Sterowanie gospodarką: algorytmy punktowe vs. zasobowe

Zanim przejdziemy do meritum – parę słów wyjaśnienia (dla tych co nie podążali przeszłym tokiem bloga) o co chodzi z tymi algorytmami. Otóż w obecnym modelu – w kapitalizmie/praktycznym leseferyzmie – zdecydowana większość procesów gospodarczych jest sterowana motywacją punktową, tj. agent podejmuje aktywność gospodarczą wyłącznie wtedy, kiedy oczekuje, że na „wyjściu” uzyska więcej punktów niż włożył na „wejściu”. Punktami są pieniężne IOU (czyli – w uproszczeniu pieniądze). Zauważmy, że w tym algorytmie nikogo zbytnio nie obchodzi, co się dzieje z, czy jakie są „ruchy” (dystrybucja) zasobów realnych, czyli np. surowców. Sam system nie jest jednak bynajmniej pozostawiony całkowicie samemu sobie: główne kierunki procesów wyznaczają centralni planiści prywatni (czyli sektor finansowy), którzy przydzielają (czasowo) punkty do realizacji jednych planów, a do realizacji innych nie. Odmienną metodą organizacji gospodarki będzie taka, gdzie jakiś algorytm będzie starał się kierować przepływem czy dystrybucją materiałów, towarów czy usług bezpośrednio. Próbą (słabą) wdrożenia tego drugiego typu algorytmu była nasza „komuna”, ale algorytmy zasobowe występowały w historii często i bez wątpienia pojawiły się znacznie wcześniej niż algorytmy punktowe, które w dominującej formie stosuje praktycznie jeden tylko system: kapitalizm (a ten w swojej właściwej postaci ukształtował się dopiero w XIX w.).

W poście, w którym zaprezentowaliśmy para-ekonomiczną zgadywankę „Dlaczego upadła komuna?”  w jednym z punktów pojawiła się pod-hipoteza, że w zderzeniu z rosnącym stopniem skomplikowania współzależności gospodarczych nawet w tak stosunkowo prymitywnym modelu jaki reprezentowała „komuna”, planowanie zasobowe dla skutecznego działania wymagało(by) algorytmów o rosnącej w tempie geometrycznym złożoności i w związku z tym prędzej czy później załamanie gospodarki niedoborów musiało nieuchronnie nastąpić. Być może hipoteza ta jest uzasadniona: chyba tylko jakiś wyjątkowo naiwny czy optymistyczny kolektywista może uważać, że kompletne centralne zarządzanie łańcuchem dostaw 30+ milionowego kraju możliwe jest przy użyciu kalkulatora Bolek czy nawet komputera Odra?

Właśnie na tej słabości planowania zasobowego oparty został cały kontr-kolektywistyczny leseferystyczny mempleks, który notabene był prawie rówieśnikiem eksperymentów kolektywistycznych w krajach satelickich bloku Dem-Lud i w niewiele zmienionej formie jest teraz z nami, tym razem jako oficjalna wykładnia prawdziwej i prawidłowej ‘wiedzy o ekonomii’. Osią tego mempleksu jest Wielki Kalkulator Rynkowy (WKR – o którym już wielokrotnie pisaliśmy w naszej pracowni), którego moc obliczeniowa  w sposób oczywisty – przy wykorzystaniu milionów z założenia racjonalno-homogenicznych agentów – przewyższała nieporównywalnie możliwości ówczesnych (nawet tych radzieckich) maszyn liczących.

Jako dalszy krok memetycznego kontrataku leseryści dokonali czegoś, na co chcieliśmy zwrócić uwagę dzisiejszą notką – mianowicie wychodząc od powyższego, osadzonego w konkretnych realiach czasowych aksjomatu, dokonali jego generalizacji, czy raczej ekstrapolacji, przyjmując, że moc WKR będzie zawsze posiadać lepszą zdolność do optymalnej alokacji zasobów niż centralni planiści, próbujący dla swojego planowania przyjmować perspektywę zasobową. Ergo: planowanie zasobowe nie ma przyszłości; jedyne, co należy zrobić, to umożliwić pracę WKR poprzez maksymalne rozpowszechnienie algorytmu punktowego, czyli M(t2) > M(t1). Nadmieńmy, że ortodoksyjni leseferyści rozumieją ten algorytm jedynie jako narzędzie pomocnicze, umożliwiające prawidłowe działanie WKR, albowiem rzeczywistym motywem działania agentów jest (zgodnie z lesefero-legendą) wymiana (np. ryb na banany); zatem WKR ma jedynie ułatwiać te procesy wymiany (a nie np. nabijać kieszenie kapitalistów żywą kapuchą), a pieniądz być dla tych procesów takim jak gdyby smarem (smarowidłem dla trybików WKR?), ok?

W naszej pracowni z zasady podchodzimy do wszelkich ekono-kultów wyposażeni w odpowiednie narzędzia detekcji BS oraz uzbrojeni w solidne zasoby sceptycyzmu. W ramach dziuro-szukania doszliśmy do wniosku, że generalne, bazowe i fundamentalne dla leseferyzmu twierdzenie, że WKR będzie zawsze lepszy w alokacji, czy przynajmniej w zagospodarowaniu, zasobów może być prawdziwe tylko przy zachowaniu łącznie dwóch warunków:

  1. zdolności obliczeniowe aparatury dostępnej centralnym planistom zasobowym rosną w tempie wolniejszym niż postępują procesy komplikowania się systemów gospodarczych i wolniejszym niż postępują zdolności obliczeniowe podstawowych cegiełek-trybików, z których zbudowany jest WKR, czyli indywidualnych agentów, dokonujących decyzji o zakupie (wymianie) czy o wstrzymaniu się od zakupu/wymiany
  2. realne zasoby inicjujące, podawane na wejściu celem napędzania wszystkich procesów gospodarczych, są fizycznie nieograniczone (dostęp do nich może co najwyżej ograniczać niektórym agentom jedynie cena)

Ad 1. Pierwsza sprawa: ponieważ WKR czerpie swoją magiczną i niewidzialną moc z synergii samo-zaangażowania się w procesy obliczeniowe miliardów główkujących nad polepszeniem swojej krańcowej satysfakcji, zapracowanych i ochoczo włączających się do systemu wyzysku i eksploatacji Planety miniaturowych agentów-tranzystorków, zatrzymajmy się chwilę nad kwestią, czy i w jakim stopniu zdolności obliczeniowe tych agentów rosną w czasie (na pewno rośnie ich liczba, co  niewątpliwie ulepsza WKR – może stąd 500+?).

Zdolności obliczeniowe (intelektualne) mini-trybo-agencików samych w sobie możemy śmiało przyjąć za constans (z tendencjami spadkowymi, jak mogliby zaznaczyć złośliwcy-darwiniści: w algorytmie presji biolo-selekcji naturalnej obecnie próżno upatrywać roli czynnika bio-zdolności obliczeniowych jako cech intensyfikujących możliwości rozsiewania genotypu, a przez to może i jakiś charakterystycznych korzystnych atrybutów szarotkankowych; jeśli by szukać na siłę, być może jakiś czynnik intensyfikacji promocji genów homo sapiensów występuje w kręgach demograficznej odmiany doomsayerstwa emerytalnego – pod warunkiem oczywiście, że wyznawcy tego kultu rzeczywiście walk-their-talk-ują tzn. nie tylko gębo-cholewują).  Z drugiej strony, owszem, agent-konsument/producent ma obecnie niewątpliwie lepszy wybór narzędzi do podejmowania powiedzmy racjonalnych (oczywiście racjonalnych z punktu własnej i tylko własnej krańcowej i najczęściej krótkotrwałej satysfakcji), decyzji zakupowo-sprzedażowych (lub wymianowych, trzymając się narracji ortodoks-leseferystycznej). Np. współczesny agent w ciągu jednego dnia może przejrzeć i przeanalizować powiedzmy 100 różnych opcji wyboru jakiegoś gadżetu, który wydaje mu się niezbędny do osiągnięcia satysfakcji (dajmy na to niech to będzie odbiornik TV, a nie żwirek dla koto-mastera); następnie, kiedy już skoncentruje się na konkretnym modelu, może porównać ceny powiedzmy w 50 sklepach; 50 lat temu te opcje, możliwe do „przekalkulowania” w jeden dzień były może odpowiednio 10 i 5. Czyli porównując: 100×50=5.000 wobec 10×5=50, 5.000/50=100 – mówimy zatem o stu-krotnym zwiększeniu przepływu ilości informacji jaką może na jednostkę czasu przerobić nasz sprytny trybiko-agent.

Te szacunki to oczywiście bardziej zabawa, ale być może dająca jakiś przybliżony rząd wielkości do tytułowych porównań. Ale nawet zakładając, że od lat 1950-tych efektywność decyzyjna trybiko-agentów wzrosła nie 100 ale powiedzmy  1.000 razy, na wykresie porównawczym, gdzie zdolności obliczeniowe maszynerii zwiększyły się od tego czasu o bilion razy, agento-wzrosto-efektywność kalkulacyjna będzie w ogóle trudna do zobrazowania, chyba że na skali mocno-logarytmicznej.

(Można przy okazji postawić pytanie, w jakim stopniu wzrosły możliwości wyboru po stronie podażowej dla naszych prolo-mini-agencików? A może sprawy tutaj wyglądają tak, że tak jak dawniej prolo-agencik-mózgowiec domyślnie lądował np. jako inżynierek w GM, tak dzisiaj domyślnie marzy tylko o zostaniu analitykiem w GSucks? Tak się optymalnie samo-lokują szaro-komórkowe zasoby! A prol-standardowy? Ile ofert zatrudnienia spływa na jego skrzynkę dziennie czy miesięcznie tak, żeby mógł uruchomić w pełni swoje moce obliczeniowe, aby zadecydować racjonalnie, które opcje odrzucić, a którą przyjąć?)

W dzisiejszym odcinku pominiemy już z litości w ogóle kwestię legendarnej racjonalności tych miliardów kółeczek zębatych WKR, gdzie często głos jednego tylko randroido-pajaca potrafi sprawić, że dziesiątki czy setki tysięcy tych kółeczek, zamiast kręcić się racjonalnie do przodu, wchodzi na wsteczny bieg, wydając swoje ciężko zarobione papierowe pieniądze na zakup żółto-połyskujących obietnic bogactwa. Ilu takich sprzedawców wężo-olejków ciężko pracuje każdego dnia, mając na względzie tylko jeden cel: sprawić, żeby nasze trybiki zamienić w napęd podajnika taśmowego do transportu finansowych IOU wprost do swoich kieszeni, i ilu z nich osiąga sukces – jak rozumiany w świetle nauk Wielkiego Lesefera, a ilu z kolei dzięki tym sukcesom otrzymuje odznakę eksperta ekonomicznego, otwierającą perspektywy do edukowania trybiko-agentów za pośrednictwem fal o zasięgu krajowym kierowanych na fluorescencyjne ekrany?

Owszem, jakiś mizesolog może zaoponować, że moc WKR tkwi w efekcie synergii, jaki wytwarza połączenie wszystkich agentów w eterze jedności w rynku. Ale przecież także aparaturę nie-biologiczną możemy obecnie bezproblemowo łączyć w sieci, przy czym realny koszt zarówno hardware jak i przesyłu wolumenu zero-jedynek nie stwarza ku temu istotnych przeszkód.

Zresztą, po co teoretyzować? Zwróćmy uwagę na ten element aktywności gospodarczej, który wyewoluował jako crème de la crème w leseferystycznym modelu sterowanym algorytmem M(t2) > M(t1). Oczywiście jest to teleportowanie finansowych IOU (czy tokenów, symbolizujących surowce, w tym np. paszo-gadżety) z kieszeni do kieszeni z prędkością zbliżoną do c (czy też może ta żonglerka powinna być zakazana w nirvanie mizesologicznej absolutnej wolności kontraktów?) Czy ten topowy obszar pozostaje w gestii WKR i jego milionów sprytnych mini-trybików, czy też raczej w drodze naturalnej ewolucji przechodzi stopniowo w domenę, gdzie decyzje podejmują algorytmy umieszczone w maszynach? A skoro te procesy z samego szczytu piramidy modelu M+ > M, które niewątpliwie pośrednio decydują także o alokacji namacalnych zasobów (nawet tych jeszcze nie wytworzonych czy nie wydobytych) tu i teraz, dlaczego przyjmowane jest za aksjomat, że rybo-bananowy WKR byłby w stanie pobić zasobowców-kolektywistów wyposażonych w taką maszynerię? A może chodzi o to, że takie maszyny w rękach socjopatów z GSucks są OK, bo przecież nikt nikomu nie każe korzystać z ich usług, natomiast jeśli na tych zabawkach swoje czerwone łapska położyliby kolektywiści, to tylko po to, żeby pod pretekstem „każdemu wg. potrzeb” sprowadzić nas na drogę do zniewolenia (zabierając nam wolność do zawierania kontraktów, czyli wolność, z której emanują ponoć wszystkie inne rodzaje wolności)?

Tu można pokusić się o odpowiedź na poboczne pytanie, dlaczego nasze racjonalne mikro-trybiki tak często (częściej, aniżeliby to wynikało ze statystyki gier o sumie zerowej: 80%+ looserów, wobec teoretycznego rozkładu 50/50) przegrywają w zabawie na forexach? Jeżeli wzajemne kursy płynnych walut stanowiłyby proste odzwierciedlenie jakiegoś potencjału handlowego (np. prymitywna i do pewnego stopnia przewidywalna gra polegałaby na tym, że kraj P potrafi docisnąć prolom śrubę 50% bardziej, niż sobie na to pozwolić mogą wyzyskobiorcy w kraju UK, wobec czego waluta P zyskuje powiedzmy 10%-owy margines perspektyw wzrostowych).  Ale w praktycznym leseferyzmie rzeczy tak nie działają; bodajże 80%+ operacji na walutach dotyczy transakcji kupna-sprzedaży aktywów finansowych, a tylko znikoma pozostała część jest pochodną aktywności eksporterów/importerów. Te przepływy są poza zasięgiem zdolności obliczeniowych naszych mini-tranzystorków, a dodatkowo w ich przypadku dochodzi (psujący elegancję modelowania wypracowanego przez uczonych w piśmie Wielkiego Lesefera) czynnik emocji – jakiegoś miksu strachu i chciwości; oczywiście wpływ czynnika strachu jest odwrotnie proporcjonalny do wolumenu posiadanego bufora finansowych IOU, który dany trybik jest w stanie zaangażować do gry bez narażania swoich neuronów na eksplozję (czy implozję). I jakkolwiek bardzo ta gra odbiega od rybo-bananowej wizji prawdziwo-kapitalizmu, trudno nie zauważyć, że właśnie takie zabawy są najwyższym stadium wolności gospodarczej; najczystszą formą ekono-darwinizmu, gdzie jakieś sprzyjające przetrwaniu w środowisku pełnej wolności forex cechy objawiają się w sposób generowany losowo, a przynajmniej nie do końca determinowany stanem posiadania wcześniejszych nośników fizycznego genotypu, które wyprodukowały daną jednostkę/agenta (tzn. inaczej mówiąc forex, mimo lamentowanych patologii i czynnika bufora, nadal daje niewątpliwie większe statystyczne szanse na pucybuto->milionero-przepoczwarzenie, niż cała reszta gospodarki praktycznego leseferyzmu).

Bez większego napinania się można sobie wyobrazić, że aparatura – obecnie stosowana w wersji wysysająco-napychającej, zaprojektowanej do przemieszczania tokenów na ich właściwe miejsce czyli do kieszeni kreatorów bogactwa, jeśli wyposażona w inne algorymy, dałaby radę sterować całym łańcuchem dostaw zasobów i  prawdopodobnie już teraz mogłoby się to odbywać w sposób bardziej optymalny z perspektywy poszanowania tych zasobów. Times They Are A Fokken Changin’; jedyne co pozostaje constans to one-upmanship, tyle tylko, że do utrzymania stałego składu gremium, zasiadającego na podium zwycięzców (czy za tele-mównicą), potrzebna będzie prędzej czy później memetyka lepsza – znacznie lepsza, czy przynajmniej znacznie bardziej przekonywująca – niż zapiski Wujka Lesefera z lat 1950-tych o wiecznej przewadze magicznych mocy obliczeniowych WKR.

Co jeszcze ważne, algorytmy, działające poza domeną M(t2) > M(t1), mogą z łatwością uwzględniać czynniki limitów zasobów nie-monetarnych oraz mogą w swoich kalkulacjach uwględniać znacznie dłuższą perspektywę czasową. Ale to leży już w obszarze, którego dotyczy drugi z wymienionych warunków.

Jeśli chodzi o warunek 2 – na początek wyjaśnijmy ewentualne wątpliwości – nasze oficjalne stanowisko pozwala zaliczyć naszą pracownię do grona kasandrycznych doomsayerów (nie uznajemy Muska za mesjasza; owszem, dopuszczamy ewentualność, że został on sprokurowany przez Wielkiego Lesefera z zamiarem dokonania ostatecznej kompromitacji kolektywistów, i w tym sensie można go sklasyfikować za nowy organ, który leseferystyczny mempleks sobie wyewoluował – coś na kształt pawiego ogona – i który służy do zwiększenia zdolności tego mempleksu do hipnotyzowania proli, jak i być może także do hipnotyzowania „inwestorów”, cierpiących na nadmiar finansowych IOU). Naprzeciwko naszego post-rzymsko-klubowego grona stoją zasadniczo dwie podstawowe grupy:

A. TED-owo –krzemowi ewangeliści

B. Denialiści

Jeśli nigdy nie masz dość opowieści o tym, jak Paryż czy Londyn na początku XX w. zostały uratowane od zalania końskim łajnem, albo że era kamienia łupanego nie skończyła się wskutek braku kamieni – możesz spać spokojnie, wiedząc, że kapitalisto-muskowcy nieustannie główkują, jak ocalić całą ludzkość czy nawet całą Planetę, przy okazji zarabiając parę groszy (dzięki swoim muskom oczywiście). Win-win wicierozumicie (czy może raczej wink-wink?). Jeżeli jednak się obudzisz, a na TEDzie akurat jest chwilowy deficyt nowego wizjonerowania, polecamy zaczerpnąć trochę otrzeźwiającego chłodnego powietrza z publikacji Without Hot Air. Krzemo-randroidy – wiadomo – byt kształtuje świadomość, a pesymizm (czy realizm) odstrasza jelenio-inwestorów; temat na oddzielny detoks.

Klasie B nie potrzebny jest nawet innowacjo-ewangelizm, albowiem kwestia zasobów poddawać się musi, według przyjętych w tym kulcie zasad, regułom popyto-podażowym; tzn. jeśli cena wzrośnie, np. w efekcie chwilowego deficytu ropy, gazu, paszo- czy wodo-gadżetów – Wielki Lesefer bez zbędnej zwłoki (jakoś, z reguły za sprawą jakiegoś kolejnego dżonogaltowego spryciarza) dostarczy brakującą pulę – czyli na szalce podaży wyląduje dokładnie taki wolumen, jaki jest potrzebny, aby nasza leseferystyczna waga znalazła się w równowadze (i ruszamy dalej z postępem!). W tym paradygmacie oczywiście nie ma miejsca na fochy typu termodynamika, albowiem jakikolwiek problem, którego Wielki Lesefer nie jest łaskaw rozwiązać, po prostu nie istnieje i istnieć nie może; ergo: tego typu problemy są projekcją-fantomem konspiracji kolektywistów.

My tu w naszej pracowni będziemy próbować konspiracyjnie propagować wersję taką, że prędzej raczej niż później planowanie zasobowe będzie musiało powrócić  w jakimś stylu; czy akurat w Wielkim (tj. inkluzywnie-realistycznym) – co do możliwości wystąpienia takiej dialektyki nie jesteśmy, będąc z natury pesymisto-marudami, przekonani. Oczywiście opcje dostępnych stylów można sobie wyobrazić jako spektrum, na którego jednym końcu mamy TEDo-puszko-kopiące-placeboizmy, a na drugim ekstremum – zaplanowaną redukcję zasobów konsumujących zasoby (a które to zasoby konsumują zasoby? – to nasz taki pseudo-mini-koan). Nasza pracownia rekomenduje oszczędzanie racjonalne wykorzystanie wszelkiego typu zasobo-gadżetów, czyli poszukiwanie synergii w poszanowaniu zarówno dywidendy środowiskowej jak i prolo-czasu; tj. wytwarzana w naszej pracowni memetyka za cel obiera zaprzestanie traktowania obydwu tych zasobo-kategorii jako łupu, do którego prawo eksploatacji przynależy się jakimś zwycięzcom, którymi obecnie – w praktycznym leseferyzmie – są punkto-zgromadzacze, zwani kreatorami bogactwa.

Odcinek zamykamy konkluzją: w naszej opinii era, w której obrona tezy racjonalności czy efektywności planowania punktowego, promowanej konsekwentnie przez leseferystów, dobiega nieuchronnie końca; w świetle termodynamiki zobaczymy niebawem, że Wielki Lesefer jest nagi. Kluczowa walka idei będzie obracać się wokół osi, jaki algorytm planowania zasobowego „wygra” i nie mamy wątpliwości, że Posiadacze już posiadają różne (prawdopodobnie alternatywno-scenariuszowe) wersje planów takich algorytmów. A co mamy my – oprócz marzeń o powrocie „złotowiekowości”, budowie narodowych inwestycji czy przywróceniu zakładów wyzyskobrania w ręce naszych swojsko-wąsatych wyzyskobiorców?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s