Archiwum kategorii: praca najemna

PE-P bierze się za obronę UBI i ponosi auto-porażkę (odc. 2/2)

W części pierwszej naszej (zdradzamy od razu: zmierzającej ku porażce) mini-kampanii na rzecz nadania UBI stempla progresywności wykazaliśmy (sobie przede wszystkim), że „technicznie” (czy technologicznie) wprowadzenie takiego programu dochodu uniwersalnego w wersji pełnowymiarowej (gwarantującej poziom subsistence, a nie oszukano-budżetowanej, jak propagowana przez niektórych co cwańszych leseferystów) jest całkiem realne, tzn. nie przedstawiałoby żadnych istotnych problemów czy zagrożeń dla typowej współczesnej gospodarki zasilanej intensywnie (jak na razie jeszcze) dywidendą termodynamiczną. W szczególności – wobec istotnych rezerw produkcyjnych – nie są uzasadnione obawy w zakresie, że UBI miałby jakoby nieuchronnie prowadzić do inflacji (czy hiperinflacji) ciągnionej popytem.

Natomiast należy przyznać, że presje inflacyjne mogłyby się pojawić po drugiej stronie równania – tj. po stronie podażowej (inflacja pchana przez koszty). Tj. ewentualny odpływ siły roboczej („ucieczka w UBI”) oznaczałby – przynajmniej na pierwszy rzut ekono-oka – problemy po stronie podaży, tzn. praco-rozdawaczki zderzyłyby się  z sytuacją  „braku rąk do pracy”, rzecz jasna przy stawkach, do których przyzwyczaił ich standardowy, obecnie panujący reżim NAIRU. Natomiast wiemy, że inflacja mająca źródło w podwyżkach płac będzie zmartwieniem głównie dla zgromadzaczy pieniądzowych IOU i wierzycieli (oraz w jakimś stopniu dla tych bytów zwanych konsumentami, których dochody nie pochodzą z pracy najemnej, ani też nie są indeksowane do wzrostów cen).

Czytaj dalej

Reklamy

Wolni jak rajscy Ptacy – czyli komentarz PE-P n/t wybicia szamba w Rzgowie

Dziś ponownie w tonacji ad-hoc.

Może Czytelnicy mieli już okazję zapoznać się z materiałem intersieciowym dot. zagłębia januszexo-modowego w Rzgowie – wyspy prawdziwej wolności gospodarczej na oceanie socjalizmu, na której wystawianie czy żądanie wystawienia faktury VAT jest (czy przynajmniej było do niedawna) uważane za mega faux-pas. (Linkujemy do wypoka, bo na dzień dzisiejszy oryginalne źródło blogo-notki występujące pierwotnie pod adresem oszuscipodatkowi.com znikło z intersieciów. Tekst jak dla nas ‘uczy i bawi’ – tym, którzy nie czytali, polecamy, natomiast dla tych, którym się nie chce – pokrótce chodzi o to, że hurtownie-grażynexy gnieżdżące się w boksach hal centrum Ptako-mody w Rzgowie, które notują – wg. cyt. relacji – dzienne obroty rzędu 500-700k, w w księgach przychodo-rozchodowych zwykłe są wykazywać sprzedaż rzędu kilkudziesięciu tys. – z tym że – uwaga – za cały miesiąc!)

Czytaj dalej

Oficjalne: PE-P wycofuje poparcie dla JG

Jak mogli zauważyć uważni Czytelnicy naszych ekono-chemitrailsów, ekono-memetyka PE-P – w przeciwieństwie do skamielinowych form typu mizesologia – żyje, a przez to podlega procesom ewolucji (czy – jak niektórzy Czytelnicy pewno po dzisiejszym odcinku stwierdzą – dewolucji). I podobnie jak w przypadku biolo-ewolucji te procesy przemian epizodycznie ulegają akceleracji, czego ekspresją będzie właśnie dzisiejszy odcinek.

Traf chciał, że po lekturze jakiegoś kolejnego, stutysięczno-pierwszego internetowego sporu pomiędzy zwolennikami UBI (Uniwersalnego Dochodu Gwarantowanego) a adwokatami JG (Gubmintowej Gwarancji Zatrudnienia) „coś w nas pękło”; tym czymś była niestety wiara w sens dalszego propagowania konceptu JG. Dla jasności dodajmy – obecna wiedza nie daje nam również żadnych podstaw do przyznania UBI pracownianego stempla progresywności; stąd w tym „odwiecznym” sporze my przyjmujemy od dziś pozycję neutralno-rezygnacyjnej obojętności.

Czytaj dalej

Czy Kaczynski odkrył pra-przyczynę plagi stanowisk typu superflouos?

[…]it may be that machines will take over most of the work that is of real, practical importance, but that human beings will be kept busy by being given relatively unimportant work. It has been suggested, for example, that a great development of the service industries might provide work for human beings. Thus people would spend their time shining each other’s shoes, driving each other around in taxicabs, making handicrafts for one another, waiting on each other’s tables, etc. This seems to us a thoroughly contemptible way for the human race to end up, and we doubt that many people would find fulfilling lives in such pointless busy-work. They would seek other, dangerous outlets (drugs, crime, “cults,” hate groups) unless they were biologically or psychologically engineered to adapt them to such a way of life.

It would be better to dump the whole stinking system and take the consequences. [tłum. –> [1]]

(Industrial Society and Its Future)

Choć cytat wstępniakowy powinien rozwiać wątpliwości – zaznaczmy od razu dla jasności, że w tytule nie chodzi o tego Kaczyńskiego, który odkrył, jak z powodzeniem napompować swoje ego, wykonując klasyczną robotę typu superflouos w roli top-dogowego nadwiślańskiego politykabukowca; zgłębianie sekretów takiego sukcesu zdecydowanie wykracza poza ramy naszego portalu. Koincydencję nazwisk wykorzystaliśmy po prostu jako prymitywną kliko-przynętę, a autorem ww. słów jest nie kto inny jak Ted Kaczynski a.k.a. Unabomber.

Czytaj dalej

Ile warta jest praca?

W dzisiejszej pogadance rozwinięcie wątku dotychczas jedynie zasygnalizowanego (np. tam), tj. o patologiach wynagradzania w systemach motywowanych wartością wymiany.

Jeśli powierzymy się grawitacji wartości wymiany, odpowiedź na tytułowe pytanie będzie brutalna w swojej prostocie: „Praca jest warta tyle, ile ktoś będzie skłonny zapłacić za jej wykonanie”. Stąd fakt, że praca kierownika instytucji zajmującej się żonglerką zapisami IOU jest wynagradzana 100 czy 1.000 razy wyżej niż fucha np. utylizatora odpadów, dla wyznawcy leseferyzmu będzie (czy przynajmniej powinien) reprezentować stan perfekcyjnie normalny i naturalny [1].

Czytaj dalej

Do czego potrzebna jest „praca” superflouos – teoria syndromu małpki-kapucynki

Czytelnicy naszego bloga jak i wszyscy krytyczni obserwatorzy ekono-życia wiedzą, że we współczesnym kapitalizmie 70-90% realizowanego agregatu czasu pracy najemnej reprezentuje parę w gwizdek, czyli poświęcone jest na wykonywanie czynności nieistotnych/zbędnych (a często wręcz kontr-produktywnych) z perspektywy dostarczania zasobów na potrzeby spożycia, zwłaszcza jeśli mamy na myśli taką konsumpcję, którą na wyrost – ignorując chwilowo wyzwania termodynamiczne – można nazwać racjonalną (nie-ostentacyjną). Tego rodzaju aktywność my określamy jako „praca” (a dokładniej stanowiska/miejsca pracy) typu superflouos.

Powstaje pytanie: skoro tak gigantyczne ilości czaso- i wysiłko-nakładów każdego dnia każdego miesiąca i każdego roku podlegają nieustającym procesom marnotrawstwa – co sprawia, że to szaleństwo nie tylko trwa w najlepsze, ale wręcz tworzenie nowych tego typu stanowisk witane jest entuzjastycznie zarówno przez leseferystyczne gubminty, jak i przez będącą ofiarą tego absurdalnego systemu prolo-populację?

Czytaj dalej

Z cyklu „Co zamiast PKB?” – IWPNN

Jak wiemy, PE-P nie należy do zwolenników epatowania czy w ogóle posługiwania się pekabem (czy jego wariacjami typu PKB p-c/PPP) jako miernikiem dobrobytu, a już w szczególności jako wyznacznikiem dobrostanu prolo-kompostowców. Swego czasu jako przykład alternatywnego wskaźnika ekono-kondycji populacji podaliśmy Satisfaction with Life Index. Z podobnych klimatów można dorzucić opracowanie ze strony Our World in Data albo World Happiness Report (pdf  – dla ciekawych, a leniwych: Trzecia Neoliberalna na miejscu 46/155 – całkiem nieźle!)

Ale uczynić ludzi szczęśliwszymi czy chociażby bardziej usatysfakcjonowanymi nie wydaje się sprawą łatwą, stąd my dziś przygotowaliśmy propozycję zastosowania innego wskaźnika dobrostanowego – takiego, który każdy kraj mógłby sobie poprawić z dziecinną wręcz łatwością! Tym wskaźnikiem, który w tym odcinku niniejszym chcemy zaprezentować (i wypromować!) jest Indeks Wolności Praco-Najemno Niewolników [IWPNN] (lub – alternatywnie: Indeks Prolo-Wolności). Indeks ten uzyskuje się, biorąc liczbę godzin przepracowanych rocznie przez średnio-statystycznego zatrudnionego prola, a następnie dokonując jej odwrócenia (wrzucenia do mianownika [1]). Tj. im mniej godzin wyzyskodawania przypada średnio na pracującego obywatela, tym pozycja kraju w rankingu IWPNN będzie wyższa.

Spójrzmy na zestawienie przygotowane przez OECD (uszeregowane od najmniejszej do największej liczby przepracowanych prolo-godzin):

Czytaj dalej

Po co są praco-rozdawacze? (2/2)

Kontynuując (podkoloryzowane) streszczenie „What Do Bosses Do?” S. Marglina, dziś o podziale pracy i roli Integratorów w ERZE FABRYK.

Wg. „oficjalnej” wykładni leseferystycznej, w momencie kiedy nastąpiło poważne zespolenie dwóch technologii: wykorzystania energii grawitacyjnej wody (a następnie spalanego węgla) oraz zaawansowanych maszyn przędzalniczych, zorganizowanie siły roboczej w jednym miejscu – fabryce (w miejsce powszechnego uprzednio systemu pracy nakładczej) – stało się niejako dziejową koniecznością mającą służyć dalszemu usprawnianiu generowania bogactwa materialnego. Fakt zwycięstwa fabryki nad cottage industry (chałupnictwem) stanowić ma dowód, że ekono-ewolucja „wybrała” model fabryczny jako po prostu lepszy, czyli bardziej efektywny.

Marglin zwraca jednak uwagę, że w piśmiennictwie okresu można z łatwością odnaleźć ślady innych, już nieco mniej „progresywnych” motywów, którymi kierowali się kapitaliści, zaganiając proli do swoich XIX-wiecznych Satanic Mills – koncentracja siły roboczej pod dachem kapitalisty niewątpliwie pozwalała zaostrzyć nadzór i dyscyplinę, których aplikacja w modelu zdalnej pracy chałupniczej była bez wątpienia trudniejsza. Ale zaraz, zaraz… przecież zgodnie z leseferystyczną memetyką, w warunkach konkurencji doskonałej nie ma w ogóle potrzeby dyscyplinowania czy nadzorowania pracowników przez kapitalistów, ponieważ zadania te mają wypełniać najlepiej mechanizmy rynkowe per se! Zatem fakt, że klasa Integratorów dostrzegała potrzebę takiej dyscyplinującej reorganizacji produkcji, świadczy o tym,  że wolna konkurencja w praktyce nie działała w obiecywany przez teoretyków leseferyzmu sposób!

Czytaj dalej

Po co są praco-rozdawacze? (odc. 1/2)

[Na podstawie „What Do Bosses Do?” Stephena Marglina]

Jednym z najmocniejszych i stosunkowo trudnych do kontestacji memów pro-kapitalistycznych jest założenie, że kapitalistyczny model podziału pracy, a dokładniej mówiąc – alienacji proli od procesów produkcyjnych – przynosi korzyści nieosiągalne w innych modelach gospodarczych, a to w postaci – jak się dość powszechnie uważa – nadzwyczajnej efektywności. Mówiąc brutalnie – taki podział ról w gospodarce dopiero kiedy zostanie nałożony na wygenerowany przez kapitalistyczne stosunki produkcji „miękki” przymus ekonomiczny, jest w stanie zaowocować synergią, w której nastąpi korzystne zespolenie efektów zarówno odpowiedniej motywacji jak i organizacji pracy. Dodatkowo konkurencja między kapitalistami poszukującymi okazji do zwiększenia zysku prowadzić będzie do technologicznego „wyścigu zbrojeń”. W rezultacie system ten – pomimo swoich niedoskonałości i pewnych niedogodności – na wyjściu będzie zapewniać nadzwyczajny poziom dobrobytu materialnego.

Innym systemom gospodarowania do osiągnięcia sukcesu zabrakło (czy zabraknąć ma) właśnie tego efektu synergii. Np. jedne z nich (niewolnictwo, gospodarki nakazowo-rozdzielcze, czyli „komuna”) będą co prawda zdolne (być może nawet w większym stopniu niż kapitalizm) do stworzenia zaawansowanych struktur organizacyjnych dla celów maksymalizacji produkcji, natomiast ich problemem – z różnych przyczyn – będzie deficyt dostępnych instrumentów motywacji siły roboczej. Inne z kolei, jak feudalizm, o ile charakteryzują się nieco lepszym od tych pierwszych środowiskiem dla motywowania do pracy (np. na własnym dzierżawionym poletku czy warsztacie, w dniach wolnych od odrabiania pańszczyzny oczywiście), jednak natura tych systemów utrudnia zawiązanie się złożonej organizacji (i zaawansowanego podziału pracy), skutkiem czego produkcja będzie odbywać się w prymitywnych łańcuchach np. pracy nakładczej. Podobnie – żaden z tych systemów (ponoć) nie zawiera samoczynnie nakręcających się procesów innowacji przez dysrupcję, stąd skazane będą na trwanie w odmętach stagnacji technologicznej.

Czytaj dalej

Po co neoliberałom tyle biurw?

Wszyscy chyba mieliśmy okazję usłyszeć lamenty miłośników kultu prawdziwego Wielkiego Lesefera o tym, jak to za PRL-u (czy lepiej – „za Wilczka”) liczba urzędników wynosiła 150k, podczas gdy dziś jest to – według różnych źródeł – 500 czy 700+k. Te liczby ortodoksja leseferystyczna wykorzystuje ochoczo w charakterze koronnego dowodu na to, że nad Wisłą „nie ma kapitalizmu”. Co więcej – ponieważ podobne procentowe poziomy biurwo-zatrudnienia występują także w wielu innych krajach, stąd nie-ma-kapitalizmową tezę można swobodnie ekstrapolować na resztę świata, otrzymując w efekcie mem globalnego socjalizmu.

Naszą analizę przypadku zacznijmy od sformułowania założenia, że ten „socjalizm” to tak naprawdę praktyczny leseferym (neoliberalizm), a w praktycznym leseferyzmie nic (albo przynajmniej bardzo niewiele) nie dzieje się bez wiedzy czy bez aktywnej interwencji praktycznych leseferystów (żelazna logika!). Ergo: rozrost biurokracji jest efektem świadomej decyzji praktycznych leseferystów. Taką konkluzję potwierdzałby fakt, że – wbrew popularnym przekonaniom – współczesna biblio-instrukcja określająca sposób działania neoliberalnych gubmintów (w postaci Konsensusu Waszyngtońskiego) w kwestii wielkości aparatu biurokratycznego milczy, pozostawiając tu niejako dowolność, stąd też należy domniemywać, że pęcznienie biurokracji jest czymś, co w jakiś sposób ułatwia realizację konsensusowych przykazań w praktyce.

Czytaj dalej