. Ilość energii p/c dostępna do napędzania procesów
  3. Poziom organizacji procesów (kultura industrialna/stopień stajloryzowania populacji)
  4. Zdolność kredytowa członków populacji (i także firm)
  5. Stabilność pozytywnych sprzężeń na linii gubmint-Posiadacze (a.k.a. kapitał ma narodowość)

Poprzednio omawiane były nr-y 3 (jako jedyny, który współdzielimy z wyznawcami wróżki-wolnorynkuszki) oraz 1. Dziś kontynuujemy z poz. 2  (kwestie 4 i 5 – celem zachowania pozorów auto-dyscypliny zgodnej z zasadą nr 1 Skutecznego Blogowania, tj. zachowania kompaktowości wpisów, jak i dla z powstrzymania spadków naszej blogo-wydajności liczonej współczynnikiem ilość wrzutek/m-c – zdecydowaliśmy się dziś oszczędzić na potrzeby wypełnienia nieplanowanego wcześniej wydłużenia serii o odcinek nr 3).

*

Jeśli chodzi o pkt 2 – dostępność zewnętrznej energii w skoncentrowanych formach umożliwiających napędzanie procesów – pamiętamy, że jest to faktycznie warunek sina qua non, aby w ogóle można było mówić o wydajności jako takiej (a przynajmniej o wyższej niż ta, którą reprezentuje kopacz dołów wyposażony w łopatę kawałek kija). W tym odcinku koncentrujemy się jednak na różnicach w wydajności w krajach, gdzie teoretycznie prawie wszędzie kapitaliści mogą kupować energię po mniej-więcej podobnych cenach światowych.

Czytaj dalej

Globalne różnice w „wydajności” – o co tu może chodzić? (odc.1/2)

Komuś, kto może pozwolić sobie na marnowanie czasu na dumanie nad makro-naturą ekono-rzeczy, może przyjść pewnego dnia do głowy pytanie: jaki jest mechanizm, który sprawia, że wynagrodzenia proli (czy PKB per capita) w cofniętej w czasie dzięki euro-sado-monetaryzmowi cywilizacyjnie/gospodarczo  gdzieś do lat może 1970-tych (a może i do 1960-tych) Grecji są nadal wyższe (zarówno nominalnie wg. przeliczników walutowych, ale także według przelicznika PPP) niż w ChRL, którą często określa się mianem fabryki świata i którą można uznać za lidera w praktycznie każdej dziedzinie wytwórczości, nie tylko biorąc pod uwagę zdolność do produkowania gadżetów po konkurencyjnych cenkach, ale także jeśli chodzi o szerokie spektrum aplikacji nowoczesnych technologii?

Podobnych zestawień można oczywiście znaleźć więcej. Dlaczego np. nie posiadająca znaczących tradycji przemysłowych Hiszpania z bezrobociem 16,5% szczyci się PKB-p/c-PPP dwukrotnie wyższym od cieszącej się zbliżonym do pełnego zatrudnienia Białorusi? Czy prole w zdezindustrializowanej Irlandii faktycznie wyrabiają 4,5 raza więcej niż prole w bogatej w surowce naturalne i produkującej odrzutowce Brazylii? Co sprawia, że na zdemoralizowanego socjalem mieszkańca stacji paliwowej zwanej Norwegią przypada 2,7 x tyle ~wytworzonych dóbr co na z-socjal-zdarwinizowanego obywatela innej, większej stacji zwanej Rosją?

Czytaj dalej

Realne dobrobyty vs. fantomowe pekaby z energią w tle (wg dr Tima Morgana)

Dzisiejszy odcinek jest kolejną, głównie odtwórczą próbą transplantacji na nadwiślański grunt memetyczny skrawków ekono-realizmu termodynamicznego. Tym razem źródłem inspiracji był nowo-odkryty przez nas blog dr Tima Morgana, który wydaje się podchodzić do tematyki z jeszcze nieco innego kąta niż dotychczas linkowane w różnych poprzedzających odcinkach źródła realizmu energetycznego.

Zainteresowanym tego typu memetyką na początek możemy polecić zapoznanie się z niedawno wrzuconym tam artykułem „Interpretując gospodarkę post-wzrostową” w formie pdf. (Polecamy również sięgnąć do obszerniejszego opracowania Morgana pt. „Perfect Storm” dostępnego w pdf za friko).

Możemy tam między innymi wyczytać, że stosowany przez Autora model (SEEDS) w perspektywie lat 2016-2030 przewiduje, w przypadku wiodących krajów pragmatycznego leseferyzmu jak W. Brytania czy USA, spadek realnego dobrobytu na poziomie, odpowiednio, 10 i 7%.

Czytaj dalej

Złoty Wiek leseferystycznego prywatnego planowania centralnego nad Wisłą?

Do niedawna ulubionym argumentem sceptyków leseferystycznego modelu gospodarowania było epatowanie znacznie większą – w porównaniu do dokonań deweloperki działającej w warunkach kapitalizmu – liczbą lokali mieszkalnych stawianych „za Gierka”. Jednak najnowsze statystyki za okres III2017-II2018 zadały poważny cios tej kontestującej ipeeno-ekonomię linii argumentacji – w wymienionym okresie oddano do użytkowania 180,6k lokali mieszkalnych (z czego ok. 90k w sektorze budownictwa komercyjnego na sprzedaż/wynajem, a ~83k w indywidualnym) i jednocześnie rozpoczęto budowę kolejnych aż 210,6k, co wskazuje, że leseferystyczny konglomerat bankstersko-deweloperski nie zamierza wcale zwalniać tempa dostarczania kwadratów społeczeństwu.

Co prawda Gierek potrafił stawiać nawet 260k lokali rocznie, ale miejmy na uwadze, że ta stachanowszczyzna odbywała się w warunkach silnych presji demograficznych – dziś, w warunkach stabilizacji liczebności populacji i znacznie większego agregatu kwadratów przypadającego na statystycznego obywatela, z wyniku 180k leseferyści mogą być niewątpliwie dumni – obecnie chyba nawet Gierek nie uważałby za stosowne budować więcej.

Czytaj dalej

Suwerenność gospodarcza w (hipotetycznej) praktyce

W poprzednim odcinku zarysowaliśmy problematykę suwerenności gospodarczej, próbując jednocześnie sformułować definicję, jak naszym zdaniem należy rozumieć to pojęcie. W dzisiejszym suplemencie do tematu – próba transplantacji generalnego konceptu na grunt hipotetycznej ekono-praktyki.

Przypomnijmy: materialne fundamenty suwerenności stanowi zdolność do zapewniania populacji danego kraju/terytorium zaopatrzenia w trzech kluczowych obszarach:

  1. żarcio-gadżetowym
  2. energetycznym
  3. farmaceutycznym

Co istotne, to zaopatrzenie powinno być zapewnione w taki sposób, aby bezpieczeństwo w tym zakresie nie mogło być w sposób łatwy zhakowane z zewnątrz (tu mamy na myśli głównie wszelkiego rodzaju próby konkwisty czy krucjaty w wykonaniu hit-manowych rycerzy globalnego kapitału), a warunkiem tego bezpieczeństwa NIE powinno być zaganianie własnej populacji do roboty służącej zaspokajaniu potrzeb tego kapitału, ani też wystawianie własnych realnych aktywów gospodarczych (w tym zwłaszcza zasobów mineralnych) na licytacje (lub/i bezmyślne pompowanie tych zasobów za-granicę w ramach fantomowej, sabotującej bazę materialną społeczeństw na rzecz wspierania globalnego frirajderstwa akcji ‘ku bogactwu drogą eksportu’) [1].

Czytaj dalej

Co to suwerenność gospodarcza?

Praktycznie cała współczesna, globalnie dyscyplinująca konstrukcja pragmatycznego leseferyzmu oparta jest w zasadzie tylko na jednym kluczowym filarze: konkurencyjność, którą uzyskuje się dzięki buto-dociskaniu proli, ma koniec-końców sens o tyle, że każdy kraj (oprócz emitenta/ów walut/y rezerwowej) musi eksportować [1] swoją wytwórczość, po to chociażby, żeby zabezpieczyć własnej populacji dostępność koszyka niezbędnego do egzystencji, którego zawartość co do zasady przynajmniej częściowo pochodzi z importu. Na ten bazowy koszyk składają się:

Czytaj dalej