Archiwum kategorii: dochód gwarantowany

Uniwersalny Kredyt Energetyczny zamiast UBI – pomysł

(a może bardziej ekono-gimnastyka szaro-korowa niż pomysł; pomysły produkują ci, którzy wierzą w możliwość ich realizacji).

Z poprzednich odcinków z kat. ekonomia vs. termodynamika pamiętamy, że z uwagi m.in. na rosnący energetyczny koszt energii [ECoE] gospodarka industrialna nie jest już dłużej w stanie utrzymać realnego dobrobytu materialnego w krajach Centrum na poziomie choćby sprzed dekady, nie mówiąc już o zapewnieniu dalszego jego wzrostu. (Jeśli ktoś chce sobie odświeżyć, jakie są podstawowe uwarunkowania działania ekonomii, można to zrobić, oglądając kolejny filmik Pana Jancovici).

Spadek dostępności taniej energii w sposób dość istotny koliduje z paradygmatem postępu opartego na algorytmach wartości wymiany, do którego kapitaliści, spora część ludności, jak i leseferystyczne gubminty zdążyli się na przestrzeni drugiej połowy XX w. dość mocno przywiązać. To przywiązanie z kolei w połączeniu z determinacją tychże gubmintów do ochrony interesów Globalnych Frirajderów (Posiadaczy) sprawia, że żadne istotne próby zmiany tego kolizyjnego kursu nie są (i najprawdopodobniej nie będą) podejmowane, mimo że wykoncypowanie sposobów zaradczych (może nie panaceów, ale przynajmniej skutecznych anestetyków) nie przekracza możliwości przeciętnego blogera, czego dowodem ma być właśnie dzisiejsza czytanka.

Czytaj dalej

Reklamy

PE-P bierze się za obronę UBI i ponosi auto-porażkę (odc. 2/2)

W części pierwszej naszej (zdradzamy od razu: zmierzającej ku porażce) mini-kampanii na rzecz nadania UBI stempla progresywności wykazaliśmy (sobie przede wszystkim), że „technicznie” (czy technologicznie) wprowadzenie takiego programu dochodu uniwersalnego w wersji pełnowymiarowej (gwarantującej poziom subsistence, a nie oszukano-budżetowanej, jak propagowana przez niektórych co cwańszych leseferystów) jest całkiem realne, tzn. nie przedstawiałoby żadnych istotnych problemów czy zagrożeń dla typowej współczesnej gospodarki zasilanej intensywnie (jak na razie jeszcze) dywidendą termodynamiczną. W szczególności – wobec istotnych rezerw produkcyjnych – nie są uzasadnione obawy w zakresie, że UBI miałby jakoby nieuchronnie prowadzić do inflacji (czy hiperinflacji) ciągnionej popytem.

Natomiast należy przyznać, że presje inflacyjne mogłyby się pojawić po drugiej stronie równania – tj. po stronie podażowej (inflacja pchana przez koszty). Tj. ewentualny odpływ siły roboczej („ucieczka w UBI”) oznaczałby – przynajmniej na pierwszy rzut ekono-oka – problemy po stronie podaży, tzn. praco-rozdawaczki zderzyłyby się  z sytuacją  „braku rąk do pracy”, rzecz jasna przy stawkach, do których przyzwyczaił ich standardowy, obecnie panujący reżim NAIRU. Natomiast wiemy, że inflacja mająca źródło w podwyżkach płac będzie zmartwieniem głównie dla zgromadzaczy pieniądzowych IOU i wierzycieli (oraz w jakimś stopniu dla tych bytów zwanych konsumentami, których dochody nie pochodzą z pracy najemnej, ani też nie są indeksowane do wzrostów cen).

Czytaj dalej

PE-P bierze się za obronę UBI (i ponosi auto-porażkę) (odc. 1/2)

Dziś – niejako kontynuując  tematykę zagadnień ‘co zamiast NAIRU’, gdzie 2 odcinki temu pastwiliśmy się nad JG – próba pójścia za ciosem; czyli:  skoro nie Gwarancja Zatrudnienia, to może jednak UBI (Universal/Unconditional Basic Income – czyli gwarantowany dochód podstawowy) – a przynajmniej taki w wersji nie-oszukanej (o co-tu-kaman, o tym za chwilę) – miałby lepsze szanse zmienić oblicze praco-najemno niewolnictwa? Spróbujmy się przekonać …

Czytaj dalej

O perspektywach praco-rozdawnictwa

Można stwierdzić, że dla sympatyków wszystkich nurtów ekonomii burżuazyjnej jedną z największych trosk jest niedostateczny poziom praco-rozdawnictwa, czyli inaczej: zatrudnienie jest mniejsze (czy bezrobocie większe) niż optymalne, przynajmniej z perspektywy pekabu. Różnice pomiędzy poszczególnymi obozami wolnorynkowców leżą w odmiennym zidentyfikowaniu przyczyn takiego niekorzystnego (czy przynajmniej kłopotliwego) stanu rzeczy. I tak odpowiednio np.:

  1. Wolnorynkowcy, którzy grawitują w kierunku singularitarianizmu („techno-osobliwiatarianie„?) będą skłaniać się do poglądu, że praco-rozdawnictwo będzie w trendzie zanikającym z uwagi na geometryczny postęp automatyzacji i robotyzacji

  2. Złotowiekowcy jak i realiści wolnorynkowi przyczyn upatrują po stronie popytu, który jest niedostateczny z powodu np. za niskich płac (czy zbyt małych deficytów budżetowych – w tym drugim przypadku)

  3. Leseferyści-ksenofoby winą obarczają outsourcing czyli ucieczkę produkcji do krajów trzeciego świata czy choćby na peryferie neoliberalnego centrum, będącą wynikiem niedostatecznego patriotyzmu kapitału, czego wyrazem ma być wyzyskiwanie proli obcych w miejsce rodzimych (co ciekawe, w krajach peryferii neoliberalnego imperium ksenofobo-leseferyzm charakteryzuje się nieco innymi, a często wręcz przeciwstawnymi objawami: lamentowany jest napływ obcego kapitału, a otwieranie oddziałów zagranicznych przez krajowych wyzyskobiorców łechce narodową dumę z ekspansjonistycznych zdolności naszego kapitału; taki ideowy misz-masz może niestety wskazywać na pewne wewnętrzne sprzeczności podejścia, które wykazuje determinację do terytorialnego otagowania kapitału, być może w próżnej nadziei, że za tym fantomem stoi coś więcej niż podążanie za algorytmem M(t2) > M(t1)

  4. Mizesolodzy wskazują (niespodzianka!) gubmint jako źródło wszelkich ekono-nieszczęść; także i w przypadku niemrawego praco-rozdawnictwa winowajcą jest typowy gubmintowy katalog instrumentów zwalczania wolnościo-przedsiębiorczości jak podatki dochodowe, płaca minimalna, socjal, bank centralny, deficyty budżetowe, pieniądz fiat etc. etc. – klimaty znajome.

Czytaj dalej

UBI vs. redukcja wymiaru pracy – zdefiniowanie celów

Koncept UBI (bezwarunkowy dochód gwarantowany) wydaje się być tolerowany w środowisku praktycznego leseferyzmu w przeciwieństwie do innych – naszym zdaniem bardziej racjonalnych – pomysłów upodmiotowienia (czy odzasobowienia) proli, co z pozoru może wydawać się zaskakującym odwrotem od 30-40-letniej socjal-darwinistycznej ofensywy leseferystycznej, która w obecnej mutacji prowadzona jest pod kryptonimem austerity (bądź zamiennie – pod hasłem ‘uzdrawiania finansów publicznych’, ‘reform strukturalnych rynku pracy’, ‘poprawy konkurencyjności’ etc.). Dowodem wysokiego poziomu tej tolerancji jest  fakt, że temat UBI nie tylko wypływa dość regularnie w leseferystycznych periodykach głównego potoku – z reguły sprzedawany czy typowany jako jedyne rozwiązanie „dylematu” substytucji klasycznej pracy najemnej albo przez automatyzację (np. tu) bądź też przez wyrugowanie takich sztywnych/nie-elastycznych przestarzałych form uczestnictwa w generowaniu pekabu przez rosnącą popularność wolności kontraktów zielone światło dla apkowego neofeudalizmu „ekonomii fuchowej” (zob. tam), ale  zdarza się nawet, że faktyczne projekty takich rozwiązań trafiają pod głosowania (np. helweckie referendum), czy gdzieniegdzie wręcz są nieśmiało wdrażane (pilot UBI w Finlandii; nawiasem mówiąc, z naszej strony wątpimy w realność wprowadzenia pełnowymiarowego* UBI w krajach, które nie dość, że podpisały euro-leseferystyczne pakta fiskalne, to jeszcze na dodatek zeksternalizowały swoją politykę monetarną; to się może udać jedynie przy założeniu totalnej masakry pozostałego socjalu i systemów usług publicznych; a może właśnie o to chodzi?). Tym, co szczególnie uruchamia nasz alert, są pojawiające się głosy poparcia dla UBI ze strony figur, które grają w lidze Globalnych Posiadaczy, w tym takich znanych jako zagorzali głosiciele neo- czy krzemo-randroidalnej filozofii. Czytaj dalej

Robota dla roboty to głupota czyli fokk jobs

Niedawno natrafiliśmy na interesujący esej autorstwa historyka prof. Jamesa Livingstona dostępny do poczytania tu. Interesujący, bowiem mamy tu do czynienia z rzadkim fenomenem odrzucenia kultu praco-rozdawania czy tzw. kreowania miejsc pracy, który to kult, jak słusznie zauważa Autor, jest wspólnym mianownikiem zarówno tzw. prawicy i tzw. lewicy; obie te memetyki różnią się między sobą w tym zakresie jedynie wyborem środków, za pomocą których takie korzystne zwiększenie prolo-wykorzystania ma być osiągnięte.

Celem złapania kontekstu notki zachęcamy do rozpoczęcia od przeczytania artykułu. Dla tych “leniwych” (czy może raczej – zgodnie z duchem podejścia fokk jobs – “szanujących swój czas” – co należy uszanować i pochwalić) w kilku zdaniach o co chodzi w rzeczonym tekście: Czytaj dalej