Co na froncie MMT?

Niektórzy czytelnicy, szczególnie ci, którzy trafili do Pracowni za pośrednictwem poprzednich blogów, mogą zastanawiać się jakie są najnowsze wieści z frontu MMT czy może ‘dlaczego tak mało MMT  w pracownio-ekonopatologicznym piśmiennictwie’?

Otóż – jeśli chodzi o pytanie nr 1 – przyznać należy, że intensywność memetyki MMT ostatnimi czasy nieco przygasła. Z Wielkiej Czwórki niezmienną i niestrudzoną aktywność popularyzatorską utrzymuje jedynie B.Mitchell (i zawsze warto tam zajrzeć w poszukiwaniu treści najwyższej jakości). Jeśli chodzi o pozostałych – Mosler publikuje głównie garście statystyki (okazjonalnie udzielając się w takich sprawach jak np. obrona prawa wolnej przedsiębiorczości do relokacji produkcji za granicę*); Wray i Kelton przestali w ogóle blogować (odpowiednio w 2015 i 2013; ostatnia książka Wraya „Why Minsky Matters?” jest z 2015 r.; Kelton w 2016 r. działała jako ekono-doradca dla B.Sandersa). Generalnie obecna aktywność MMT-owa, przynajmniej w zakresie karmienia mas teorią, wydaje się prezentować dość skromnie.

Próbując poetyzować, można by określić fenomen MMT jako kometę czy meteor, który na chwilę rozświetlił mroczny krajobraz jesieni monetaryzmu. Na chwilę – ale tak czy owak każdy, kto tylko chciał, miał okazję zobaczyć. Zobaczyć np. jaki mechanizm siedzi wewnątrz kukły-automatona, który zaprojektowany został, aby sprawiać wrażenie, że umie liczyć pieniądze. Albo z zapartym tchem obserwować fascynującą walkę bezroboli z inflacją toczoną po to, żebyśmy my, jako szczęśliwcy, którym ktoś rozdał pracę, mogli bezpiecznie trzymać nasze nadwyżki finansowe ( jakie q00rva nadwyżki? – ta burżuazyjna stronka została właśnie zhakowana przez Sekretny Związek Proli-Roszczeniowców, haha!)  bez utraty ich wartości. Ale nawet, jeśli ktoś w tych momentach oświecenia nie miał, z jakiś przyczyn, okazji przyswoić sobie topografii oświetlonego obszaru (np. „zabrakło czasu”, podobnie jak Krugmanowi zbyt zajętemu takimi aktywnościami jak apologetyzowanie psychopatycznej dronicy sterowanej z łolstrit, wygłaszającej bon-moty z wypatroszonym Kadafim w tle popieranie sił „postępowych” w obliczu zagrożenia populizmami) – nawet w takim przypadku wszystkie te rewelacje są zapisane i ciągle dostępne za darmo na wyciągnięcie myszką. Tak że – kiedy przyjdzie co do czego – żaden polityk, a już na pewno żaden min-fin, który z racji zawodu powinien się takimi rzeczami interesować, nie będzie w żaden sposób usprawiedliwiony niewiedzą, jeśli, czynnie wspierając szalony (a przynajmniej szalony w obecnej fazie kapitalizmu) koncept zdrowych finansów, sprowadzi swój kraj do paso-zaciskaniowego dna.

Ten, całkiem spory zresztą, wolumen treści zgromadzonych podczas okresu, kiedy miała miejsce iluminacja, w zasadzie nie wymaga już dalszego uzupełniania – przynajmniej jeśli poruszamy się w granicach tego obszaru ekono-memetycznego, do którego odnosi się bezpośrednio MMT. Inną sprawą będzie to, jakie przełożenie znalazło to objawienie na faktyczne ekono-życie, na ekono-decyzje polityczne czy chociażby na ogólną ekono-świadomość. Z pozoru może się wydawać, że znikome. Takie stwierdzenie nie będzie zresztą prawdopodobnie odbiegać zbytnio od rzeczywistości, jeśli chodzi o bieg spraw w krainach typu Nadwiślańska Neoliberalna, gdzie zstąpienie ducha Wielkiego Lesefera spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem autochtonów; naszym zdaniem jakieś nadzieje względem różnych formacji, którym prole powierzyły sprawowanie rządów nad tą krainą, że ktoś z tych czy poprzednich wybrańców robił czy robi coś sobie z tego MMT-owego zamieszania, są przejawem nadmiernego optymizmu. Zresztą, wypatrywanie zwiastunów zmierzchu monetaryzmu na peryferyjnych ostępach neoliberalnego imperium sygnalizuje tak czy owak ułańską (bądź odpowiednio: spartańską) fantazję.

Natomiast, zapuszczając sondy na około-ekonomiczne portale Centrum, nawet te główno-nurtowe jak np. theguardian.com – zwłaszcza jeśli chodzi o samplowanie komentariatu, wyraźnie widać, że przelot MMT-owej komety nie przeszedł niezauważony wśród szerszej publiki. Czyli, w tych regionach, gdzie to jest czy gdzie to może być istotne, kosmiczny ferment został zasiany, a klepanie monetaryzmów spotyka się coraz częściej i gęściej ze zdecydowanym kolektywistycznym i kompetentnym odporem (stwierdzenie ‘kolektywistycznym’ jest o tyle uzasadnione, gdyż jak wiemy, za ekono-gadżeciarstwem takim jak MMT z oczywistych przyczyn nie stoi żadna finansowa siła, zdolna puścić w memo-bój rzesze intersieciowych najmitów, tak jak to ma miejsce bez wątpienia w przypadku rozpylania leseferystycznej toksycznej złej nowiny).

Ale – przechodząc do hipotetycznej kwestii nr 2, czyli ‚chcemy więcej MMT w Pracowni!’ – naszym zdaniem rozgryzanie ekono-zależności nie kończy się na ogarnięciu, skąd się biorą pieniądzo-gadżety; podobnie – modyfikacja stosunków pracy to nie to samo co dążenie do zakończenia płaco-najemno-niewolnictwa. a poszukiwanie sposobów na podtrzymanie dodatniej Δ pekabu w dobie wyczerpywania się pokładów dywidendy termodynamicznej nie koniecznie będzie tym najwłaściwszym światełkiem dla prolo-społeczności. Naszą „ucieczkę do przodu” (która w pewnych warunkach może być odczytana jako tchórzliwa rejterada czy nawet zdrada idei) sygnalizowaliśmy na starym blogu. Natomiast tym wszystkim, którzy uważają, że kolejna odsłona omni-adaptującego się kapitalizmu będzie w stanie rozwiać wszystkie te ww. troski (just in time?) jak najbardziej polecamy trzymanie się ścieżki rozświetlonej przez MMT, może przeplatając to od czasu do czadu, dla pewności, umiarkowanymi dawkami TED-o techno-ewangelizacji (a zaglądać do Pracowni zawsze można, choćby na zasadzie przyglądania się czy czerpania rozrywki z ekono-kuriozów).

___________

* patrz tu:  „And it’s perfectly legal for companies to move production, etc. to other countries. However, the President elect is seeking to have companies that are acting legally alter their business plans by using leverage/retribution such as threatening tariffs and altering govt. contracting terms and conditions. Unconstitutional abuse of executive power?”. I (jak zwykle?) Mosler ma tu rację; wbrew typowej dla niektórych “postępowców” gadce-szmatce o praco-rozdawaniu (czy powrocie miejsc pracy na łono ojczyzny) “ucieczka” z produkcją ma lokalnie perfekcyjny sens z punktu widzenia oszczędzania czasu czy zdrowia prolo-rodaków, przynajmniej dopóki gdzieś na świecie są inne prole, “chcące” wykonywać za “naszych” brudną robotę.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s