Praktyczny wymiar uśmiercenia memo-cząsteczkowości pieniądza

Z poprzednich wpisów wiemy, że w zasadzie cały praktyczno-leseferystyczny mempleks wisi na cienkiej nitce legendy cząsteczkowo-pieniężnej.  Ale zakładając, że ta nić w końcu puszcza pod ciężarem faktów – czy mogłoby to otworzyć jakieś ścieżki poprawy losu czy to proli czy Planety, lub chociaż wpuścić jakiekolwiek racjonalistyczne czynniki do leseferystycznych algorytmów, które obecnie sterują  gospodarowaniem zasobami?

Ze starego bloga mmtpl znamy przynajmniej jeden przykład działania, którego pozytywny wektor staje się oczywisty po zeskrobaniu z ekono-oczów monetarystycznej katarakty pieniądza cząsteczkowego, czyli program gwarancji zatrudnienia JG. Dla porównania – obecnie – w warunkach masowej hipnozy zasobową teorią pieniądza – tego typu pomysły (jeżeli w ogóle ktoś by je odważył się zgłosić na forum publicznym w krajach, gdzie socjal-darwinizm został wyhodowany do postaci drugiej narodowej religii) niewątpliwie będą budzić panikę elektoratu, który będzie przekonany, że JotGieowcy za swoje bezsensowne – tzn. nie-generujące zysku (czy wręcz pochłaniające pieniądzo-cząstki) – pseudo-prace, otrzymają wynagrodzenie z podatków wyrwanych z gardła ciężkopracowaczom, lub, co gorsza – kreatorom bogactwa czy rozdawaczom prawdziwych miejsc pracy (takich jak np. wręczanie ulotek, tele-molestowanie czy ofiarne i nie znające lęku na drodze używanie czterokołowych rydwanów naszej floty w niekończącej się kampanii o to, żeby właśnie ten nasz najlepszy produkt nie umknął uwadze –  oczywiście całkowicie racjonalnych, ale może nieco czasami roztargnionych czy niedoinformowanych – agento-konsumentów) we własnej osobie.

Podążając dalej logiką, powiedzmy MMT,  – uwolnienie się z miazmatów cząsteczkowości otwiera szereg innych opcji kompensacji zjawiska upychania monetarnych IOU przez nasyconych po dekiel tłusto-misiowych zwycięzców (bogactwo-kreatorów) czy zapobiegliwych drobno-burżuazyjnych dusigroszy (standardowe prole, przypomnijmy, nie mają – zresztą bez wątpienia dokładnie tak, jak zakładają nauki Wielkiego Lesefera – praktycznie żadnych oszczędności; np. w samym centrum – kraju-czempionie praktycznego leseferyzmu  – który ponoć dodatkowo eksploatuje cały Glob za pomocą swojej uprzywilejowanej waluty fiat62% populacji jest bezradne wobec nagłego losowego wydatku w kwocie 500$).  Tzn. – w tej wersji -można bez problemu użyć generatora fal pieniężnych po to, aby albo wykupić jakiś niesprzedany szit wyprodukowany przez kapitalistów, albo – w wersji optymistycznej – zastymulować ich do inwestowania w moce wytwórcze, a przez to wskrzesić, choćby na chwilę, dawno-zdechnięte kapitalistyczne perpetuum mobile i tym samym tchnąć ducha w nasze stare złotowiekowe opowieści. Brzmi słabo? To idźmy dalej.

Pewna grupa złotowiekowców w dobrej (a dokładnie: dobrej dla jednych, gorszej dla innych) nowinie o falowości pieniądza upatruje szansy dla zielonego newdealu, co miałoby polegać na skierowaniu wygenerowanych ad hoc a la fiat fal pieniężnych jako darmowego napędu na potrzeby wdrażania planeto-ratujących technologii. Najczęściej są to jednak, przemijające z czasem, wizje, pojawiające się w początkowej fazie euforii po wyrwaniu mózgu z monetarystycznej matni. Wrzucenie do obiegu pewnych dawek fiat może (bezpośrednio czy pośrednio – za pomocą sygnałów popytowych) uruchomić bezczynny młyn czy piekarnię (albo ciastkarnię), ale nie sprawi, że zboże samo z siebie zacznie nagle szybciej rosnąć czy obficiej obradzać (owszem – można zatrudnić chwasto-wyrywaczy czy szkodniko-zbieraczy, ale jeśli gleba jest jałowa – tzn. mamy wąskie gardła nieodnawialnego zasobu – Planeta będzie obojętna na zastrzyki fiat).

Jednak przynajmniej tam, gdzie do dej pory bierność była wymuszona wyłącznie brako-pieniężnością – tam rzeczywiście można po zdjęciu zasłony oczekiwać nieco światła. Bez samo-wiązania sobie rąk pieniądzo-cząstkowością spektrum działań opóźniających katastrofę termodynamiczną będzie niewątpliwie nieco szersze. Np. jeżeli łańcuch dostaw paneli PV pracuje na 80% zdolności, możliwe jest przynajmniej 20% zwiększenie tempa instalacji (przez jakąś formę skupu interwencyjnego) albo jeśli jakiś system miejskiego transportu zbiorowego jeździ z wypełnieniem 60% – można to obłożenie zwiększyć (np. zmniejszając ceny biletów, czy w ogóle z nich rezygnując). (Fakt: impulsy popytowe z takich akcji tak czy owak będą się rozlewać na inne gałęzie, w tym nieuchronnie na takie, które będą niwelować założone korzyści energetyczne; ale to jest niestety nieuniknione, jeśli chcemy trzymać się algorytmu punktowego M(t2) > M(t1), np. z obawy, żeby nie wpaść w łapska planistów zasobowych, którzy tylko czekają, żeby nas wysłać wprost na drogę do zniewolenia.)

Jeśli przewaga falowości nad cząsteczkowścią nadal brzmi nieprzekonująco – co powiecie na wymazanie długów? Tych realnych – nie tych wnuko-zjadających fantomów długo-publicznych – czyli takich, które obciążają agentów działających tu i teraz? Dług prywatny zaciska pętlę na prawdziwo-kapitalistycznej wymianie truck, barter and exchange? Co wobec takiego dylematu będzie cenić wyżej ortodoksja leseferystyczna – śfiętość długów (szanuj ty własność prywatną!) czy odblokowanie rybo-banano-wymiany? To dopiero szarada! W wizji cząsteczkowej wybór jest jeden możliwy – ponieważ pieniądz jest zasobo-cząstką nie ma powodu, aby preferować rybo- czy banano-cząsteczki ponad pieniądzo-cząsteczki. Dla leseferysty-monetarysty sprawa jest prosta: standardowi ludzie muszą nauczyć się żyć, zjadając mniej – znacznie mniej – bananów czy ryb – i pracować więcej tak, aby zaspokoić najpierw potrzeby wierzycieli, tzn. odblokować uwięzione przez rozpustników-miłośników wylegiwania się na socjalu cząstki pieniężne (Wielki Lesefer branduje takie puszczanie krwi jako wnuko-ratujące austerity) – ponieważ procesy wytwarzania zarówno ryb jak i bananów na wejściu muszą otrzymać cząsteczki pieniężne od tychże właśnie kreatorów bogactwa (ryba pozbawiona cząstek pieniężnych nie jest w stanie przekształcić się w towar i stąd prawdopodobnie – zgodnie z zaleceniami doktora Lesefera – nie będzie nadawać się do konsumpcji).

Faliści (swoją drogą przez analogię nasuwa się tu alternatywna nazwa dla wyznawców cząstkowości: falliści pieniężni) pieniężni mają receptę nawet na tę absurdalną leseferystyczną błędno-kołowość (zgodnie z którą praktycznie należałoby od razu we wszystkich krajach wprowadzić najniższy wspólny mianownik, przez który można podzielić bogactwo kreatorów bogactwa – czyli natychmiast bez zbędnych ceregieli przyjąć bangladeszowskie płace i somalijski kodeks pracy jako globalny wzorzec, zamiast bolesnego i długotrwałego skrawania do kości przy pomocy – kosztownego – zaangażowania mizesologicznych myślo-czołgów); faliści-realiści wolnorynkowi wskazują bowiem, że – w stanie uwolnienia od cząstko-pieniężności – w każdej chwili można zluzować kamień młyński długu prywatnego bez nominalnej szkody dla aktywów banków/wierzycieli – zasilając niedyskryminacyjnie konta wszystkich homo-sapiensów zpowietrzowym zastrzykiem fiat, czyli wskrzeszając biblijne debt jubilee [DJ] w nowoczesnej odsłonie (np. S.Keen).

Ale zaraz, zaraz… bez szkody dla aktywów banków/wierzycieli? Kogo czy też co i po co chcemy chronić? Przecież nie pieniądzo-cząstek, bo proponenci darowania długów (czy raczej częściowego zrównoważenia pozycji ‚pasywa’ przez dostarczenie nowych aktywów wygenerowanych zpowietrzowo) nie są przecież zahipnotyzowani tą monetarystyczną sztuczką; ani też banków czy wierzycieli samych w sobie z czystej sympatii czy altruizmu. Chodzi raczej o ochronę systemu – tj. zachowanie stabilności całej siatki kooperacji, algorytmów biznesowych, systemów płatności, czyli pewnych zasad czy struktur, na których opiera się cała obecna organizacja zagospodarowania zasobów (odbywająca się przy pomocy algorytmu punktowego). Ale w takim razie chyba musimy przyjąć wiarę, że po epizodycznym wyczyszczeniu ksiąg algorytm M(t2) > M(t1) zacznie nagle sam z siebie (czy przez dokręcenie kilku gałek) promować racjonalną gospodarkę zasobami? Jeżeli nie – to jakie praktyczne sposoby – przy zachowaniu tego algorytmu – mamy w zanadrzu, żeby wymusić zasobowo-racjonalne przyznawanie punktów w przyszłości? Jeśli widzimy, że to wierzyciele – przyznawacze punktów – konsekwentnie banują racjonalny obraz gospodarki i odfiltrowują ze swoich hologramów i ze swojego sprywatyzowanego planowania kwestie dostępności i dystrybucji zasobów, mogące rzucać anty-pekabeowskie cienie, czy przytłumiać róż w wizualizacjach trickle-down  – dlaczego nadal czujemy się zmuszeni czy zobowiązani, aby w DJ wbudować mechanizmy wierzycielo-aktywo-systemo-chroniące? Dlaczego – mimo zerwania zasłony cząsteczkowości – nadal jesteśmy zdeterminowani podtrzymywać wiarę w system punktowy, który z definicji agreguje niedyskryminacyjnie aktywności produktywne (nie mówiąc o zasobo-oszczędzających) razem do kupy z aktywnościami biegu jałowego i wprost kontr-produktywnymi do generujących hologramy rozwoju abstrakcji pekabeowskich?

Tak czy owak – falowa interpretacja niewątpliwie otwiera znacznie większy zakres możliwości przewartościowania priorytetów. Np. zwróćmy uwagę, jak cząsteczkowcy pieniężni z wiodących ośrodków masowego emitowania leseferystycznego kool-aid jarają się danymi, ile to Polacy nie zgromadzili takich cząteczek jako oszczędności: bodajże 2 bln pln; hohoho, ale przedsiębiorczy i zapobiegliwi ci Polacy. Albo raczej częściej: dlaczego tak mało? Inni zbierają więcej (mają lepsze siatki do wyłapywania pieniądzo-cząstek?); czyli – Polacy nie umieją oszczędzać, buu! Wolnorynkowiec-prymitywista stwierdzi: głupi ten motłoch – zamiast odkładać bierze kredyty! Cwaniaczek-neoliberał się rozmarzy: jakby te 2 bln (ale lepiej 4!) cząsteczek w coś zainwestować, może na giełdzie albo we funduszach, fajowo-rozwojowo by było co-nie? Neoliberał ogarniający z kolei wie (choć nigdy nie powie), że w tym wszystkim chodzi finalnie o napompowanie kredytów – długu prywatnego, ale może mu umknąć detal, że zdolność kredytowa jest funkcją dochodów, ale (na szczęście!) może też być – przynajmniej w krótkiej perspektywie – funkcją rozmontowania gubminto-regulacji; wybór: wyższe płace vs. mniej gubmintu* jest chyba oczywisty dla każdego leseferysty (ideałem byłoby rzecz jasna niższe płace+mniej gubmintu). Falowiec będzie odporny na te hologramy bogactwa (czy ubóstwa) bo wie, że te 2 bln to nic więcej jak tylko odbicie (powiedzmy w zaokrągleniu) 1 bln zaciągniętych kredytów, 0,8 bln skumulowanych (ujemnych) wyników fiskalnych i 0,2 skądś tam jeszcze (np. pln-ów wygenerowanych w procesie wymiany innych walut z przepływów transgranicznych). Narzekanie na zbyt mały zapis odłożonych IOU = narzekanie na zbyt małe zadłużenie prywatne lub/i na zbyt mały skumulowany ujemny wynik fiskalny. Wielki Lesefer nic nie jest w stanie dorzucić do tej puli, choćby zaganiał proli do roboty jeszcze sprawniej niż teraz (no, jeśli poddusić proli jeszcze troszkę, jakieś dodatkowe cząstki dla kreatorów bogactwa być może udałoby się Mu wycisnąć na eksporcie).

Te 2 bln to punkty, które pokazują aktualny stan gry. W zależności od przyjętej perspektywy grę – w naszym przypadku grę wszyscy przeciw wszystkim – jedni mogą ocenić jako mającą sens, przynoszącą korzyści tam gdzie trzeba, zmierzającą dokądś we właściwym kierunku i w której wynik punktowy oddaje wystarczająco dobrze zaangażowanie i zdolności graczy. Niemniej jednak inni mogą zwrócić uwagę, że gra, w której punkty zbierają zawsze ci sami gracze, w tym głównie ci, którzy potrafią najlepiej zglebować innych, a poza tym ci najlepsi gracze mogą modyfikować zasady zgodnie ze swoimi potrzebami, a jeszcze dodatkowo sędzia podaje im na życzenie anaboliki, podczas gdy pozostałym każe grać ze związanymi z tyłu rękami  (albo raczej we friedmanowskich workach na głowie), że taka gra przestaje być w pewnym momencie ciekawa.

Załóżmy, że kiedy np. w pewnym momencie dziwność tych zasad rozgrywki i punktacji stanie się rażąco oczywista dla większości – jakie opcje przywrócenia sensu grze będą dostępne wg. cząsteczkowców, a jakie wg. falowców? Cząsteczkowcy będą wychodzić z założenia, że punkty tak naprawdę wyświetlają się na tablicy jedynie dlatego, że jakiś gracz np. strzelił bramkę (czy raczej obalił spektakularnie gracza w worku na glebę), nie zaś dlatego, że operator tablicy wcisnął jakiś guzik; stąd też punktów nie można odebrać, ani zmieniać zasad – tak jak nie można przemieszczać się w czasie do przeszłości. (Jest to jakaś odmiana wyższego poziomu hipnozy, którą można określić jako utożsamianie mapy z rzeczywistym terenem; jeżeli dostaniemy granta, być może przeprowadzimy badanie, ustalające korelacje między wiarą w cząsteczkowość pieniężną a wypadkami, mającymi źródło w powierzeniu się nav-GPS-owi w takim stopniu, gdzie mapa zawsze bije projekcję topografii transmitowaną przez przednią szybę). Falowcy nie będą obawiać się dokonać korekty czy to zasad gry czy nawet obecnego wyniku tak, żeby wartości te zaczęły odzwierciedlać jakiegoś sensownego ducha całej gry; jeżeli trzeba, cała dotychczasowa punktacja może zostać zresetowana i nic się wielkiego nie stanie; część graczy, którzy nabili uprzednio punkty strzeli może focha i pójdzie grać gdzie indziej; ale stadion, ławki, trawa, piłki, etc – wszystko to pozostanie na miejscu, nie zniknie razem z punktami, a zabawę można kontynuować.

Przekładając to metaforyzowanie z powrotem do naszej makro-ekonomicznej piaskownicy: falowcy (tu: realiści wolnorynkowi) – wiedzą, że pieniężne IOU są zapisem (nie zasobem), odzwierciedlającym osiągnięcia graczy z punktu widzenia pewnego algorytmu, w którym rolę punktów pełnią właśnie zapisy tych pieniężnych IOU. Jednakże – choćby ze względu na przywiązanie do wolnorynkowości  – od grupy tej nie należy spodziewać się propozycji, które przekraczałyby jakiś rubikon, za którym leży terra incognita, gdzie zamieszkują algorytmy nie-wolnorynkowe. Stąd też wbudowana w ich projekty (powiedzmy: projekty wyrównania boiska i korekty niektórych pomniejszych zasad gry) ochrona aktywów.

Trzeba jednak przyznać, że przywiązanie wolnorynkowców-realistów do systemu punktacji IOU ma dość silne umocowanie logiczne jak i historyczne (czy nawet pre-historyczne; co więcej: blisko spokrewniony algorytm tit-for-tat wydaje się funkcjonować także w świecie fauny). M.in. dlatego nasza pracownia zaleca zachowanie dużej rezerwy w stosunku do wszelakich programów opartych na koncepcie punktów (pieniądza) nie-dłużnych (czego przykładem jest pozytywizm monetarny). Inna sprawa, że w szczególnym środowisku, jakie generuje kapitalizm, tit-4-tat to margines; gra nie polega już na wymianie przysług (nawet biorąc poprawkę i przyjmując za normę zwyczaj mocno odłożonego czasu „spłaty”), ale na zgromadzaniu na kupę (hoarding) jak największych wolumenów IOU (częściowo może dla samej satysfakcji z tego wynikającej, ale także dla uzyskania możliwości manipulacji czy to głównym algorytmem danego modelu, czy też niekompatybilnym z punktu widzenia punkto-zgromadzaczy-zwycięzców mechanizmem 1 obywatel = 1 głos).

Jednocześnie  ta, jak się wydaje obiektywnie naturalna, zasada Wn/Ma, prezentuje także pewien problem dla ewentualnego rozwijania konceptów odejścia od zarządzania punktowego na rzecz planowania zasobowego; tzn. jeśli traktować współczesny system monetarny jako uporządkowaną czy zinstytucjonalizowaną formę dość odwiecznych i spontanicznych interakcji tit-4-tat, każdy system, zakładający eliminację punktowania opartego na IOU, może okazać się niemożliwą do wprowadzenia (przynajmniej w czystej formie) utopią, ponieważ już z założenia wykluczać będzie ze swojej arbitralnej analizy/planowania procesy, które w praktyce powstają i powstawały samoistnie, niezależnie od tego, jaki był przyjęty oficjalnie algorytm zarządzania (czy samo-zarządzania) zasobami (wspólnoty łowców-zbieraczy, feudalizm, kapitalizm, systemy para-nakazowo-rozdzielcze) – jakaś generacja IOU – czy to zgodnie z czy wbrew algorytmowi nadrzędnemu (tj. umocowanego w prawie) – zawsze miała i pewno będzie mieć miejsce. Być może kluczem do systemu skutecznego zarządzania zasobowego byłaby jakaś zmyślna manipulacja spontanicznym interakcjami tit-4-tat/IOU tak, ażeby zaprząc (czy sprząc/scalić) te tendencje w jakiś zasobowo-racjonalny (i życiowy) model, który mógłby być bardziej elastyczny i bardziej strawny, niż inne, brutalniejsze alternatywy nieuniknionego (naszym zdaniem) zeskalowania aktywności czy aspiracji gospodarczych do stanu kompatybilności z termodynamiką, jak racjonowanie (w wersji bardziej optymistycznej) czy turbo-socjal-darwinistyczne wielkie wymieranie pod egidą uzbrojonego w drony militarystycznego neolibu.

Z powyższego toku może się wylęgnąć pytanie: czy istnieje jakaś korelacja pomiędzy, z jednej strony, spektrum pieniądzo-cząsteczkowość/falowość, a z drugiej – osią planeto-ratowania vs. eko- (czy dokładniej termodynamiko-) denializmu? Czy – jakkolwiek to absurdalnie nie zabrzmi – np. akcja praktyczno-leseferystycznego limitowania prolo-siły nabywczej może mieć ukryte drugie dno, gdzie prawdziwym celem paso-zaciskowaności jest ratowanie Planety, lub przynajmniej opóźnienie (na-wnuko-spychanie) nieuniknionej tak czy owak konfrontacji? Będziemy się nad tym zastanawiać.

_______

*) jesteśmy takimi fanami słówka gubmint, że odtąd chyba zaadoptujemy je na stałe jako oficjalny termin naszej pracowni, określający rzund.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s