Archiwa tagu: luddyzm

Skąd wziął się kapitalizm?

W wersji „oficjalnej” kapitalizm był albo – w środowisku memetycznym zorientowanym wokół totemu postępu – wynikiem naturalnej ewolucji stosunków produkcji, stanowiąc jej szczytowe osiągnięcie, bądź też – w narracji niektórych odłamów ortodoksji leseferystycznej – to szczytowe osiągnięcie jest (czy raczej ma być, bo prawdziwego kapitalizmu tak naprawdę jeszcze nigdzie nie ma, łinkłink) niczym więcej jak tylko właśnie powrotem do natury – mitycznej krainy truck-barter-eksczeńdżowania, który to jednak powrót jest nieustannie sabotowany przez spiski kolektywistów. Tak czy owak, kapitalizm (nawet jeśli taki nie do końca prawdziwy czy perfekcyjny) stanowił niewątpliwie postęp wobec feudalistycznych metod organizacji gospodarowania, i „jak dotąd nie udało się wymyślić niczego lepszego” (i prawdopodobnie się nigdy nie uda – ile razy ktoś próbuje, zawsze kończy się to płaczem i brakiem papieru toaletowego).

Może tak, może nie. Zacznijmy od tego, że obiektywna analiza dobroczynnego wpływu kapitalizmu na zdolność produktywnego angażowania zasobów jest praktycznie niemożliwa z uwagi na to, że historia ekspansji tego modelu gospodarowania zbiegła się prawie dokładnie w czasie z introdukcją (na szeroką skalę) angażowania dywidendy termodynamicznej do napędzania procesów gospodarczych, a krzywa intensyfikacji aplikacji tej dywidendy jest często-gęstą bliźniaczą siostrą krzywej pekabowej. Być może gdyby nie kapitalizm, zasysanie i spalanie paliw kopalnych następowałoby wolniej i przez to pekab rósłby w mniejszym tempie, ale założenie, że bez kapitalizmu nie byłoby maszyny parowej, silnika spalinowego czy elektryfikacji byłoby raczej dość śmiałą hipotezą. Jedynym dość bezsprzecznym [1] faktem wydaje się być to, że wymiana elit – gdzie klasa próżniacza utrzymująca się z rent feudalnych była stopniowo wypierana przez kapitalistów zorientowanych na zyski z produkcji – stanowiła postęp jeśli chodzi o generację bogactwa materialnego, przynajmniej z punktu widzenia makro (bo w skali mikro, a zwłaszcza z poziomu plebso-pod-ludzików, już wcale niekoniecznie, o czym za chwilę).

Czytaj dalej

Reklamy