Zagadki wydajności pracy najemnej (odc. 3/3)

W pierwszych dwóch odcinkach naszego mini-serialu o globalnych, często dość znaczących różnicach w odczytach wydajności (czy PKB/p-c), pokusiliśmy się o sporządzenie (otwartej) listy czynników, które naszym zdaniem mogą determinować te dysproporcje, jak mierzone rynkową wyceną efektów nakładów praco-najemno niewolniczych w różnych krajach leseferystycznych. Te czynniki, do których wyróżnienia skłoniła nas nasza wyobraźnia, to:

  1. Globalne preferencje do przechowywania „oszczędności” (parkowania zakumulowanych gór nadwyżek finansowych) w walucie określonych krajów (/używanej w danym kraju)
  2. Ilość energii p/c dostępna do napędzania procesów
  3. Poziom organizacji procesów (kultura industrialna/stopień stajloryzowania populacji)
  4. Zdolność kredytowa członków populacji (i także firm)
  5. Stabilność pozytywnych sprzężeń na linii gubmint-Posiadacze (a.k.a. kapitał ma narodowość)

Poprzednio omawiane były nr-y 1, 3 (jako jedyny, który współdzielimy z wyznawcami wróżki-wolnorynkuszki) oraz – w odc. 2  – nr 2. Dziś kontynuujemy z poz. 4 i 5.

*

Czynnik zdolności kredytowej (nr 4) wrzucamy do równania mimo tego, że jest to w dużej mierze wartość pochodna – głównie odzwierciedlająca na zasadzie pozytywnych sprzężeń zachowanie pozostałych zmiennych. Niemniej jednak lokalna zdolność kredytowa może, choćby epizodycznie, zmieniać pole globalnej gry wydajnościowej.

Np. weźmy taki przypadek – prawo auto-dostosowania się renty do dochodów winduje (zwłaszcza w krajach Centrum) ceny nieruchomości, ale jednocześnie te podwyższone wyceny stają się podstawą do wyszacowania w górę zdolności kredytowych np. posiadaczy mieszkań (czy mogą wzbudzić w ich obwodach korowych tzw. efekt bogactwa [1]).

W połączeniu z czynnikiem nr 1 (przekładnią PPP waluty) ten mechanizm prowadzić może do przynajmniej czasowej amplifikacji zarówno wewnątrz-krajowej jak i międzynarodowej, statystycznej siły nabywczej populacji danego terytorium. Skutkiem tego będą wzrastające dalej odczyty wydajności np. kelnerów, ponieważ optymizm lokalnych konsumentów (podbudowany tym, że „papierowa” wartość ich mieszkania zanotowała wzrost o kolejne kilkadziesiąt %) skłoni ich do częstszego pożywiania się w miejscach, gdzie kapitaliści rękami swoich praco-najemno niewolników preparują i serwują jadło-gadżety celem ekstrakcji wartości dodatkowej, a te zachowania konsumenckie z kolei, zwiększając popyt, wpłyną (w wersji optymistycznej) pozytywnie na agregat płac (i dalej – w pętli sprzężenia – na zdolności kredytowe) proli zaangażowanych przez ten sektor wyciskaniowy.

Ujmując to inaczej: boomy kredytowe i wzrost wyceny aktywów służą dobrze odczytom pekabowym (a obliczenie wydajności w skali kraju sprowadza się do podzielenia właśnie tegoż pekabu przez agregat przepracowanych prolo-godzin) oraz wzbudzają optymizm w tych, którzy odpowiadają za ekspansję kapitalizmu poprzez oddawanie się konsumpcji ostentacyjnej, czyli tej części prolo-populacji, którą można uznać za lepiej uposażoną (podczas gdy dla dolno-decylowców tego typu dynamika oznaczać będzie często spadek dostępności kwadratów/wzrost obciążeń z tytułu renty – pamiętajmy, że w kapitalizmie wydajność co do zasady nie służy tym, których sprawność funkcjonowania podlega kwantyfikowaniu za pomocą tego wskaźnika, o czym więcej za chwilę).

Kredyty denominowane w walutach postrzeganych jako pożądana denominacja do przechowywania roszczeń finansowych w czasie mogą stać się z łatwością (po pokrojeniu, wymieszaniu i upakowaniu do postaci homogenicznie zrejtingowanych łatwo sprzedawalnych wehikułów zysków pasywnych typu MBS) kolejnym swego rodzaju towarem eksportowym, który zachęcać będzie do parkowania globalnych nadwyżek frirajderów w danej walucie zgodnie z mechanizmami wymienionymi w odc. 1.

Czyli ponownie – wbrew szablonowym konceptom, zgodnie z którymi siła waluty ma jakoby opierać się na względnym ograniczeniu jej wolumenów (cząsteczkowa teoria pieniądza alá Friedman; kiedy wiekszość pieniądza krąży w sferach tasowania aktywów, CTP bedzie równie przydatna co TRO), produkowane w okresach boomu mieszkaniowego przez kredyciarzy gigantyczne chmury pieniądza będą miały często zerowy wpływ na wycenę fx, przynajmniej dopóki cała taka akcja będzie bilansowana przez gromadzenie równoważnych wolumenów gór oszczędności zamrożonych pod postacią aktywów denominowanych w danej walucie i skrojonych stosownie do potrzeb globalnych rentierów.

Zaawansowana finansjalizacja gospodarek Centrum ułatwia ekspansję akcji kredytowej, co powiększa jeszcze dystans notowanego PKB/p-c względem peryferii. Tak jak nadmienialiśmy na wstępie, w dłuższej perspektywie grawitacja wolno-rynkowa najprawdopodobniej obnaży ten fenomen statystycznego mirażu zamożności, ponieważ nieproduktywna narośl sektora FIRE (który stanowi ukoronowanie ewolucji kapitalizmu) prędzej czy później upomni się o swój pound-of-flesh u kredyciarzy – czy to bezpośrednio (zajmując ich dochody/mienie), czy pośrednio (kiedy piramida długów prywatnych przydusi obieg towarowo-hajsowy na linii fabrykanci<–>konsumenci)).

*

Na koniec (ale uwaga: last but not least) – czynnik nr 5 – czyli w jakim stopniu zaawansowana symbioza Posiadaczy oraz ich gubmintowych minionków pociągających za legislacyjne sznurki na danym terytorium może wpływać na odczyty wydajności.

Faktem jest, że sporo korporacji jako miejsce swojej siedziby czy nawet operacji nadal wybiera – pomimo wyższych kosztów – kraje leseferystycznego Centrum. Z pozoru we współczesnym zglobalizowanym i przyjaznym dla nieskrępowanych przepływów kapitału świecie taka praktyka może wydawać się irracjonalna, jednak jej uzasadnieniem mogą być wypracowane przez dekady więzi (w tym personalne) na linii ‘kapitał-teatrzyk politykabuki’.

Można postawić tu postawić tezę, że upływ czasu pozwala na utworzenie się w chaotycznym co do zasady środowisku kapitalizmu stabilnego jądra frirajderskiego, na które składają się spotykające się często na karuzeli obrotowych drzwi wolne (nie-uwikłane w jarzmo praco-najemno niewolnictwa) elektrony reprezentujące dynastie kapitału i politykabukowców. Następnie te frirajderskie cząstki, pomimo swojej wrodzonej odpychającej psychopatycznej natury,  stopniowo – poprzez długoletnie wzajemne ocieranie się – są w stanie wykształcić zdolności trwałej współpracy pomiędzy sobą w ramach wiążącej ich siły generowanej przez wspólny popęd do żerowania na prolo-kompoście.

Inaczej – zamiast jak to ma czasami miejsce w krainach, gdzie stosunkowo świeżo zaindukowane algorytmy akumulacyjne w środowisku chaotycznej walki o dostęp do żerowiska prowadzą z reguły do epizodów brutalizacji pomiędzy różnymi super-predatorami (typu podkładanie bomb, sponsorowanie puczów, łapówkarska wolno-amerykanka, czy ogólnie – zatarcie różnic pomiędzy wyzysko-braniem a gangsterką – vide Rosja ery szoko-doktrynowania reform wolnorynkowych w latach 1990-tych, czy większość krajów typu republika bananowa) – w dojrzałym środowisku kapitalistycznym większe zdolności przetrwania wykazują bardziej zmoderowane i pragmatyczne formy frirajderstwa, które są w stanie budować długotrwałe alianse, gdzie poświęcając chwilowo część łupów, można w przyszłości liczyć np. na stabilny podział rynku, socjalizację strat, czy inne formy wiarygodnego zabezpieczenia zyskowności operacji czy aktywów, niezależnie od tego, jakiej maści leseferystyczne kukiełki zostaną katapultowane do gubmintowych gabinetów.

Tego typu symbioza predatorów wpływa na statystyczną siłę nabywczą populacji danego kraju w podobny sposób, jak opisane w pkt 1 zjawisko preferencji lokowania nadwyżek finansowych w aktywach denominowanych w danej walucie (postrzeganej jako odpowiedni wehikuł przechowywania roszczeń). Tj. jeśli relacje Posiadacze-gubmint są uznawane przez rynki jako stabilne i gwarantujące skteczniejszą niż gdzie indziej ochronę kapitału (+ ulokowane tam centrale korporacyjne będą zasysać zyski z oddziałów zamorskich), przepływy finansowe takiego kraju mają większe szanse notować saldo dodatnie, co będzie wspierać siłę lokalnej waluty, a przez to – pośrednio –  wydajność odczytywaną w jednostkach monetarnych.

To zjawisko – w pewnych przypadkach – może służyć poprawie wydajności także w sposób bezpośredni – jeśli np. więzi na linii Posiadacze-politykabukowcy są tak silne, że ci pierwsi decydują się utrzymywać na danym terytorium – oprócz centrali – także faktyczne operacje wytwarzania gadżetów. Przykładem może być np. imperium naszego ulubionego celebryty ery kapitalizmu singulitariańskiego El Muska, który dla gubmintowców amerykańskich poszukujących rozpaczliwie ikon-dowodów, że kapitalizm działa, stanowi zbyt cenne aktywo, żeby pozwolić mu zatonąć. Tego typu korporacji-totemów narodowej dumy kapitalistycznej jest oczywiście dużo więcej – szczególnie jeśli chodzi o przypadki, gdzie profil działalności obejmuje technologie przydatne militarnie (np. Lockheed-Martin).

Ewentualne problemy rezydowania w krajach „macierzystych” (jak np. teoretycznie wyższe stawki podatków dochodowych) rozwiązywane są obecnie z łatwością za pomocą żonglerki aktywami na linii kraje Centrum<–>raje podatkowe, których funkcjonowanie stanowi – wbrew epizodycznym hajpom typu Kwity z Panamy i niewzruszenie wobec nieustających „apeli o reformy” – ugruntowaną strategio-tradycję środowiska dojrzałego kapitalizmu. Transfery do rajów podatkowych odbywają się, tak czy owak, w walutach krajów Centrum, tak więc będą neutralne z punktu widzenia siły nabywczej wyrażanej w tych walutach; nie będą wpływać negatywnie na rejestrowaną wydajność pracy proli wyzyskodających na terenie danego kraju.

*

W tym miejscu – dla uniknięcia nieporozumień –  konieczna wydaje się pewna dygresja: mając powyższy wniosek na uwadze, można postawić pytanie – skoro taka stabilna kolaboracja politykabukowców i kapitalistów poprawia „wydajność” (i dzięki temu, przy dobrych wiatrach, może także i płace), to może lepiej jednak nie tylko się z tymi knowaniami pogodzić, ale wręcz skierować swoje sympatie politykabukowe w kierunku person znanych z przychylności dla biznesu czy z uprawiania ekwilibrystyki drzwiowo-obrotowej (którzy podczas kampanii wyborczych często – i nie bez pewnych sardonicznych podstaw – lubią prezentować się jako fachowcy?)

Otóż – zanim odpowiemy (sobie) na tego typu pytanie – warto doprecyzować (sobie) znaczenia czy relacje implikowane już w samym tym pytaniu per se i jakie to ma odniesienie w stosunku do konkretnej jednostki (np. do tej, która pyta) czy do konkretnej zbiorowości (np. z którą pytający się – zasadnie bądź może też wcale nie – identyfikuje).

Primo – mówimy tu cały czas o odczytach wydajności, jak mierzone w zuniformizowanych jednostkach monetarnych. Jak wspominaliśmy na początku tej mini-serii, te odczyty często będą mieć bardzo luźny związek z wydajnością mikro, tj. taką wyliczoną na poziomie zakładu produkującego rzeczywiste gadżety, których wytworzenie można utożsamić z kreacją dobra materialnego mającego potencjał do zaspokojenia jakiejś realnej potrzeby. Jednak system oparty na wartości wymiany – dzięki alienacji faktycznego producenta (prola charakteryzującego się pewną wydajnością) od procesów zarówno produkcji jak i dystrybucji – nie gwarantuje żadnego związku pomiędzy tą wydajnością mikro a zdolnościami tego producenta do konsumpcji gadżetów.

Następnie – system ten nie zawiera również żadnej gwaracji, że wystąpi pozytywna korelacja pomiędzy monetarnymi odczytami wydajności makro a zdolnościami do konsumpcji gadżetów, poza pewnymi szczególnymi przypadkami – jak konsumpcja relatywnie tanich wyrobów pochodzących z importu (z krajów „niskiej wydajności”) czy wspomniany w odc. 1 kwantowy skok zamożności, który ma miejsce, kiedy dochody z krajów o wysokich odczytach wydajności podlegają teleportacji i wydawane są w zamorskich krainach, gdzie takie odczyty są niskie. Jednak w większości przypadków prolo-dochody wydawane są na miejscu i służyć muszą pokrywaniu kosztów partycypacji generowanych właśnie tam i teraz, i na które składają się w coraz większym stopniu pozycje z kategorii ‘renta’. Wysokość tej renty z kolei posiada magiczną zdolność auto-dostosowywania się do tychże dochodów, czyli pośrednio także do rejestrowanej wydajności.

W rezultacie nie będzie niczym dziwnym przypadek, w którym praca przewracacza burgerów w US będzie charakteryzować się monetarnym odczytem (nawet po zredukowaniu o relatywne PPP) wydajności wielokrotnie wyższym od np. operatora maszyny cnc w ChRL, a mimo to faktyczne zdolności do konsumpcji tego pierwszego wcale nie będą większe (a może nawet wręcz przeciwnie).

Można to spróbować podsumować bon-motem: niezależnie od tego, jak szybko faktycznie kręcisz kołowrotkiem czy też jak wysokie obroty notuje zaprogramowany jakimś algorytmem licznik, trzeba pamiętać, że nie posiadasz kontroli nad tym, co i dla kogo maszyneria napędzana tym kołowrotkiem wytwarza. W związku z tym doszukiwanie się korelacji pomiędzy rpm (faktycznym czy odczytywanym) a poziomem własnego dobrobytu (faktycznym czy subiektywnie odczytywanym – samodzielnie czy przy użyciu kolejnych algorytmów) należy uznać co do zasady za nieracjonalne i bezcelowe.

Zmierzamy tu do konkluzji, że – za wyjątkiem kiedy dane jest nam korzystać w dużym stopniu z dźwigni zapewnianej przez ponadprzeciętną odczytywaną wydajność (która jest z kolei pochodną wymienionych, jak i pominiętych w tym cyklu czynników) – związek pomiędzy takimi wartościami jak pekabe, czy właśnie odczyty wydajności, a jednostkowym realnym dobrobytem materialnym (nie mówiąc już o takich efemerydach jak satysfakcja z życia) powinno się traktować co do zasady jako luźny.

Nie jest tajemnicą, że w krajach, gdzie notowane wartości wydajności są wysokie, gros korzyści z tego wynikających jest udziałem górnodecylowców (powiedzmy od 8 decyla wzwyż), gdyż to jedynie oni dysponują nadwyżkami wystarczającymi do tego, aby można było optymalizować decyzje o wydatkach z wykorzystaniem ww. „dźwigni” (od spędzenia „taniej” wakacyjnej przygody w Wietnamie czy na Kubie, poprzez urozmaicenie sobie menu dzięki okazyjnie nabytym organicznym avocado, aż do outsourcowania części zadań swojego lokalnego zakładu wyzyskobiorczego np. nad Wisłę czy nad Ganges). (Uogólniając – to samo można w zasadzie powiedzieć o benefitach wynikających z tzw. globalizacji, pod którym terminem kryje się mniej-więcej pełna swoboda przepływu kapitału, ze szczególnym uwzględnieniem kapitału finansowego.)

Całej reszcie populacji (w krajach o „wysokiej wydajności”) pozostaje cieszyć się z opcji, które pozwalają np. przyodziać się budżetowo tak, żeby można było korzystnie (i z godnością osobistą) zaprezentować się na interwju z ich wymarzonym pracorozdawaczem (a potem nabyć po przystępnej używane auto po to, żeby mieć trochę czasu dla siebie po 8-, czy 10- godzinnej szychcie w przewracalni burgerów, która to placówka co prawda płaci 1 $/h więcej niż poprzedni zakład pracorozdawania figurujący w ich CV, ale za to położona jest 30 km dalej, etc.).

Czyli – jeśli w ogóle jeszcze ktoś gotowy jest tracić energię mentalną (czy inwestować emocjonalną) na roztrząsanie, przy nazwisku którego politykabukowca (których 90%+ już jest, a pozostałe 9% w krótkim czasie będzie, zasubskrywowanych do misji wspierania frirajderstwa) postawić krzyżyk – należy przede wszystkim skupić uwagę na relatywnych zależnościach w ramach danego organizmu gospodarczego, które są dla nas istotne. Tzn. np. będąc praco-najemno niewolnikiem, należy ignorować komunikaty o chęci poprawy warunków dla krajowych wyzyskobraczy kosztem tych zagranicznych (czy – tym bardziej – o promowaniu eksportu); zamiast tego warto zainteresować się tym, w jaki sposób system do wyciskania wartości dodatkowej może stać się mniej uciążliwy dla jego ofiar tu i teraz – może np. w drodze zwiększenia udziału płac w torcie dochodów, skrócenia ustawowego czasu wyzysko-dawania, czy dzięki ujarzmieniu zapędów rentierów – i wtedy dopiero szukać choćby śladów obecności tej tematyki w deklaracjach tych, którzy aspirują do gry w politykabuki.

Analogicznie, te prawidłowości będą mieć odniesienie w stosunku do wszystkich pozostałych punktów 1-5, które zgodnie z naszą hipotezą determinują wartość określaną jako „wydajność”. Tzn. np. „silna waluta” dla typowego prolo-kompostowca będzie czymś w dużej mierze pozbawionym realnego znaczenia z punktu widzenia jego/jej zdolności do zaspokajania potrzeb, ponieważ kontekst dla tej zdolności wyznaczany jest przez cały lokalny matrix relatywnych czynników, które w danym kraju generuje środowisko praktycznego leseferyzmu; w tym matrixie może okazać się, że dla takiego kompostowca koszty utrzymywania „silnej waluty” przewyższają korzyści.

Czy dalej –  epizodyczna nad-dostępność energii dla niektórych oznacza bonanzę konsumpcji ostentacyjnej, a jednocześnie – w przypadku prolo-kompostu – może służyć pogłębieniu zjawisk zawłaszczania prolo-czasu przez maszynkę wyzyskobiorczą, np. poprzez umożliwienie skutecznego działania presji na mobilność (tanie paliwo –> większy promień okręgu, w ramach którego „ekonomiczne” staje się wyzyskodawanie).

(O skutkach ubocznych tajloryzacji (pkt. 3) pisaliśmy już w odc. 1; natomiast kazań o ciemnej stronie zdolności kredytowych (pkt. 4) nie musimy chyba tutaj głosić – można znaleźć je nawet u mizesologów.)

*

W charakterze puenty tej mini-serii – pytanie: czy ta, można powiedzieć, dość  tradycyjna i długowieczna (za pewnymi wyjątkami jak np. Korea Płd., która na przestrzeni kilkudziesięciu lat przeskoczyła z IV ligi prawie do I-szej) segmentacja na terytoria o „wysokiej wydajności/sile nabywczej p/c”  pozostanie z nami jeszcze na długo? Otóż wydaje się, że niekoniecznie – kolaps surowcowy lub/i ekologiczny najprawdopodobniej przyniesie istotne przetasowania, jeśli chodzi o te relacje.

Jak nadmienialiśmy wcześniej, w takim nadchodzącym nieuchronnie, a niesprzyjającym dla cywilizacji industrialnej środowisku najbardziej wydajne mogą okazać się koniec-końców gospodarki dysponujące pod ręką największymi wolumenami podstawowych surowców per capita lub/i szczególnie korzystnymi warunkami do generacji energii typu OZE (pod warunkiem oczywiście, że nie padną ofiarą wojen o zasoby); na myśl przychodzi tu Rosja, choć i mieszkańcy części obecnych liderów wydajności (którzy spełniają powyższe warunki) jak Australijczycy, Kanadyjczycy czy Norwegowie mają szanse utrzymać swoją relatywnie wysoką siłę nabywczą jeszcze przez dłuższy czas.

Największe spadki wydajności (zarówno tej mierzalnej na poziomie mikro jak i tej odczywanej z tabel makro) pracy najemnej i towarzyszące temu załamanie relatywnych dochodów czekają najprawdopodobniej te kraje z obecnej czołówki, które charakteryzują się ponadprzeciętnie wysoką gęstością zaludnienia w połączeniu ze słabą bazą zasobową; wielu badaczy tematu wskazuje tu UK i Japonię jako przykład terytoriów, gdzie skutki kolapsu mogą zamanifestować się najwcześniej z dużą mocą (mamy jednak subiektywne wrażenie, że populacja cesarstwa Zachodzącego Słońca dzięki czynnikom kulturowym w środowisku od-wzrostu będzie w stanie poradzić sobie znacznie lepiej niż potomkowie Imperium Nad Którym Kiedyś Słońce Nigdy Nie Zachodziło).

Załamanie może być nieco mniej bolesne dla krajów-przeciętniaków, takich jak Nadwiślańska Neoliberalna, gdzie większość populacji nie miała jeszcze okazji stać się pełno-gębowymi konsumerystami, i gdzie nadal funkcjonuje w zauważalnych formach gospodarka nie-towarowa (rolnicze mini-gospodarstwa prowadzone siłą bezwładności czy tradycji przez teściów/dziadków napełniających co-tygodniowo owocami swojej niestowaryzowanej pracy słoiki dla młodych korpo-kołowrotkarzy) oraz gdzie nadal żyją jeszcze osobniki znające z „komuny” reguły i tajniki obrotu poza-monetarnego (gospodarka podarków, przysług i barteru). I tym lokalnym optymistycznym akcentem kończymy nasz cykl czytanek o wydajności.


1. Czy efekt bogactwa (dzięki któremu skłonność do konsumpcji rośnie pod wpływem wzrostu wyceny posiadanych aktywów) faktycznie występuje, jest sprawą dyskusyjną – skłonność do konsumpcji jest głównie funkcją bieżących/spodziewanych dochodów. Niemniej przynajmniej w tych przypadkach, gdy w grę wchodzi sprzedaż nabytych/posiadanych aktywów (np. drugie mieszkanie nabyte pod wynajem czy odziedziczone w spadku grunty), wydaje się, że taki efekt faktycznie może zmieniać wzorce konsumpcyjne na bardziej rozwiązłe.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.