Archiwum kategorii: ekonomemetyka

Parę słów o akceleracjonizmie

Akceleracjonizm to mniej więcej filozofia oparta na takim proroctwie, że kapitalizm sam w sobie zawiera ziarno swojej zguby i, jeśli pozostawiony swojemu biegowi, otworzy drogę do jakiegoś innego, w domyśle lepszego, systemu gospodarowania zasobami. Na ogół wyróżnia się dwa typy akceleracjonizmu: „prawicowy” czy „wolnorynkowy” (N.Land) i „lewicowy” (marksistowski). Zgodnie z memetyką tego pierwszego kapitalizm prowadzić ma do czegoś na kształt singularitarianizmu ala Kurzweil, natomiast wersja marksistowska zakłada, że produktem finalnym kapitalizmu będzie komunizm, czyli abolicja niewolnictwa praco-najemnego (oraz – w wersji pełnej – także pieniądza i państwa). Na potrzeby tego odcinka tę drugą odmianę nazwijmy markscelerocjanizmem.

Bowiem zalążki akceleracjonizmu można znaleźć już właśnie w piśmiennictwie Marksa. Generalnie idea jest taka, że kapitał jest ślepą siłą, swego rodzaju organizmem (czy może zbitkiem memów, które – zalęgnąwszy się w korach sapiensowych, próbują za pomocą opanowanych przez siebie biolo-wehikułów, skompatybilizować hurtowe peregrynacje ziemskiej materii zgodnie ze swoimi prerogatywami, bez oglądania się na potrzeby owych sapiensowych nośników), który raz wprawiony w ruch nie da się kontrolować i którego jedynym celem jest auto-ekspansja. Ta ścieżka niejako przy okazji generuje usprawnienia technologiczne i organizacyjne oraz  prowadzi także do zjawiska koncentracji kapitału w procesie, gdzie większe kapitalisto-ryby pożerają te mniejsze. W końcowym etapie tej dynamiki nastąpi jakiś kolaps – to znaczy po osiągnięciu pewnego progu rozwoju kapitalizm sam sobie własnoręcznie odetnie możliwości dalszej generacji zysków, a tym samym ekspansji; inaczej mówiąc w pewnym momencie zachowanie algorytmu M(t2) > M(t1) stanie się, jeśli nie fizycznie, to ma-te-ma-ty-cznie (i prawdopodobnie także memetycznie) niemożliwe.

Czytaj dalej

Niech się złoty zaświeci czyli jak „w prosty sposób” uczynić Polskę „potęgą gospodarczą”

Żeby nikt nam nie zarzucił braku ekono-pluralizmu (czy ekono-neutralności), dziś streścimy dość odmienne od dotychczas tu prezentowanego spojrzenie na UE czy na sprawy walutowe (jak zwykle, niestety, okraszając to naszymi chamskimi komentarzami). Jak to często bywa na takie ciekawe znaleziska udaje nam się natrafić dzięki portalowi forsal, za co serdecznie jego redaktorom dziękujemy!

O co tym razem chodzi? Powiedzmy na wstępie, że niedawno gdzieś w intersieciach spotkaliśmy się z komentarzem  hiszpańskiego MMT-era, który skarżył się ze łzami w oczach, że ekono-memetyka w Hiszpani jest zdominowana w 90% (czy 70% – nie pamiętamy dokładnie) przez znany doskonale i z naszego nadwiślańskiego ekono-zaduchu szczególny miks socjal-darwinizmu i złotożukowstwa zwany przez PE-P mizesologą (Polak i Hiszpan = dwa mizeso-baranki bratanki?) Wkrótce po tym właśnie na forsalu znaleźlismy ekono-skamielinowy odcisk, który potwierdzałby tę hipotezę. (Ale jednocześnie nie do końca, ponieważ nasz „hiszpański” bohater tak naprawdę jest rodem z Teutonolandii, a w Hiszpanii jest tylko „na misji”. BTW. Tak czy owak w tradycji Hiszpanów leży uwalnianie złota – kiedyś uwięzionego w nierynkowo-ceremonialnej postaci inkaskich posągów, a teraz zamkniętego w skarbcach banków centralnych [1] –  i wpuszczanie go do obiegu po to, aby się nam gospodarka rozwijała.)

Czytaj dalej

Czy to ekono-dobro czy ekono-zło – może powie kto?

Nastrajając się na odbiór jakichś ekono-treści, często można natrafić na sformułowanie, że coś jest dobre, a coś innego z kolei złe dla gospodarki. Np. wzrost PKB domyślnie uznawany jest za rzecz dobrą, podczas gdy bezrobocie robi za czarny charakter. Te plus kilka innych przykładów będą szerzej omówione w dalszej części odcinka; na razie jednak zastanówmy się chwilę, czy w ogóle tego typu kategoryzacja a priori według biegunowości dobro-zło ma jakikolwiek sens i uzasadnienie jeśli chodzi o budowanie logicznego ekono-przekazu.

Otóż naszym zdaniem nie bardzo. Nie tylko że – co oczywiste – żadne ekono-zjawisko nie będzie nigdy czymś ekonomicznie pozytywnym dla całej (czy nawet dla przeważającej typu 80%+) sapienso-zbiorowości na danym ekono-terytorium, ale co więcej, nawet przewidzenie faktycznych ekono-skutków dla jakiejś konkretnej grupy jest po prostu niemożliwe.

Czytaj dalej

NARREIRR czyli PE-P rusza na wojnę z inflacją

W dzisiejszym odcinku czas na bardziej oryginalny [1] wkład od PE-P w obiecanym temacie „zagospodarowania prolo-dochodów przez rentę”.

Jak wiemy w kapitalizmie występuje ewidentna systemowa tendencja do „zagospodarowywania” wszelkich ewentualnych „nadwyżek” prolo-dochodów przez sektor, który można określić jako rentierstwo. Pod tym pojęciem kryje się mniej-więcej sektor FIRE (finanse, ubezpieczenie, nieruchomości) uzupełniony jakimś marginesem dorywczego lumpen-rentierstwa. W trakcie tego procesu zagospodarowywania,  kiedy tylko prolom uda się w jakiś sposób wywalczyć realne podwyżki płac, szereg trudnych do precyzyjnego zdefiniowania czy uchwycenia mechanizmów sprawia, że prędzej czy później uzyskana nadwyżka ląduje w większej części w kieszeniach właśnie rentierstwa. Roboczo można to sformułować jako hipotezę auto-dostosowania się renty do poziomu dochodów.

Jakie są przejawy tych procesów? Otóż tam, gdzie dochody proli rosną, w górę idą jednocześnie np. stawki najmu, a za tym z kolei podążają ceny apartemą (czy vice-versa). Rosnące ceny apartemą z kolei jak światło świecy przyciągają na rynek kolejne lumpen-rentierskie ćmy, które uwierzyły w hasło „taniej już nie będzie” i chcą też załapać się (często na kredyt) do tego geometrycznie przyspieszającego pociągu, w efekcie czego „lokomotywa gospodarki” zostaje zasilona nowym paliwem i pekab faktycznie akceleruje.

Czytaj dalej

Czy 500+ jest progresywne?

(Uwaga: ten odcinek – zgodnie z dewizą PE – nie ma na celu grzebania w nadwiślańskim mrowisku politykabuki. Program 500+ traktujemy jedynie jako materiał do studium przypadku dla rozwinięcia zagadnień stosunków neoliberalne państwo <–> prole.)

Dla tych, którym nie zechce się czytać całości, dostarczamy odpowiedź na tytułowe pytanie od razu na wstępie: przyjmując roboczo „progresywność” jako zestaw działań (czy szczerych postulatów takich działań), mających w długoterminowej (inter-generacyjnej) perspektywie poprawić zoptymalizować zagregowaną jakość życia populacji w relacji do dostępnych zasobów – odpowiedź brzmi: NIE, 500+ nie jest  progresywne. Czy jest to postęp względem tego, co mieli do zaproponowania leseferyści zielono-wyspowi? Prawdopodobnie tak [1], ale pod warunkiem, że deklaratywne cele Programu (tj. zwiększenie dzietności) NIE zostaną osiągnięte. (BTW. ciekawe uwagi w/s „co to postęp?” do poczytania tu).

Czytaj dalej

Ekono-zło zamieszkało na wiki.pl

Miało być kontynuowane o „komunie”, ale ciągle trafia się coś, co nas rozprasza. Może mamy ekono-adhd? A może to ONI robią wszystko, żeby odcinek nr 2 nigdy się nie ukazał? >:D Tak czy owak, tym razem czynnik odwrócenia uwagi dostarczyła wiki_pl.

W zasadzie podejrzewaliśmy, że coś jest nie-halo już od dawna, ale rzeczywista skala inwazji anty-ekonomii na wiki.pl objawiła nam się przypadkowo przy okazji zerknięcia na art. w/s Wielkiego Kryzysu. Naszą uwagę zwróciła nagłówkowa notka „Treść tego artykułu może nie być zgodna z zasadami neutralnego punktu widzenia.” Po krótkim grzebaniu o co kaman, całe zamieszanie stało się jasne: otóż postrzeganie New Deala jako tratwy ratunkowej, którą prolom (a w innej wersji – jeszcze bardziej nie-neutralnej – kapitalistom, o czym za chwilę) sprezentował FDR, czyniąc z gubmintu praco-rozdawacza, w środowisku nadwiślańskiej perwersji wolnorynkowej debaty ekonomicznej nie może być odczytywane jako neutralny punkt widzenia. Stronniczość polega na nieuwzględnieniu w treściach cyt. artykułu perspektywy pewnego szczególnego gatunku ekono-memo-generatorów, który w większości miejsc na świecie zredukowany został w drodze lesefero-memo-ewolucji do pełnienia funkcji li-tylko pomocniczej, jak np. zamulania tabloidowych ekono-forów; czyli inaczej: przetrwał w skali globalnej jedynie w postaci pewnych artefaktów – pozostałości dawnej, epizodycznej „świetności” (tj. czasów, kiedy co bardziej zawzięci entuzjaści tej odmiany ekono-patologii zdobywali się nawet na taki desperacki akt poświęcenia jak przeczytanie całego „Atlasa, który wzruszył ramionami” [wszystkie wasze tłumaczenia są tak udane? nie dziwota, że zamiast zarabiać uczciwie na życie, marnujecie czas na ekono-chemitrailsowanie] łącznie z legendarnym 90-stronnicowym monologiem dżonogaltowym, przy którym nawet nasze diatrybowanie zaczyna wydawać się wzorcem zwięzłości); czyli artefaktów takich jak bezgraniczna afirmacja wyzysku, bałwochwalcze czczenie praco-rozdawaczy (ale tylko prywatnych!), balansująca na granicy sadyzmu promocja socjal darwinizmu czy fanatyczne wspieranie cząsteczkowej teorii pieniądza. Te archaiczne formy współcześnie żerują czy są uprawiane głównie już na ogół tylko w różnych mrocznych niszach, a praktyczni leseferyści starają się je na ogół trzymać na bezpieczny dystans od „salonów” czy od głównych ośrodków krzewienia anty-wiedzy (nauki upadłej tj. ekonomii burżuazyjnej głównego nurtu). Czytaj dalej

Nierówności ekonomiczne – pytamy eksperta

Jak można zauważyć różne ruchy, deklarujące pro-prolowość, jako paliwa dla napędzania swojej memetyki często wykorzystują zestawienia danych typu: bogactwo  XX/X (np. 80 czy ostatnio nawet jedynie 5) jednostek – Globalnych Posiadaczy – stanowi równowartość tego, co zdołał w środowisku praktycznego leseferyzmu uskrobać dolny piąty decyl całej globalnej populacji – czyli te ~3,5 mld najmniej zaradnych sapiensów. Temat jest trudny i dlatego o pomoc w zarysowaniu problematyki nierówności ekonomicznych zwróciliśmy się do doktora Gniewosława Dziwiłły, eksperta z Instytutu Ekono-Psychologii.

Pracownia Ekonopatologii: Na czym polega fenomen Globalnych Posiadaczy [GP]?

G. Dziwiłło: Generalnie mamy tu dwie perspektywy: część obserwatorów chciałaby postrzegać GP jako wyjątkowo skutecznych przedsiębiorców, kreatorów bogactwa. Dla innych natomiast pojawienie się tak zaawansowanych form akumulacji sygnalizuje patologię. Z tym że ta druga grupa wydaje się mieć problem z jasnym zdefiniowaniem, na czym ta patologia miałaby dokładnie polegać.

PE: W czym wydaje się leżeć problem?

GD: Prawdopodobnie dla wielu ludzi ekstremalne formy koncentracji tak zwanego kapitału kłócą się z ich wizją tego, czym ma być kapitalizm. A ponieważ, jak wiemy, te wizje potrafią być diametralnie różne, tak też i będziemy mieć często do czynienia ze skrajnie odmiennymi próbami wytłumaczenia samego tego problematycznego zjawiska, jak i również z odpowiadającą temu silną wariacją, jeśli chodzi o propozycje naprawy sytuacji. Czytaj dalej

Rewolucyjny plan wysadzenia kapitalizmu przy użyciu nadwyżek budżetowych?

Ostatnio nadwiślańskie intersieci „świętowały” hucznie przekroczenie 1bln kreacji aktywów finansowych przez Trzecią Neoliberalną eksplodującymi wspaniale ku uciesze gawiedzi fajerwerkami histerii długu publicznego. Zdołaliśmy zrobić odciski 3-ch spośród tysięcy takich spektakularnych eksplozji ociężałej myśli nadal żyjących z nami form leseferozaurów schyłkowej formy juro-neoliberalizmu. Być może już za 100 lat nikt nie będzie w stanie uwierzyć w to, że homo sapiensy nie tylko koegzystowali z takimi jaszczurami,  ale także masowo i chętnie połykali ich memetyczne wydzieliny. Stąd warto sporządzać na bieżąco dokumentację tych interesujących żywych skamielin ekono-fauny (w miarę możliwości nie klikać linków celem uniknięcia nabijalności):

fossils_kukiz

fossils-dabrowski2

fossils-racjonalista

Transkrypt:

Zadłużenie Polski przekroczyło bilion złotych; trzeba wpisać do konstytucji zakaz zadłużania państwa, wprowadzić cięcia niepotrzebnych wydatków oraz ograniczyć marnotrawstwo pieniędzy podatników – oświadczył we wtorek wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz’15).

Myślę, że warto, aby rząd rozważył ambitniejsze cele w zakresie finansów publicznych; m.in. naszym celem średniookresowym powinien być deficyt co najwyżej na poziomie 1 proc. PKB czy sprowadzenie długu publicznego do poziomu 30 proc. PKB – mówi PAP prof. Marek A. Dąbrowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Otóż okazało się, że w minionym roku Czesi po raz pierwszy od 20 lat dołączyli do elitarnego klubu państw z nadwyżką budżetową – M.Agnosiewicz (racjonalista.pl).

BTW>Jeśli ktoś nie miał okazji zapoznać się z inną perspektywą postrzegania czegoś, co nazywane jest długiem publicznym – od strony powiedzmy Ma bardziej niż Wn – pisane było o tym tu. Ale dziś kontynuujmy o standardowym podejściu histerycznym. Czytaj dalej

Co na froncie MMT?

Niektórzy czytelnicy, szczególnie ci, którzy trafili do Pracowni za pośrednictwem poprzednich blogów, mogą zastanawiać się jakie są najnowsze wieści z frontu MMT czy może ‘dlaczego tak mało MMT  w pracownio-ekonopatologicznym piśmiennictwie’?

Otóż – jeśli chodzi o pytanie nr 1 – przyznać należy, że intensywność memetyki MMT ostatnimi czasy nieco przygasła. Z Wielkiej Czwórki niezmienną i niestrudzoną aktywność popularyzatorską utrzymuje jedynie B.Mitchell (i zawsze warto tam zajrzeć w poszukiwaniu treści najwyższej jakości). Jeśli chodzi o pozostałych – Mosler publikuje głównie garście statystyki (okazjonalnie udzielając się w takich sprawach jak np. obrona prawa wolnej przedsiębiorczości do relokacji produkcji za granicę*); Wray i Kelton przestali w ogóle blogować (odpowiednio w 2015 i 2013; ostatnia książka Wraya „Why Minsky Matters?” jest z 2015 r.; Kelton w 2016 r. działała jako ekono-doradca dla B.Sandersa). Generalnie obecna aktywność MMT-owa, przynajmniej w zakresie karmienia mas teorią, wydaje się prezentować dość skromnie. Czytaj dalej

Zieloność korpo-trawy w krainie Wielkiego Lesefera

Od razu na początku powiedzmy coś nieprzyjemnego: rozmowa o 20h pracy najemnej na tydzień odbywa się w kontekście aktualnego poziomu wspomagania dywidendą środowiskową, co w obecnych warunkach odbywa się poprzez spalanie węglowodorów w tempie dziesiątki milionów razy żwawszym, aniżeli węglowodorom tym zajęło – w darmowych procesach – formowanie się do obecnych, dość wygodnych z punktu widzenia napędzania procesów pompowania PKB, postaci. Nie należy wykluczać, że w ciągu 100, 50 – czy jak niektórzy twierdzą, może nawet 10-ciu lat –  te dywagacje będziemy mogli umieścić w koszu razem ze wszystkimi innymi, nawet tymi najbardziej eko-zielonymi mempleksami, które termodynamika brutalnie zredukuje do postaci nieistotnych utopii, nie mających żadnego odniesienia do realiów wielkiego wymierania, od którego tym razem nawet cwaniako-sapiensom może nie udać się wywinąć.

Ale póki co – szczególnie na tle TEDo-krzemo ewangelizatorów –  możemy czuć się jako emitenci pikseli komparatywnie nadal twardo-stąpający w otoczeniu termodynamicznym powszechnie przyjmowanym jako sprzyjające, lub przynajmniej jako jedynie nieco-hamujące tzw. rozwój. Symbiotyczna forma, na którą składają się planiści prywatni, Wielki Kalkulator Rynkowy oraz neoliberalne państwo nadal – w ramach tego paradygmatu rozwoju – rzuca praktycznie jakby się wydawało nieograniczone zasoby materiałowe na potrzeby budowy autostrad, aeroportów czy innych neolibo-bizantyjskich monumentów tak, jak gdyby nie było jutra albo też w geście pokazania absolutnego faka tym wszystkim, którzy uważają prawa termodynamiki za nadrzędne wobec skryptów Wielkiego Lesefera. Ale w tym odcinku – w poszukiwaniu mentalnego klucza do zagadki termodynamiko-pogardy – zejdziemy na najniższy, trudno dostrzegalny z naszej zwyczajowej perspektywy makro poziom działania mikro algorytmów leseferystycznych, na którym rozpoczyna się – czy jak można powiedzieć  w tym szczególnym kontekście, o którym za chwilę – kiełkuje, cała ta dynamika, gdzie wszelkie zasoby – w tym prolo-zasoby – rzucane są na ołtarz Wielkiego Lesefera w rytuałach, których nieracjonalność jest wiele rzędów wielkości większa, aniżeli to, co wyprawiali mieszkańcy Rapa Nui. Może gdyby wielkanocniacy wprowadzili odpowiednio wcześnie górny limit pracy w wymiarze np. 3h/dz., nie mieliby czasu na uprawianie kultu człowieka-ptaka i na wycinanie drzewo- czy palmo-stanu, którego człowieko-ptakowy algorytm najwyraźniej się domagał? Dzisiaj działaniami proli wydaje się kierować kulto-algorytm praco-dającego korpo-lewiatana, a skutkiem tego jest totalny trans, w którym wszyscy uważają za absolutną konieczność niedyskryminacyjne wrzucanie wszystkich dostępnych zasobów, jak leci, do kotła, w którym Wielki Lesefer warzy nam ΔPKB. Czytaj dalej