Archiwa tagu: przymus ekonomiczny

Po co są praco-rozdawacze? (odc. 1/2)

[Na podstawie „What Do Bosses Do?” Stephena Marglina]

Jednym z najmocniejszych i stosunkowo trudnych do kontestacji memów pro-kapitalistycznych jest założenie, że kapitalistyczny model podziału pracy, a dokładniej mówiąc – alienacji proli od procesów produkcyjnych – przynosi korzyści nieosiągalne w innych modelach gospodarczych, tj. w postaci – jak się dość powszechnie uważa – nadzwyczajnej efektywności. Mówiąc brutalnie – taki podział ról w gospodarce dopiero kiedy zostanie nałożony na wygenerowany przez kapitalistyczne stosunki produkcji „miękki” przymus ekonomiczny jest w stanie zaowocować synergią, w której nastąpi korzystne zespolenie efektów zarówno odpowiedniej motywacji jak i organizacji pracy. Dodatkowo konkurencja między kapitalistami poszukującymi okazji do zwiększenia zysku prowadzić będzie do technologicznego „wyścigu zbrojeń”. W rezultacie system ten – pomimo swoich niedoskonałości i pewnych niedogodności – na wyjściu będzie zapewniać nadzwyczajny poziom dobrobytu materialnego.

Innym systemom gospodarowania do osiągnięcia sukcesu zabrakło (czy zabraknąć ma) właśnie tego efektu synergii. Np. jedne z nich (niewolnictwo, gospodarki nakazowo-rozdzielcze, czyli „komuna”) będą co prawda zdolne (być może nawet w większym stopniu niż kapitalizm) do stworzenia zaawansowanych struktur organizacyjnych dla celów maksymalizacji produkcji, natomiast ich problemem – z różnych przyczyn – będzie deficyt dostępnych instrumentów motywacji siły roboczej. Inne z kolei, jak feudalizm, o ile charakteryzują się nieco lepszym od tych pierwszych środowiskiem dla motywowania do pracy (np. na własnym dzierżawionym poletku czy warsztacie, w dniach wolnych od odrabiania pańszczyzny oczywiście), jednak natura tych systemów utrudnia zawiązanie się złożonej organizacji (i zaawansowanego podziału pracy), skutkiem czego produkcja będzie odbywać się w prymitywnych łańcuchach np. pracy nakładczej. Podobnie – żaden z tych systemów (ponoć) nie zawiera samoczynnie nakręcających się procesów innowacji przez dysrupcję, stąd skazane będą na trwanie w odmętach stagnacji technologicznej.

Czytaj dalej

Z cyklu ’Co zagania proli do roboty?’: Koszty stałe partycypacji

Zgodnie z obietnicą z poprzedniego odcinka miało być o pewnym (naszym?) patencie na poprawę perspektyw redukcji wymiaru czasu pracy najemnej poprzez zastopowanie nakręcania się spirali długów prywatnych, czy bardziej ogólnie – przez zredukowanie ciężarów renty w gospodarce praktycznego leseferyzmu. O tym konkretnym koncepcie jednak dopiero następnym razem, ponieważ uznaliśmy, że warto najpierw zarysować ekono-mechanikę, która motywuje i uzasadnia naszą hipotetyczną „reformę’.

Naszym leitmotifem/ekono-krucjatą w PE-P jest próba sprzedania mema o potrzebie i zasadności radykalnego skrócenia dopuszczalnego prawnie wymiaru czasu pracy najemnej (oraz oczywiście jej zamaskowanych form pochodnych). Nasz dzisiejszy wywód zacznijmy od tego, że sceptykom mogą nasunąć się wątpliwości czy obiekcje względem sensu takiej krucjaty w obliczu faktu, że przecież praca na obecny pełny etat (czy na 2 etaty) nie tylko nie jest przymusem, ale oprócz tego współczesne formy zatrudniania wręcz kładą nacisk na elastyczność, próbując wepchać zwyczajowy paradygmat 7-15 czy 9-17 do szuflado-lamusa. Stąd też – według takiej kontr-narracji – przed coraz większą rzeszą tak uwolnionych proli otwierają się perspektywy do dobrowolnego downshiftingu. To, że mało który prol decyduje się na wyczilałt do postaci 20 czy 30 h wyzyskodawania tygodniowo, jest – zgodnie z tą percepcją – jedynie dowodem tego, że dla większości proli krańcowa użyteczność czasu wolnego jest bardzo niska. Inaczej mówiąc – prole wolą pracować dłużej po to, aby następnie móc oddawać się przyjemnościom konsumowania, bądź też w ogóle nie wiedziałyby, co ze sobą począć, gdyby nie 8-godzinne+ dobowe cykle pomagania w kreowaniu bogactwa.

Czytaj dalej

Neoliberalne metody stymulacji podaży prolo-godzin

Na początku, celem uniknięcia nieporozumień, zaznaczmy, że kiedy mowa jest o presji na zwiększenie „podaży prolo-godzin” [podaż P-G] nie jest to wcale tożsame z czymś, co neolibo-kolokwialnie określane jest jako promocja zatrudnienia.  Podaż P-G to ogólnie mówiąc agregat czasu, który prole są „gotowe” czy „skłonne” poświęcić na czynności wyzyskodawania, czyli pracy najemnej (bądź formom funkcjonalnie równoważnym).

Użyliśmy tu „gotowe”/”skłonne” w cudzysłowach, albowiem duża część,  jeśli nie większość generacji P-G ma miejsce oczywiście w wyniku działania przymusu ekonomicznego; jedynie pewna część proli-szczęśliwców, generując P-G, kieruje się innymi czynnikami, jak np. syndromem uciążliwości czasu wolnego, chęcią aktywnego uczestniczenia w pompowaniu pekabu, spotykania się z innymi prolami, czy wreszcie osiąganiem satysfakcji poprzez wykonywanie czynności pracy.

Wystąpienie podaży P-G, jak wiadomo, nie jest tożsame z jej „realizacją” czyli zatrudnieniem. Owszem, te kategorie będą się często przenikać czy korelować pozytywnie. Natomiast należy zawsze mieć na uwadze, że sytuacja, w której współczynnik realizacji osiągnie 1 (czyli 100% generacji P-G znajdzie „nabywców” po stronie praco-rozdawaczy), byłaby absolutnym koszmarem z punktu widzenia „efektywności” gospodarki praktycznego leseferyzmu, godząc w samą jego podstawę, którą jest zdolność do prolo-dyscyplinowania. Tzn. inaczej: w momencie, kiedy faktyczne bezrobocie osiągnęłoby 0% (czy ew. 2%, jeśli wliczymy frykcję) nastąpiłoby załamanie funkcji fali, która zapewnia dominację kaptału, a wtedy… sami nie wiemy, co wtedy by nastąpiło; wystarczy powiedzieć, że nie można wykluczyć nawet tego, że udział wynagrodzeń w pekabie zanotowałby istotny wzrost. Idąc dalej i wcielając się w buty leseferysty, można wyobrazić sobie chociażby takie scenariusze, w których bogactwo zaczęłoby (relatywnie) odpływać od  inwestorów, a w takim razie pewno  zabrakłoby im cząstek pieniądzowych na inwestycje! Nie mówiąc już o tym, jak przykra i upokarzająca dla kreatorów bogactwa (a demoralizująca dla proli) byłaby perspektywa konieczności „proszenia” się u wyzyskodawców! I co z totemem praco-rozdawacza? Czytaj dalej