Zieloność korpo-trawy w krainie Wielkiego Lesefera

Od razu na początku powiedzmy coś nieprzyjemnego: rozmowa o 20h pracy najemnej na tydzień odbywa się w kontekście aktualnego poziomu wspomagania dywidendą środowiskową, co w obecnych warunkach odbywa się poprzez spalanie węglowodorów w tempie dziesiątki milionów razy żwawszym, aniżeli węglowodorom tym zajęło – w darmowych procesach – formowanie się do obecnych, dość wygodnych z punktu widzenia napędzania procesów pompowania PKB, postaci. Nie należy wykluczać, że w ciągu 100, 50 – czy jak niektórzy twierdzą, może nawet 10-ciu lat –  te dywagacje będziemy mogli umieścić w koszu razem ze wszystkimi innymi, nawet tymi najbardziej eko-zielonymi mempleksami, które termodynamika brutalnie zredukuje do postaci nieistotnych utopii, nie mających żadnego odniesienia do realiów wielkiego wymierania, od którego tym razem nawet cwaniako-sapiensom może nie udać się wywinąć.

Ale póki co – szczególnie na tle TEDo-krzemo ewangelizatorów –  możemy czuć się jako emitenci pikseli komparatywnie nadal twardo-stąpający w otoczeniu termodynamicznym powszechnie przyjmowanym jako sprzyjające, lub przynajmniej jako jedynie nieco-hamujące tzw. rozwój. Symbiotyczna forma, na którą składają się planiści prywatni, Wielki Kalkulator Rynkowy oraz neoliberalne państwo nadal – w ramach tego paradygmatu rozwoju – rzuca praktycznie jakby się wydawało nieograniczone zasoby materiałowe na potrzeby budowy autostrad, aeroportów czy innych neolibo-bizantyjskich monumentów tak, jak gdyby nie było jutra albo też w geście pokazania absolutnego faka tym wszystkim, którzy uważają prawa termodynamiki za nadrzędne wobec skryptów Wielkiego Lesefera. Ale w tym odcinku – w poszukiwaniu mentalnego klucza do zagadki termodynamiko-pogardy – zejdziemy na najniższy, trudno dostrzegalny z naszej zwyczajowej perspektywy makro poziom działania mikro algorytmów leseferystycznych, na którym rozpoczyna się – czy jak można powiedzieć  w tym szczególnym kontekście, o którym za chwilę – kiełkuje, cała ta dynamika, gdzie wszelkie zasoby – w tym prolo-zasoby – rzucane są na ołtarz Wielkiego Lesefera w rytuałach, których nieracjonalność jest wiele rzędów wielkości większa, aniżeli to, co wyprawiali mieszkańcy Rapa Nui. Może gdyby wielkanocniacy wprowadzili odpowiednio wcześnie górny limit pracy w wymiarze np. 3h/dz., nie mieliby czasu na uprawianie kultu człowieka-ptaka i na wycinanie drzewo- czy palmo-stanu, którego człowieko-ptakowy algorytm najwyraźniej się domagał? Dzisiaj działaniami proli wydaje się kierować kulto-algorytm praco-dającego korpo-lewiatana, a skutkiem tego jest totalny trans, w którym wszyscy uważają za absolutną konieczność niedyskryminacyjne wrzucanie wszystkich dostępnych zasobów, jak leci, do kotła, w którym Wielki Lesefer warzy nam ΔPKB.

Ale zejdźmy do obiecywanych grass-roots tej fatalnej dynamiki; trawo-korzeni – ponieważ inspiracją dla tej notki był dość zgrabny felietono-reportażo-pamiętnik (celem lepszego złapania kontekstu zalecamy przeczytać), gdzie Autorka – przyciśnięta butem Wielkiego Lesefera epizodyczna pracowniczka (czy może dokładniej: prekariacica) naukowa – postanowiła dorobić sobie właśnie w ogrodnictwie, a następnie opisać tę swoją przygodo-konfrontację z prolo-glebującymi realiami rynku fizo-pracy.

Tego, że praca fizyczna nie jest bułką z leseferystycznym masłem, nasza pracownia oczywiście była świadoma przed zapoznaniem się z powyższym felietonem. Pracownia – owszem – nawet sama w młodości miała do czynienia z realiami fizo-zap13rdalania, w tym także w branży najemnych prac ogrodniczych, która co poniektórym korpo-wyrobnikom, uskarżającym się na sucho-opresyjność klimo-powietrza, jawi się być może jako jakiś coolowo-sielankowy powrót do natury. Z tym, że nasze doświadczenia miały miejsce przed erą wszędobylskości kamer cctv i zanim jeszcze nadwiślańska szkoła menedżmentu zainstalowała korpo-poganiaczom taylorowskie oka; stąd doświadczenia te są raczej nieporównywalne. Felieton po prostu, odświeżając obraz, uruchomił w pracowni pewien ciąg memetyczny, zrzucony do nin. notatki.

Tak czy owak – wniosek, który dość nachalnie narzuca się nam z lektury, jest taki, że nawet te przepisowe 8h/dz (których Autorka, celem ratowania jakiejś granicy rozsądku/możliwości, starała się trzymać) pracy fizycznej, reprezentuje  algorytm zdecydowanie ponad rozsądną miarę (a już na pewno ponad rozsądną miarę w obecnych warunkach pompowania PKB wnuko-rabującą dywidendą termodynamiczną). Po prostu w takim reżimie cały pozostały po dziennym epizodzie wyzyskobrania czas prol przeznacza na regenerację/pozbieranie się do kupy przed następną turą kierato-obracania; inaczej mówiąc 8 godzin fizo-prolowania dokonuje destrukcji praktycznie całego dobowego prolo-czasu. (Można podejrzewać zresztą, że ten w-zombie-zamieniający czaso-dryl jest z nami niezmiennie od 70-80+ lat bynajmniej nie przez przypadek.)

Zauważmy dwie rzeczy: po pierwsze, sam reżim określonego kierato-kręcenia pojawił się dopiero wraz z nadejściem holocenu i konceptów podziału czy specjalizacji pracy; tzn. w praktyce podziału takiego, gdzie część populacji zmuszona jest robić realną robotę, druga część – nazwijmy ich ‘organizatorami’ – na bazie jakiejś memo-magii zajmuje się dyrygowaniem, finansowaniem czy poganianiem tych pierwszych, a jeszcze inny zbiór poświęca czaso-multum ciężkiej pracy czy organizacji aktywnościom, których efekty nie przynoszą żadnej wartości dodanej, albo są wręcz całkowicie kontr-produktywne z zasobowego punktu widzenia; 1.000 lat temu to pogrupowanie przebiegało mniej więcej w granicach wyznaczanych przez zbiory nazywane odpowiednio plebsem, feudałami (razem z ich minionkami) oraz Kościołem, czyli ustrukturyzowaną sferą kapłańską; w kapitalizmie możemy mówić tu odpowiednio o prolach sfery produktywnej, kapitalistach sfery produktywnej oraz pozostałej sferze, tym razem nie tyle już superstitious co bardziej superfluous, czyli obszarowi pracy, generującej parę w gwizdek ku chwale Wielkiego Lesefera, lub inaczej – roboty, z której mąki nie będzie (oczywiście ta grupa również będzie podlegać dalszemu podziałowi na poganiaczy/finansowaczy zadań typu superfluous i poganianych wykonywaczy zbędnych robót-rytuałów). Jeżeli chcemy – do czego uciekają się często randr0ido-socjal-darwiniści – mówić o jakiś naturalnych paradygmatach pracy – należałoby się cofnąć do środowiska zbieraczy-łowców, gdzie ‘dniówka’ wynosiła 3-7 h/dziennie przy bardzo niskim poziomie (często zerowym) zasysania dywidendy środowiskowej (czyli bez prawdziwo-wnuko-obciążania) i w warunkach zerowego tayloryzmu – tzn. przy braku wkurw1ającej ciągłej obecności jakiegoś oddelegowanego tayloro-optymalizatora (czyli w ramach tych 3-7 godzin dopuszczalne było pogaduchowanie czy inne formy socjo-iskania się – raczej nie ma co do tego wątpliwości). Czyli – pierwsza sprawa – 8h fizo-prolowania w warunkach czerpania dywidendy termodynamicznej to aberracja, gwałt na naturze ludzkiej, a kontynuacja tej patologii jest możliwa dzięki czy wręcz dzieje się za sprawą Wielkiego Lesefera i jego świty.

Druga – i chyba bardziej istotna rzecz: zauważmy, jaki w ogóle jest cel poświęcenia tej opisywanej w ww. notce ofiary codziennego – w tym przypadku prawie maksymalnie fizycznie osiągalnego dla tej danej prolo-jednostki – wysiłku. Otóż chodzi głównie o utrzymanie efektu wow-estetycznego jakiś korpo-rabatek, które mają zapewne budować jakąś perwersyjną wizję wizerunkową (korpo zapewniają estetykę naszych miast – WTF!). Czyli cała, z pozoru zielono-przyjazna robota jest w rzeczywistości w 100% parą w gwizdek z racjonalnego, zasobowego punktu widzenia. W tym ogrodnictwie nie ma nawet promila jakiejś myśli o sensownym zazielenieniu miast, nie mówiąc już o jakiś formach urban horticulture czy innych upraw zielsko-gadżetów, które chociażby w niewielkim stopniu przyczyniłyby się do zwiększenia współczynnika sustainability; „wynik termodynamiczny” – używając skrótu myślowego – jest w przypadku korpo-trawnika w sposób oczywisty ujemny (btw. sustainability w j.polskim nomem omen nawet nie ma żadnego zgrabnego odpowiednika, co być może odzwierciedla jakąś tradycyjnie wrodzoną nadwiślańską zasobo-pogardliwość); czyli inaczej cały ten wylany pot i wysmarkane w świeżo-powietrzowej p1źdz1arni gluty Zawadzkiej posłużyły wyłącznie zaspokojeniu algorytmu zainstalowanego przez Wielkiego Lesefera; z punktu widzenia energo- czy prolo-zasobowego efekty tego stosunku zatrudnienia są odpowiednikiem przyozdabiania obelisku człowieka-ptaka gałązkami drzewka ściętego przy pomocy niewolniczej siły roboczej.

Czyli mamy tak: żeby w ogóle, w warunkach obecnego (schyłkowego być może, ale przyjmowanego nadal przez 99% ekono-protokułu za stałą i solidną bazę na przyszłość) zasysania dywidendy węglowodorowej, można było mówić o jakimś, posiadającym rozsądny stopień intensywności zaangażowaniu prolo-Zawadzkiej do napędzania PKB (rozsądny, czyli taki, gdzie Zawadzka po-robocie byłaby w stanie funkcjonować przynajmniej trochę żwawiej niż zombie) – dzień pracy fizola powinien ewidentnie wynosić 4, max. 6 h/dz. Ale to jeszcze nie koniec tej tragedii implikowanej przez algorytmy zasobo-pogardy czy nad-ekspoloatacji, służącej wzbudzaniu pieniądzo-cząstek. Otóż z punktu widzenia zasobowego byłoby znacznie lepiej, żeby ani Zawadzka ani w ogóle nikt inny nie zaangażował się w tę korpo-rabatko estetyzującą pracę; jeśli chcielibyśmy szczerze uczynić nasze miasta bardziej eko-przyjacielskimi, lepiej byłoby już wypłacić Zawadzkiej ekwiwalent za powstrzymanie się od przystąpienia do takiej ujemnej termodynamicznie ekono-aktywności. (A sama gleba przed siedzibami co poniektórych korpo powinna odzwierciedlać czy symbolizować ich rzeczywistą eko-twarz, czyli powinna być całkiem nagim i jałowym klepiskiem tak, aby w czasie słoty zamieniać się w bagno, połykające szpilki korpo-dronic, a latem dmuchać niemiłosiernie kurzem na czarne garniaki targeciarzy.)

Oczywiście, tak jak wspomnieliśmy, być może za 20 czy 30 lat taka alternatywa – poszanowania prolo-czasu i prolo-zdrowia – stanie się pojęciem abstrakcyjnym, bo i tak wszyscy będą zmuszeni przejść na zbieractwo-łowiectwo (można tylko zgadywać, co może stać się obiektem łowów) lub na zbójowanie i wobec nieporównywalnie gorszego (względem złotego wieku namierzania darmowej paszy w prehistorycznych ostępach) współczynnika ‘liczba zbieraczy/areał’ pewno często-gęsto nawet i 24-godzinna aktywność na dobę nie będzie w stanie zapewnić subsistence. Ale to już inna ekono-patologiczna opowieść.

Za „komuny” malowanie trawy na zielono odbywało się za impulsem sterującym, który spływał  – epizodycznie – w postaci nakazu Centrali. W praktycznym leseferyzmie równie bezproduktywna aktywność odbywa się non-stop – na pierwszy rzut oka – jak gdyby ‘samoczynnie’. Co jest interesujące – o ile w tym pierwszym przypadku te zasobo-marnujące działania używane są ochoczo dla zobrazowania czy wydrwienia minionych ekono-patologii, ta sama kategoria ekspresji prolo- i zasobo-pogardy, tyle tylko, że odgrywająca się na ekono-tle narysowanym kredkami Wielkiego Lesefera – uznawana jest za całkiem racjonalny sposób nałapania cząstek pieniężnych przez „zielonego” kapitalistę. Za to takie pomysły jak zaangażowanie przez gubmint (chętnych) bezrobotnych do działań typu eko-konserwacja przestrzeni kolektywistycznych (commons) jak lasy, rezerwaty etc. traktowane są w kategorii abstrakcyjnego komunistycznego żartu.

Reklamy

2 thoughts on “Zieloność korpo-trawy w krainie Wielkiego Lesefera

  1. Kosai

    Mój komentarz jest bez związku z tematem, ale miło mi jest poinformować, że trochę przyczyniłem się do reklamy Twojego bloga i Twoich idei pisząc artykuł o kwestii emerytalnej w UE, który ukazał się w najnowszym numerze „Bez Dogmatu” dostępnym w Empikach. W przypisie zawarłem odpowiednie linki. Mam nadzieję, że dzięki temu blog zyska chociaż jednego lub kilku nowych czytelników 😉

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s