Neoliberalne metody stymulacji podaży prolo-godzin

Na początku, celem uniknięcia nieporozumień, zaznaczmy, że kiedy mowa jest o presji na zwiększenie „podaży prolo-godzin” [podaż P-G] nie jest to wcale tożsame z czymś, co neolibo-kolokwialnie określane jest jako promocja zatrudnienia.  Podaż P-G to ogólnie mówiąc agregat czasu, który prole są „gotowe” czy „skłonne” poświęcić na czynności wyzyskodawania, czyli pracy najemnej (bądź formom funkcjonalnie równoważnym).

Użyliśmy tu „gotowe”/”skłonne” w cudzysłowach, albowiem duża część,  jeśli nie większość generacji P-G ma miejsce oczywiście w wyniku działania przymusu ekonomicznego; jedynie pewna część proli-szczęśliwców, generując P-G, kieruje się innymi czynnikami, jak np. syndromem uciążliwości czasu wolnego, chęcią aktywnego uczestniczenia w pompowaniu pekabu, spotykania się z innymi prolami, czy wreszcie osiąganiem satysfakcji poprzez wykonywanie czynności pracy.

Wystąpienie podaży P-G, jak wiadomo, nie jest tożsame z jej „realizacją” czyli zatrudnieniem. Owszem, te kategorie będą się często przenikać czy korelować pozytywnie. Natomiast należy zawsze mieć na uwadze, że sytuacja, w której współczynnik realizacji osiągnie 1 (czyli 100% generacji P-G znajdzie „nabywców” po stronie praco-rozdawaczy), byłaby absolutnym koszmarem z punktu widzenia „efektywności” gospodarki praktycznego leseferyzmu, godząc w samą jego podstawę, którą jest zdolność do prolo-dyscyplinowania. Tzn. inaczej: w momencie, kiedy faktyczne bezrobocie osiągnęłoby 0% (czy ew. 2%, jeśli wliczymy frykcję) nastąpiłoby załamanie funkcji fali, która zapewnia dominację kaptału, a wtedy… sami nie wiemy, co wtedy by nastąpiło; wystarczy powiedzieć, że nie można wykluczyć nawet tego, że udział wynagrodzeń w pekabie zanotowałby istotny wzrost. Idąc dalej i wcielając się w buty leseferysty, można wyobrazić sobie chociażby takie scenariusze, w których bogactwo zaczęłoby (relatywnie) odpływać od  inwestorów, a w takim razie pewno  zabrakłoby im cząstek pieniądzowych na inwestycje! Nie mówiąc już o tym, jak przykra i upokarzająca dla kreatorów bogactwa (a demoralizująca dla proli) byłaby perspektywa konieczności „proszenia” się u wyzyskodawców! I co z totemem praco-rozdawacza?

Tak czy owak, taka sytuacja prędzej czy później doprowadziłaby do podwyżek realnych płac (sic!). Jedynym sposobem, który w czasach takiej grozy i upadku standardów mogliby zastosować producenci dla ratowania swojego udziału w zyskach, byłoby podniesienie cen, i – bęc! – mamy inflacyjnego potwora u wrót, gotowego pożreć nasze oszczędności! Teraz wczujcie się w dolę kogoś, kto przed nadejściem tego chaosu odłożył pieczołowicie na lokacie 10 mln; przed zawieruchą mógł patrzeć spokojnie w przyszłość taką, gdzie jego oszczędności będą stanowić zawsze równowartość 10.000 pensji sprzątacza, tymczasem teraz, już po roku, wartość tego bogactwa stopniała do odpowiednika jedynie np. 7.500 wynagrodzeń takiego prolo-planktona. Czyli bogactwo stopniało w ciągu roku o 25%! Szoko-niedowierzanie!

Dlatego właśnie – celem uniknięcia takich przykrych niespodzianek – neoliberalne państwo musi nieustannie pilnować, żeby podaż P-G była większa od popytu na  prolo-czas zawsze o pewien bezpieczny margines, zwany naturalną stopą bezrobocia [NSB] (dodajmy: rejestrowanego, ponieważ NSB jest wyliczane w odniesieniu do danych „oficjalnych”, które nie obejmują np. proli trwale zniechęconych formą tych zawodów w czapkowaniu). W skrócie: naturalna stopa bezrobocia to taka, która nie grozi pojawieniem się presji na podwyżki płac. W Polsce np. za bezpieczną wartość przyjmuje się bodajże 9%. (Ostatnio ta granica została przekroczona i, voilá!, od tego czasu mamy non-stop medialną transmisję festiwalu jęków praco-rozdawaczy, lamentujących brak rąk do pracy, któremu towarzyszy kampania o konieczności otwarcia rynku na gościnnych wyzyskodawców zza wschodniej granicy, gdzie, jak się „korzystnie” składa, ma właśnie miejsce ostra faza doktryny szoku, która naturalnie „uwalnia” gigantyczne nadwyżki podaży P-G, tak jak to miało miejsce w PL na początku lat 1990-tych).

Zwiększenie podaży P-G – zarówno interwencyjne jak i w postaci działań, wyznaczających długoterminowe jej trendy – nie wydaje się z pozoru niczym specjalnie trudnym, mając na uwadze fakt, że aktywność zawodowa w gospodarkach monetarno-towarowych oscyluje przeważnie w granicach 65-75%, co wskazywałoby na to, że „bufor” podaży P-G jest wysoce bezpieczny – nawet kilkukrotnie większy od poziomów mierzonych stopą statystycznego bezrobocia. Nie wiemy, w jakim stopniu „luka” partycypacyjna jest skutkiem ubocznym 40 lat rynku wyzyskobiorcy (sądzimy, że jakaś część populacji prawdopodobnie nie jest mentalnie zdolna znieść perspektywy brania udziału w konkursach czapkowania, zwanych rekrutacją i przez to – jeśli tylko ma możliwość – stara się przeżyć na nie-stowaryzowanym marginesie gospodarki kapitalistycznej lub na utrzymaniu krewnych), w jakim – fizycznej niezdolności do pracy*, w jakim – przyjętej metodologii liczenia statystycznego bezrobocia, a w jakim pozostającej (czy pozostawionej) poza radarami gubmintowymi szarej/czarnej strefy etc. Fakt faktem, ten z pozoru spory bufor często okazuje się być mało użyteczny i charakteryzuje się dużą bezwładnością, jeśli chodzi o budowanie stosownej nadwyżki podaży P-G. Z uwagi na to neoliberalne państwo musi nieustannie trzymać rękę na pulsie i – w razie potrzeby, ale także i prewencyjnie – szukać efektywnych sposobów wygenerowania czy wyciśnięcia odpowiedniej do potrzeb rynku wyzyskobrania podaży P-G zarówno z proli już aktywnych na rynku jak i w miarę możliwości poprzez rozszerzanie przymusu ekonomicznego na dotychczasowych nie-partycypantów (spektakularnym przykładem działania 2-go typu było np. zredukowanie liczby rencistów w PL z 2,7 do poniżej miliona w ciągu 17 lat – 1998-2015)

Nadmienić należy, że wartości nadwyżki podaży P-G dużo wyższe niż NSB są uznawane przez leseferyzm (za wyjątkiem jego odmiany zwanej sado-monetaryzmem) za niekorzystne (wyłączając sytuacje szczególne, jak aplikacja doktryny szoku) – m.in. z przyczyn potrzeby podtrzymywania hologramu „rozwoju”, na którym wysokie bezrobocie kłaść się może cieniem. Jednak ważniejszym powodem jest to, że praktyczny leseferyzm poszukuje czegoś, co można określić jako kapitalistyczny odpowiednik punktu G (czy punktu NZPPMWWWD: nie-zagrażającej-pozycji-pracorozdawaczy-maksymalizacji-wolumenu-wyciśniętej-wartości-dodatkowej), w którym następuje nie-grożące-inflacją (ani erozją totemu praco-rozdawacza) szczytowanie zysków w danym otoczeniu makro. Za punkt taki uchodzić będzie sytuacja, w której liczba „zrealizowanych” P-G jest największa przy zachowaniu wspomnianego marginesu bezpieczeństwa (NSB). Jest to logiczne, ponieważ zaangażowane prolo-godziny są głównym (czy jedynym) źródłem wartości dodatkowej zagarnianej przez kapitalistów.

Rzecz jasna, obecnie kapitalistyczny punkt NZPPMWWWD leży znacznie poniżej pełnego potencjału – a wszystko to z winy naszych pra-pra-proli, którzy dawno-dawno temu roszczeniowo wywalczyli nadal obowiązujące współcześnie (przynajmniej na papierze) normy dopuszczalnego czasu wyzyskobrania. Gdyby nie to, frajda byłaby znacznie większa.

Jednocześnie należy podkreślić, że w tych tendencjach do maksymalizacji „przerobu” prolo-godzin (przy utrzymaniu NSB) nie chodzi (czy chodzi tylko „przy okazji”) o dążenie do poprawy „dobrobytu” przez osiągnięcie jeszcze wyższych poziomów produkcji, a przez to dostępności dóbr; zresztą zwiększenie dostępności dóbr nie jest wcale zjawiskiem obserwowalnym, poza elektroniką i garścią paszo-gadżetów produkowanych i transportowanych industrialnymi metodami. Można przyjąć zgrubnie, że obecnie do wytworzenia 80% dóbr i usług, które można uznać za społecznie użyteczne, wystarczyłoby 10-30% całego agregatu obecnie zaangażowanych prolo-godzin, a i taki wolumen potrzebnych nakładów ludzkich można by dalej redukować przez szersze zastosowanie znanych technologii czy chociażby przez wyeliminowanie zjawiska (zaplanowanego czy nie) przedwczesnego starzenia się produktów. W opozycji do myślenia w kategoriach dostępności dóbr, osiągnięcie punktu NZPPMWWWD służy przede wszystkim zaspokojeniu wymagań algorytmu M(t2) > M(t1), który zgodnie z sednem nauk Wielkiego Lesefera, ma i musi być jedynym miernikiem postępu.

To wszystko powyżej wrzuciliśmy celem zarysowania perspektywy dla przewodniego motywu dzisiejszego odcinka, którym jest ekspresowy przegląd metod wyciskania podaży P-G w warunkach regulowanego (nominalnie ograniczonego ustawowo) czasu pracy najemnej (zastrzeżenie: część z wym. pozycji będzie raczej narzędziami zmniejszania popytu na P-G, czyli zwiększania NAD-podaży P-G, a nie ich bezpośredniego wyciskania).  Warto zwrócić uwagę, że każdy punkt z tej zapewne niekompletnej listy stanowi sam w sobie zaprzeczenie** rozpowszechnianej przez leseferystyczną ortodoksję tezy, że aktywność gubmintu nie ma nic do rzeczy z rynkiem pracy, a jeżeli już ma, to tylko w jedną stronę – czyli w roli podbieracza P-G przedsiębiorcĄ, bądź demobilizacji ducha pracowitości za pomocą hojnej socjal-manny. Dla miłośników uporządkowanej ekono-memetyki przykłady działań o dokładnie przeciwnym wektorze przygotowaliśmy w postaci wypunktowanej listy z podziałem na umowne kategorie takich metod:

1. Metody standardowe pośrednie

  1. Podniesienie stóp %
  2. Zmniejszenie deficytu budżetowego (czy utrzymywanie go w sztywnych ramach)
  3. Anty-prolowa krucjata fiskalna
  4. Cięcie czy szatkowanie socjalu (w tym zasiłków dla bezrobotnych, rent i emerytur)
  5. Introdukcja systemów emerytalnych kapitałowych i pseudo-kapitałowych (zdefiniowanej składki)
  6. Prywatyzacja
  7. Deregulacja rynku wyzyskobrania

2. Metody standardowe bezpośrednie

  1. Redukcje zatrudnienia w sektorze publicznym
  2. Otwarcie granic dla imigracji zarobkowej
  3. Programy aktywizacji zawodowej
  4. Szkolenia bezrobotnych

3. Metody niekonwencjonalne pośrednie doraźne

  1. Interwencyjne zwiększenie kosztów stałych (utrzymania) prolom
  2. Akcje typu bail-in (wymazanie części depozytów) czy ogólnie sparaliżowanie krajowego systemu bankowego, limity wypłat etc. (funkcjonalnie dotyczy głównie krajów nie-suwerennych monetarnie, ale powszechność cząsteczkowo-pieniężnego paradygmatu nie wyklucza szerszego zastosowania)

4. Metody niekonwencjonalne pośrednie długofalowe/systemowe

  1. Absolutna komercjalizacja budownictwa mieszkaniowego
  2. Utowarowienie służby zdrowia, edukacji i ubezpieczeń społecznych
  3. Inne (niż A i B) rodzaje trwałego zwiększania kosztów stałych (czy kosztów utrzymania)
  4. Rezygnacja z suwerenności fiskalnej
  5. Rezygnacja z suwerenności monetarnej
  6. Inne (niż D i E) zaawansowane formy eksternalizacji dyscypliny rynkowej (np. TTIP, CETA)
  7. Utrudnienia dla uzwiąchowienia usankcjonowane prawnie
  8. Wspieranie industrialnych metod produkcji rolniczej
  9. Grodzenia (w tym zwłaszcza w obszarach potencjalnie zdolnych do podtrzymywania prolo-wegetacji poza obiegiem monetarnym np. ogródki działkowe czy inne tereny dla nietowarowych upraw czy koczownictwa)
  10. Promocja zdrowego trybu życia
  11. Promocja rozrodczości
  12. Propagowanie/utrwalanie memotypu homo-consumericus

5. Metody pośrednie długofalowe infrastrukturalne

  1. Rozbudowa infrastruktury transportu
  2. Budowa przedszkoli, żłobków

6. Metody niekonwencjonalne bezpośrednie

  1. Systemowe tolerowanie nielegalnej imigracji zarobkowej (przez np. śmiesznie niskie kary)
  2. Tolerowanie zatrudnienia na czarno (jw.)
  3. Tolerowanie systematycznego przekraczania norm czasu pracy (jw.)

7. Metody bandycko-dywersyjne

  1. Zaplanowana (np. okólniki nakazujące zapowiadanie kontroli z wyprzedzeniem, cięcia budżetu etc.) lub spontaniczna (przez zaniechanie) impotencja organów kontroli rynku wyzyskobrania typu PIP
  2. Sado-procedury musztrowania petentów w PUP-ach/MOPS-ach
  3. Selekcja psychopatów do komisji orzekających o (nie)/zdolności do pracy
  4. Upolitycznienie bądź inne metody neutralizacji/korumpowania zwiącholi.

O niektórych z tych sprytnych metod wzmiankowaliśmy w poprzednich odcinkach z tej kategorii, inne będą przewijać się pewno w przyszłych wpisach (w najbliższym czasie planujemy objaśnić, o co chodzi z tym 3A/4C ‘podnoszenie kosztów stałych’).  Jeżeli u kogoś z czytelników związek jakiejś szczególnej z wymienionych metod z maksymalizacją podaży P-G (lub ew. z utrzymaniem nadpodaży na poziomie ≥ NSB) wydaje się niejasny – można zgłaszać śmiało swoje wątpliwości, które następnie spróbujemy rozwiać w którymś z kolejnych wpisów. Dziś tylko krótko o kilku metodach, których obecność w tym zestawieniu może wydawać się kontrowersyjna. Rzeczywistość jednak jest taka, że nie wszystko, co służy wyciskaniu podaży P-G, musi być jednocześnie z natury całkowicie odrażające dla lewicowych serduszek.

I tak: cała kategoria 5 – infrastruktura: O ile takie inicjatywy neoliberalnego państwa witane są na ogół z entuzjazmem, pamiętajmy, że wszystkie działania aparatu praktycznych leseferystów motywowane są albo dobrem Posiadaczy, albo też mają charakter doraźnych pragmatycznych ustępstw wobec (chwilowo) niemożliwej do zneutralizowania czy obejścia presji prolo-elektoratu. Infrastruktura transportowa, niosąc niewątpliwie pewne dostrzegalne korzyści dla proli (+ efekt PR), jednocześnie zapewnia łatwość zasypywania lokalnych wąskich gardeł podaży P-G, umożliwiając prolom szybsze przemieszczanie się do miejsc wyzyskobrania. (Pomijając już to, że infrastruktura ta jest z reguły mocno przeskalowana pod kątem służenia bieżącej, niemożliwej-do-podtrzymania termodynamicznie filozofii napędzania pekabu.) Przedszkola i żłobki z kolei uwalniają czas prolic (przyjmując konwencjonalne podejście do kwestii bachoro-opieki), które inaczej – z uwagi np. na siłę instyktu macierzyńskiego, byłyby mniej skłonne do wrzucenia swojego czasu do kotła konkurencji prolo-godzinowej; a utrzymanie prolo-rozpłodowości na odpowiednim poziomie jest przecież również elementem dalekowzrocznej maksymalizacji podaży P-G.

Kat. 4J – zdrowy tryb życia: my też oczywiście zalecamy, ale wiemy równocześnie, o co tu leserystom chodzi: zepsuty przedwcześnie prol to utrata potencjalnej podaży P-G (choć z kolei często zysk dla BigFarmy; złotym środkiem wydaje się połączenie 4J z 4L – czyli dbanie o kondycję, jednocześnie generujące prolom koszty, np. karnet na siłkę czy kupno wypasionego roweru, najlepiej na mini-ratkę, zamiast dżoggingowania w parku czy uprawiania ogródka działkowego, który lepiej przeznaczyć pod deweloperkę, żeby nie-stowaryzowane marchewki nie kłuły w oczy miłośników postępu)

Wreszcie sprawa 2C/2D– aktywizacja zawodowa i szkolenia; przyjęcie perspektywy takiej, że nabywanie kwalifikacji czy zdolności do uczestniczenia w wytwarzaniu dóbr czy usług nie ma sensu, bo takie umiejętności posłużą i tak finalnie pozyskaniu wartości dodatkowej przez kapitał, byłoby strzałem w anty-kapitalistyczną, kolektywistyczną stopę czy też w kolano ekono-myślenia planowo-zasobowego (nie chcemy chyba wraz z hipotetycznym oczyszczeniem ekono-atmosfery z leseferystycznych miazmatów wylać z kąpielą naszych zdolności do wytwarzania czy do organizacji ekono-procesów, ok?).  Jednak docenienie roli skills powinno być rozpatrywane zawsze w kontekście ekono-otoczenia; uświadomiony czytelnik dostrzeże, że w warunkach permanetnego trzymania zdolności nabywczej proli pod leseferystycznym butem, wszystkie działania zorientowane na dalszą propagację ekonomii podażowej (tj. próbujące podtrzymać przy życiu abstrakcyjną baśń Saya, że podaż kreuje popyt), czego częścią jest właśnie aktywizacja, szkolenia etc., służyć mają stymulacji generowania nadmiaru podaży P-G w sytuacji, kiedy poziom tej podaży zaczyna zagrażać wspomnianemu wyżej marginesowi bezpieczeństwa NSB, czy to w ogólnym przekroju makro (aktywizacja proli czy prolic wielozadaniowych), czy też w konkretnych branżach (szkolenia na  przewóz towarów, wózki widlaste, w stylizacji cziłała etc.). Fakt, że akcje „aktywizacji” są często wspólną symbiotyczną  inicjatywą korpo-wyzyskobiorców i neoliberalnego państwa (jak np. tu czy tam) jest najlepszym potwierdzeniem tej hipotezy. (Pomijamy tu kwestię, że jakość takich szkoleń sygnalizuje, że takie działania mają charakter pozorny, czysto dyscyplinujący bądź mający na celu po prostu zasilania kieszeni kolesi-szkoleniowców.)

Nikomu oczywiście „nie przyjdą do głowy” (wink-wink)  pomysły zaangażowania takich mechanizmów aktywizacji***, które miałyby szanse samoczynnie (i bez dotowania cwaniako-kapitalistów-szkoleniowców czy łykaczy darmowych staży) przywrócić tym 2-4 mln proli obecnie nieaktywnych zawodowo (na ogół wykluczonych trwale z rynku wyzyskobrania) opcję dobrowolnie aktywnej, nie obarczonej przymusem czapkowania, partycypacji  – poprzez przywrócenie równowagi pomiędzy podażą a popytem na prolo-godziny. My oczywiście jako najlepszy taki sposób rekomendujemy ustawowe ograniczenie czaso-wymiaru wyzysku do 20-30h/tydz., ale i gubmintowa gwarancja zatrudnienia mogłaby być pomocna.

Dodajmy jeszcze w uzupełnieniu, że nasz umowny podział ww. kategorii na „standardowe” i „niekonwencjonalne” jest do pewnego stopnia płynny, chociaż metody z tej pierwszej grupy częściej można będzie znaleźć w typowych instrukcjach użytkownika systemu praktycznego leseferyzmu, jak podręczniki do ekonomii neoklasycznej czy główne zasady Konsensusu Waszyngtońskiego, jak i w „oficjalnych” programach neoliberalnych partii (np. zwróćmy uwagę, że większość ugrupowań, skupiających nadwiślańskie odmiany praktycznego leseferyzmu, nie uważa za stosowne umieszczanie na swoich elekcyjnych banerach poparcia dla TTIP, ochrony interesów kartelu dewelopersko-banksterskiego, zapalenia zielonego światła dla czyścicieli kamienic, czy obietnic rozprawienia się ze zwiącholami, co oczywiście w ogóle nie przeszkadza im później wprowadzać wszystkich takich rzeczy w życie). Tego typu, pisane w najlepszym wypadku drobnym drukiem ekono-inicjatywy etykietowaliśmy mianem „niekonwencjonalne”, choć z przyczyn subiektywnego postrzegania natury poszczególnych procesów klasyfikacja ma charakter jedynie pomocniczego szkicu, pozwalającego uchwycić generalną dynamikę.

PS. Jednocześnie zapraszamy do ekono-zabawy – uzupełnianki; jeżeli komuś przyjdą do głowy inne, nie wymienione tutaj instrumenty do wyciskania podaży P-G, można je umieszczać w postaci komentarza.

_______________

* nie chcemy roztrząsać kwestii, jak interpretować fizyczną czy psychiczną niezdolność do pracy; wystarczy mieć świadomość, że można na sprawę można spoglądać z dwóch biegunów: inkluzywnego, gdzie zastanawiamy się, jak zapewnić jak najszerszą perspektywę uczestnictwa prawie wszystkim, nawet jeśli wymaga to tworzenia „sztucznych” miejsc pracy (rozważając przy tym, czy aby na pewno zajęcie w postaci pracy najemnej pozwala faktycznie na poprawę stanu fizyko-mentalnego ludziom z poważnymi przypadłościami zdrowotnymi), albo sadystycznego, zuso-orzecznikowskiego czy wieko-emerytalno-podnoszeniowego, gdzie żądza maksymalizacji podaży P-G będzie prezentowana w całej swojej brutalności.

** rzecz jasna mizesolog słusznie zauważy, że gdyby gubmint był w ogóle skutecznie odsunięty od możliwości manipulacji w wymienionych obszarach, nie miałby mocy ani zwiększania podaży PG, ani też zwiększania popytu na nią; to prawda, ale dyskusja przeniosłaby się na poziom, gdzie debatowalibyśmy takie kwestie, czy np. w nad-akumulacyjnej i nad-podażowej fazie takiego prawdziwego kapitalizmu prywatne agencje ochrony mienia byłyby w stanie zapanować nad rzeszami pozbawionego wszystkiego, w tym nadziei, zdesperowanego prolo-kompostu, czy raczej jednak kapitaliści-pragmatycy po kilku latach sami poprosiliby o poszerzenie prerogatyw gubmintowych, tak jak to postępowało w XIX w.

*** notabene, już samo słowo aktywizacja, międlone ciągle w ustach rzeczników neolibu, budzi obecnie odrazę porównywalną z terminem rekrutacja i może skutecznie odstraszać od uczestnictwa w każdym, nawet hipotetycznie z gruntu przyjaznym, ale otagowanym tego typu neolibo-mowo-trawą projekcie.

 

Reklamy

3 thoughts on “Neoliberalne metody stymulacji podaży prolo-godzin

  1. Mariusz

    Większość metod wypróbowana z powodzeniem w Polsce.
    Ale padło jedno zdanie o Jean-Baptiste Say, tymczasem w Wikipedii: „Prawo rynków Saya wywołało bardzo wiele dyskusji wśród późniejszych ekonomistów, stając się jednym z podstawowych postulatów nurtu klasycznego w ekonomii.”
    Nurtu klasycznego – czyli przyjmujemy, że to działa?

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. s.halaer Autor wpisu

      Pierwsza sprawa: zalecamy daleko idącą ostrożność w korzystaniu z wiki_PL, jeśli chodzi o kwestie ekono. Np. wiki-EN w pierwszym zdaniu określa go jako klasycznego liberała (classical liberal views).
      Druga sprawa: zakładanie, że jak klasyka, to musi działać, wymagałoby pewnego uzasadnienia, zwłaszcza że akurat MY („przyjmujeMY, że to działa”), czyli PE, nie czujemy się jakoś szczególnie związani z ekono-memetyką klasyczną, mimo że pewni jej propagatory wykazywali niejednokrotnie ogląd bardziej trzeźwy niż ich „następcy”, czyli NEO-klasycy.
      Próbując ciągnąć nasz swoisty tok, nie uważamy za nasz obowiązek podejmowanie 1001-szej próby udowadniania absurdalności „prawa” Saya – te szlaki zostały już dawno przetarte i otwarte dla tych, którzy skłonni są przyjąć powiedzmy nie-liberalne wytłumaczenie logiki ciągu ekono-zdarzeń.
      Zresztą, każdy bez zbędnego katowania się ekono-teorią, może spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, czy gromadzenie pieniądzo-cząstek jest motywowane li-tylko chęcią nabycia „towarów” w jakieś mniej czy bardziej odległej przyszłości, czy jest to może raczej czasami/często ekspresja kompulsywnych ciągot do zdobycia karnetu, pozwalającego na uczestnictwo w lidze wygrywaczy, którzy zgromadzone góry pieniądzowych IOU traktują jako emblemat statusu czy jako środek wyciskania jeszcze większej ich ilości za pomocą renty wg. algorytmu M–>M+, który to sposób na życie typowi ekono-klasycy jak Smith raczej skłonni byli kontestować.

      Polubienie

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s