Po co są praco-rozdawacze? (odc. 1/2)

[Na podstawie „What Do Bosses Do?” Stephena Marglina]

Jednym z najmocniejszych i stosunkowo trudnych do kontestacji memów pro-kapitalistycznych jest założenie, że kapitalistyczny model podziału pracy, a dokładniej mówiąc – alienacji proli od procesów produkcyjnych – przynosi korzyści nieosiągalne w innych modelach gospodarczych, a to w postaci – jak się dość powszechnie uważa – nadzwyczajnej efektywności. Mówiąc brutalnie – taki podział ról w gospodarce dopiero kiedy zostanie nałożony na wygenerowany przez kapitalistyczne stosunki produkcji „miękki” przymus ekonomiczny, jest w stanie zaowocować synergią, w której nastąpi korzystne zespolenie efektów zarówno odpowiedniej motywacji jak i organizacji pracy. Dodatkowo konkurencja między kapitalistami poszukującymi okazji do zwiększenia zysku prowadzić będzie do technologicznego „wyścigu zbrojeń”. W rezultacie system ten – pomimo swoich niedoskonałości i pewnych niedogodności – na wyjściu będzie zapewniać nadzwyczajny poziom dobrobytu materialnego.

Innym systemom gospodarowania do osiągnięcia sukcesu zabrakło (czy zabraknąć ma) właśnie tego efektu synergii. Np. jedne z nich (niewolnictwo, gospodarki nakazowo-rozdzielcze, czyli „komuna”) będą co prawda zdolne (być może nawet w większym stopniu niż kapitalizm) do stworzenia zaawansowanych struktur organizacyjnych dla celów maksymalizacji produkcji, natomiast ich problemem – z różnych przyczyn – będzie deficyt dostępnych instrumentów motywacji siły roboczej. Inne z kolei, jak feudalizm, o ile charakteryzują się nieco lepszym od tych pierwszych środowiskiem dla motywowania do pracy (np. na własnym dzierżawionym poletku czy warsztacie, w dniach wolnych od odrabiania pańszczyzny oczywiście), jednak natura tych systemów utrudnia zawiązanie się złożonej organizacji (i zaawansowanego podziału pracy), skutkiem czego produkcja będzie odbywać się w prymitywnych łańcuchach np. pracy nakładczej. Podobnie – żaden z tych systemów (ponoć) nie zawiera samoczynnie nakręcających się procesów innowacji przez dysrupcję, stąd skazane będą na trwanie w odmętach stagnacji technologicznej.

A już w ogóle najgorszym wyobrażalnym z tej perspektywy systemem byłaby prawdziwa komuna, tzn. taka, w której nie dość, że w stanie abolicji zarówno praco-najemno-niewolnictwa jak i gubmintu (i jeszcze pieniądza!) plebsu nie miałby zupełnie kto (ani co) zaganiać do roboty, to jeszcze dodatkowo stan kompletnej anarchii, do którego prowadzi nieuchronnie brak hierarchii, wywołalby z pewnością w krótkim czasie całkowity paraliż łańcucha dostaw, który zbudował pieczołowicie nam kapitalizm. Podkreślmy tutaj od razu – mimo naszej dość głębokiej niechęci do kapitalizmu nigdy nie zdobędziemy się chyba na kategoryczne zaprzeczenie, że takie właśnie mogłyby być skutki „wprowadzenia” prawdziwej komuny; tyle tylko, że załamanie się „łańcucha dostaw” i tak nastąpi i to prawdopodobnie jeszcze „za rządów” kapitalizmu, a to w drodze zderzenia z termodynamiką (lub ewentualnie jeszcze wcześniej w wyniku załamania się funkcji algorytmu Mt2 > Mt1). Stąd – być może – opcja rozłożenia tego łańcucha w drodze „zainstalowania” autentycznej komuny byłaby mniej bolesna, przynosząc – oprócz końca konsumeryzmu – przynajmniej także zmierzch ery czapkowania  i ścigania się w kołowrotkach zamontowanych przez kapitalistów celem właściwego zagospodarowania prolo-czasu.

Ale nawet bez uciekania się do doomsayerskiej futurologii – już obecnie można wygrzebać pewne argumenty, które w istotny sposób podważają logikę, zgodnie z którą kapitalizm istnieje po to, żeby zapewnić nam dobrobyt, i to na dodatek w klimacie postępu technologicznego oraz organizacyjnego. Jednym z takich, dość ważkich kamyczków memetycznych do leseferystycznego ogródka jest wspominane już przez nas w poprzednim odcinku opracowanie S. Marglina What Do Bosses Do? The Origins and Functions of Hierarchy in Capitalist Production z 1974 r., którego wybrane punkty dziś postaramy się streścić (naszym zwyczajem – nieco to ubarwiając) (przy czym zachęcamy gorąco do lektury oryginału, który – oprócz tego, że zawiera treści w sposób dość fundamentalny kruszące podwaliny leseferystycznych sag o bohaterskich pra-przedsiębiorcach, napisany jest w zgrabnej formie – circa 50 str. – i przy zachowaniu przystępnego języka, oraz bez ma-te-ma-tyki!). Jednocześnie obrabiany dziś tekst – jak się składa – stanowi dobre uzupełnienie poprzedniego odcinka blogowego „Skąd wziął się kapitalizm?”, naświetlając szereg aspektów czy detali, które z braku miejsca (czy weny) tam zostały przez nas pominięte (czy powiedzmy to uczciwie wprost: namierza sedno problemu  znacznie lepiej od naszego spontanicznego i chaotycznego diatrybowania).

Mówiąc ogólnie – wywód Marglina zawiera szereg argumentów zmierzających do zdemaskowania manipulacyjnej, walko-klasowej natury kapitalistycznego podziału pracy. Autor stara się wypunktować słabości poglądu, jakoby u podstaw tego modelu legła idea promowania postępu technologicznego (co z kolei miało jakoby prowadzić ludzkość najkrótszą możliwą ścieżką ku maksymalizacji materialnego poziomu życia, jeśli nie dla wszystkich, to przynajmniej dla ciężko-pracowaczy). Otóż zdaniem Marglina główną ambicją (czy instynktem) modelu, w którym produkcja odbywa się w zakładach typu fabryka za pomocą praco-najemników, z których każdy wykonuje jedynie pewien wąski zakres czynności zmierzających do wytworzenia gotowego produktu, nie było otwarcie furtki do czy wstąpienie na ścieżkę rozwoju technologicznego, a raczej zapewnienie postaci przedsiębiorcy centralnej roli Integratora procesów [1].

Tj. w momencie, kiedy dokonamy fragmentaryzacji procesów produkcyjnych w taki sposób, gdzie poszczególne procesy wytwarzania wykonywane są przez kolejne „kółka zębate”, ścieżka od surowca do gotowego produktu (i dalej do konsumenta) staje się możliwa do „ogarnięcia” jedynie przez figurę, która przedtem dokonała stosownej aranżacji tych „kółek”. Inaczej mówiąc, ułożone w pewnej konfiguracji, produkujące na rynek prolo-trybiki odtąd potrzebować będą Organizatora, który zintegruje cały taki obieg, tzn. zaprojektuje układ, w którym każdy trybik będzie wykonywał zdefiniowane przez Integratora czynności; następnie dostarczy do tak zaaranżowanej czarnej skrzynki niezbędny ładunek wejściowy (materiały, energię etc.); a w końcu na jej wyjściu dokona odbioru gotowego produktu, a następnie sprzeda go na rynku, oczywiście za swoje usługi pobierając stosowną rentę (która – przypominamy – nie jest sprawą groszową, bo np. w Polsce stanowi ogółem równowartość ok. 30% PKB, podczas gdy agregat wynagrodzeń kilkunastokrotnie liczniejszej pod-kasty prolowej wynosi ~43% pekaba). Na tym polega właśnie mniej-więcej istota zjawiska i konsekwencje prolo-alienacji od procesów produkcji – faktyczny producent traci kontrolę nad procesem wytwarzania, w rezultacie czego następuje zerwanie jego więzi z rynkiem (oraz równolegle – utrata umiejętności/wiedzy o całokształcie procesu produkcyjnego). W efekcie postać Integratora staje się kluczowym elementem procesów produkcji, zaś dzięki fragmentaryzacji (i standaryzacji/tajloryzacji) zadań, wymiana naszych „kółek zębatych” – na sprawniejsze, młodsze czy bardziej spolegliwe – nie stanowi żadnego problemu.

Idąc dalej – wiemy, że A.Smith wskazał 3 zalety podziału pracy, które nadal i dziś składają się niewątpliwie po części na kokon memetyczny, w którym bezpiecznie rozwija się system wyzysku:

  1. wąski zakres czynności sprzyja doprowadzeniu biegłości ich wykonywania do perfekcji
  2. brak potrzeby prolo-peregrynacji od jednego stanowiska do drugiego oszczędza czas
  3. fragmentaryzacja procesów sprzyja wynajdywaniu dedykowanych maszyn, które będą dalej zwiększać wydajność.

W kwestii nr 1 Marglin zauważa lukę logiczną, której istota tkwi w fakcie, że w rezultacie sprowadzenia czynności pracy do form prostych, osiągnięcie biegłości w ich egzekucji nie przedstawia jakiegoś specjalnego czalendża [2]; w rzeczywistości może bardziej chodzić o łatwość wymiany naszego trybika i brak konieczności poszukiwania faktycznie wysoko wykwalifikowanych pracowników (typu rzemiecha, albo, używając angielskiego określenia, które lepiej oddaje naturę unikalnych kwalifikacji – artisana), co z kolei pociąga za sobą obietnicę prolo-taniości. Jako bonus dostajemy prola, który stanie się najprawdopodobniej w wysokim stopniu wyspecjalizowany  zamulony powtarzalnością czynności pracy tak, że utraci zarówno szerszy kontekst procesów produkcji jak i po pewnym czasie – ogląd biegu rzeczy i ekono-życiowych zależności w ogóle (vide punkt 3 poniżej).

Kwestia 2 brzmi bardziej jak wymówka niż solidny argument. Zresztą – zapytajmy, czyj czas będzie oszczędzony? Raczej chyba nie czas prola, bo ten – niezależnie ile szpilko-łebków pozwoli mu uformować techniczne uzbrojenie jego miejsca pracy  – i tak będzie musiał spędzić  (jeśli mówimy o praco-najemnictwie) – w zależności od obowiązującego w danym czasie reżimu – 8, 12 czy 16 godzin ze swojego życia dziennie w aktach wyzyskodawania.

Jeśli chodzi o sprawę trzecią – Marglin dostarcza tu ku naszej rozrywce auto-touché Smitha w temacie, jak to niby podział pracy generuje innowacyjność, a mianowicie sam guru leseferyzmu klasycznego zauważa (konkretny cytat w przypisie [3]), że nawet prymitywny (ale samo-multi-taskujący)  łowca-zbieracz sapiensowy celem zapewnienia sobie sukcesu, zmuszony był do ogarniania wielości spraw, w przeciwieństwie do np. formowacza łebków od szpilek. Smith przyznaje wprost, że różnorodność dziennych wyzwań zapewnia świadomość całokształtu obrotu rzeczy i generalnych zależności, co z kolei przekłada się właśnie na stymulację koro-obszarów odpowiedzialnych za idee usprawniania procesów, czy to technologicznie czy organizacyjnie. Codzienne 12-sto godzinne szpilko-łebko-formowanie [4] natomiast szybko doprowadzi wykonawcę takiego powtarzalnego procesu do stanu „drowsy stupidity” [~otumanienia], stąd – ponownie – ewentualna innowacja (ale także np. publicystyka ekonomiczna [5]) stanie się domeną zmonopolizowaną przez naszych dżono-galtowych przedsiębiorców lub ich minionków (co sprowadza się zresztą najczęściej do ochoczego zasysania i ewentualnej komercjalizującej modyfikacji – w zapewnianym Integratorom przez podział pracy komforcie czasowym  – innowacyjnych kąsków wykoncypowanych przez agencje gubmintowe). Tak czy owak zresztą – praco-najemnik, który przecież co do zasady nie ma i nie powinien mieć żadnych roszczeń do udziału w zyskach firmy – nie posiada specjalnej motywacji do wymyślania usprawnień procesów produkcj, bowiem ewentualna poprawa efektywności w kapitalistycznych warunkach nie będzie mieć bezpośredniego przełożenia ani na jego/jej wynagrodzenie ani też na czas pracy.

Jeszcze inny aspekt kwestii ‘podział pracy -> postęp technologiczny’ jest taki, że rozbicie jakiegoś nowego, powiedzmy innowacyjnego procesu na powiązane wyłącznie osobą Integratora fragmenty, może pomóc w utrzymaniu quasi-monopolistycznej przewagi konkurencyjnej, ponieważ w takim układzie nikt – oprócz Integratora – nie ma wglądu w istotę innowacji (a przez to nie może „sprzedać”/rozprzestrzenić pomysłu konkurencji). Zauważmy jednak, że taki model, chroniąc interes kapitalisty, jednocześnie utrudnia upowszechnianie się racjonalizatorskich rozwiązań, a przez to, przynajmniej w tym aspekcie, będzie wręcz hamować postęp technologiczny w skali makro.

Fakty są takie, że produkcja przysłowiowych szpilek, aby uchodzić za efektywną, co do zasady nie musiała wcale odbywać się w fabryce kapitalisty (czy w systemie nakładczym) i pod jego nadzorem/koordynacją; równie dobrze podobne rezultaty produkcyjne mogła osiągnąć kilkuosobowa rodzina pracując (także zamieniając się periodycznie, czy w miarę potrzeb, rolami) na własny rachunek w swojej (czy najętej) szopie, oczywiście pod warunkiem wyposażenia w odpowiednie maszyny (gdzie jej członkowie podejmowaliby czynności – zarówno produkcyjne jak i organizacyjne/sprzedażowe – w wybranym przez siebie czasie i z wybraną stosownie do ich potrzeb czy aspiracji intensywnością). W efekcie takiej hipotetycznej eliminacji pośrednika/ów z łańcucha obiegu dóbr faktyczni producenci mogliby pracować krócej – znacznie krócej –  żeby utrzymać się na poziomie subsistence (lub generalnie – regulować nakłady swojego czasu pracy według własnego uznania).

Ekstrapolując – w miarę rozwoju technologii także i bardziej skomplikowane procesy mogłyby być organizowane jeśli już nie przez jedno gospodarstwo, to bez problemu w ramach jakichś kolektywów produkcyjnych, w których ich członkowie część czasu spędzaliby angażując się bezpośrednio w czynności produkcyjne, inną część przeznaczając na sprawy organizacji czy zbytu (czy R&D). Tym samym decyzje o tym, jaka część owoców zrealizowanej produkcji trafi na potrzeby konsumpcji, a jaka przeznaczona zostanie na akumulację (np. ulepszenie bazy technicznej), podejmowane byłyby przez samych producentów i w interesie tych producentów – bez konieczności „angażowania” figury Integratora.

Pozostaje jeszcze kwestia tzw. kapitału, tj. fakt, że zarówno u progu zainstalowania kapitalizmu (w XVIII/XIX w.) jak i obecnie jedynie niewielki % populacji posiada wystarczające zasoby finansowych IOU (czy innego majątku, który można użyć np. jako zastaw pod kredyt; ew. odpowiednich żyrantów, czy właściwych klasowo-środowiskowych credentials jak np. Moryc Welt), aby zakupić kosztowne maszyny. Jednak warunkowanie możliwości wdrażania postępu zdolnościami do mobilizacji odpowiednio dużego zasobu pieniądza to jest jedynie pewien konstrukt mentalny, charakterystyczny dla leseferystycznych gospodarek towarowo-pieniężnych. Przyjmując ten kontekst, faktycznie można wyciągnąć konkluzję, jak to ujmuje Marglin, że „przewaga technologiczna systemów hierarchicznych wymaga wielkich nierówności majątkowych”. Mówiąc inaczej: jedynie pod warunkiem akceptacji odpowiednich nierówności (czy w ogóle uznania dominacji algorytmów pieniężnych nad zasobowymi), hierarchiczne systemy organizacji pracy można uznać za efektywniejsze czy bardziej sprzyjające postępowi technologicznemu.

Warto jednocześnie zauważyć, że procesy podziału pracy postępowały ZANIM jeszcze koszt maszyn stał się zaporowo wysoki. Pierwszy etap fragmentaryzacji zadań i wykreowania postaci Integratora miał miejsce w warunkach organizacji produkcji na zasadach pracy nakładczej, kiedy to grupa chałupników przy odrobinie wysiłku mogła z łatwością nabyć wszystkie potrzebne urządzenia takie jak kołowrotki czy nawet proste przędzarki typu jak ta na ilustracji. Dlaczego zatem tak się nie stało? Może plebs po prostu faktycznie z natury pozbawiony jest zdolności do „wzięcia spraw w swoje ręce”? Zdaniem Marglina przyczyn należy jednak szukać gdzie indziej, a mianowicie w systemie „zaliczek”. XVII/XVIII-wieczni Integratorzy wiedzieli (podobnie jak współczesne praktyczno-leseferystyczne gubminty), że najlepszym sposobem ubezwłasnowolnienia jest postawienie wybranej ofiary w pozycji dłużnika. Potencjalny chałupnik, któremu – klepiąc biedę – trudno było oprzeć się pokusie wzięcia zaliczki, stawał się  dłużnikiem – najczęściej permanentnym – Pana Integratora. Oprócz tego, jak sugeruje Marglin, najprawdopodobniej Integratorzy, wykorzystując pozycję przewagi ekonomicznej, zawierali stosowne porozumienia z innymi pośrednikami (np. hurtownikami), co uniemożliwiało, bądź przynajmniej znacznie utrudniało „niezależną” sprzedaż produkcji czy pół-produktów. (Marglin przypomina, że tego typu praktyki zostały doprowadzone do perfekcji w XIX w. w USA przez właścicieli ziemskich, których abolicja niewolnictwa pozbawiła bezpośredniej kontroli nad siłą roboczą; po tym ekono-szoku przywrócenie tej kontroli nastąpiło jednak dość szybko, a właściwą recepturą na to okazała się kombinacja kredytowego systemu crop-lien z połownictwem).

Marglin zauważa dalej, że wraz ze wzrostem poziomu skomplikowania procesów, a co za tym idzie – wzrostem kosztu maszyn, podział pracy jako czynnik walki klasowej utracił znaczenie, z uwagi na to że pozycję kapitalisty-Inegratora zabezpieczało już w stopniu wystarczającym prawo własności. Marglin podaje tu za przykład kopalnie węgla, w których wąska specjalizacja nie została wdrożona na masową skalę, ponieważ – tak czy owak – ryzyko „rozkręcenia” przez górników konkurencyjnej kopalni na zasadzie jakiejś kooperatywy było pomijalne – wystarczającą barierę wejścia stanowiły konieczne nakłady inwestycyjne jak i rzadkość występowania złóż, a tam, gdzie wdrażać ją próbowano, przyniosło to skutki w postaci niższej produktywności. Natomiast w sektorach, w których „próg wejścia” był niski, a groźba powstania konkurencji w formie kooperatyw (czy innych bez-Integratorowych przedsięwzięć) – realna, podział pracy był preferowanym przez kapitalistów instrumentem utrzymania kontroli.

Zmiana organizacji produkcji z pracy nakładczej na pracę najemną skoncentrowaną w fabrykach była kolejnym etapem zacieśniania kontroli i alienacji fizycznych realizatorów produkcji od jej procesów. Ale o tym już w drugim odcinku naszego streszczenia.

(CDN)


1. Zjawisko pojawienia się pośrednika w łańcuchu producent -> konsument, a następnie zdominowania gospodarki przez taką figurę, jak się wydaje, jest cechą wspólną dla wszystkich cywilizacji, które wejdą w posiadanie instytucji pieniądza. Jednak chyba tylko kapitalizm Cywilizacji Zachodniej, oprócz zapewnienia pośrednikowi komfortu życia z pracy innych, dokonał takiej volty memetycznej, gdzie rozdawanie takiej pracy zaczęło być postrzegane powszechnie jako akt łaski i z czasem wypromowało swoisty i wszechogarniający kult takiego pośrednika praco-rozdawacza. Związek instytucji pieniądza z rosnącą rolą pośrednika obrazuje również przykład „komuny”: w „komunie” pieniądz pełnił głównie rolę narzędzia do rejestrowania przepływów zasobów, a nie prime movera gospodarki (czy instrumentu przechowywania bogactwa) i stąd też na takim gruncie postać pośrednika nie miała większych szans się zakorzenić i urosnąć.
2. Dla większości podstawowych prolo-stanowisk wystarczającym okresem do osiągnięcia zadowalającej sprawności jest kilka tygodni/miesięcy; po osiągnięciu tego poziomu dalsze szlifowanie fachu będzie przynosić z czasem coraz mniejsze i mniejsze korzyści krańcowe; być może po 25-latach roboty na widlaku jego operatora można będzie uznać za artystę w swoim fachu, który nadzieje paletę i perfekcyjnie umieści ją na pace w czasie niewyobrażalnym dla nowicjusza; ale ten „zysk” – postęp w efektywności – będzie nadal stanowił ułamko-promilową kroplę w całym strumieniu łańcucha dostaw, nie wspominając już o tym, że to dzieło sztuki nie zostanie zapewne w istotny sposób docenione monetarnie (jak wiemy – z jednego z licznych dzieł odkrywających sekrety self-mejd-meństwa, tj. „Outliers” Gladwella – 10k godzin treningu uczyni każdego mistrzem na miarę Bitlesa, wystarczy fokken chcieć, a chcącemu nie dzieje się krzywda – Mądrości Wielkiego Lesefera ks. 1, werset 55). PS. Mimo że czas przyuczenia dla pewno 80% stanowisk zamyka się w ww. ~kilkudziesięcio-dniowych okresach, Integratorzy (jak wiedzą dobrze ci, którym przytrafiła się przygoda poszukiwania zatrudnienia na stanowisku, na którym nie mieli doświadczenia) starają się zawsze – zgodnie z przykazaniem nr 1 skutecznego frirajdera – zepchnąć trud (tu: trud przeszkolenia) na kogoś innego (najczęściej na gubmint, ew. na innego, bardziej frajerskiego Integratora).
3. In the progress of the division of labor, the employment of the far greater part of those who have by labor, that is, of the great body of the people, come to be confined to a few very simple operations, frequently to one or two. But the understandings of the greater part of men are formed by their ordinary employments. The man whose life is spent in performing a few simple operations, of which the effects too are, perhaps, always the same, or very nearly the same, has no occasion to exert his understanding, or to exercise his invention in finding out expedients for difficulties which never occur. He naturally loses, therefore, the habit of such exertion and generally becomes as stupid and ignorant as it is possible for a human creature to become…It is otherwise in the barbarous societies, as they are commonly called, of hunters, of shepherds, and even of husbandman in that crude state of husbandry which preceeds the improvement of manufactures. In such societies the varied occupations of every man oblige every man to exert his capacity, and to invent expedients for removing difficulties which are continually occurring. Invention is kept alive, and the mind is not suffered to fall into that drowsy stupidity, which, in a civilized society, seems to benumb the understanding of almost all the inferior ranks of people.
4. Rzecz jasna w obecnych czasach – jak się może wydawać – taki „szpilkowy” podział pracy (którego typowym przykładem jest taśma produkcyjna) systematycznie traci na znaczeniu. Przyczyną tego jest przede wszystkim po prostu to, że coraz mniejsza część prolo-populacji zaangażowana jest w procesach wytwórczych, a coraz większa rzucana jest na front superflouos jobs, w których to obszarach z kolei krąży coraz większa część strumienia pieniądza. Jednak kapitalistyczny podział pracy, którego symptomem jest poziom wyalienowania od procesów gospodarczych w ogóle (jakiekolwiek formy by one nie przybrały), wydaje się wręcz postępować, pomimo powszechności praktyki multitaskowania w sektorach g00wnianych prac (np. w dyskoncie – co byś nie wpadł w stan „drowsy stupidity” – będziesz na zmianę żonglować paletami, mopować, a jeszcze za chwilę kasować klientelę; nie oznacza to jednak jeszcze, że po takiej praktyce będziesz w stanie awansować tak, by z czasem zastąpić swojego bossa za biureczkiem gdzieś w Centrali, czy otworzyć swój własny dyskont; prawda jest niestety taka, że najprawdopodobniej do końca życia pozostaniesz na łasce Integratorów).
5. Wiemy, że co sprytniejsi kapitaliści, kiedy już uda im się zgromadzić odpowiednio imponujące góry finansowych IOU, lubią pogwiazdorzyć jako znawcy tematów ekono, w tym także, czy może nawet przede wszystkim, ekono-makro, ku entuzjastycznemu aplauzowi olśnionej błyskiem hajso-piramid publiki. Ekstrapolując tę logikę – jeśli chcieć by posiąść sztukę konstrukcji fortepianów od A do Z należałoby zwrócić się z pytaniem do Liberace po jego koncercie (OK: do ducha Liberace, albo ew. do jakiegoś współczesnego odpowiednika wyciskacza kapuchy drogą wykorzystania istniejącego instrumentu do emitowania stosownych wibracji).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s