Archiwa tagu: superfluous jobs

Po co neoliberałom tyle biurw?

Wszyscy chyba mieliśmy okazję usłyszeć lamenty miłośników kultu prawdziwego Wielkiego Lesefera o tym, jak to za PRL-u (czy lepiej – „za Wilczka”) liczba urzędników wynosiła 150k, podczas gdy dziś jest to – według różnych źródeł – 500 czy 700+k. Te liczby ortodoksja leseferystyczna wykorzystuje ochoczo w charakterze koronnego dowodu na to, że nad Wisłą „nie ma kapitalizmu”. Co więcej – ponieważ podobne procentowe poziomy biurwo-zatrudnienia występują także w wielu innych krajach, stąd nie-ma-kapitalizmową tezę można swobodnie ekstrapolować na resztę świata, otrzymując w efekcie mem globalnego socjalizmu.

Naszą analizę przypadku zacznijmy od sformułowania założenia, że ten „socjalizm” to tak naprawdę praktyczny leseferym (neoliberalizm), a w praktycznym leseferyzmie nic (albo przynajmniej bardzo niewiele) nie dzieje się bez wiedzy czy bez aktywnej interwencji praktycznych leseferystów (żelazna logika!). Ergo: rozrost biurokracji jest efektem świadomej decyzji praktycznych leseferystów. Taką konkluzję potwierdzałby fakt, że – wbrew popularnym przekonaniom – współczesna biblio-instrukcja określająca sposób działania neoliberalnych gubmintów (w postaci Konsensusu Waszyngtońskiego) w kwestii wielkości aparatu biurokratycznego milczy, pozostawiając tu niejako dowolność, stąd też należy domniemywać, że pęcznienie biurokracji jest czymś, co w jakiś sposób ułatwia realizację konsensusowych przykazań w praktyce.

Czytaj dalej

Zieloność korpo-trawy w krainie Wielkiego Lesefera

Od razu na początku powiedzmy coś nieprzyjemnego: rozmowa o 20h pracy najemnej na tydzień odbywa się w kontekście aktualnego poziomu wspomagania dywidendą środowiskową, co w obecnych warunkach odbywa się poprzez spalanie węglowodorów w tempie dziesiątki milionów razy żwawszym, aniżeli węglowodorom tym zajęło – w darmowych procesach – formowanie się do obecnych, dość wygodnych z punktu widzenia napędzania procesów pompowania PKB, postaci. Nie należy wykluczać, że w ciągu 100, 50 – czy jak niektórzy twierdzą, może nawet 10-ciu lat –  te dywagacje będziemy mogli umieścić w koszu razem ze wszystkimi innymi, nawet tymi najbardziej eko-zielonymi mempleksami, które termodynamika brutalnie zredukuje do postaci nieistotnych utopii, nie mających żadnego odniesienia do realiów wielkiego wymierania, od którego tym razem nawet cwaniako-sapiensom może nie udać się wywinąć.

Ale póki co – szczególnie na tle TEDo-krzemo ewangelizatorów –  możemy czuć się jako emitenci pikseli komparatywnie nadal twardo-stąpający w otoczeniu termodynamicznym powszechnie przyjmowanym jako sprzyjające, lub przynajmniej jako jedynie nieco-hamujące tzw. rozwój. Symbiotyczna forma, na którą składają się planiści prywatni, Wielki Kalkulator Rynkowy oraz neoliberalne państwo nadal – w ramach tego paradygmatu rozwoju – rzuca praktycznie jakby się wydawało nieograniczone zasoby materiałowe na potrzeby budowy autostrad, aeroportów czy innych neolibo-bizantyjskich monumentów tak, jak gdyby nie było jutra albo też w geście pokazania absolutnego faka tym wszystkim, którzy uważają prawa termodynamiki za nadrzędne wobec skryptów Wielkiego Lesefera. Ale w tym odcinku – w poszukiwaniu mentalnego klucza do zagadki termodynamiko-pogardy – zejdziemy na najniższy, trudno dostrzegalny z naszej zwyczajowej perspektywy makro poziom działania mikro algorytmów leseferystycznych, na którym rozpoczyna się – czy jak można powiedzieć  w tym szczególnym kontekście, o którym za chwilę – kiełkuje, cała ta dynamika, gdzie wszelkie zasoby – w tym prolo-zasoby – rzucane są na ołtarz Wielkiego Lesefera w rytuałach, których nieracjonalność jest wiele rzędów wielkości większa, aniżeli to, co wyprawiali mieszkańcy Rapa Nui. Może gdyby wielkanocniacy wprowadzili odpowiednio wcześnie górny limit pracy w wymiarze np. 3h/dz., nie mieliby czasu na uprawianie kultu człowieka-ptaka i na wycinanie drzewo- czy palmo-stanu, którego człowieko-ptakowy algorytm najwyraźniej się domagał? Dzisiaj działaniami proli wydaje się kierować kulto-algorytm praco-dającego korpo-lewiatana, a skutkiem tego jest totalny trans, w którym wszyscy uważają za absolutną konieczność niedyskryminacyjne wrzucanie wszystkich dostępnych zasobów, jak leci, do kotła, w którym Wielki Lesefer warzy nam ΔPKB. Czytaj dalej