O hierarchiach z petitową burżuazją w tle

Ostatnio natrafiliśmy na zacny esej Michaela Churcha w temacie, do którego sami przymierzaliśmy się pies-dojeżowo od długiego czasu i wielokrotnie, ale zawsze bez powodzenia. Chodziło nam mianowicie o uchwycenie istoty fenomenu tzw. „klasy średniej” [1] (czy może bardziej precyzyjnie: petitowej burżuazji, [P-B]) i zidentyfikowanie roli, jaką pełni ta klasa w procesach perpetuacji tak kapitalistycznej hierarchii, jak i kapitalizmu per se.

Właśnie dopiero po przeczytaniu wspomnianego tekstu (której to lekturze przystawiamy pieczęć ‘zatwierdzona przez Komitet Publikacji i Widowisk PE-P’) nasze rozbiegane myśli w tym przedmiocie ułożyły się we w miarę, jak mamy nadzieję, spójny obrazek, którego podsumowanie postaramy się niniejszym zaprezentować, wplatając go w poniższe, zwięzłe zreferowanie eseju Churcha (którego objętość jest sporo większa niż standardowej blogo-notki).

Church wychodzi od modelu McLeoda hierarchii korporacyjnej, gdzie mamy 3 poziomy ekono-bytowania: szeregowa siła robocza (czyli loserzy, tj. przegrywusy), menedżeria średniego szczebla (Cluelessi, tj. ~Nie-mający-pojęcia/bez-pojęciowcy, szczególnie w przedmiocie pojęcia „zasad” kapitalistycznej gry, w tym zwłaszcza swojej własnej w niej roli, o czym za chwilę), oraz Socjopaci zasiadający na szczycie tej hierarchii (Zarządy korpo).

[Termin „Socjopaci” w dalszej części wywodu będzie używany w sposób umowny, tj. niekoniecznie oznaczający zespół anty-społecznych zaburzeń osobowości; być może nie wszyscy członkowie Elit są socjopatami w znaczeniu klinicznym. Trudno też jednoznacznie odpowiedzieć na odwieczne pytanie, czy o socjopatii przesądza zespół genów, czy też może jednak warunki zewnętrzne mogą stymulować (lub tłumić) ekspresję tego typu skłonności.]

Średnia menedżeria, jak wspomnieliśmy wyżej, „nie-ma-pojęcia”, jakim celom służy (głównie) ich zatrudnienie, albo może inaczej—ma prawie pojęcie (na podobnej zasadzie, jak można być prawie w ciąży). Tzn. sądzą (słusznie), że służą oni utrzymaniu hierarchicznych korpo-struktur do kupy, ale dzieje się tak nie z przyczyn, które by sobie mogli wyobrazić, takich np. że to ich nadzwyczajne talenty utrzymują całą maszynerię w ruchu. W rzeczywistości ich rola podtrzymania korpo-porządków polega na wypełnianiu funkcji „separatora” (czy może łożyska?) pomiędzy faktycznymi klasami, których interesy są w sposób oczywisty antagonistyczne, tj. pomiędzy robolami (przegrywusami), a Elitą Zarządców Kapitału.

Rzecz jasna korpo-poganiacze najęci przez Socjopatów to nie jest jedyna grupa składająca się na petit burżua; jednak pewne prawidłowości konstrukcji stabilnej hierarchii obowiązujące w mikro-światkach korpo można z powodzeniem ekstrapolować do skali makro, czyli na generalny wgląd w stosunki społeczne alá kapitalizm.

W tej szczególnej roli separatora (czy amortyzatora napięć klasowych) wydaje się leżeć klu rozwiązania zagadki „stabilności” kapitalizmu (w znaczeniu stabilności hierarchii). Działać ma to w sposób następujący: spora część peti-burżua­—wspomniany w powyższym przykładzie menedżeriat średniego szczebla, ale także wolno-zawodowcy i lumpen-kapitaliści—faktycznie pracuje „ciężej”—w znaczeniu dłużej/bardziej intensywnie/z większym zaangażowaniem—niż szeregowi przegrywacze (prolo-kompost). W ten sposób—jako (quasi-)klasa „sąsiednia”, tj. tylko o jeden stopień wyższa od motłochu—niejako świecą oni przykładem dla zwykłego pracującego luda jako żywy wzorzec mający świadczyć o tym, że wysokość zarobków, przynajmniej w pewnym istotnym stopniu, jest funkcją ciężko-pracowania.

Ponieważ kompost funkcjonujący na dolnych szczeblach systemu praco-rozdawania nie ma (dzięki Separatorom) bezpośredniej styczności z Topowymi Socjopatami, nie będzie generalnie w stanie dostrzec faktu próżniaczości Elit. Tzn. prolokompost, widząc na-co-dzień jedynie zwijających się jak w ukropie (często-gęsto—ukropie czynności pozorowanych, które składają się na rytuały konserwacji hierarchii) menedżerów, może wysnuć pochopne wnioski, że korpo-zarządy najwidoczniej pracują „jeszcze ciężej” (na co „wskazywałyby” ich zarobki—parę rzędów wielkości powyżej medium-menago), podczas gdy faktycznie, po przekroczeniu pewnego poziomu, nakłady pracy/zaangażowania stają się odwrotnie proporcjonalne do zajmowanej w hierarchii pozycji.

Czy organizatorzy średniego szczebla, którzy mają okazję kontaktu z Socjopatami, dostrzegają ten fenomen odwrotnej proporcjonalności, który ma miejsce na wyższych szczeblach? Prawdopodobnie tak (esej nie daje definitywnej odpowiedzi na ten dylemat), ale nawet jeśli tak, na ogół decydują się dalej grać w tą grę, być może wierząc, że „z czasem” także i oni, może jeśli się odpowiednio „wykażą”, wejdą na te najwyższe poziomy (albo po prostu tak bardzo obawiają się społecznej degradacji—spadku do poziomu konsumpcji przynależnej kompostowcom—że nie widzą innej alternatywy, jak tylko konformistyczna kontynuacja harówkowej gry pozorów).

Podobna „psychologia” ma też prawdopodobnie miejsce w przypadku pozostałych grup składających się na petit-burżła (wśród których są też, oprócz lumpen-geszefciarzy i wolno-zawodowców, takie profesje, jak zawodowi komedianci, znani sports-meni/-menki, akademicy/biurwy gubmintowe wyższego szczebla, dziennikarze, prezenterzy, palestra, nawijacze makaronu ze zmyślo-czołgów etc). Większość członków z tych sub-stad ma quasi-pojęcie w tym wąskim zakresie, że (i) nie chcą absolutnie zostać pomieszani z motłochem (a stąd będą generalnie popierać wszelkie inicjowane przez Socjopatów działania na rzecz zarysowania granic grubą kreską), (ii) wierzą (co do zasady daremnie), że ich talenty pozwolą im w-końcu wskoczyć na wyższo-energetyczne orbity (na których funkcja dochodów odrywa się definitywnie od nakładów czaso-pracy) i (opcjonalnie) (iii) zdają sobie sprawę z tego, że dochowanie celu (i) zależy od tego, z jakim entuzjazmem będą lizać j@ja Socjopatom (przez których—w skali makro—należy rozumieć poważnych kapitalistów, tj. Mega-Predatorów).

Wymienione wyżej plemiona wchodzące w skład petitowej burżła są tak odmienne (nawet osobiste interesy tych grup często są we wzajemnej kolizji), a ich bez-pojęciowość o charakterze własnej funkcji w konserwacji hierarchii tak wysoka, że tę „klasę” trudno podejrzewać o posiadanie czegoś na kształt świadomości klasowej, jak i można uznać ją za swego rodzaju relikt skazany na wymarcie.

W tym pierwszym przedmiocie—wydaje się, że jedyna wspólno-mianownikowa świadomość P-B znajduje wyraz w przywiązaniu do swego rodzaju „kultury”, za której propagatorów i pielęgnatorów (Strażników?) uważają się często przedstawiciele tych różnych petitowo-burżuazyjnych sub-stadek. Co należy rozumieć przez tą kulturę? Otóż będzie to też, ale nie tylko i nie głównie, „kultura i sztuka” w standardowym tego rozumieniu (większość twórczości klasyfikowanej jako artystyczna wypływała i nadal wypływa faktycznie z kręgów P-B), ale także kultura konsumpcji (trendseterstwo, co warto kupować, a czego nie wypada), oraz kultura akceptowalnych poglądów (czego wyrazem w sferze społecznej stała się ostatnio np. cancel culture); w przedmiocie tzw. ekonomii „obowiązuje” z kolei niby to szerokie spektrum—od (przeważającego wyraźnie w kulturze P-B) mizeso-kucarianizmu, do zielono-nowo/korpo-porządkowości/ładowości, czy nawet do MMT-owości, ale które jednakowoż musi mieścić się w paśmie określonym przez ekono-wulgaryzm bazujący na „prawie” wartości (pekabowstwo); w temacie politykabuki z kolei przechodzi w zasadzie wszystko, co obiecuje zachowanie, czy „poprawienie” status-quo, w tym szczególnie w zakresie zachowania w miarę wyraźnej kreski pomiędzy poziomem bytu P-B i przegrywusów, czy pewnych kategorii zachowań.

Ten misz-masz trudno byłoby uznać za przejaw świadomości klasowej, a dodatkowo tak przegrywusy, jak i Socjopaci w niewielkim stopniu przykładają sobie do serca „kulturę” wypracowaną pieczołowicie w jej rożnych odsłonach przez P-B (o czym jeszcze parę zdań pod koniec); co najwyżej ta kultura może być wykorzystywana przez Super-Predatorów jako kolejne narzędzie pacyfikacji mas. A przez przegrywusów? Może pewne fragmenty tych wzorców służą większości jako anastetyk, dla masochistów—może jako środek do odkrywania własnej przegrywalności, a dla jeszcze innych ta kultura funkcjonuje jak czerwona płachta na byka (np. rednekowe alt-rajtusy, czy absolwenci szkółki niedzielnej pogardy do bliźniego prowadzonej przez ich gurowego profesorka J. Petersona).

Jeśli chodzi natomiast o drugi element konkluzji, tj. hipotezę wymieralności P-B, niestety—zdaniem Churcha—pragmatyczny alians pomiędzy Socjopatami i Cluelessami dobiega właśnie końca, ponieważ Elity dochodzą stopniowo do wniosku, że utrzymywanie warstwy amortyzującej stało się zbyt kosztowne, zwłaszcza w kontekście opracowania nowych narzędzi kontroli mas, które zapewnia współczesna technologia. Np. podczas gdy w przeszłości (~20-50 lat temu) funkcjonowała jasna zasada, że warunkiem wystarczającym, aby kompostowiec utrzymał swoje stanowisko wyzyskodawania, były dobre/znośne relacje osobiste z cluelessowym Poganiaczem, obecnie Socjopaci uzbrajają swoje struktury w neo-tajlorystyczne aplikacje, które nakładają dodatkowy warunek w postaci cyber-benczmarków, w związku z czym moderująca pozycja średnio-szczeblowego poganiacza ulega erozji (nie może on/a „ochronić” nawet swojego ulubionego kompostowca przed redukcją zaordynowaną przez algorytmy).

[Innym motywem wygaszania „klasy średniej” może być ten, że P-B z reguły stoi murem za Socjopatami, ale nie zawsze. Znane są z historii sporadyczne, ale jednak realne przypadki, kiedy Separatorzy nie tylko że zwrócili się przeciwko Elitom, ale wręcz byli inicjatorami takich rewolt; redukcja rozmiaru zbioru P-B z tej perspektywy wydaje się rozsądną profilaktyką.]

Podobna dynamika (zdaniem Churcha) będzie stopniowo degradować inne grupy wchodzące w skład petit-burżła. np. „wolnych” profesjonalistów, jak pismaki czy nawet doktorki, których zastępować będą w coraz większym stopniu „boty”.

*

Kolejny wgląd, który płynie z tekstu Churcha, a który zasygnalizowaliśmy powyżej, jest taki, że koncept „klasy średniej” jest swego rodzaju hologramem, który powołany został/utworzył się prawdopodobnie po to, żeby wzmocnić hierarchiczną strukturę kapitalizmu. Ten hologram osiągnął swoje apogeum w czasach „Złotej Ery” (~1950-1975), kiedy do uzyskania członkostwa w Klubie „Klasy Średniej” (potwierdzonego kartoflaną pieczątką Instytutu Jedności w Rynku) wystarczyło praktycznie zatrudnienie na etacie. W kolejnych dekadach jednak uwidoczniły się trendy, w wyniku których najpierw (1970-2008) od hologramu została oddzielona warstwa prolo-kompostu, a następnie (2008-…) pozostała po tym tuningu substancja zostaje stopniowo, acz metodycznie, dalej zeskrobywana, trafiając pod koła tego samego autobusu, pod który poprzednio neolib wrzucił rzeczony kompost. W ten sposób ta iluzja opcji masowej partycypacji w kapitalizmie i w dzieleniu jego owoców odejdzie w niebyt, a wraz z nią gros Separatorów.

W tym procesie skrawania wyłoni się naga rzeczywistość kapitalizmu, tak jak wskazywał Marks i jak przypomina Church, a mianowicie że w tym ustroju istnieją tak naprawdę tylko dwie klasy: pierwsza, w skład której wchodzą wszyscy ci, którzy muszą pracować (albo polegać na wsparciu tych co pracują, np. członków rodzin), żeby utrzymać się na powierzchni (oryginalnie: proletariat), oraz druga—kapitaliści, złożona z tych, którzy pracować nie muszą w ogóle, bo do pracy na ich utrzymanie zmuszeni są (lub/i byli, jeśli weźmiemy pod uwagę władzę dziedziczoną) ci pierwsi. Wszystkie inne podziały, taksonomie etc. to ekono-mgła.

*

Czy za petit-burżła będzie/powinien ktoś tęsknić? Church sądzi, że nie; my nie bylibyśmy tak definitywni w osądach, ani w zakresie odrzucenia tej tęsknoty, ani też w ogóle jeśli chodzi o hipotezę całkowitego obumarcia petit-burżła; owszem, jej szeregi będą się przerzedzać—szczególnie szybko w tych segmentach, które zorientowane są na czerpanie dochodów z dostarczania wartości pauperyzującym się masom [2], natomiast ta część, która zarabia, służąc Socjopatom (np. najcwańsze papugi, specjaliści od unikania podatków, chirurdzy plastyczni, przetłaczacze plazmy/krwi/komórek macierzystych pozyskanych z młodego homo-kompostu, kucharze-celebryci etc.) najprawdopodobniej będzie nadal kwitnąć [3].

*

Na koniec jeszcze wróćmy do zarysowanej powyżej kwestii, jak kształtuje się świadomość przegrywusów. W tym eseju, niestety, Church—być może dlatego, że sam auto-taksonomomuje się jako („skruszony”?) artefakt bez-pojęciowej KŚ—jedynie w niewielkim stopniu naświetla ich perspektywę, ale tak-czy-owak jest to raczej światło brutalistyczne. Np. pisze on, że zarówno loserzy, jak i Socjopaci mają więcej wspólnego ze sobą, niż każda z tych grup z Separatorami. M.in. dlatego, że—w przeciwieństwie do petit-burżła, która próbuje budować wokół siebie otoczkę „wyższej kultury”—pozostałe 2 klasy, jak to określa Church, nie przebierając w słowach, „żyją jak zwierzęta”, z tym że jedni, bo mogą, a drudzy bo muszą. (Ile jest prawdy w tym brutalistycznym uogólnieniu? Pewno sporo, ale chyba każdy byłby w stanie wskazać przykłady al contrario, a przynajmniej takie, które zaprzeczają przyrodzonej „zwierzęcości” przegrywusów).

Jedynym pewnikiem jest chyba tylko to, że Socjopaci postrzegają siebie jako swego rodzaju odrębny, wyższy gatunek, który spogląda z pogardą nie tylko (co oczywiste) na prolo-kompost, ale także na petit-burżua, której segmenty usiłują (na-daremnie) zakopać swoim ukulturowieniem przepaść, jaka dzieli ich od prawdziwej, surowej dominacji, którą zapewnia kontrola kapitału.

PS. Pytanie dodatkowe: czy socjopaci mogą być w pewnych warunkach pożyteczni?


1. Koncept KŚ jest (czy przynajmniej był) na tyle pakowny, że w pewnych warunkach za członków tej grupy zwykli uważać się prawie wszyscy, którzy mieli „umowę o pracę” (zwłaszcza podczas złotowiekowej fazy kapitalizmu), ale i nawet teraz można zaobserwować tendencje do rozdymania jego pseudo-inkluzywności. Jak jednak wskazuje celnie Church, czysta matematyka (jesteś zatrudniony = otrzymujesz dochody mieszczące się gdzieś na średnich poziomach skali od 0 do ∞) to za mało, żeby średnio-klasowe aspiracje kompostu stały się faktem. Autor wskazuje (co nam nie przyszło do głów wcześniej), że głównym atrybutem KŚ jest (czy raczej była) wysoka zatrudnialność, tzn. że wyedukowany (czy inaczej ustawiony w matriksie „prawa” wartości) członek KŚ nie miał (swego czasu) problemów ze znalezieniem pracy najemnej niejako skrojonej pod aspiracje/„kwalifikacje” uformowanego w danych warunkach średnio-klasowca  (lub innego źródła dochodów, jak np. w przypadku dziedziców lumpen-biznesów), przy czym relatywna wysokość osiąganych dochodów miała tu znaczenie drugorzędne. Obecnie ten atrybut ulega erozji, zwłaszcza w tym znaczeniu, że spora część absolwentów zmuszona jest zniżać się do konkurowania na rynku pracy z przedstawicielami kompostu w walce np. o stanowiska kasjera w markecie, „ścieżka kariery” np. od młodszego referenta do kierownika/dyrektora działu/filii (np. banku czy urzędu) to zdecydowanie pieśń przeszłości, a odziedziczenie lumpen-geszeftu coraz częściej okazuje się przekleństwem niż błogosławieństwiem. (powrót)

2. Przykładem z życia może być petit-burżła z sektora gościnności, który miał okazję przerobić scenariusz kolapsacyjny na szybkim podglądzie. Ale to raczej dopiero przedsmak tego, co przyniesie nie covid, ale raczej coś, na co żadna „szczepionka” nie zostanie nigdy upichcona, czyli postępująca, nieuchronna erozja dochodów do dyspozycji w erze spadków nadwyżek energii. W perspektywie kilku-kilkunastu lat zacznie się faza schyłku, być może o charakterystyce seneko-klifowej, gdzie prolo-kompost będzie zmuszony okolicznościami zaprzestać wszystkich wydatków nie-esencjonalnych w brutalnym tego słowa znaczeniu, typu utrzymanie auta (których nabycie i tak wkrótce stanie się niewykonalne dla kompostowców, za wyjątkiem może krainy Wielkiego $zatana, gdzie posiadanie auta warunkuje zdolności do wyzyskodawania), czyli bye-bye dealerzy używanych plebso-wozów i warsztatexy; remonty/ulepszenia substancji mieszkaniowej (bye-bye rem-budexy); jadanie „na-mieście” (orewłar pizzo-manufakturexy i swojsko-jadłexy); czy „nawet” ubieranie dziatwy w trendowe odzienia (bye-bye natalka-faszionexy); ale cięcia będą głębokie nawet w obszarach, które obecnie jawią się jeszcze nadal jako esencjonalne, jak np. korzystanie z usług prywatnej stomatologii (bye-bye dentexy), czy weterynarii (bye-bye mruczexy). Mimo że wiemy, że lumpen-burżua operująca w tych sektorach co do zasady kibicuje neolibowi, a przez to jest memetycznym wrogiem ekono-racjonalizacji, to jednak nam będzie (prywatnie) trochę szkoda, kiedy kolaps zmiecie ich już ze sceny; zwłaszcza że ta mniejsza, szczególnie zbędna i reakcyjna część P-B, której praca zorientowana jest na zaspokajanie zachcianek Elit, najprawdopodobniej będzie kwitnąć pośród tej pożogi. (powrót)

3.  Posługując się powyższą, 2-klasową taksonomią, pewna, dość istotna jak się wydaje, część P-B faktycznie pracować nie musi (a przynajmniej nie permanentnie), ponieważ mogą się oni z powodzeniem utrzymywać ze zgromadzonych aktywów lub z „kapitału personalnego” (np. spora część politykabukowców/doktorków jest kamienicznikami, spora część profi-sportsmenów czy komediantów posiada trwałą opcję sprzedawania swojego wizerunku, np. na potrzeby promowania jakiegoś konsumerystycznego sz!tu), co w zasadzie czyni ich kapitalistami. Fakt, że mimo to—czy to z chciwości czy też z przyczyn leżących w domenie „reputacji” (masowanie ego)—z reguły kontynuują oni swoją „pracę”, często nawet mocno poza granicę wieku emerytalnego, nie ma znaczenia, ponieważ ich aktywność to w gruncie rzeczy nie jest to praca, ale raczej zabawa. W fenomenie ‘praca jako zabawa’ per se nie ma niczego złego; problem w tym, że ten fenomen jest niestety tylko marginalnym odstępstwem od reguły bazującym najczęściej na jakiejś formie zgromadzonego w grawitacji „prawa” wartości kapitału.(powrót)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.