Ekono-zło zamieszkało na wiki.pl

Miało być kontynuowane o „komunie”, ale ciągle trafia się coś, co nas rozprasza. Może mamy ekono-adhd? A może to ONI robią wszystko, żeby odcinek nr 2 nigdy się nie ukazał? >:D Tak czy owak, tym razem czynnik odwrócenia uwagi dostarczyła wiki_pl.

W zasadzie podejrzewaliśmy, że coś jest nie-halo już od dawna, ale rzeczywista skala inwazji anty-ekonomii na wiki.pl objawiła nam się przypadkowo przy okazji zerknięcia na art. w/s Wielkiego Kryzysu. Naszą uwagę zwróciła nagłówkowa notka „Treść tego artykułu może nie być zgodna z zasadami neutralnego punktu widzenia.” Po krótkim grzebaniu o co kaman, całe zamieszanie stało się jasne: otóż postrzeganie New Deala jako tratwy ratunkowej, którą prolom (a w innej wersji – jeszcze bardziej nie-neutralnej – kapitalistom, o czym za chwilę) sprezentował FDR, czyniąc z gubmintu praco-rozdawacza, w środowisku nadwiślańskiej perwersji wolnorynkowej debaty ekonomicznej nie może być odczytywane jako neutralny punkt widzenia. Stronniczość polega na nieuwzględnieniu w treściach cyt. artykułu perspektywy pewnego szczególnego gatunku ekono-memo-generatorów, który w większości miejsc na świecie zredukowany został w drodze lesefero-memo-ewolucji do pełnienia funkcji li-tylko pomocniczej, jak np. zamulania tabloidowych ekono-forów; czyli inaczej: przetrwał w skali globalnej jedynie w postaci pewnych artefaktów – pozostałości dawnej, epizodycznej „świetności” (tj. czasów, kiedy co bardziej zawzięci entuzjaści tej odmiany ekono-patologii zdobywali się nawet na taki desperacki akt poświęcenia jak przeczytanie całego „Atlasa, który wzruszył ramionami” [wszystkie wasze tłumaczenia są tak udane? nie dziwota, że zamiast zarabiać uczciwie na życie, marnujecie czas na ekono-chemitrailsowanie] łącznie z legendarnym 90-stronnicowym monologiem dżonogaltowym, przy którym nawet nasze diatrybowanie zaczyna wydawać się wzorcem zwięzłości); czyli artefaktów takich jak bezgraniczna afirmacja wyzysku, bałwochwalcze czczenie praco-rozdawaczy (ale tylko prywatnych!), balansująca na granicy sadyzmu promocja socjal darwinizmu czy fanatyczne wspieranie cząsteczkowej teorii pieniądza. Te archaiczne formy współcześnie żerują czy są uprawiane głównie już na ogół tylko w różnych mrocznych niszach, a praktyczni leseferyści starają się je na ogół trzymać na bezpieczny dystans od „salonów” czy od głównych ośrodków krzewienia anty-wiedzy (nauki upadłej tj. ekonomii burżuazyjnej głównego nurtu).

Są jednak wyjątki, i traf chciał, że należy do nich właśnie nadwiślański ekono-rezerwat, w którym tego typu formy możemy podziwiać nie tylko w postaci odcisków skamielin zapisanych w różnego rodzaju dziwnych, zakurzonych księgach, ale możemy wręcz wdepnąć na tego typu osobliwości podczas losowych prób znalezienia odpowiedzi na nurtujące nas ekono-pytania.

Głównym celem desantu lesefero-dżihadystów jest w tym konkretnym wiki-artykule „keynesowski” New Deal, który „tak-naprawdę” „~nie tylko nie pomógł, ale wręcz pogłębił Wielki Kryzys”. Ok – powiedzmy, że poszerzając granice pluralizmu opinii, dopuszczamy na Wiki nawet najbardziej ekstremalne ekono-chemitrailsowanie, opatrując je stosowną etykietą źródła pochodzenia danego wykwitu. Ale zaraz, zaraz – pluralizm, pluralizmem, ale kiedy wejdziemy w panel „dyskusja”  przekonamy się, że mizeso-mudżahedini wcale nie do końca wydają się zwolennikami różnorodności opinii; tu np. zacytujmy: „Podawanie Teorii Marksistowskiej jest jakims archaizmem, jeszcze ktos uwierzy, ze jest powaznie rozpatrywana” czy „Natomiast marksizm w ogóle nie przedstawia żadnych liczących się teorii na temat powstania i rozwoju Wielkiego Kryzysu”. Oh really?

How about, że w kapitalizmie absolutna nad-akumulacja kapitału prowadzi do załamania się obiegu pieniądza (w związku z czym produkcja motywowana wartością wymiany zamiera), ponieważ po przekroczeniu tego punktu osobliwości, każde dalsze nakłady na udoskonalenie środków produkcji skutkują zmniejszeniem agregatu zysków w skali makro, co psuje kapitalistyczny perpetuum mobilowy silniczek ‚ekspansji przez inwestycje’, przynajmniej w środowisku pieniądza para-towarowego (parytetu złota), a w związku z tym przerażony perspektywą całkowitego upadku systemu sterowanego algorytmem Mt2 > Mt1 faszystowski burżuazyjny stojący na straży wolnego-rajderstwa (interesów kapitalistów) gubmint (rząd/państwo) odrywa walutę od więzów Au po to, aby umożliwić reaktywację zyskowności przez wstrzyknięcie kroplówki pieniądzo-fiata w obieg? Można się z tą około-marksistowską cząstkowo-pieniądzową hipotezą (w której wartość pieniądza ma reprezentować czy wynikać z nakładów pracy potrzebnych na jego wydobycie spod ziemi czy też może na zrabowanie go Inkom) zgodzić lub nie, ale jak dla nas ta opowieść brzmi nieco bardziej logicznie od legend o wróżce naturalno-stopo-procentuszce, o samo-równoważącej się (pod warunkiem, że gubmint nie przeszkadza) gospodarce towarowo-pieniężnej czy od innych pretekstów typowych dla syndromu zajadłego ujadania na wszystko, co skojarzyć się może komuś z kolektywizmem (nawet jeśli ma to być pseudo-kolektywizm gubmintowy).

Wracając do tematu ekono-wiki-pl – przypadek Wielkiego Kryzysu to tylko wierzchołek mizesolo-leseferystycznej góry lodowej. Jeśli zanurzyć się głębiej pod powierzchnię, możemy w tych otchłaniach natrafić na hasła w ogóle nieobecne w wiki_eng, jak zdarzyło nam się właśnie kiedyś podczas tłumaczenia ekono-tekstu, w którym wystąpiło sformułowanie fiscal drag. Według Wiki_EN ”Fiscal drag happens when the government’s net fiscal position (spending minus taxation) fails to cover the net savings desires of the private economy,” [fiscal drag ma miejsce, kiedy gubmintowa fiskalna pozycja netto (wydatki minus podatki) nie pokrywa potrzeb oszczędzania sektora prywatnego] – krótko mówiąc – jest to dość logiczne wyjaśnienie pewnego fenomenu, kompatybilne z tożsamością równowagi sektorów. Problem np. dla tłumacza leży w tym, że to hasło nie posiada bezpośrednio linkowanego odpowiednika w wiki_pl (i najprawdopodobniej żadnego innego w jęz. pl.), natomiast zamiast tego w zasobach nadwiślańskich możemy znaleźć dość bliźniaczo brzmiący twór (czy wykwit) pt. „hamulec fiskalny”. Co to takiego ma niby być? Otóż – niespodzianka!: „[jest to] termin odnoszący się do systemu podatkowego, charakteryzującego się nieproporcjonalną progresją podatkową powodującą wymierzenie wyższego podatku oraz nieopłacalność uzyskiwania wyższych dochodów przez co powstrzymuje działalność gospodarczą” (źródło dostarcza niejaki M.Borkowski, zapomniany maestro epoki świetności szoko-doktrynowania, autor pracy buńczucznie zatytułowanej „Leksykon businessmana”). Szoko-niedowierzanie! Czyli wicie-rozumicie: wysokie podatki potwornie szkodzą przedsiębiorcĄ, i to w zasadzie wszystko, co powinniście drogie dziatki wiedzieć z ekonomii. (BTW. Fiscal drag to nie będzie też „opór podatkowy”, którego odpowiednikiem jest tax resistance. Skoro „hamulec” jest już „zajęty” – korzystając ze swobody, jaką daje posiadanie własnej przestrzeni na zrzuty z głowy – możemy spróbować autorskiego tłumaczenia, jak np. „fiskalny piasek w tryby”, albo „fiskalne dławienie gaźnika” czyli podduszanie gospodarki towarowo-monetarnej poprzez ignorowanie potrzeb/skłonności do oszczędzania w toku prowadzonej polityki ustalania wysokości podatków oraz wysokości wydatków).

Zachęceni” takimi fenomenami, postanowiliśmy zrzucić z rękawa parę podstawowych ekono-haseł, które – jak nam podpowiedziała intuicja – pozwolą nam zwęszyć, dokąd dalej prowadzą mroczne szlaki tego ekono-edukacyjnego portalu. Jak się okazało, nos faktycznie nas nie zawiódł – wylądowaliśmy całkiem blisko samego jądra ekono-ciemności – 3 strzały, z których 2 to praktycznie bulls eye, a trzeci – troszkę na lewo, ale nadal w tarczę. Co ważne, tarcza ta okazała się być za każdym razem w pełni „punkto-widzeniowo neutralna”, tj. nie była oznakowana ostrzeżeniem o deficycie pluralizmu opinii.

*

Poniżej nasze 3 hasła-klucze do krainy lesefero-ciemności, a do każdego dołączamy parę pobranych próbek reprezentatywnych. Miało to pójść na zasadzie ‘bez komentarza’, jedynie z naszymi podkreśleniami co mocniejszych fragmentów; niestety – nie udało się nam powstrzymać; wtrącenia i chamsko nie-neutralne ekono-rechoty od PE na czerwono.


Strzał 1: hasło „deficyt budżetowy” . 2 próbki:
Państwo jako zazwyczaj wiarygodny kredytobiorca ściąga z rynku środki finansowe, które mogłyby zostać przeznaczone np. na kredyty dla przedsiębiorstw prywatnych – efekt wypierania inwestycji prywatnych (efekt wypychania).” [a może tak sami byście się wypchali trocinami teorii funduszy pożyczkowych i odstawili się do muzeum ekono-mumii? błahahaha]
Sposoby radzenia sobie z deficytem: [a jak sobie już z tym poradzicie wiki-cwaniaczki, powiedzcie kapitalistom, szlochającym, że im niesprzedane palety w magazynach zalegają, żeby się wypchali, bo tak właśnie działa efekt nie-wypychania, rotfl]
sprzedaż majątku znajdującego się w posiadaniu państwa, czyli prywatyzacja, [folwarkoryzacja mentalna kluczem do prywatyzacji absolutnej!]
podniesienie podatków; [aby tylko nie kreatorom bogactwa, bo się k00rva załączy hamulec fiskalny!]
ograniczenie wydatków, na co jednak często trudno się zdecydować pod wpływem presji różnych grup społecznych; [różnych? uściślijmy może, że chodzi o roszczeniową tłuszczę, którą należy śmiało z buta reformami; hańba populistĄ!]
inflacja – jest to jednak realizowane kosztem społeczeństwa oraz de facto ukrytą formą opodatkowania.” [uściślijmy: kosztem wartościowej części społeczeństwa, czyli tej, która pracowicie jak pszczółki zbiera cząstki pieniężne po to, żeby banki miały następnie z czego udzielać kredytów na inwestycje przedsiębiorcĄ; czyli można by napisać nieco odważniej, np. że „mamy do czynienia z kradzieżo-zbrodniczą ekono-osobliwością, gdzie de facto inflacja (napędzana niczym innym przecież jak tylko rozpasanymi wydatkami gubmintowymi – to chyba jasne?) prowadzi jednocześnie do znikania cząstek pieniądzowych! (podatek); nadejście tej przerażającej czarnej ekono-dziury należy powstrzymać za wszelką cenę, natomiast pozostałe 80%+ populacji, czyli hołotę gołod00pców można i de facto nawet należy obłożyć podatkami – czy będą one ukryte np. pod nazwą „składki” czy nie – to już zależy od inwencji operatora prolo-wyciskającej fiskalnej prasy” – to jako potencjalny wkład-prezent od PE w przedmiocie pogłębienia neutralności].

Strzał 2: hasło „Pieniądz” ; 1 cytat (zgruborurowo od razu na samym wstępie):

„[Pieniądz:] towar uznany w wyniku ogólnej zgody jako środek wymiany gospodarczej, w którym są wyrażone ceny i wartości wszystkich innych towarów.” [nas zastanawia, jaki „towar” wciągał koordynator tego wkładu zmyślowego? Czyżby to był ten słynny proszek sprokurowany przez Samego Fonmizesa z nasion zebranych wprost z Alp ekono-ignorancji? Nam od samego czytania zdrowo walnęło w czachę, m.in. przyszedł nam znienacka do głowy zarys scenariusza na film w klimatach pulp economics, w którym jeden z dialogów mógłby lecieć tak:

 

Złotożukowy Win Cent

Jaki masz dziś towar, Lans?

Lans Fiducjucha

Tu mam peso z Meksyku, bardzo dobry staf. A to tenge z Kazachstanu, inne, ale równie dobre. A to jest euro, wprost z gór Hartz w Teutonolandii. Wszystkie trzy to stafik w 100% sfabrykowany przez gubmint. Świeżo wydrukowany gubmintowy papier. Ale euro to coś specjalnego – dlatego jest trochę droższe. Ale kiedy je wciągniesz, przekonasz się, na co poszedł dodatkowy bulion. Tamte dwa pierwsze są całkowicie spox. Ale ten – to prawdziwy fiducjarny zajob.

Złotożukowy Win Cent

Pamiętaj, ja właśnie wróciłem z Wiednia.

Lans Fiducjucha

Uważasz mnie za monetarystę? Czy tu jest Chicago? Nie, jesteśmy w Kansas City. Ludzie, którzy szukają dobrego stafu, przyjeżdżają właśnie tu. Mogę wystartować w Kool-Aid Challenge przeciwko każdemu BS z Wiednia, dowolnego dnia o dowolnej porze.

Złotożukowy Win Cent

To odważne twierdzenie.

Lans Fiducjucha

Tu nie Warszawa, Win Cencie. Towarowa teoria pieniądza jest martwa jak disco. Czartalizm powraca w wielkim stylu.

Złotożukowy Win Cent

Dobra. Zapakuj mi zajoba za 3 uncje złotego proszku. Jeśli jest tak dobry, jak mówisz, wrócę i wezmę za 10.]

Ok, trochę nam się od nadmiaru alpejskiego zajoba posypała narracja główna, ale o pieniądzu już i tak było w PE sporo, czyli możemy iść dalej.

Strzał 3: hasło „Bezrobocie”. Prawdę mówiąc po tym wyborze spodziewaliśmy się czegoś więcej, np. jasnego moralnego drogowskazu, który wytykałby od razu na wstępie demoralizującą rolę zasiłków. Tymczasem znaleźliśmy tylko coś takiego:
„[Przyczyny bezrobocia:] Względnie wysokie dla pracodawców koszty pracy, niepokrywające korzyści ekonomicznych płynących z zatrudnienia pracownika [tip: odzausz firme]. Receptą jest obniżenie części tych kosztów, np. poprzez obniżenie podatków, czy płacy minimalnej. Jest to jednak przedmiotem kontrowersji natury politycznej.” [czyli doktor Lesefero-zdrówko wystawia receptę na naturalne ziółka odchudzająco-przeczyszczające, a tłuszcza dalej domaga się kiełbasy; a fe]


Druga kreska do wciągnięcia z cyklu ‘o przyczynach bezrobocia’:
„… Sztywne i opresywne dla pracodawcy prawo pracy…” [neutralnie (zasada domniemania niewinności) zakładając, że autor wkładu użył pojęcia „pracodawca” w prawidłowym znaczeniu – tj. przez praco-dawanie miał na myśli nieopłaconą część pracy najemnej, która jest źródłem dochodów wyzyskobiorcy – możemy się tylko zgodzić]


Na koniec coś nieco bardziej oryginalnego:
„[Pozytywne skutki bezrobocia] [notabene pozytywnych jest tyle samo co negatywnych, czyli stwierdzenie: „bezrobocie jest tak faktycznie neutralne dla gospodarki – trochę pekabu co prawda zabierze teraz, ale w przyszłości odda z nawiązką w postaci lepiej zmotywowanych kadr, no i ochroni nasze pieniążki” nie byłoby jakimś wielkim nadużyciem; tej puenty jednak zabrakło]: … korzystny wpływ na konkurencyjność na rynku pracy, […] wzrost motywacji do kształcenia,… [w tym momencie autorowi wkładu włączył się hamulec weny, a tymczasem pozytywów MA być minimum 6! co tu k00rva robić?? … ale zaraz, zaraz… co to leży tam na biureczku, połyskując jak śnieg na austriackich szczytach o wschodzie słońca? Czy to nie przypadkiem alpejski zajob?? Sniiiif!! Ah…fokk! Eureka!, Leeeecę:] … do zwiększania nakładów na inwestycje w kapitał ludzki co prowadzi do przyspieszenia procesów długofalowego wzrostu gospodarczego kraju […] walka z inflacją … [i ta walka musi być prowadzona do ostatniej prolo-krwi – to akurat się zgadza, kudos za szczerość]”

*

Trzy strzały to zdecydowanie dość jak na jeden raz – trip może i krótki, ale i tak mamy wrażenie, że spora część z tej reszty szarych komórek, która nam się jeszcze ostała, zamieniła się bezpowrotnie w kisiel. Każdy może spróbować wejść w taką fazę (na własne ryzyko!), bo tego towaru prawdopodobnie jest cała masa. (Jak zatripujecie i znajdziecie jakieś ciekawe wrota do Krainy Leseferociemności można wrzucać w komentach).

PS. Żarty żartami, ale trochę ciary przechodzą po wycieczce do takiej doliny ciemnotyści. Zestawiając wiki_eng z jej polskim „odpowiednikiem”, można dojść do wniosku, że o ile populacja leseferystycznego centrum nie jest traktowana do końca jako stado ekono-baranów, o tyle w krajach peryferii autochtono-prole są po prostu tratowane przez ciężką jazdę bez trzymanki, gdzie grupa ekono-cwaniaków z zakonu krucjato-leseferiuszy szarżuje na koniach trojańskich, z którymi nikt (czy prawie nikt oprócz jacka) nie ma ochoty się kopać. Tu nad Wisłą koncept encyklopedii społecznej – powiedzmy jakaś tam światowa, dość wyrobiona „marka” – został wykorzystany, mówiąc bez ogródek, jako wehikuł do ordynarnej ekono-indokrynacji. Może ktoś powiedzieć: ale to i tak nisza w porównaniu do tego co się wyrabia w TV czy na portalach masowej dezinformacji, gdzie zasięg rażenia jest nieporównywalnie większy od wiki. Jednak zwróćmy uwagę, że zasygnalizowaną dziś ekono-brutalizację charakteryzuje szczególna perwersja: otóż ku miejscom takim jak wiki.pl często kierują się ludzie, chcący przefiltrować medialny potok, żeby wyłowić jakąś treść czy choćby dowiedzieć się, co dokładnie oznacza dana memo-maczuga, taka np. jak ‘deficyt budżetowy’. Na takich właśnie ludzi czeka zastanowiona pułapka o nazwie wiki.pl.

Czy coś można z tym zrobić? Np. włączyć się do dyskusji czy wziąć się śmiało za edytowanie? Być może można – nie jest to chyba raczej witryna-wydmuszka, którą zarządza sobie dowolnie jakiś namiestnik Wielkiego Lesefera; prawda jest raczej taka, że w krainie, gdzie z jakichś przyczyn nobody gives dafokk o jakąkolwiek domenę typu commons, ktoś, kto potrafi się zorganizować (czy dostanie ku temu motywację w postaci nawet niekoniecznie dużego budżetu – a nie jest tajemnicą, że akurat leseferystyczne myślo-czołgi na brak zasilania narzekać nie mogą) taką domenę może z łatwością przechwycić/ogrodzić.

Teoretycznie zatem można z tym walczyć – nie liczcie jednak zbytnio w tej misji na PE, której mottem jest (albo staramy się udawać, że jest) „misja bez misji”, czyli wybieramy się na ekono-patologiczne przejażdżki nie po to po to, żeby zamartwiać się losem jakichś wnuków (nasz guru A.Watts przestrzegał: ~najbardziej niebezpieczni są ci, którzy za wszelką cenę chcą czynić „dobro”), ale po to, aby obserwować i lepiej czy gorzej się przy tym bawić. (Alternatywnie: można przyjąć wersję, że jesteśmy cynicznymi obibokami, którym ekono-patologie wręcz są potrzebne do usprawiedliwiania własnej indolencji).

Reklamy

10 thoughts on “Ekono-zło zamieszkało na wiki.pl

  1. jacek

    Rewelacja. Tym razem popłakałem się ze śmiechu czytając zabawny dialog o pieniądzu!

    A mówiąc serio, już dawno miałem podobne przemyślenia porównując zawartość angielskiej i polskiej wiki w hasłach ekonomicznych. Nawet naszła mnie ochota wtrącić się w prostowanie wypisywanych w polskiej wersji bzdetów, ale ogrom organicznej pracy mnie poraził i ręce mi opadły.

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. s.halaer Autor wpisu

      Odcinek, zgodnie z tytułem, nie miał być o pieniądzu per se, ale jeśli już ktoś pyta, to wchodzimy w ten Kool_Aid Challenge i proponujemy ustalić (neutralny) punkt startowy od preambuły takiej [pieniądz to:]
      1. (obrachunkowa) jednostka miary wartości towaru (w kapitalizmie – głównie wartości wymiany) z reguły określona (narzucona) przez system prawny państwa
      2. zmaterializowany (banknot, moneta) lub odmaterializowany (zapis/depozyt) symbol (reprezentacja wartości wymiany) wyrażony w (obowiązujących/umocowanych prawnie) jednostkach pieniężnych/monetarnych, służący (w gospodarce towarowo-pieniężnej) jako środek wymiany bądź przechowywania bogactwa finansowego (akumulacji). (Takie symbole, kiedy wybite na złotych krążkach, stanowią prawdziwy pieniądz, a cała reszta to druko-fałszerstwo albo oszustwo rezerwo-cząstkowe – haha, dżołk)
      2’’. (wersja bardziej inkluzywna ala Minsky) zmaterializowany (banknot, moneta, ew. weksel) lub odmaterializowany (depozyt, zapis księgowy) symbol, reprezentujący IOU (IOU – „jestem tobie [posiadaczowi nośnika] dłużny” – czyli zapis zobowiązania) wyrażony w powszechnie akceptowalnych jednostkach obrachunkowych.

      PS. Być może ta problematyka byłaby łatwiejsza do komunikacji, gdyby rozmawiając o kategoriach 1 vs. 2 (/2”) opatrywalibyśmy je zawsze jakimś doprecyzowującym przedrostkiem, tak jak „metr z Sèvres” vs. np. „metr kabla”, tj. budowa linii zasilania stoi, „bo zabrakło nam 50 metrów kabla”, a nie „bo zabrakło nam 50 metrów; (halo Sèvres! – przyślijcie nam w trybie pilnym 50 metrów!)”. Zmartwieniem „komuny” podczas elektryfikacji była dostępność miedzi (czy siły roboczej; miedź na szczęście była pod ręką/pod własną ziemią); obecnie operacja o takiej skali byłaby, jak można zgadywać, narażona na porażkę właśnie wobec braku „metrów” (oczywiście sprawy wyglądałyby nieco inaczej, gdyby to złoto było jedynym przewodnikiem prądu – z powszechnej elektryfikacji byłyby nici, ale czy to uczyniłoby metry/uncje Au pieniądzem?).

      Polubienie

      Odpowiedz
  2. teogderyk

    Zachęcony Kolegi „rekomendacją”, jako ekonomiczny lajkonik, poklikałem sobie inne hasła, trochę lżejsze gatunkowo, np. konsensus waszyngtoński. Z miejsca urzekło mnie zdanie otwierające podrozdział Krytyka Konsensusu, pisane najwyraźniej przez jakiegoś Balcerowiczowskiego minionka:

    Pomimo teoretycznie bezbłędnych założeń, „Konsensus waszyngtoński” spotkał się z ostrą krytyką ze strony ekonomistów.

    Choć tak do końca nie wiem czy autorowi tego zdania chodziło o to, że teoretyczne założenia konsensusu były bezbłędne, czy że były bezbłędne tylko w teorii. Może więc niepotrzebnie się czepiam. 😉

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. s.halaer Autor wpisu

      Całość ekonomii leseferystycznej cechuje się nieskalanością założeń teoretycznych. Ale poza tym akurat ten wkład jest dość łagodny – obecność Stiglitza w wątku to dla prawdziwego leseferysty coś jak wjazd nagiego Chegevary na motocyklu na konferencję lokalnego kółka socjal-darwinistów. Być może kwestia „neutralności” hasła KW została zaniedbana z uwagi na niszowość (według ostatniego badania Instytutu Na Rzecz Krzewienia Wolnego Rynku tylko 0,1% respondentów słyszała o KW, z czego 90% skojarzyło to ze zgodą na przeniesienie stolicy USA z NYC do WDC). Inna sprawa: dla prawdziwego leseferysty nadwiślańskiego terminy: KW czy neoliberalizm powinny najlepiej w ogóle zniknąć z przestrzeni memetycznej (neoliberalizm to przecież tylko obelga sprokurowana przez kolektywistów celem sabotowania postępu naturalnych i nie-możliwych-do-powstrzymania mocy wolnego rynku).

      Polubienie

      Odpowiedz
      1. Tromek

        Nie ma czegoś takiego jak ekonomia leseferystyczna. Była we Francji w XIX wieku i się skończyła. A łączenie neoliberalizmu z nauką ekonomii to pewna znana choroba rozpowszechniana przez skądinąd niezłego modela Josepha Stiglitza.

        Polubienie

        Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s