Archiwum kategorii: neoliberalizm

Po co neoliberałom tyle biurw?

Wszyscy chyba mieliśmy okazję usłyszeć lamenty miłośników kultu prawdziwego Wielkiego Lesefera o tym, jak to za PRL-u (czy lepiej – „za Wilczka”) liczba urzędników wynosiła 150k, podczas gdy dziś jest to – według różnych źródeł – 500 czy 700+k. Te liczby ortodoksja leseferystyczna wykorzystuje ochoczo w charakterze koronnego dowodu na to, że nad Wisłą „nie ma kapitalizmu”. Co więcej – ponieważ podobne procentowe poziomy biurwo-zatrudnienia występują także w wielu innych krajach, stąd nie-ma-kapitalizmową tezę można swobodnie ekstrapolować na resztę świata, otrzymując w efekcie mem globalnego socjalizmu.

Naszą analizę przypadku zacznijmy od sformułowania założenia, że ten „socjalizm” to tak naprawdę praktyczny leseferym (neoliberalizm), a w praktycznym leseferyzmie nic (albo przynajmniej bardzo niewiele) nie dzieje się bez wiedzy czy bez aktywnej interwencji praktycznych leseferystów (żelazna logika!). Ergo: rozrost biurokracji jest efektem świadomej decyzji praktycznych leseferystów. Taką konkluzję potwierdzałby fakt, że – wbrew popularnym przekonaniom – współczesna biblio-instrukcja określająca sposób działania neoliberalnych gubmintów (w postaci Konsensusu Waszyngtońskiego) w kwestii wielkości aparatu biurokratycznego milczy, pozostawiając tu niejako dowolność, stąd też należy domniemywać, że pęcznienie biurokracji jest czymś, co w jakiś sposób ułatwia realizację konsensusowych przykazań w praktyce.

Czytaj dalej

Reklamy

Neoliberalne metody stymulacji podaży prolo-godzin

Na początku, celem uniknięcia nieporozumień, zaznaczmy, że kiedy mowa jest o presji na zwiększenie „podaży prolo-godzin” [podaż P-G] nie jest to wcale tożsame z czymś, co neolibo-kolokwialnie określane jest jako promocja zatrudnienia.  Podaż P-G to ogólnie mówiąc agregat czasu, który prole są „gotowe” czy „skłonne” poświęcić na czynności wyzyskodawania, czyli pracy najemnej (bądź formom funkcjonalnie równoważnym).

Użyliśmy tu „gotowe”/”skłonne” w cudzysłowach, albowiem duża część,  jeśli nie większość generacji P-G ma miejsce oczywiście w wyniku działania przymusu ekonomicznego; jedynie pewna część proli-szczęśliwców, generując P-G, kieruje się innymi czynnikami, jak np. syndromem uciążliwości czasu wolnego, chęcią aktywnego uczestniczenia w pompowaniu pekabu, spotykania się z innymi prolami, czy wreszcie osiąganiem satysfakcji poprzez wykonywanie czynności pracy.

Wystąpienie podaży P-G, jak wiadomo, nie jest tożsame z jej „realizacją” czyli zatrudnieniem. Owszem, te kategorie będą się często przenikać czy korelować pozytywnie. Natomiast należy zawsze mieć na uwadze, że sytuacja, w której współczynnik realizacji osiągnie 1 (czyli 100% generacji P-G znajdzie „nabywców” po stronie praco-rozdawaczy), byłaby absolutnym koszmarem z punktu widzenia „efektywności” gospodarki praktycznego leseferyzmu, godząc w samą jego podstawę, którą jest zdolność do prolo-dyscyplinowania. Tzn. inaczej: w momencie, kiedy faktyczne bezrobocie osiągnęłoby 0% (czy ew. 2%, jeśli wliczymy frykcję) nastąpiłoby załamanie funkcji fali, która zapewnia dominację kaptału, a wtedy… sami nie wiemy, co wtedy by nastąpiło; wystarczy powiedzieć, że nie można wykluczyć nawet tego, że udział wynagrodzeń w pekabie zanotowałby istotny wzrost. Idąc dalej i wcielając się w buty leseferysty, można wyobrazić sobie chociażby takie scenariusze, w których bogactwo zaczęłoby (relatywnie) odpływać od  inwestorów, a w takim razie pewno  zabrakłoby im cząstek pieniądzowych na inwestycje! Nie mówiąc już o tym, jak przykra i upokarzająca dla kreatorów bogactwa (a demoralizująca dla proli) byłaby perspektywa konieczności „proszenia” się u wyzyskodawców! I co z totemem praco-rozdawacza? Czytaj dalej

Czym napędzany jest neoliberalizm – take 2

Dawno dawno temu tu przedstawiliśmy dwie hipotezy n/t tego, skąd neoliberalny mempleks czerpie swoją memetyczną siłę, która zapewniła mu globalny monopol na organizację modelu polityczno-gospodarczego i nadal pozwala sprawować globalnie rząd ekono-dusz pomimo szeregu poważnych porażek tego szczególnego trybu angażowania i dystrybucji zasobów, wśród których najważniejsze to np. GFC z 2007/8 (+brak zauważalnego odbicia pomimo, że minęło już 10 lat!), sprawy nierówności dochodowych, szaleństwo austerity czy chociażby ~40 lat stagnacji realnych wynagrodzeń w krajach neoliberalnego Centrum. Pierwszą z tych hipotez można określić jako Wielkie Neoklasyczne Nieporozumienie, drugą jako Neoliberalny Kolektyw Myślowy.

Dzisiaj chcieliśmy dorzucić jeszcze dwie kolejne próby znalezienia odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że system organizacji gospodarki, który obecnie wydaje się gwarantować już tylko dalszą stagnację/spadek materialnego poziomu życia dla większości oraz kontynuację rabunkowej gospodarki zasobami naturalnymi i ludzkimi, nadal wydaje się być niezagrożony jakimikolwiek poważnymi próbami jego systemowej kontestacji. Czytaj dalej

Fundusze strukturalne: przedłużenie doktryny szoku?

Tak jak było omawiane tu – neolibowa doktryna szoku w PL początku lat 1990-tych odniosła jedynie częściowy sukces; jako niepowodzenie należy odnotować przede wszystkim ograniczony postęp grodzeń, tzn. po przejściu neolibowych konkwistadorów spora część instalacji, instytucji oraz gruntów zachowała nadal status para-kolektywistyczny. Co istotne dla tej notki – duży kawałek tego tortu znalazł się ­– w efekcie różnych legislacji, wynikających z charakterystycznej dla kapitalizmu obsesji na punkcie wyodrębniania – pod administracją (i własnością) samorządów lokalnych. W tym wpisie chcieliśmy przedstawić prawdopodobny kierunek, zmierzający do załatania niektórych niedociągnięć doktryny szoku, który przebiegać może (z dużym prawdopodobieństwem) w formie bardziej strawnych dla elektoratu grodzeń pełzających, gdzie szereg z pozoru niepowiązanych procesów stopniowo, ale konsekwentnie i nieustępliwie prowadzić będzie do wydarcia znacznych obszarów z tej pozostałej po pierwszym frontalnym ataku domeny commons.

Nasz opis tego zjawiska – choć oparty na obserwacjach ze świata realnego – nie będzie miał na celu punktowanie jakiegoś konkretnego samorządu czy samorządowca i stąd nie będzie zawierać name- czy place-calling; taka dynamika, pod różnymi postaciami, może odbywać się gdziekolwiek, a przynajmniej gdziekolwiek tam, gdzie neoliberalny ustrój gospodarczy z zasady zapala zielone światło dla tego typu strategii czy po prostu prozaicznie wymusza taką a nie inną dynamikę automatycznie. Prawdopodobnie stworzenie takiego specyficznego środowiska, które z czasem będzie coraz bardziej wywierać presję na oddawanie czy pozbywanie się commons (w tym lokalnych naturalnych monopoli) pod kapitalistyczne grodzenia, było celem jednej z 4-ch kluczowych dla neoliberalizmu „reform” z 1999 r., tj. tej samorządowej (pod hasłem: więcej władzy w ręce lokalnych społeczności, ale cząstki pieniężne – najlepiej pod postacią kredytu – musita, wicie-rozumicie, zorganizować sobie sami; być może wykreowanie takich dwóch poziomów, na których odbywają się przepływy, czyni całość bardziej odporną na populizm – tzn. samorząd może łatwiej zgonić przyczyny swojej zaplanowanej impotencji w realizacji rzeczywistych potrzeb lokalnych zbiorowości na brako-pieniężność, tj. im większy wolumen całego finansowego „obrotu” gubmintowego zepchniemy w dół, tym metafora ‘państwo = takie trochę większe gospodarstwo domowe’ staje się bardziej wiarygodna). Czytaj dalej

Neoliberalizm a wysoki udział państwa w PKB – o co chodzi?

Historia ekonomii wskazuje, że pojawienie się rynków narodowych w żadnym przypadku nie było rezultatem stopniowej i spontanicznej emancypacji sfery ekonomi spod kontroli rządu. Przeciwnie, rynek był efektem świadomej i często brutalnej interwencji rządowej, która narzuciła rynkową organizację społeczeństwa dla osiągnięcia celów innych niż gospodarcze. – K. Polanyi “Wielka Transformacja”

„Nakarmcie sytych, a będzie wam dane” – Księga Przypowieści Wielkiego Lesefera [1:01]

Jeżeli chcieć by zdefiniować neoliberalizm w najkrótszych słowach – na wzór hasła: komunizm to władza rad + elektryfikacja – można by ten model określić jako: N. = bezwład rad + rezerwowa armia bezrobotnych. (Bezwład rad – czyli zdyscyplinowanie systemu 1 obywatel = 1 głos za pomocą twardej ma-te-ma-ty-ki rynkowej.)

Można zauważyć, że wspólnym mianownikiem wszystkich trzech faz neoliberalizmu (omawianych tu i tam), a szczególnie faz 2 i 3, było dążenie do stworzenia takiego systemu/reżimu, w którym aparat państwa (dalej zwany gubmintem) będzie poddany takiej właśnie dyscyplinie. Ta obserwacja pozwala na bardziej precyzyjne zdefiniowanie problemu, jaki dla proli stanowi niewątpliwie neoliberalizm, choć należy pamiętać, że mało który prol – zgodnie z założeniami – ma odpowiedni aparat poznawczy czy w ogóle czas na dostrzeżenie tego neolibo-słonia w swoim pokoju. Wg. dość popularnej hipotezy, która zakłada, że neoliberalizm to dążenie do ograniczenia udziału państwa w gospodarce, neoliberalizmu „nie ma” (przynajmniej jeszcze!), bo praktycznie nigdzie % sektora publicznego znacząco się nie kurczy. Jednak w płycie instalacyjnej do wgrania neoliberalizmu do krajowego ustawodawstwa  (program do ściągnięcia: wyszukaj pod nazwą „Konsensus Waszyngtoński”) wcale nie występuje komenda: ‘zredukuj udział gubmintu w pekabie’. Owszem – „grodzenie” w neoliberalizmie jest zawarte w linii komend (w zależności od wersji) nr 8 : ‘prywatyzuj’ i to postępuje OK po wgraniu programu tak, że coraz to nowe kawałki wydzierane są automatycznie spod domeny kolektywistycznej; jednocześnie jednak rośnie często udział sektora publicznego w innych obszarach – jak biurokracji, militaryzmu czy wydatków na budowę infrastruktury czy R&D (które mogą być następnie zutylizowane przez kapitalistów do generacji zysków, zgodnie z algorytmami prymitywistycznej ekonomii podażowej). Czytaj dalej

Alert leseferystyczny: Tramp zabierze pracę Chińczykom! (Albo i nie.)

Dzisiejszy wpis został zainspirowany notką (na którą uwagę zwróciliśmy oczywiście skuszeni tytułem rodem niczym z Fucktu) z wybizu. O ile większość notek (i ich autorów) na wybizie nawet nie próbuje ukrywać swojej leseferystycznej instrumentalności – i żeby każdą z nich odpatologizować Pracownia musiałaby być czynna 24h/dobę – o tyle akurat teksty autorstwa tego konkretnego członka wybizowej neoliberalnej załogi wydają się przynajmniej nieźle ogarniać zagadnienia makro (w tym także tematy pieniądza, co jest rzadkością). Ogólną tezę notki, nad implikacjami której chcieliśmy się dziś skupić, oddaje cytat: Czytaj dalej

Tusk dopycha kolanem CETA

Nasza pracownia z reguły stara się rysować obrazy makro, unikając identyfikowania ekono-patologii z konkretnymi osobami – nosicielami tych patologii. Jednak w pewnych warunkach – tak jak w przypadku np. świadomych rozsiewaczy epidemii – name-calling – tj. nazywanie rzeczy (rzeczo-ludzio-narzędzi rozprzestrzeniających zarazę) po imieniu jest jak najbardziej właściwe.

Z cyklu łamiących wiadomościo-analiz – wysepka opozycji wobec korpo-coup’u CETA: Walonia – choć jeszcze nadal wystaje bezwstydnie ponad ocean korpo-spolegliwości – zostanie zapewne wkrótce zatopiona w drodze kolano-dopychania (w tym także przez naszego rodzimego dopychacza – o czym za chwilę) – neolib nie z takimi demokracjo-problemami dawał sobie radę (swoją drogą: gdzie jest fokken Syriza – odgrażająca się swego czasu mocnym, grecko-honorowym vetem dla korpo-zamachu stanu TTIP? Co się stało z neomarksistami czy „prawdziwymi” socjaldemokratami i z grecko-dumą? Wszystko już rozjechane przez teolibo-euro-walec?). Czytaj dalej

Anty-prolowa fiskalna krucjata w praktycznym leseferyzmie

Utarło się przyjmować, że wysokie podatki są czymś, na podstawie czego można zidentyfikować coś, co przez prymitywistów leseferystycznych określane jest jako „socjalizm”. Niestety, zdarza się, że paliwem dla podsycania tej legendy są cząsteczkowo-pieniężne podatkowe programy socjal-demokratyczno-monetarystyczne (propagowane przez grupy, samo-określające się jako „socjaliści”), które w intensyfikacji fiskalizmu upatrują sposobów na wskrzeszenie tzw. państwa dobrobytu. Jest to kwestia wyboru: albo chcemy rozmawiać sensownie o podatkach, albo myślimy Miltonem i bawimy się w grę wyłapania (za pomocą jakiejś siatki fiskalnej o odpowiednich oczkach) jak największej (czy jak najmniejszej – w wersji mizesolo) ilości podatkowych cząsteczek pieniężnych, a następnie tak zebrany plon wsypujemy do podajnika zasilającego budżet państwa po to, żeby w oparciu o wolumen naszego żniwa zdefiniować (czy zlimitować) dostępne cele naszej zaj381stej polityki gospodarczej.

Poniżej zamieszczony detoks podatkowy nie stanowi jednak żadnej propozycji czy sugestii, jak najskuteczniej wyłapać uciekające cząsteczki pieniężne, żeby napchać nimi budżet, bo taka metoda została już opracowana przez praktycznych leseferystów – jest to po prostu fiskalna prolo-wyciskająca prasa napędzana energią strachu przed wnuko-obciążającym ujemnym wynikiem fiskalnym, agregującym się do postaci potwornego potwora długu publicznego, który z pewnością nie zawaha się przed pożarciem tych naszych wnuków po to, żeby spłacić kogoś tam (dziadków-wierzycieli, którzy zabrali wydrukowane obligacje do krainy wiecznych łowów na jeleni?). W tym wpisie jednak nie będziemy zajmować się metafizycznym roztrząsaniem podróży cząsteczek pieniężnych w czasie (czy do przyszłości czy też z powrotem do przeszłości) – skoncentrujemy się tu tymczasem na kwestii, dlaczego praktyczny leseferyzm upodobał sobie proli jako źródła wyłapywania tych podatko-pieniężno-cząstek. Czytaj dalej

Fazy neoliberalizmu na przykładzie Polski (2/2)

Kontynuując z poprzedniej notki  o fazach neolibu w Polsce:

FAZA 3 (eksternalizacja dyscypliny rynkowej 2004–…)

Przypomnę: w Fazie 2 (konsolidacji) następują zmiany systemu organizacji państwa tak, aby w efekcie wytworzyć środowisko, w którym cały aparat państwa zmuszony będzie podporządkować swoje działania dyscyplinie rynkowej. O ile w Fazie 2 cel ten jest realizowany „od wewnątrz” (tzn. procesy te ustala krajowy parlament, i stąd też będą pozostawać przedmiotem zmian dokonywanych ewentualnie przez ten parlament w przyszłości) o tyle Faza 3 idzie krok dalej, zmierzając do ustanowienia tych mechanizmów w sposób, w którym ich zmiana przez demokratycznie wybrane organy staje się praktycznie niemożliwa. Inaczej: określone, pożądane (i leseferystyczne) zasady od pewnego momentu zaczynają oddziaływać „od zewnątrz”; dlatego też dla Fazy 3 neoliberalizmu przyjąłem własną, unikatową nazwę: faza eksternalizacji dyscypliny rynkowej™. Czytaj dalej

Fazy neoliberalizmu na przykładzie Polski (odc. 1/2)

Ten post być może nie będzie niczym więcej jak jedną z setek czy ilu tam tysięcy prób wykorzystania neoliberalizmu jako worka treningowego dla wyładowania własnych ambicji piśmienniczych, ale mimo to spróbujemy, ponieważ w przeciwieństwie do większości polskich neolib-basherów, którzy na tarczy do rzutek mają przyklejony zawsze tylko jeden portret (wiadomo czyj!) my tutaj zawsze będziemy starać się sprawiedliwie utrwalić dokonania wszystkich, którzy poświęcali się przez ostatnie 25+ lat neoliberalnej Sprawie. Ale do meritum.

Obecna forma neoliberalizmu w Polsce ukształtowała się podczas trzech faz, które charakteryzowała dość istotna odmienność, zarówno jeśli chodzi o towarzyszącą memetykę jak i o praktyczne działania. Te fazy to:

  • Doktryna szoku (1990~1997)
  • Faza wewnętrznej konsolidacji (1997~2004)
  • Faza eksternalizacji dyscypliny rynkowej (2004-…?)

Czytaj dalej