Rewolucyjny plan wysadzenia kapitalizmu przy użyciu nadwyżek budżetowych?

Ostatnio nadwiślańskie intersieci „świętowały” hucznie przekroczenie 1bln kreacji aktywów finansowych przez Trzecią Neoliberalną eksplodującymi wspaniale ku uciesze gawiedzi fajerwerkami histerii długu publicznego. Zdołaliśmy zrobić odciski 3-ch spośród tysięcy takich spektakularnych eksplozji ociężałej myśli nadal żyjących z nami form leseferozaurów schyłkowej formy juro-neoliberalizmu. Być może już za 100 lat nikt nie będzie w stanie uwierzyć w to, że homo sapiensy nie tylko koegzystowali z takimi jaszczurami,  ale także masowo i chętnie połykali ich memetyczne wydzieliny. Stąd warto sporządzać na bieżąco dokumentację tych interesujących żywych skamielin ekono-fauny (w miarę możliwości nie klikać linków celem uniknięcia nabijalności):

fossils_kukiz

fossils-dabrowski2

fossils-racjonalista

Transkrypt:

Zadłużenie Polski przekroczyło bilion złotych; trzeba wpisać do konstytucji zakaz zadłużania państwa, wprowadzić cięcia niepotrzebnych wydatków oraz ograniczyć marnotrawstwo pieniędzy podatników – oświadczył we wtorek wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz’15).

Myślę, że warto, aby rząd rozważył ambitniejsze cele w zakresie finansów publicznych; m.in. naszym celem średniookresowym powinien być deficyt co najwyżej na poziomie 1 proc. PKB czy sprowadzenie długu publicznego do poziomu 30 proc. PKB – mówi PAP prof. Marek A. Dąbrowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Otóż okazało się, że w minionym roku Czesi po raz pierwszy od 20 lat dołączyli do elitarnego klubu państw z nadwyżką budżetową – M.Agnosiewicz (racjonalista.pl).

BTW>Jeśli ktoś nie miał okazji zapoznać się z inną perspektywą postrzegania czegoś, co nazywane jest długiem publicznym – od strony powiedzmy Ma bardziej niż Wn – pisane było o tym tu. Ale dziś kontynuujmy o standardowym podejściu histerycznym.

Zauważmy swoistą konwergencję histerii form żerujących w całkiem różnych środowiskach: mamy tu kolejno hybrydę – kseno-mizesologa „antysystemowego” wykatapultowanego do swoich 5 minut (które potrwają, miejmy nadzieję, jedynie 4 lata) przez jakiś zbieg okoliczności,  dorodny okaz neoliberała z credentialed class (o tej gromadzie zabieramy się pisać już od dawna), oraz przedstawiciela niszowych obszarów ekono-kompostowania, gdzie każdy odpad ze stołu dinozaurów alfa można wykorzystać do propagacji własnego unikalnie-ekletycznego mempleksu (przy czym jego obfite przyozdobienie elementami brawurowo-husariańskimi nigdy nie zaszkodzi).

Nie wiemy dokładnie, kogo nasi deklarowani (i jeszcze jak na razie niedoszli) anihilatorzy cząstek pieniężnych chcą, w swojej krucjacie, pozbawić zdolności do gromadzenia aktywów finansowych; ta kwestia z zasady nigdy nie jest precyzowana. Nie wiemy też dokładnie, dlaczego ta dramatyczna narracja omija szerokim łukiem logikę Wn/Ma. Ale chwileczkę… . A może jednak także i w  przypadku histeryków długu publicznego należałoby zastosować zasadę, że w neoliberalnym maja rzadko kiedy coś jest tym, czy pełni funkcję tego, do czego powołane być się wydaje. Czyli może że tak naprawdę ten nietypowy incydentalny kolektyw anty-długo-publiczny, wbrew nasuwającym się pochopnym wnioskom, wcale nie planuje odrestaurowania XIX wiecznych porządków w zakresie gospodarki finansów kapitalistycznego państwa i metod prolo-zaganiania?

Na pierwszy rzut oka można by złośliwie podejrzewać, że nasi zatroskani reformatorzy padli ofiarą tej częstej przypadłości, której symptomem jest niezdolność do skojarzenia wielkości potwora długu publicznego ze stanem aktywów finansowych netto sektora prywatnego, ale zwróćmy uwagę, że wśród naszej ekono-fauny paraduje dumnie profesorosaurus economicus (i to z Krakowa, jamo-wylęgarni polskiej myśli akademickiej!), stąd należałoby raczej, zamiast urządzać sobie podśmiexujki, ukorzyć się  i postarać się zrozumieć lepiej, próbując odkryć, co Autorzy mają na myśli, bo to może pozwolić dogrzebać się do drugiego dna, gdzie okaże się, że memo-wydzieliny dyskutowanej ekono-fauny ułożą się w cenne pokłady głębszego sensu. Tym ukrytym sensem może być  – uwaga! – oczyszczenie raz na zawsze tej Planety z prolo-pomiatających,  rento-ekstrahujących i tratujących wszystkich i wszystko na swojej drodze do budowania swoich sadeł korpo-kreatur drogą zwabienia tych jaszczuro-kapitalistów w otchłań brako-pieniężności! Czyż nie sprytne? Za potwierdzeniem tego, że cała ta akcja wymierzona jest w rzeczywistości w samo serce kapitalizmu przemawia faktografika rozmieszczenia oszczędności netto (czyli dystrybucja zgromadzonego sadła salda pieniężnych IOU) – których statystyczny prol w środowisku praktycznego leseferyzmu przecież nie posiada i nie posiadać powinien. Voilá, CBDU, QED.

[Co z doprowadzeniem do pionu wyznaczanego kompasem: ‘tyle jesteś wart na ile zapracujesz’ (z akcentem na zapracujesz, a nie ile odziedziczyłeś, wycisnąłeś zdalnie z proli jako wartość dodatkową, nabiłeś na żonglerce aktywami, czy zyskałeś, ubierając jeleni na kredyt w rzeczy czy aktywa im niepotrzebne bądź wręcz dla nich szkodliwe) w odniesieniu do tej części hałd oszczędności, które wygenerowane zostały „przypadkiem” przez kredyty bankowe, zaciągnięte np. przez średnio-klasowych aspirująco-początkujących surferów po falach doktryny Jedności w Rynku? Przecież jaszczuro-kapitaliści z całą resztą rentiero-reptalian, nawet po odcięciu kroplówki budżetowej, nadal będą w stanie nabierać sadła, żerując na nawozie wytworzonym drogą prywatnej, swobodnej i wolnej akcji kredytowej? Ale nie traćmy nadziei i nie przekreślajmy naszej optymistycznej hipotezy – być może nasi bohaterowie z przyczyn taktycznych trzymają drugą część planu zagłodzenia kapitalistów – którą może być np. zamordystyczna regulacja bankowości – w ukryciu.]

Zgodnie z naszą hipotezą-scenariuszem nr 1 Autorzy przytoczonych na wstępie bon-motów wcale nie są jaszczuro-minionkami, konspirującymi razem z giga-fauną przeciwko prolo-planktonowi; w rzeczywistości są to spryciarze, przyjaźnie puchate ssaki – odsysaki substancji odżywczych – finansowych IOU – z jaj czy z żył faktycznych reptalianów, prolo-wyzwalacze, sabotujący prolo-wyzyskiwaczy, a jedynymi czarnymi charakterami na tej scenie są tak naprawdę tylko właśnie kapitalistyczno-rentierskie, przerośnięte właśnie dzięki wciąganiu soków deficytów budżetowych korpo-smoczyska. Nadążamy jeszcze? Ok, to idźmy dalej.

Plan (czy jego pierwsza część) opierałby się na tym, że ewolucja do jakiegoś lepszego, dostosowanego do termodynamiki i dającego szanse rozkwitu świata przyjaznych i łagodnych rządów prolo-proto-myszek wymaga interwencji, w postaci właśnie zrzucenia na scenę czegoś na kształt serii nadwyżko-budżetowych komet, które przyp13rdolą w juro-neoliberalny świat, odcinając obecnie panoszące się dinozaury od pożywki, na której budują one swoje gigantyczne sadła salda finansowych IOU. Temu scenariuszowi sprzyjają okoliczności takie, że coraz mniej i mniej prolo-proto-ssaków cieszy się zdolnością do generowania nowego pieniądza poprzez zaciąganie mini-ratek na mini-apartemą. Stąd też – ograniczając zawartość odżywki deficytów budżetowych w ekono-atmosferze – zadusimy nieświadome naszego planu dinozaury, uzależnione od obżerania się rentą z ciągle rosnących kapitałów. Może szkielety tych stworów zbudowane na bazie aktywów finansowych, na których rosną następnie tuczone rentami kapitałowymi megatony tłuszczu, zapadną się dzięki kombinacji braku dopływu świeżej krwi budżetowej do tkanek oraz grawitacji ustanowionej swego czasu przez Wielkiego Lesefera, otwierając ewolucyjne wrota dla prolo-planktonu (a same korpo-dinozury przeewoluują w ptaszki, których rolą będzie umilanie swoimi trylami kolektywnej nie-najemnej pracy  prolom – kurtyna)? Być może nie ma innej ścieżki dla ekono-ewolucji, bez względu na to jaką masakrę przyniosą te spadające, budżeto-równoważące asteroidy dla przedstawicieli planktonowej mini-prolo-fauny? Być może z perspektywy 100 czy 200 lat taka ko-ofiara będzie odczytywana jednoznacznie jako konieczny etap postępu, podobnie jak to przyjmowane jest obecnie w odniesieniu do XIX-wiecznych budowniczych rewolucji przemysłowej, zap13rdalających po 14 godzin na dobę w imię pierwotno-akumulacyjnego budowania kapitału dla przyszłych pokoleń?

Czyli – kiedy na spokojnie rozrysujemy sobie cały taki scenariusz – napady deficyto-histerii odgrywane publicznie układają się w logiczny, sprytny i mocno radykalny sekretny projekt demontażu kapitalizmu (sprytny do tego stopnia, że nawet samo-deklaratywni anty-kapitaliści nie są w stanie ogarnąć tego 11-sto wymiarowego planu zaszachmatowania kapitalistycznej oligarchii). Czy nie czyta się tego lepiej niż kolejnej nużącej opowieści o wspieraniu uzwiązkowienia czy o podnoszeniu jednych, a obniżaniu innych podatków?

Chcielibyśmy wierzyć bardzo, że tak właśnie należałoby odczytywać znaczenie spektaklu, który odgrywają przed nami histerycy. Ale mimo tego optymizmu, dopełniając rzetelności analizy, należy wziąć pod uwagę, że możliwe są  inne, już znacznie mniej budujące i mniej rewolucyjne wersje rozszyfrowania tych osobliwych ataków publiczno-długowej paniki:

  • Istnieje popularna w niektórych kręgach legenda, że w wyniku konsekwentnego podążania ścieżką zdrowych finansów publicznych osiągnięty zostanie w końcu stan fiskalnej osobliwości (ekono-czarnej dziury?), w którym wszelkie dotychczasowe prawa Dt-Ct przestaną obowiązywać. W takim świecie można zatem oczekiwać różnych cudów, nawet takich, że nadwyżki budżetowe zaczną kreować aktywa finansowe zamiast je anihilować. Czy to możliwe, że histerycy padli ofiarą uroku rzuconego przez szamanów kultu osobliwości fiskalnej?

  • Histerycy są uważnymi obserwatorami otaczającego świata i z wiekiem zaczynają dostrzegać prawidłowość taką, że odgrywanie napadów długo-publicznej paniki z reguły procentuje; czy to w zdobywaniu poparcia wyborczego, we wspinaniu się po szczeblach kariery naukowej czy w łapaniu lajków na twarzoksiążce. Najlepszym przykładem, że to działa, jest kariera legendarnego nadwiślańskiego Szokozaura Liczydługa, który osiągnął status kultowego ekonomisty właśnie dzięki ogromnej wiedzy, jak się zachować zgodnie z oczekiwaniami tych, których oczekiwania coś znaczą (przy okazji podsuwamy oblatanym w technice i automatyzacji pomysł mobilnego licznika, pokazującego zawsze online – i najlepiej w ostrej czerwieni – stan finansowych krajowych IOU netto +/- eksport  – podpisany, rzecz jasna, jako „dług publiczny”, który to gadżet można by sobie wpiąć w klapę garniaka i tym sposobem trochę przygwiazdorzyć np. na Radzie Wydziału Ekonomicznego czy w telewizji śniadaniowej.) Oczywiście w tej wersji wszyscy histerycy wiedzą doskonale, że ich efektowne pohukiwania mają być tylko ekspresją pewnej konwencji czy sawłarwiwru – podobnie jak założenie krawata do knajpy ma sygnalizować bramkarzom brak skłonności do awanturowania się – a każdy z nich jest świadomy istnienia relacji Wn/Ma i żaden nie traktuje perspektyw wdrożenia swoich anty-zadłużeniowych propozycji poważnie.

  • Wreszcie ostatnia możliwość – tak nieprawdopodobna, że aż szokująca: Autorzy memetycznych wykwitów, głoszący konieczność maniakalnego zbierania nadwyżek własnych IOU przez ich emitenta i upatrujący głębokiego sensu w z(a)bieraniu przez gubmint gubmintowych IOU niczego nie udają ani nie odgrywają, a w rzeczywistości tak naprawdę i szczerze don’t have any fokken clue; nie są w stanie, z powodu jakiejś mutacji, degradującej zmysły oglądu, zauważyć korespondencji pomiędzy zwierzęcą żądzą kreatorów bogactwa do gromadzenia sadła finansowych aktywów (punktów, poświadczających jakość genów w środowisku socjal-darwinizmu) a mocą generatorów tych punktów, którymi – wg. hipotez, trzymających się zasad Wn/Ma – są kredyciarze oraz gubmint, który uzupełnia stosownie (czy zdaniem niektórych – nieadekwatnie) poziom tej pożywki w gospodarce typu M(t2) > M(t1) tak, aby praco-rozdawacze i kreatorzy bogactwa przypadkiem nie padli nam z głodu, pozostawiając nas samym sobie na łasce losu.

Z drugiej jednak strony nawet w przypadku kiedy ta ostatnia hipoteza (którą nazwiemy roboczo „hipotezą nieprawdopodobnej ignorancji”) okazałaby się prawdziwa (w co nie wierzymy), propozycje – jak cytowane na wstępie – zasługują na uwagę chociażby po to, aby zbadać i przetestować rzeczywisty poziom wydolności tego cudu efektywności i racjonalności, za który uważana jest dość powszechnie współczesna ekono-sfera, zorganizowana zgodnie z manuskryptem Praktycznego Wielkiego Lesefera. Oczywiście taki eksperyment nie obyłby się bez licznych ofiar ubocznych wśród segmentów prolo-populacji pozbawionej możliwości wciągania pracy z uwagi na szokowy upadek wielu pusherów (zwanych w slangu pracodawcami), których misją jest rozdawanie tego proszku (post-budżeto-równoważąca ekono-zima po pre-testach tej ekono-broni w Grecji jak na razie jeszcze nie doprowadziła do obalenia kapitalizmu, mimo znacznych ofiar w ludziach), ale może mimo wszystko warto? Może złożenie takiej ofiary tu i teraz pozwoliłoby zapobiec znacznie gorszemu armagedonowi w przyszłości? Pytanie, czy któryś z cytowanych szacownych histeryków byłby gotów przyjąć pełne konsekwencje wyprawy w poszukiwaniu fiskalnej osobliwości z podniesionym czołem na własną odpowiedzialność?

Wyznawców ekono-sekty, czczącej pradawny pre-wielkoleseferowy totem Wn/Ma, publicznie eksponowane napady długo-publicznej histerii bez wątpienia mogą napawać przerażeniem i niedowierzaniem. Nasza pracownia w takich przypadkach zaleca regularne sesje auto-hipnozy, podczas których należy wybrać sobie dowolną z przedstawionych dzisiaj wersji wyjaśnienia zachowań  histeryków (oprócz oczywiście ostatniej) i powtarzać, na głos lub w myślach, aż do skutku. Jeśli jednak to nie przyniesie ulgi, należy spróbować wcielić się mentalnie w pozycję zewnętrznego obserwatora, którego te wszystkie dziwne akcje wcale jak gdyby nie dotyczą, a któremu dana została niepowtarzalna okazja podziwiać tą paradę ekono-osobliwości, ferię memetycznych pląsów czy konwulsji różnych dziwnych bytów, próbujących za wszelką cenę utrzymać leseferystyczną duszę i ciało w jednej kupie, choćby jeszcze przez parę chwil, zanim nadejdzie dzień sądu, kiedy ekono-grawitacja czy termodynamika zadadzą coup de grâce.  

Reklamy

20 thoughts on “Rewolucyjny plan wysadzenia kapitalizmu przy użyciu nadwyżek budżetowych?

  1. RX

    „Zadłużenie Polski przekroczyło bilion złotych”…
    Jakie zadluzenie? Wewnetrzne w PLZ czy w miedzynarodowej walucie $/€/CHF ???
    Wedlug oficjalnej statystyki polski dlug publiczny (rzadowy!!) nie przekracza 60% PKB, czyli Polska nalezy w Europie do elitarnego klubu krajow ktore spelniaja jeszcze kryteria z Maastricht!
    Do tego dochodzi poziom biezacego defizytu budzetowego ponizej 3%! Bruksela jest w glebi ducha na pewno dumna z takiego „Musterschüler”
    Polska to nie Grecja – tego sie chyba w Polsce nie przyjmuje sie do wiadomosci. Greckie zadluzenie rzadowe wynosi ca. 180%. Japonskie 250%. Greckie jest w €. Japonskie w JPY. Pytanie dla polskich ekonomistow: jaka jest pomiedzy nimi roznica? Takie pytania trzeba w Polsce zadawac i tlumaczyc bo co do oswiecenia ekonomicznego to kraj 3-go swiata.

    Polubienie

    Odpowiedz
      1. s.halaer Autor wpisu

        Eriksie – wydaje nam się, że sam już posiadasz wiedzę o tym, czym się różni „dług publiczny” wyrażony we własnej walucie o płynnym kursie od takiego, który denominowany jest w jednostkach, których dany gubmint nie ma możliwości sam sprokurować.
        Inną sprawą jest to, jakie inne (aniżeli zaciśnięcie pętli wierzycielskiej) narzędzia mają do dyspozycji „rynki” wobec niesfornych fiskalnie krajów leseferystycznych peryferii, tj. jest wiele odcieni suwerenności monetarno-fiskalnej i, jak się wydaje, nadwiślańskie leseferystyczne gubminty znają swoje miejsce w szeregu.
        Jak uważasz – czy gdyby jakiś lechicki gubmint zmienił konstytucyjny próg „zadłużenia” z 60 może nawet nie koniecznie od razu do 250%, ale chociażby tylko do 75 – czy rynki przyjęłyby to ze stoicyzmem i zrozumieniem czy też może zacząłby się rozwijać scenariusz dziwnych jakichś dziwnych ekono-szoko-wydarzeń? My tego nie wiemy i nie jesteśmy udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi na zadane pytanie (które wzięliśmy za retoryczne).

        Polubienie

        Odpowiedz
      2. RX

        Nie chodzi mi o to czy „nadwiślańskie leseferystyczne gubminty” cos moga sprokurowac czy zmienic konstytucje, nie chodzi tez o moja wiedze czy niewiedze; na te tematy mozna dyskutowac jak sie zna fakty. A ja czytajac informacje „Zadłużenie Polski przekroczyło bilion złotych” pytam po prostu o strukture tego dlugu. Bo nie wiem i nie natknalem sie dotychczas na wiarygodne zrodlo.
        Uwaga na boku: prog 60% dopuszczalnego zadluzenia reguluje nie polska konstytucja tylko umowa z Maastricht, na pewno miales na mysli paragraf dotyczacy NBP

        Polubienie

        Odpowiedz
        1. s.halaer Autor wpisu

          Sorki, ale PE nie zajmuje się generalnie serwowaniem twardych danych na życzenie ani też nie zajmuje się weryfikacją źródeł takich danych. Z głowy pamiętamy, że zadłużenie zagraniczne (tj. nie-denominowane w PLN) sektora publicznego PL (jeśli o to chodzi) to odpowiednik circa 300 mld pln.
          PS. W/s progu zadłużenia publ. – w naszej opinii art. 216 ust. 5 KRPl jest ustanowieniem takiego progu.

          Polubienie

      3. RX

        Dzieki za informacje – tzn. to robi ca. 75mld €. PRL u jej schylku byla zadluzona na 20mld USD – to na dzisiejsze robi moze 100mld. Wtedy wplywy z exportu w wymienialnych walutach nie wystarczaly na obsluge tego dlugu – tzn. tylko oprocentowania. Dlatego PRL byla bankrutem. Sytuacji tamtejszej nie mozna oczywiscie 1:1 porownywac do dzisiejszej, bo zlotowka jest dzisiaj, przynajmniej teoretycznie, „wymienialna”. Mimo to, sam fakt istnienia zadluzenia denominowanego w „twardej” walucie jest w polskiej sytuacji gospodarczego fiaska ostatnich 25 lat glupota do potegi elit politycznych. Po takich doswiadczeniach…!! Doktryna polityczna wlasnie tych ostatnich 25-ciu lat powinna brzmiec: nigdy wiecej zadluzenia dolarowego!! Dlatego bardzo mnie dziwi to dzisiejsze „wrzucanie do jednego worka” i przeliczanie zadluzenia genaralnie na zlotowki.

        Polubienie

        Odpowiedz
      4. s.halaer Autor wpisu

        Oczywiście wrzucanie gubmintowej emisji aktywów PLN z zaciąganiem zobowiązań w € czy $ do jednego worka jest ekono-logicznym nonsensem. Ale taka ułomna zasada liczenia bilansów aktywów/pasywów raczej nie znalazła się w legislaturze przypadkiem. Dla demiurgów – konstruktorów zegarów długu zobowiązania obco-walutowe są nawet lepsze, bo wicie-rozumicie – odsetki są niższe (ostatnio mniej niższe, bo z leseferystycznego gniazda RPP wyleciało parę jastrzębi typu Rzońca czy Winiecki – inaczej pewno już stopy PLN-owskie poleciałyby w górę bo Biedronka podniosła (ponoć) płace).

        Polubienie

        Odpowiedz
      5. RX

        No wlasnie – RPP – jak slucham wypowiedzi np. pani Ancyparowicz, to wlosy staja mi nie tylko na glowie…! (ale tez na ja&&ch). Jak to jest mozliwe, ze w kraju, ktory mimo wszystko „wydal” takiego geniusza jak Kalecki, ekonomiczni „uswiadomiciele” i do tego obecnie tworzacy elite polskich Entscheidungsträger skladaja sie z takich intelektualnych wielkosci jak Glapiński, Osiatyński, Żyżyński, Ancyparowicz.. i inni.

        Polubienie

        Odpowiedz
  2. jacek

    Zabawnie napisane, dobrze się to czyta.

    Sam dodał bym jeszcze jedną hipotezę – większość ludzi po prostu się ekonomią kompletnie nie interesuje i się zupełnie nad jej zawiłościami nie zastanawia. Przyjmuje obiegowe prawdy niezależnie od tego, jak bardzo są nielogiczne, wzajemnie ze sobą sprzeczne, czy po prostu absurdalne. Jedynym kryterium jest pobieżna zgodność z już wyznawanym zestawem własnych przekonań.

    Natomiast cała reszta „ekspertów” jedynie eksploatuje ten zastany żałosny stan świadomości plebsu – walczy jedynie o akceptację czytelników / wyznawców / elektoratu – nie ma więc wyboru i musi dostarczać dokładnie to, co przyniesie poklask ze strony najliczniej rzeszy.

    Być może nie ma ani spisku, ani jakiejś głębokiej wiary w neoliberalne bzdety, ani ludzie nie są ignorantami. Może po prostu ludzie mają na to wszystko wyj3b@ne, tak zwyczajnie nie interesuje ich to, nie mają czasu się nad tym zastanawiać, i oczywiście, przede wszystkim nie tracą czasu na myślenie, bo to „nudne”.

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. s.halaer Autor wpisu

      To jeszcze dołożę jeszcze inną hipotezę (hipotezę stygmergii), zmierzającą do wyjaśnienia zjawiska thought collective, zaczerpniętą stąd:
      […]It has become practically impossible to reclaim the more moderate denotations of the word ‘conspiracy.’ So let me try a different word: stigmergy. Stigmergy happens when agents co-ordinate their actions indirectly, through the local effects of their behavior in the environment. These local effects influence subsequent actions by other agents, whose effects, in turn, influence the behavior of yet other agents, and so on. This way, local actions by different agents reinforce and build upon each other, leading to the spontaneous rise of globally co-ordinated, systematic activity. Ant and termite colonies, for instance, operate according to stigmergy: there’s no hierarchy of control, no elusive leadership, no broadcasting of secret orders. Yet, the resulting behavior is systematic – following a clear global agenda – as if it were centrally co-ordinated by some kind of secret cabal.
      There is vicious, insidious stigmergy in our society today. The agenda of this stigmergy is the maintenance of materialism. It manifests itself as a broad network of subtle local actions, biases and values, each serving powerful interests. These local dynamics build up into a system of global reinforcement; a virtual cabal, so to speak. The stigmergy has turned most of us into entranced drones, serving a mad state of affairs that is slowly but inexorably killing our humanity.
      […]

      Polubienie

      Odpowiedz
      1. teogderyk

        Wyjdę na złośliwca, ale wygląda na to, że Bernardo Kastrup, Ph.D., właśnie „odkrył” samoorganizację.

        Moja złośliwość zapewne wynika z faktu, że kompulsywnie poklikałem po dziełach filozofa i, prawdę mówiąc, szczęka mi lekko opadła. Jedna z książek, jest polecana, jak zobaczymy za chwilę, nie bez powodu, przez samego Deepaka Choprę (konkretnie ta). Obowiązkowy one liner opisuje ją w następujący sposób:

        A hard-nosed, logical, and skeptic non-materialist metaphysics according to which the body is in mind, not mind in the body.

        Dalej jest jeszcze ciekawiej:

        According to this framework, the brain is merely the image of a self-localization process of mind, analogously to how a whirlpool is the image of a self-localization process of water.

        Ewidentnie w moim wirze świadomości pojawiły się jakieś turbulencje i ja nie wiem, co ja uważam. 😉

        Polubienie

        Odpowiedz
        1. pracownia e-p Autor wpisu

          Dopiero dzisiaj znalazłem czas, żeby nastroić się na wibracje Kastrupa – na razie tu (z uwagi na dostosowanie domowej polityki do modnego trendu austerity czasy, kiedy to my gorączkowo poszukiwaliśmy książek, żeby „zrealizować” jakąś zacną część budżetu na „kulturę”, należą do naszej złotowiekowej przeszłości; teraz sytuacja się odwróciła – to książki łaszą się do nas, a my i tak głównie czytamy te z domeny commons; ale na komercyjną odsłonę Kastrupa może się skusimy w swoim czasie – ten whirlpool jest wciągający). W każdym razie – dzięki za wskazanie kolejnego tropu-miodu na neofickie serduszko anty-materialistyczne,

          Polubienie

      2. s.halaer Autor wpisu

        @teogderyk: linki, które wrzuciłeś, chyba nie działają (tzn. kierują do początku komentowanego wpisu), a chciałem rzucić okiem, bo temat mnie interesuje. Może coś dziwnego z tym markdownem?

        Polubienie

        Odpowiedz
      3. teogderyk

        Hmm, rzeczywiście coś musiałem „uświetnić”. I chyba nawet wiem już co. Spróbuję więc jeszcze raz, na wszelki wypadek podając linki również verbatim.

        Pierwszy link odsyłał do polskiej cioci Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Samoorganizacja. Choć, skoro Kolega nie brzydzi się lengłydżem, to może od razu przejść do, obszerniejszej, wersji angielskiej.

        Z kolei drugi link odsyłał do jednej z książek Kastrupa pt. Why Materialism Is Baloney: http://www.iff-books.com/books/why-materialism-baloney.

        Polubienie

        Odpowiedz
  3. Pingback: Czym napędzany jest neoliberalizm – take 2 |

  4. teogderyk

    W każdym razie – dzięki za wskazanie kolejnego tropu-miodu na neofickie serduszko anty-materialistyczne.

    Nie wiem czy Kolega czasem mnie nie troluje, ale tak na wszelki wypadek, niech Kolega nie idzie tą drogą, naprawdę. Na ile znam filozofię (a nie znam!), Bernardo Kastrup, PhD wydaje się być kiepskim filozofem.

    Po przesłuchaniu 30 min. linkowanego wywiadu (niech to będzie miarą mojej miłości do Pracowni Ekonopatologii ;D) mogę, po pijanemu, wskazać, tak na szybko, trzy objawy jego sloppy thinking:

    double standards: Brenardo, jak sam przyznaje, nie lubi matrixowej koncepcji brain in the vat bo, jego zdaniem, wymaga ona istnienie niezwykle skomplikowanego komputera. Jednak, jest wstanie wyjaśnić wszystko jako wzbudzeń wszechobecnej Świadomości, która, jak rozumiem, istnieje niezależnie od jej białkowych ośrodków kondensacji,
    straw man: teoria wielu światów nie wydaje się być, jak na razie, częścią mejnsztrimowej fizyki, także ten…,
    argument z fine tuning: poza Williamem Lanem Craigiem nikt chyba nie traktuje go poważnie.

    Ponadto wygląda na to, że tzw. hard problem of consciousness, na którym Kastrup zdaje się opierać całą swoją krytykę materializmu, wydaje się być kwestią mocno kontrowersyjną w środowisku filozoficznych zawodników wagi ciężkiej. (Wiem, zalatuje argumentem z autorytetu, ale, jak pisałem, nie znam się na filozofii więc opieram się na przemyśleniach mądrzejszych od siebie.)

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. pracownia e-p Autor wpisu

      Nie wiem czy Kolega czasem mnie nie troluje, ale tak na wszelki wypadek, niech Kolega nie idzie tą drogą, naprawdę.

      Hej – nie trolujemy z zasady na własnym blogu! 😛
      Dwie wieści, zła: niestety wsiąkliśmy (chyba na dłużej) w te klimaty, mimo że jeszcze parę lat temu właśnie Denett – jeden z prominentnych krytyków HPoC – był naszym ulubionym wyjaśnicielem świata.
      Dobra jest taka, że – jeśli chodzi o filozofowanie – prezentujemy poziom jeszcze bardziej amatorski niż w tematach ekono-chemitrailsowania, a w związku z tym anty-materialistyczna ewangelizacja będzie gościć na łamach P-E tylko sporadycznie.

      Polubienie

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s