Archiwum kategorii: ekonomemetyka

Skąd się biorą zyski i czy to stanowi problem dla ekono-heterodoksów?

Dziś powrót do heterodoksyjnych konceptów makro, które roztrząsaliśmy już kiedyś na starych blogach MMT, jednak tym razem z uwzględnieniem pewnej krytycznej perspektywy – wartej naszym zdaniem uwagi – na którą natrafiliśmy dzięki prof. Egmontowi Kakarot-Handtke [EKH] z Uniwersytetu w Sztutgarcie, który bloguje pod tym adresem. O co tym razem chodzi?

Otóż EKH jest niewątpliwie mocnym (acz niszowym) przykładem ekono-chemitrailsera czy ekono-maverika choćby z uwagi na to, że jego teksty przepełnione są niedyskryminacyjną dezawuacją WSZYSTKICH istniejących sekt ekonomistów, których On sam wyróżnia 4: Walrasjanie (marginaliści), Keynesiści (w tym heterodoksi typu MMT, czy w ogóle PK), Marksiści i Austriańczycy (mizesolodzy). Na jakiej podstawie EKH bazuje swój atak? Otóż Jego zdaniem memetyka każdej z tych sekt opiera się na nie-naukowym fundamencie. W przypadku marginalistów i mizesologów szczególnym problemem jest to, że swoją memetykę konstruują w drodze ekstrapolacji mikro do makro [1], natomiast przypadłością już wszystkich szkół jest niezrozumienie kluczowego w nauce ekonomii konceptu, jakim jest zysk.

Brak ogarniania konceptu zysku jest (według EKH) przez wszystkie wymienione szkoły maskowany ekono-mowo-trawą, głównie o ekono-politycznym zabarwieniu – stosownie do upodobań czy sympatii poszczególnych sekt. Następnie na tej nie mającej naukowych podstaw bazie sekty te pieczołowicie budują swoje odmienne mega-konstrukcje memetyczne, które jednak – posiadając wbudowany pierworodny grzech a-logiczności u samego swojego zarania – są niczym więcej jak wielką kupą mambo-dżambo wzniesioną faktycznie celem propagacji jakichś interesów, nie zaś bynajmniej na potrzeby zgłębiania wiedzy o faktycznych procesach i zależnościach [2].

Czytaj dalej

Reklamy

500+ jako inspiracja do ekono-zapasów w monetarystycznym kisielu

Jednym z najzabawniejszych ekono-produktów ubocznych generowanych przez leseferystyczny gubmint odmiany „ekono-ksenofobicznej”, który ma okazję obecnie reprezentować kapitalistów nad Wisłą, są przepychanki memetyczne ekono-recenzentów, zwłaszcza te koncentrujące się wokół wprowadzonego przez ten gubmint para-socjalu, ze szczególnym uwzględnieniem jego wpływu na wynik fiskalny. O ile wiosną na topie był temat przekroczenia przez generację złotówkowych aktywów finansowych netto rubikono-granicy 1 bln, o tyle obecnie ekono-hajp skupił się na tzw. nadwyżce budżetowej (czyli odessaniu hajsów z gospodarki), która ponoć pojawiła się po 7 m-cach fiskalnych roku 2017, wynosząc po tym okresie 2,4 mld.  Co się zatem tak naprawdę dzieje? Na to pytanie spróbujemy odpowiedzieć na końcu odcinka, ale najpierw o tytułowych zapasach.

Czytaj dalej

Z cyklu „Co zamiast PKB?” – IWPNN

Jak wiemy, PE-P nie należy do zwolenników epatowania czy w ogóle posługiwania się pekabem (czy jego wariacjami typu PKB p-c/PPP) jako miernikiem dobrobytu, a już w szczególności jako wyznacznikiem dobrostanu prolo-kompostowców. Swego czasu jako przykład alternatywnego wskaźnika ekono-kondycji populacji podaliśmy Satisfaction with Life Index. Z podobnych klimatów można dorzucić opracowanie ze strony Our World in Data albo World Happiness Report (pdf  – dla ciekawych, a leniwych: Trzecia Neoliberalna na miejscu 46/155 – całkiem nieźle!)

Ale uczynić ludzi szczęśliwszymi czy chociażby bardziej usatysfakcjonowanymi nie wydaje się sprawą łatwą, stąd my dziś przygotowaliśmy propozycję zastosowania innego wskaźnika dobrostanowego – takiego, który każdy kraj mógłby sobie poprawić z dziecinną wręcz łatwością! Tym wskaźnikiem, który w tym odcinku niniejszym chcemy zaprezentować (i wypromować!) jest Indeks Wolności Praco-Najemno Niewolników [IWPNN] (lub – alternatywnie: Indeks Prolo-Wolności). Indeks ten uzyskuje się, biorąc liczbę godzin przepracowanych rocznie przez średnio-statystycznego zatrudnionego prola, a następnie dokonując jej odwrócenia (wrzucenia do mianownika [1]). Tj. im mniej godzin wyzyskodawania przypada średnio na pracującego obywatela, tym pozycja kraju w rankingu IWPNN będzie wyższa.

Spójrzmy na zestawienie przygotowane przez OECD (uszeregowane od najmniejszej do największej liczby przepracowanych prolo-godzin):

Czytaj dalej

Dla kogo (a na kogo) upadł Mur?

Ostatnio na nakedcapitalism.com podchwyciliśmy link do starej, ale interesującej i nadal aktualnej notki z 2014 r. For Whom the Wall Fell? A Balance Sheet of the Transition to Capitalism  [Dla kogo upadł Mur? Bilans transformacji do kapitalizmu]. Wymowa artykułu jest generalnie w sposób dość istotny sprzeczna z ustaleniami ipeeno-ekonomii: przejście do kapitalizmu okazało się jednoznacznie korzystne jedynie dla 3 krajów byłego Obozu „komunistycznego”, których populacja stanowiła łącznie zaledwie 10% ogółu ludności będącej przedmiotem tych transformacji.

Ale jest też dobra wiadomość dla nadwiślańskich ipeeno-ekonomistów: na tym podium, oprócz Albanii i Estonii, znalazła się – ta-dam! – Trzecia Neoliberalna!

Co z resztą ferajny? Można sobie doczytać dokładniej w artykule; my nadmienimy tylko, że jego Autor – Branko Milanovic – przyjmując za podstawę kryterium pekabowego „doganiania” bogatych krajów OECD – wyróżnił 4 kategorie scenariuszy, według których ukształtowała się na przestrzeni lat 1990-2013 ekono-sytuacja post-„komunistycznych” krajów (w nawiasach % udział populacji, które przynależały do danej grupy):

  1. Ewidentna porażka (20%)
  2. Względna porażka (40%)
  3. Dotrzymywanie tempa (10%)
  4. Sukces (30%)

gdzie „sukces” oznaczał średni roczny wzrost pekabu powyżej 2%.

Czytaj dalej

Parę słów o akceleracjonizmie

Akceleracjonizm to mniej więcej filozofia oparta na takim proroctwie, że kapitalizm sam w sobie zawiera ziarno swojej zguby i, jeśli pozostawiony swojemu biegowi, otworzy drogę do jakiegoś innego, w domyśle lepszego, systemu gospodarowania zasobami. Na ogół wyróżnia się dwa typy akceleracjonizmu: „prawicowy” czy „wolnorynkowy” (N.Land) i „lewicowy” (marksistowski). Zgodnie z memetyką tego pierwszego kapitalizm prowadzić ma do czegoś na kształt singularitarianizmu ala Kurzweil, natomiast wersja marksistowska zakłada, że produktem finalnym kapitalizmu będzie komunizm, czyli abolicja niewolnictwa praco-najemnego (oraz – w wersji pełnej – także pieniądza i państwa). Na potrzeby tego odcinka tę drugą odmianę nazwijmy markscelerocjanizmem.

Bowiem zalążki akceleracjonizmu można znaleźć już właśnie w piśmiennictwie Marksa. Generalnie idea jest taka, że kapitał jest ślepą siłą, swego rodzaju organizmem (czy może zbitkiem memów, które – zalęgnąwszy się w korach sapiensowych, próbują za pomocą opanowanych przez siebie biolo-wehikułów, skompatybilizować hurtowe peregrynacje ziemskiej materii zgodnie ze swoimi prerogatywami, bez oglądania się na potrzeby owych sapiensowych nośników), który raz wprawiony w ruch nie da się kontrolować i którego jedynym celem jest auto-ekspansja. Ta ścieżka niejako przy okazji generuje usprawnienia technologiczne i organizacyjne oraz  prowadzi także do zjawiska koncentracji kapitału w procesie, gdzie większe kapitalisto-ryby pożerają te mniejsze. W końcowym etapie tej dynamiki nastąpi jakiś kolaps – to znaczy po osiągnięciu pewnego progu rozwoju kapitalizm sam sobie własnoręcznie odetnie możliwości dalszej generacji zysków, a tym samym ekspansji; inaczej mówiąc w pewnym momencie zachowanie algorytmu M(t2) > M(t1) stanie się, jeśli nie fizycznie, to ma-te-ma-ty-cznie (i prawdopodobnie także memetycznie) niemożliwe.

Czytaj dalej

Niech się złoty zaświeci czyli jak „w prosty sposób” uczynić Polskę „potęgą gospodarczą”

Żeby nikt nam nie zarzucił braku ekono-pluralizmu (czy ekono-neutralności), dziś streścimy dość odmienne od dotychczas tu prezentowanego spojrzenie na UE czy na sprawy walutowe (jak zwykle, niestety, okraszając to naszymi chamskimi komentarzami). Jak to często bywa na takie ciekawe znaleziska udaje nam się natrafić dzięki portalowi forsal, za co serdecznie jego redaktorom dziękujemy!

O co tym razem chodzi? Powiedzmy na wstępie, że niedawno gdzieś w intersieciach spotkaliśmy się z komentarzem  hiszpańskiego MMT-era, który skarżył się ze łzami w oczach, że ekono-memetyka w Hiszpani jest zdominowana w 90% (czy 70% – nie pamiętamy dokładnie) przez znany doskonale i z naszego nadwiślańskiego ekono-zaduchu szczególny miks socjal-darwinizmu i złotożukowstwa zwany przez PE-P mizesologą (Polak i Hiszpan = dwa mizeso-baranki bratanki?) Wkrótce po tym właśnie na forsalu znaleźlismy ekono-skamielinowy odcisk, który potwierdzałby tę hipotezę. (Ale jednocześnie nie do końca, ponieważ nasz „hiszpański” bohater tak naprawdę jest rodem z Teutonolandii, a w Hiszpanii jest tylko „na misji”. BTW. Tak czy owak w tradycji Hiszpanów leży uwalnianie złota – kiedyś uwięzionego w nierynkowo-ceremonialnej postaci inkaskich posągów, a teraz zamkniętego w skarbcach banków centralnych [1] –  i wpuszczanie go do obiegu po to, aby się nam gospodarka rozwijała.)

Czytaj dalej

Czy to ekono-dobro czy ekono-zło – może powie kto?

Nastrajając się na odbiór jakichś ekono-treści, często można natrafić na sformułowanie, że coś jest dobre, a coś innego z kolei złe dla gospodarki. Np. wzrost PKB domyślnie uznawany jest za rzecz dobrą, podczas gdy bezrobocie robi za czarny charakter. Te plus kilka innych przykładów będą szerzej omówione w dalszej części odcinka; na razie jednak zastanówmy się chwilę, czy w ogóle tego typu kategoryzacja a priori według biegunowości dobro-zło ma jakikolwiek sens i uzasadnienie jeśli chodzi o budowanie logicznego ekono-przekazu.

Otóż naszym zdaniem nie bardzo. Nie tylko że – co oczywiste – żadne ekono-zjawisko nie będzie nigdy czymś ekonomicznie pozytywnym dla całej (czy nawet dla przeważającej typu 80%+) sapienso-zbiorowości na danym ekono-terytorium, ale co więcej, nawet przewidzenie faktycznych ekono-skutków dla jakiejś konkretnej grupy jest po prostu niemożliwe.

Czytaj dalej

NARREIRR czyli PE-P rusza na wojnę z inflacją

W dzisiejszym odcinku czas na bardziej oryginalny [1] wkład od PE-P w obiecanym temacie „zagospodarowania prolo-dochodów przez rentę”.

Jak wiemy w kapitalizmie występuje ewidentna systemowa tendencja do „zagospodarowywania” wszelkich ewentualnych „nadwyżek” prolo-dochodów przez sektor, który można określić jako rentierstwo. Pod tym pojęciem kryje się mniej-więcej sektor FIRE (finanse, ubezpieczenie, nieruchomości) uzupełniony jakimś marginesem dorywczego lumpen-rentierstwa. W trakcie tego procesu zagospodarowywania,  kiedy tylko prolom uda się w jakiś sposób wywalczyć realne podwyżki płac, szereg trudnych do precyzyjnego zdefiniowania czy uchwycenia mechanizmów sprawia, że prędzej czy później uzyskana nadwyżka ląduje w większej części w kieszeniach właśnie rentierstwa. Roboczo można to sformułować jako hipotezę auto-dostosowania się renty do poziomu dochodów.

Jakie są przejawy tych procesów? Otóż tam, gdzie dochody proli rosną, w górę idą jednocześnie np. stawki najmu, a za tym z kolei podążają ceny apartemą (czy vice-versa). Rosnące ceny apartemą z kolei jak światło świecy przyciągają na rynek kolejne lumpen-rentierskie ćmy, które uwierzyły w hasło „taniej już nie będzie” i chcą też załapać się (często na kredyt) do tego geometrycznie przyspieszającego pociągu, w efekcie czego „lokomotywa gospodarki” zostaje zasilona nowym paliwem i pekab faktycznie akceleruje.

Czytaj dalej

Czy 500+ jest progresywne?

(Uwaga: ten odcinek – zgodnie z dewizą PE – nie ma na celu grzebania w nadwiślańskim mrowisku politykabuki. Program 500+ traktujemy jedynie jako materiał do studium przypadku dla rozwinięcia zagadnień stosunków neoliberalne państwo <–> prole.)

Dla tych, którym nie zechce się czytać całości, dostarczamy odpowiedź na tytułowe pytanie od razu na wstępie: przyjmując roboczo „progresywność” jako zestaw działań (czy szczerych postulatów takich działań), mających w długoterminowej (inter-generacyjnej) perspektywie poprawić zoptymalizować zagregowaną jakość życia populacji w relacji do dostępnych zasobów – odpowiedź brzmi: NIE, 500+ nie jest  progresywne. Czy jest to postęp względem tego, co mieli do zaproponowania leseferyści zielono-wyspowi? Prawdopodobnie tak [1], ale pod warunkiem, że deklaratywne cele Programu (tj. zwiększenie dzietności) NIE zostaną osiągnięte. (BTW. ciekawe uwagi w/s „co to postęp?” do poczytania tu).

Czytaj dalej

Ekono-zło zamieszkało na wiki.pl

Miało być kontynuowane o „komunie”, ale ciągle trafia się coś, co nas rozprasza. Może mamy ekono-adhd? A może to ONI robią wszystko, żeby odcinek nr 2 nigdy się nie ukazał? >:D Tak czy owak, tym razem czynnik odwrócenia uwagi dostarczyła wiki_pl.

W zasadzie podejrzewaliśmy, że coś jest nie-halo już od dawna, ale rzeczywista skala inwazji anty-ekonomii na wiki.pl objawiła nam się przypadkowo przy okazji zerknięcia na art. w/s Wielkiego Kryzysu. Naszą uwagę zwróciła nagłówkowa notka „Treść tego artykułu może nie być zgodna z zasadami neutralnego punktu widzenia.” Po krótkim grzebaniu o co kaman, całe zamieszanie stało się jasne: otóż postrzeganie New Deala jako tratwy ratunkowej, którą prolom (a w innej wersji – jeszcze bardziej nie-neutralnej – kapitalistom, o czym za chwilę) sprezentował FDR, czyniąc z gubmintu praco-rozdawacza, w środowisku nadwiślańskiej perwersji wolnorynkowej debaty ekonomicznej nie może być odczytywane jako neutralny punkt widzenia. Stronniczość polega na nieuwzględnieniu w treściach cyt. artykułu perspektywy pewnego szczególnego gatunku ekono-memo-generatorów, który w większości miejsc na świecie zredukowany został w drodze lesefero-memo-ewolucji do pełnienia funkcji li-tylko pomocniczej, jak np. zamulania tabloidowych ekono-forów; czyli inaczej: przetrwał w skali globalnej jedynie w postaci pewnych artefaktów – pozostałości dawnej, epizodycznej „świetności” (tj. czasów, kiedy co bardziej zawzięci entuzjaści tej odmiany ekono-patologii zdobywali się nawet na taki desperacki akt poświęcenia jak przeczytanie całego „Atlasa, który wzruszył ramionami” [wszystkie wasze tłumaczenia są tak udane? nie dziwota, że zamiast zarabiać uczciwie na życie, marnujecie czas na ekono-chemitrailsowanie] łącznie z legendarnym 90-stronnicowym monologiem dżonogaltowym, przy którym nawet nasze diatrybowanie zaczyna wydawać się wzorcem zwięzłości); czyli artefaktów takich jak bezgraniczna afirmacja wyzysku, bałwochwalcze czczenie praco-rozdawaczy (ale tylko prywatnych!), balansująca na granicy sadyzmu promocja socjal darwinizmu czy fanatyczne wspieranie cząsteczkowej teorii pieniądza. Te archaiczne formy współcześnie żerują czy są uprawiane głównie już na ogół tylko w różnych mrocznych niszach, a praktyczni leseferyści starają się je na ogół trzymać na bezpieczny dystans od „salonów” czy od głównych ośrodków krzewienia anty-wiedzy (nauki upadłej tj. ekonomii burżuazyjnej głównego nurtu). Czytaj dalej