Archiwum kategorii: redukcja czasu pracy

Roboty = więcej czy mniej roboty?

Dziś chcieliśmy zwrócić uwagę na pewien szczególny fenomen, który zdominował ekono-myślenie praktycznie na całym spektrum, tj. począwszy od brutalistów wolnorynkowych, poprzez leseferystyczne centrum, poprzez złotowiekowców, aż do realistów wolnorynkowych,  czasami nawet zagnieżdżając się także w korach samo-zadeklarowanych socjalistów, czy też „oswojonych” marksistów. Chodzi mianowicie o totem miejsc pracy.

Źródeł tego totemu należałoby najprawdopodobniej szukać w konceptach – nazwijmy to umownie – około-keynesjańskich, czy post-new-dealowych, bowiem sama idea „interwencyjnego” tworzenia miejsc pracy zrodziła się (czy nabrała popularności) prawdopodobnie w reakcji na załamanie kapitalistycznego modelu produkcji podczas Wielkiego Kryzysu w latach 1929~1933, kiedy to desperacja skłoniła gubmintowców do zainteresowania się konceptami Keynesa. W kapitalizmie w momencie kiedy obieg pieniądza ustaje (zwalnia), sparaliżowana zostaje również – jak się wydaje – zdolność do produkowania gadżetów (coś jakby na budowie zabrakło metrów). Jednym z pomysłów-recept mających zrestartować kapitalistyczny motor jest wzbudzenie „prądu” (przepływu hajsów) poprzez rozdawanie pracy – przez gubmint, bądź też poprzez jakieś formy stymulacji zatrudnienia w sektorze komercyjnym/prywatnym.

Czytaj dalej

Reklamy

O tym jak Zbożowy Diabeł wziął sapiensów pod włos

[Narrację antropo-historyczną tego odcinka opieramy na Against the Grain Jamesa C. Scotta [1]

Prawdziwym przekleństwem ludzkości (jak i w ogóle dla każdego biolo-systemu) jest monokultura. Wbrew obiegowej legendzie, według której pierwsze poważniejsze siedliska sapiensowe (w dolinie eufrato-tygrysowej) oparte były na monokulturach zbożowych, które z kolei wymagały intensywnej irygacji, a to z kolei mogło być zorganizowane jedynie przez coś w rodzaju pre-gubmintu, badania wskazują, że pierwotne zagęszczone osadnictwo w tamtym rejonie oparte było na mega-różnorodności biologicznej charakterystycznej dla naturalnych, nawilgoconych, moczarowo-zalewowych eko-systemów. Błędem(/manipulacją?), który popełniały generacje badaczy i który powielały następnie generacje interpretatorów historii jako linearnego ciągu postępu i który nadal kształtuje sposób, w jakim powszechnie postrzegana jest ekono-prehistoria sapiensowa, było przyjęcie, że te kolebko-cywilizacyjne terytoria 6 czy 8k lat temu były tak samo wyschnięte i wyzute z naturalnej wegetacji, jak to ma miejsce obecnie.

Tymczasem, według najprawdopodobniejszej wersji opartej na najnowszych badaniach prehistorii tych kolebko-cywilizacyjnych obszarów, w owym czasie środowisko tych terytoriów było bardzo przyjazne dla różnych form dzikiej wegetacji, tworząc warunki sprzyjające bio-różnorodności. Ta bio-różnorodność – zaindukowana prawdopodobnie korzystnymi zmianami klimatu, które wystąpiły cirka 10k lat temu – niejako sama serwowała zamieszkiwaczom tych pierwotnych osiadłych skupisk ludzkich jak na tacy rozmaitość i obfitość bez konieczności ciągłego przemieszczania się. W rytm zmieniających się corocznych „pulsów” ‘mokrzej/suszej’  – kalorie w przeróżnych, sezonowych formach materializowały się niezawodnie w promieniu wystarczająco małym, żeby pozwolić  sapiensom na komfort posiadania stałej bazy wypadowej. Ta naturalna profuzja charakteryzowała się – w porównaniu do późniejszych agro-monolultur – znacznie wyższymi poziomami odporności jak i odnawialności zasobów, niższymi poziomami ryzyka plagi czy nieurodzaju, a to wszystko przy znacznie korzystniejszym stosunku ‚nakłady kaloryczne (energetyczne)/efekty’. Garden of Eden anyone?

Czytaj dalej

Systemowe pokazanie fokka praco-najemno niewolnictwu w praktyce

Wiemy, że bazą “sukcesu” reżimu dominacji zwanego kapitalizmem było wygenerowanie takiego środowiska, w którym Zdominowani (prole) garną się do dostarczania Dominatorom wartości dodatkowej spontanicznie, tj. co do zasady bez konieczności stosowania wobec nich środków przymusu bezpośredniego – inaczej niż to miało miejsce w gospodarkach opartych o oficjalne niewolnictwo [1]. W systemie praco-najemno niewolnictwa [P-NN] rolę zaganiacza do roboty pełni mniej czy bardziej dyskretny przymus ekonomiczny, dzięki mocom którego praco-najemno niewolnicy sami wystawiają się na targu zwanym rynkiem pracy, starając się wyeksponować swoje atrybuty zblazowanym plantatorom uprawiającym monokulturę zmonetyzowanego wyzyskobrania.

We współczesnych realiach Zachodu dla zdecydowanej większości populacji aktywny udział w praco-najemno niewolnictwie (bądź w jego opartych również na pracy najemnej strukturach pomocnicznych, jak urzędy, szkoły czy policja) pozostaje jedyną dostępną opcją ekono-życiową. Oczywiście są wyjątki – jakaś część nie-kapitalistów utrzymuje się w drodze faktycznego „samo-zatrudnienia” (tj. przy okazji sprzedawania owoców swojej pracy nie dostarcza wartości dodatkowej jakiemuś pośrednikowi czy organizatorowi), a inna z kolei może próbować wyżyć z „socjalu”, przy czym najczęściej ten drugi wybór wiązać się będzie z koniecznością ciągłego i mozolnego wykazywania aparatowi administracyjnemu zbudowanemu w celu utrwalania P-NN (gubmintowi) swojej nieprzydatności w charakterze wyzysko-dawacza.

Tak czy owak – w przypadku młodych pre-proli urodzonych w gospodarstwach domowych, gdzie podstawowym źródłem utrzymania jest praca najemna, domyślnie (i często wręcz w połączeniu z pełnymi optymizmu nadziejami) przyjmuje się, że przyszłe bytowanie tej dziatwy polegać ma właśnie na podążaniu ścieżką praco-najemno niewolniczą. W związku z tym każdy młody sapiens ma obowiązek uczestniczyć w konsumujących znaczną część dzieciństwa zajęciach przygotowujących właśnie do takiej roli społecznej zwanych systemem powszechnej edukacji.

Czytaj dalej

Oficjalne: PE-P wycofuje poparcie dla JG

Jak mogli zauważyć uważni Czytelnicy naszych ekono-chemitrailsów, ekono-memetyka PE-P – w przeciwieństwie do skamielinowych form typu mizesologia – żyje, a przez to podlega procesom ewolucji (czy – jak niektórzy Czytelnicy pewno po dzisiejszym odcinku stwierdzą – dewolucji). I podobnie jak w przypadku biolo-ewolucji te procesy przemian epizodycznie ulegają akceleracji, czego ekspresją będzie właśnie dzisiejszy odcinek.

Traf chciał, że po lekturze jakiegoś kolejnego, stutysięczno-pierwszego internetowego sporu pomiędzy zwolennikami UBI (Uniwersalnego Dochodu Gwarantowanego) a adwokatami JG (Gubmintowej Gwarancji Zatrudnienia) „coś w nas pękło”; tym czymś była niestety wiara w sens dalszego propagowania konceptu JG. Dla jasności dodajmy – obecna wiedza nie daje nam również żadnych podstaw do przyznania UBI pracownianego stempla progresywności; stąd w tym „odwiecznym” sporze my przyjmujemy od dziś pozycję neutralno-rezygnacyjnej obojętności.

Czytaj dalej

Czy Kaczynski odkrył pra-przyczynę plagi stanowisk typu superflouos?

[…]it may be that machines will take over most of the work that is of real, practical importance, but that human beings will be kept busy by being given relatively unimportant work. It has been suggested, for example, that a great development of the service industries might provide work for human beings. Thus people would spend their time shining each other’s shoes, driving each other around in taxicabs, making handicrafts for one another, waiting on each other’s tables, etc. This seems to us a thoroughly contemptible way for the human race to end up, and we doubt that many people would find fulfilling lives in such pointless busy-work. They would seek other, dangerous outlets (drugs, crime, “cults,” hate groups) unless they were biologically or psychologically engineered to adapt them to such a way of life.

It would be better to dump the whole stinking system and take the consequences. [tłum. –> [1]]

(Industrial Society and Its Future)

Choć cytat wstępniakowy powinien rozwiać wątpliwości – zaznaczmy od razu dla jasności, że w tytule nie chodzi o tego Kaczyńskiego, który odkrył, jak z powodzeniem napompować swoje ego, wykonując klasyczną robotę typu superflouos w roli top-dogowego nadwiślańskiego politykabukowca; zgłębianie sekretów takiego sukcesu zdecydowanie wykracza poza ramy naszego portalu. Koincydencję nazwisk wykorzystaliśmy po prostu jako prymitywną kliko-przynętę, a autorem ww. słów jest nie kto inny jak Ted Kaczynski a.k.a. Unabomber.

Czytaj dalej

Reaktywacja systemu „nakazowo-rozdzielczego” – nowa perspektywa

(Odcinek zainspirowany komentarzem internauty citizencokane  do tego wpisu Jehu.)

Niezaprzeczalnym faktem z życia współczesnego kapitalizmu jest zjawisko masowego występowania stanowisk pracy najemnej typu superflouos, tj. takich, które w żaden bezpośredni (czy najczęściej nawet nie w  pośredni) sposób nie przyczyniają się do zwiększenia efektywności zagospodarowania zasobów (bądź inaczej: nie wytwarzają wartości użytkowej).

Typowymi przykładami tego typu praco-najemno niewolnictwa będą biurwy gubmintowe, cała potężna armia rzucona na front sprzedaży, obsługa zbędnych czy sub-optymalnych z punktu widzenia zasobowego łańcuchów dostaw, jak również załogi zaangażowane najpierw do wytworzenia, a następnie do utylizacji „nadmiarowej” (czy zaplanowanej pod kątem wartości wymiany, a nie wartości użytkowej) produkcji i towarzyszących jej odpadów, pracownicy zakładów wytwarzających przedmioty na potrzeby ostentacyjnej konsumpcji  jak i produkujący środki przeznaczone do eksterminacji innych sapiensów czy w ogóle stworzeń wszelakich,  a także prolo-kompost zaangażowany do wykonywania usług służących li-tylko podtrzymaniu statusu klasy próżniaczej (kamerdynerzy, trenerzy zwierza domowego, polerowacze sreber etc.), plus do tego  praktycznie cała sfera finansów i ubezpieczeń (czy ogólniej – większość siły roboczej angażowanej na potrzeby obsługi obiegu cząstek pieniądzowych jak księgowi, doradcy, maklerzy, windykatorzy etc.), większość gargantuicznego aparatu ds. ochrony własności prywatnej, funkcjonariusze aparatu masowej dezinformacji  – wymieniać można by jeszcze długo, ale może kiedyś poświęcimy cały odcinek na stworzenie takiego katalogu, natomiast dziś o szczególnych perspektywach, które otwiera taki patologiczny społeczny podział pracy. Ale – wróć! – nieomal popełnilibyśmy poważne faux pas, pomijając w tej litanii zbędnych posad ekonomistów! Teraz dopiero możemy kontynuować.

Czytaj dalej

Redukcja wymiaru czasu pracy w PL – pierwszy głośniejszy głos na puszczy

Z zasady trzymamy się z dala od politykabuki, ale dziś –  z uwagi na główny motyw przyświecający PE-P – czujemy się w obowiązku krótko zaanonsować, że chyba po raz pierwszy w historii Trzeciej Neoliberalnej mainstreamowe (tj. notowane przy najmniej od czasu do czasu przez agencje badania opinii) ugrupowanie polityczne wyartykułowało postulat dość radykalnej redukcji wymiaru czasu pracy najemnej [RWCPN]. (Zajawki w tym przedmiocie jak i może dalszych szczegółów należy poszukiwać tu.)

Ponieważ – zgodnie z linią memetyczną PE-P – w obecnym ekono-środowisku taki właśnie postulat jest jedynym, który w miarę realistycznie zmierza do optymalnego zespolenia (czy przynajmniej pogodzenia) dwóch filozofii – dążenia do poprawy prolo-doli oraz realizmu termodynamicznego – niezwłocznie przyznajemy tamtejszemu Zespołowi Programowemu naszą Odznakę Progresywizmu.

Czytaj dalej

Z cyklu „Co zamiast PKB?” – IWPNN

Jak wiemy, PE-P nie należy do zwolenników epatowania czy w ogóle posługiwania się pekabem (czy jego wariacjami typu PKB p-c/PPP) jako miernikiem dobrobytu, a już w szczególności jako wyznacznikiem dobrostanu prolo-kompostowców. Swego czasu jako przykład alternatywnego wskaźnika ekono-kondycji populacji podaliśmy Satisfaction with Life Index. Z podobnych klimatów można dorzucić opracowanie ze strony Our World in Data albo World Happiness Report (pdf  – dla ciekawych, a leniwych: Trzecia Neoliberalna na miejscu 46/155 – całkiem nieźle!)

Ale uczynić ludzi szczęśliwszymi czy chociażby bardziej usatysfakcjonowanymi nie wydaje się sprawą łatwą, stąd my dziś przygotowaliśmy propozycję zastosowania innego wskaźnika dobrostanowego – takiego, który każdy kraj mógłby sobie poprawić z dziecinną wręcz łatwością! Tym wskaźnikiem, który w tym odcinku niniejszym chcemy zaprezentować (i wypromować!) jest Indeks Wolności Praco-Najemno Niewolników [IWPNN] (lub – alternatywnie: Indeks Prolo-Wolności). Indeks ten uzyskuje się, biorąc liczbę godzin przepracowanych rocznie przez średnio-statystycznego zatrudnionego prola, a następnie dokonując jej odwrócenia (wrzucenia do mianownika [1]). Tj. im mniej godzin wyzyskodawania przypada średnio na pracującego obywatela, tym pozycja kraju w rankingu IWPNN będzie wyższa.

Spójrzmy na zestawienie przygotowane przez OECD (uszeregowane od najmniejszej do największej liczby przepracowanych prolo-godzin):

Czytaj dalej

Z cyklu ’Co zagania proli do roboty?’: Koszty stałe partycypacji

Zgodnie z obietnicą z poprzedniego odcinka miało być o pewnym (naszym?) patencie na poprawę perspektyw redukcji wymiaru czasu pracy najemnej poprzez zastopowanie nakręcania się spirali długów prywatnych, czy bardziej ogólnie – przez zredukowanie ciężarów renty w gospodarce praktycznego leseferyzmu. O tym konkretnym koncepcie jednak dopiero następnym razem, ponieważ uznaliśmy, że warto najpierw zarysować ekono-mechanikę, która motywuje i uzasadnia naszą hipotetyczną „reformę’.

Naszym leitmotifem/ekono-krucjatą w PE-P jest próba sprzedania mema o potrzebie i zasadności radykalnego skrócenia dopuszczalnego prawnie wymiaru czasu pracy najemnej (oraz oczywiście jej zamaskowanych form pochodnych). Nasz dzisiejszy wywód zacznijmy od tego, że sceptykom mogą nasunąć się wątpliwości czy obiekcje względem sensu takiej krucjaty w obliczu faktu, że przecież praca na obecny pełny etat (czy na 2 etaty) nie tylko nie jest przymusem, ale oprócz tego współczesne formy zatrudniania wręcz kładą nacisk na elastyczność, próbując wepchać zwyczajowy paradygmat 7-15 czy 9-17 do szuflado-lamusa. Stąd też – według takiej kontr-narracji – przed coraz większą rzeszą tak uwolnionych proli otwierają się perspektywy do dobrowolnego downshiftingu. To, że mało który prol decyduje się na wyczilałt do postaci 20 czy 30 h wyzyskodawania tygodniowo, jest – zgodnie z tą percepcją – jedynie dowodem tego, że dla większości proli krańcowa użyteczność czasu wolnego jest bardzo niska. Inaczej mówiąc – prole wolą pracować dłużej po to, aby następnie móc oddawać się przyjemnościom konsumowania, bądź też w ogóle nie wiedziałyby, co ze sobą począć, gdyby nie 8-godzinne+ dobowe cykle pomagania w kreowaniu bogactwa.

Czytaj dalej

Koniec skracania czasu pracy wg. Hunnicutta – komentarz PE

Kontynuujemy tematykę zainspirowaną artykułem Hunnicutta (streszczonym tu), odchodząc jednak tym razem od oryginalnego przekazu na rzecz luźnego rozwinięcia memetyki kiedy i dlaczego kampania o redukcję czasu pracy najemnej dobiegła swojego końca.

Jak pamiętamy Hunnicutt politykę fiskalnej stymulacji F.D.Roosevelta określaną mianem New Deal zidentyfikował mniej więcej jako przewrót [1], który położył kres powszechnym jeszcze na początku lat 1930-tych tendencjom do redukcji wymiaru czasu pracy najemnej [RWCPN]. Skutkiem tego przewrotu stał się swego rodzaju (czasowy, złamany później przez kontr-rewolucję monetarystyczną) pakt-kompromis pomiędzy kapitałem a prolami. Kompromis ten odczytywany jest przez współczesnych realistów wolnorynkowych czy przez złotowiekowców jako racjonalna zasada dzielenia konfitur wzrostu produktywności pomiędzy kapitał i pracę. I właśnie w odbudowie właśnie takiego kontraktu ekono-społecznego większość z tych „postępowców”, którzy niechętnie wyglądają poza ramy ekonomii burżuazyjnej, chciałaby upatrywać remedium na bolączki współczesnego kapitalizmu.

Czytaj dalej