Archiwum autora: pracownia e-p

Wolni jak rajscy Ptacy – czyli komentarz PE-P n/t wybicia szamba w Rzgowie

Dziś ponownie w tonacji ad-hoc.

Może Czytelnicy mieli już okazję zapoznać się z materiałem intersieciowym dot. zagłębia januszexo-modowego w Rzgowie – wyspy prawdziwej wolności gospodarczej na oceanie socjalizmu, na której wystawianie czy żądanie wystawienia faktury VAT jest (czy przynajmniej było do niedawna) uważane za mega faux-pas. (Linkujemy do wypoka, bo na dzień dzisiejszy oryginalne źródło blogo-notki występujące pierwotnie pod adresem oszuscipodatkowi.com znikło z intersieciów. Tekst jak dla nas ‘uczy i bawi’ – tym, którzy nie czytali, polecamy, natomiast dla tych, którym się nie chce – pokrótce chodzi o to, że hurtownie-grażynexy gnieżdżące się w boksach hal centrum Ptako-mody w Rzgowie, które notują – wg. cyt. relacji – dzienne obroty rzędu 500-700k, w w księgach przychodo-rozchodowych zwykłe są wykazywać sprzedaż rzędu kilkudziesięciu tys. – z tym że – uwaga – za cały miesiąc!)

Czytaj dalej

Reklamy

O Wunderwaffe, za pomocą której neolib planuje „uratować ZUS przed bankructwem”

Dziś trochę z ad-hoca, tak że prosimy o potraktowanie naszego nieco obcesowego podejścia do trudnej tematyki  z pewną dozą wyrozumiałości.

Jak niektórzy Czytelnicy być może wiedzą, ostatnio (bodajże od dwóch lat) w wiodącym kraju praktyczno-leseferystycznym miało miejsce dość znaczące przebiegunowanie istotnego trendu, a mianowicie po raz pierwszy pewno od 100 (czy może nawet więcej) lat oczekiwany wiek dożywalności odnotował tam spadki (stosowne info wyklikać sobie można tu). Jedni mogą to tłumaczyć statystyczną aberracją, inni jako winowajcę będą wskazywać tamtejszy styl życia, a jeszcze inni rzucą oskarżenia na amerykańskich przedsiębiorców farmaceutycznych, którzy dzięki swoim innowacyjnym produktom (takim jak oxycontin) pozyskali bazę wiernych, systematycznie i entuzjastycznie wchłaniających te nowatorskie medykamenty konsumentów (złośliwi ten udany model sprzedażowy nazywają rozsiewaniem epidemii opioidyzmu).

My jednak w dynamice zjawisk zachodzących w bardziej zaawansowanych krajach kapitalistycznych staramy się zawsze dostrzec jakieś znaki-prognostyki, które z czasem mają szanse zreplikować się w podążających tą samą ścieżką rozwoju krajach peryferii, takich jak nasza Nadwiślańska Neoliberalna.

I tym razem, jak się okazuje, nie przyszło wcale nam czekać zbyt długo na to, aby pierwsze symptomy zainicjowanych w US procesów demograficznych zmaterializowały się właśnie nad Wisłą (o czym poinformował nas nasz ulubiony zbiornik do samplowania treści leseferystycznych, czyli forsal). Okazuje się bowiem, że za 2017 rok GUS odnotował tak aberracyjnie wysoką liczbę zgonów, że te dane mogą sugerować odwrócenie do niedawna jeszcze nadal rosnących nadwiślańskich trendów dożywalności. Jak twierdzi cytowany w artykule profesorek: „Można szacować, że z powodu dość dużego wzrostu liczby zgonów ubiegłoroczna statystyczna długość życia mężczyzn i kobiet skróciła się o 1–2 miesiące.” A jak wiedzą obserwatorzy trendów – po przełamaniu rosnących dotąd krzywych nie należy pochopnie łapać noża.

Czytaj dalej

Oficjalne: PE-P wycofuje poparcie dla JG

Jak mogli zauważyć uważni Czytelnicy naszych ekono-chemitrailsów, ekono-memetyka PE-P – w przeciwieństwie do skamielinowych form typu mizesologia – żyje, a przez to podlega procesom ewolucji (czy – jak niektórzy Czytelnicy pewno po dzisiejszym odcinku stwierdzą – dewolucji). I podobnie jak w przypadku biolo-ewolucji te procesy przemian epizodycznie ulegają akceleracji, czego ekspresją będzie właśnie dzisiejszy odcinek.

Traf chciał, że po lekturze jakiegoś kolejnego, stutysięczno-pierwszego internetowego sporu pomiędzy zwolennikami UBI (Uniwersalnego Dochodu Gwarantowanego) a adwokatami JG (Gubmintowej Gwarancji Zatrudnienia) „coś w nas pękło”; tym czymś była niestety wiara w sens dalszego propagowania konceptu JG. Dla jasności dodajmy – obecna wiedza nie daje nam również żadnych podstaw do przyznania UBI pracownianego stempla progresywności; stąd w tym „odwiecznym” sporze my przyjmujemy od dziś pozycję neutralno-rezygnacyjnej obojętności.

Czytaj dalej

Czy Kaczynski odkrył pra-przyczynę plagi stanowisk typu superflouos?

[…]it may be that machines will take over most of the work that is of real, practical importance, but that human beings will be kept busy by being given relatively unimportant work. It has been suggested, for example, that a great development of the service industries might provide work for human beings. Thus people would spend their time shining each other’s shoes, driving each other around in taxicabs, making handicrafts for one another, waiting on each other’s tables, etc. This seems to us a thoroughly contemptible way for the human race to end up, and we doubt that many people would find fulfilling lives in such pointless busy-work. They would seek other, dangerous outlets (drugs, crime, “cults,” hate groups) unless they were biologically or psychologically engineered to adapt them to such a way of life.

It would be better to dump the whole stinking system and take the consequences. [tłum. –> [1]]

(Industrial Society and Its Future)

Choć cytat wstępniakowy powinien rozwiać wątpliwości – zaznaczmy od razu dla jasności, że w tytule nie chodzi o tego Kaczyńskiego, który odkrył, jak z powodzeniem napompować swoje ego, wykonując klasyczną robotę typu superflouos w roli top-dogowego nadwiślańskiego politykabukowca; zgłębianie sekretów takiego sukcesu zdecydowanie wykracza poza ramy naszego portalu. Koincydencję nazwisk wykorzystaliśmy po prostu jako prymitywną kliko-przynętę, a autorem ww. słów jest nie kto inny jak Ted Kaczynski a.k.a. Unabomber.

Czytaj dalej

Ile warta jest praca?

W dzisiejszej pogadance rozwinięcie wątku dotychczas jedynie zasygnalizowanego (np. tam), tj. o patologiach wynagradzania w systemach motywowanych wartością wymiany.

Jeśli powierzymy się grawitacji wartości wymiany, odpowiedź na tytułowe pytanie będzie brutalna w swojej prostocie: „Praca jest warta tyle, ile ktoś będzie skłonny zapłacić za jej wykonanie”. Stąd fakt, że praca kierownika instytucji zajmującej się żonglerką zapisami IOU jest wynagradzana 100 czy 1.000 razy wyżej niż fucha np. utylizatora odpadów, dla wyznawcy leseferyzmu będzie (czy przynajmniej powinien) reprezentować stan perfekcyjnie normalny i naturalny [1].

Czytaj dalej

Do czego potrzebna jest „praca” superflouos – teoria syndromu małpki-kapucynki

Czytelnicy naszego bloga jak i wszyscy krytyczni obserwatorzy ekono-życia wiedzą, że we współczesnym kapitalizmie 70-90% realizowanego agregatu czasu pracy najemnej reprezentuje parę w gwizdek, czyli poświęcone jest na wykonywanie czynności nieistotnych/zbędnych (a często wręcz kontr-produktywnych) z perspektywy dostarczania zasobów na potrzeby spożycia, zwłaszcza jeśli mamy na myśli taką konsumpcję, którą na wyrost – ignorując chwilowo wyzwania termodynamiczne – można nazwać racjonalną (nie-ostentacyjną). Tego rodzaju aktywność my określamy jako „praca” (a dokładniej stanowiska/miejsca pracy) typu superflouos.

Powstaje pytanie: skoro tak gigantyczne ilości czaso- i wysiłko-nakładów każdego dnia każdego miesiąca i każdego roku podlegają nieustającym procesom marnotrawstwa – co sprawia, że to szaleństwo nie tylko trwa w najlepsze, ale wręcz tworzenie nowych tego typu stanowisk witane jest entuzjastycznie zarówno przez leseferystyczne gubminty, jak i przez będącą ofiarą tego absurdalnego systemu prolo-populację?

Czytaj dalej

Bitcoin – zwiastun nadejścia osobliwości ‘prawdziwego kapitalizmu’?

Gospodarka oparta na prawie wartości wymiany (a.k.a. kapitalizm) z zasady zawsze pozostawała doskonale obojętna wobec ścieżek peregrynacji realnych zasobów, przynajmniej dopóki finalnym rezultatem tych przepływów było nabicie hajsowych sald kreatorów bogactwa przy zachowaniu spolegliwości prolo-kompostu na odpowiednim poziomie. Jednocześnie – celem „naukowego” uzasadnienia frirajdersko-rabunkowej eksploatacji zasobów, zarówno tych nieodnawialnych (jak np. dywidenda termodynamiczna), jak i odnawialnych (prolo-kompost) – graalem teoretyków leseferyzmu stała się towaryzacja absolutna, która – w wersji prawdziwego kapitalizmu – miała objąć także ziemię (naturę), pracę (czas sapiensowy) oraz pieniądz, czyli trzy kategorie, które stanowią klasę „fikcyjnych towarów” (ficticious commodities) wg. Polanyi’ego.

Historycznie, to właśnie polityczne próby usankcjonowania towarowego statusu tych trzech szczególnych kategorii wydają się wyznaczać granicę, poza którą funkcje zdrowego rozsądku czy racjonalizmu zasobowego przejmuje szczególna grawitacja rynkowa, do której zainstalowania dążyła zawsze i dąży nadal uparcie ortodoksja leseferystyczna. Tzn. tam, gdzie z przyczyn pragmatyki zdecydowano się porzucić pogoń za towaryzacją absolutną, tam też zdarzały się epizody generalnej prosperity. Przykładami odejścia od ortodoksji było ustanowienie (pod naciskiem świadomej, zdesperowanej i zorganizowanej prolo-masy) standardu wymiaru czasu pracy typu 5 x 8, a później New Deal, czy powojenne gospodarki ~pełnego zatrudnienia czy towarzyszące temu próby wdrażania konceptów „państwa opiekuńczego” w Europie Zachodniej.

Czytaj dalej

Reaktywacja systemu „nakazowo-rozdzielczego” – nowa perspektywa

(Odcinek zainspirowany komentarzem internauty citizencokane  do tego wpisu Jehu.)

Niezaprzeczalnym faktem z życia współczesnego kapitalizmu jest zjawisko masowego występowania stanowisk pracy najemnej typu superflouos, tj. takich, które w żaden bezpośredni (czy najczęściej nawet nie w  pośredni) sposób nie przyczyniają się do zwiększenia efektywności zagospodarowania zasobów (bądź inaczej: nie wytwarzają wartości użytkowej).

Typowymi przykładami tego typu praco-najemno niewolnictwa będą biurwy gubmintowe, cała potężna armia rzucona na front sprzedaży, obsługa zbędnych czy sub-optymalnych z punktu widzenia zasobowego łańcuchów dostaw, jak również załogi zaangażowane najpierw do wytworzenia, a następnie do utylizacji „nadmiarowej” (czy zaplanowanej pod kątem wartości wymiany, a nie wartości użytkowej) produkcji i towarzyszących jej odpadów, pracownicy zakładów wytwarzających przedmioty na potrzeby ostentacyjnej konsumpcji  jak i produkujący środki przeznaczone do eksterminacji innych sapiensów czy w ogóle stworzeń wszelakich,  a także prolo-kompost zaangażowany do wykonywania usług służących li-tylko podtrzymaniu statusu klasy próżniaczej (kamerdynerzy, trenerzy zwierza domowego, polerowacze sreber etc.), plus do tego  praktycznie cała sfera finansów i ubezpieczeń (czy ogólniej – większość siły roboczej angażowanej na potrzeby obsługi obiegu cząstek pieniądzowych jak księgowi, doradcy, maklerzy, windykatorzy etc.), większość gargantuicznego aparatu ds. ochrony własności prywatnej, funkcjonariusze aparatu masowej dezinformacji  – wymieniać można by jeszcze długo, ale może kiedyś poświęcimy cały odcinek na stworzenie takiego katalogu, natomiast dziś o szczególnych perspektywach, które otwiera taki patologiczny społeczny podział pracy. Ale – wróć! – nieomal popełnilibyśmy poważne faux pas, pomijając w tej litanii zbędnych posad ekonomistów! Teraz dopiero możemy kontynuować.

Czytaj dalej

Deflacyjny scenariusz kolapsu energetycznego współczesnego modelu gospodarowania

W kilku poprzednich odcinkach przewijał się nasz ulubiony doomsejerski koncept, tj. zderzenia się algorytmów pompowania pekabu z barierą możliwości dalszego zaciągania na te potrzeby coraz większych ilości dywidendy termodynamicznej. Dziś parę słów o jednej z możliwych, nieco kontr-intuicyjnej wersji upadku współczesnych modeli gospodarowania, czy w ogóle całej Cywilizacji opartej na spalaniu węglowodorów.

Najpierw przypomnijmy tło faktograficzne.

Czytaj dalej

Prolo-ekono-ksenofobia vs. internacjonalizm wolnorynkowców

Na początek wyjaśnijmy, o co nam chodzi z tą ekono-ksenofobią. Otóż my wyróżniamy dwie jej (zasadniczo różne od siebie) odmiany: prolo-ekono-ksenofobię i neo-merkantylistyczną czy częściej tylko politykabukowo-manipulacyjną ekono-ksenofobię pro-kapitalistyczną. Wyjaśnieniu tego pierwszego fenomenu poświęcony jest cały dzisiejszy odcinek, natomiast ta druga odmiana polega mniej-więcej na faktycznym (czy przynajmniej werbalnym) faworyzowaniu rodzimych kapitalistów względem zagranicznych przy pełnym poszanowaniu pozostałych reguł neoliberalizmu, w tym zwłaszcza dochowaniu wierności paradygmatom dyscyplinowania siły roboczej.

Zauważmy, że te ekono-ksenofobie, choć napędzane całkiem innymi procesami i motywowane z zasady wręcz przeciwstawnymi przesłankami, mogą koegzystować w danym kraju równolegle i pokojowo, a nawet mogą upatrywać swojej politycznej reprezentacji w jednym i tym samym ugrupowaniu politykabukowym; wszystko to rzecz jasna dzięki zlobotomizowaniu zarówno politykabukowych tzw. elit jak i elektorato-masy memetyką leseferystyczną. Ale do meritum, czyli dziś o mechanice prolo-ekono-ksenofobii.

Czytaj dalej