Maksymalizacja podaży prolo-godzin: w „komunie” i teraz

W para-diagnozie przyczyn upadku modelu gospodarczego zwanego „komuną” pośród 11 naprędce skleconych hipotez na pozycji nr 10 wrzuciliśmy „brak poszanowania prolo-czasu”. Najprawdopodobniej jest to jedyna oryginalna czy autorska propozycja na całej liście, stąd też nie będziemy ukrywać, że odczuwamy do niej sentyment i zamierzamy ją w niniejszym wpisie nieco rozwinąć.

Otóż w sam pierwotny koncept komuny niejako wbudowany był (czy powinien byłby być) – jakkolwiek niedorzeczny – pomysł, że możliwy jest taki model gospodarczy, w którym nastąpi jakieś ulżenie doli prola w porównaniu do systemu opartego na ekstrakcji wartości dodatkowej w leseferystycznym środowisku algorytmu M(t2) > M(t1). Niewątpliwe elementem takiego ulżenia byłoby przynajmniej stopniowe redukowanie wymiaru czasu pracy najemnej (jeżeli już nie abolicja takiego paradygmatu stosunku pracy od razu na wstępie). Tymczasem nasza historyczna „komuna” – nie odmawiając jej takich osiągnięć, jak ustanowienie uniwersalnego wieku emerytalnego na rozsądnym poziomie (czy w ogóle w miarę przyjaznego systemu wsparcia zużytych proli) – prezentowała stosunkowo twarde stanowisko, jeśli chodzi o tygodniowy wymiar czasu pracy. Dodajmy, że – pomimo teoretycznie społecznej własności większej części środków produkcji – mieliśmy do czynienia nadal ewidentnie z pracą najemną, z tym że w środowisku motywującym mieszanym, czyli można powiedzieć punktowo-zasobowym.

Rzecz jasna w klimacie ewidentnych deficytów po stronie podaży nawet podstawowych towarów, które miały miejsce po Wojnie, jakiekolwiek dążenia do ograniczania podaży prolo-godzin byłyby kontr-produktywnym nieporozumieniem. Niestety jednak to, co powiedzmy w pierwszej czy pierwszych dwóch dekadach było niezbędnym środkiem mobilizacji zasobów, w dalszych etapach zdegenerowało się do postaci permanentnego przerostu zatrudnienia i w konsekwencji, wg naszej hipotezy, doprowadziło do stagnacji, jeśli chodzi o produktywność.

W naszej opinii taka regresywna dynamika była w dużej mierze skutkiem nie-kosztowej interpretacji prolo-czasu (przez prolo-czas rozumiemy całość czasu, będącego do dyspozycji proli, tj. czas praco-wyzysku jak i czas wolny). Zauważmy, że w propozycjach naprawy współczesnego modelu M(t2) > M(t1) (które sami zresztą promowaliśmy swego czasu, i które nadal uważamy za sensowne, przy założeniu woli czy wiary w podtrzymanie modelu napędzanego  M+ > M – chodzi tu o gwarancję zatrudnienia JG) zasób zwany bezrobotnymi również jest z zasady przyjmowany jako bezkosztowy. Jest to założenie słuszne, dopóki nasza logika zmierza do maksymalizacji zaangażowania zasobów, i co za tym idzie, maksymalizacji takich gadżetów jak PKB, a nie interesuje nas zupełnie co tam sobie planują prole robić ze swoim życiem prywatnym w czasie wolnym (ani też w ogóle ile tego czasu wolnego im pozostawimy do dyspozycji, uruchamiając dany algorytm, sterujący całym modelem); czy inaczej: krzywa efektów optymalizacji wykorzystania zasobów przez eliminację bezrobocia (szczególnie, tak jak w rozwiązaniu JG w formie najczęściej propagowanej, czyli w drodze zwiększenia ogólnego agregatu czasowego prolo-wyzysku) bije krzywą krańcowych korzyści czasu wolnego dla prola; mówiąc wprost: w takim paradygmacie chcemy po prostu maksymalizacji PKB, niedyskryminacyjnie, tzn. bez rozbierania tego agregatu na pozycje; tj. bez monitorowania, która część zaangażowanych zasobów służy zaspokajaniu rzeczywistych potrzeb, a która jest parą w gwizdek użyteczną głównie (bądź tylko) z racji tego, że nabija jakieś punkty (niezależnie, czy będą to przepływy pieniężnych IOU, akumulujące się do PKB, czy też statystyki wytwarzania czegoś, czego dodatnia Δ wolumenów w czasie przyjmowana będzie za wyznacznik rosnącego dobrobytu, jak rosnące każdego roku tysiące ton wytopionej surówki na przykład).

Tutaj wyjaśnijmy jeszcze: praktycznie cały katalog zatrudnienia, który miałby się hipotetycznie składać na oferty JG – jak proponowane przez adwokatów tego rozwiązania – są to prace bez wątpienia charakteryzujące się z założenia wnoszoną realną wartością dodaną; realną – czyli oczywiście nie taką mierzoną w fantomowych cząsteczkach pieniężnych, a taką, która realizuje rzeczywisto-obiektywny cel publiczny. Sam pomysł zresztą rozszerza (czy raczej może przywraca rozsądek definicyjny) katalog aktywności, które należy bez wątpienia uznać jako użyteczne – na przekór leseferystycznej presji cząsteczkowo-pieniężnej. Z pewnego punktu widzenia jednak problem leży w tym, że JG nie posiada odniesienia, czy (bezpośredniego przynajmniej) mechanizmu transmisji prolo-zasobowo-pozytywnych efektów do sektora komercyjnego, a przez to wpływ tego Programu na epidemię superfluous jobs – czyli posad nie wnoszących nic do gospodarki z punktu widzenia zasobowego – byłby najprawdopodobniej pomijalny (z uwagi np. na generalną zasadę JG niekolidowania z celami obranymi przez sektor komercyjny).

Wracając do głównego wątku – wydaje się, że w „komunie”, gdzie algorytm M(t2) > M(t1) działał w sposób raczej symboliczny czy pomocniczy, założenie „darmowości” siły roboczej – w znaczeniu faktu zdefiniowania tego zasobu prostym wzorem: liczba zdolnych do pracy proli x 45h/tydz. – oznaczało, że w praktyce nie istniał żaden automatyczny mechanizm, który wywierałby presję na usprawnianie procesów wytwarzania. W założeniu lukę tę, jak się można domyślać, miały wypełnić plany produkcyjne zsyłane na aparato-menedżment przez jakąś tam Centralę. Prawdopodobnie ten element okazał się słabym ogniwem całego modelu, i jak można podejrzewać, był jednym z kluczowych przyczyn, które przesądziły o utracie wydolności tego szczególnego systemu zarządzania gospodarką.

Wobec braku (czy zbyt słabej) stymulacji postępowała atrofia R&D, co po zerwaniu nisko wiszących konfitur, wyhoryzontowało krzywe produktywności; z drugiej strony prole – pojone (jak zwykle zresztą w każdym współczesnym reżimie) kool-aid nieuchronności nadejścia wkrótce kolejnego złotego wieku – ostrzyły sobie zęby coraz bardziej i bardziej niecierpliwie w oczekiwaniu na skapnięcie przyrzeczonej manny (deja vu? Czilaut, neolib ma coś lepszego do stawiania proli do pionu niż zomo – memo-cząsteczkowość pieniężna zamienia proli z niemalże 100%-ową skutecznością w nieszkodliwe zombie, z których można się następnie ponabijać na kolejnym sabacie w pleco-samo-poklepującym się klubie wyzyskobiorców). Ekspresją rozpaczliwego rzutu na taśmę Aparatu komuny był rosnący dualizm w postaci postawienia pożyczonych u imperialistów żetonów na (nie do końca czerwone) pole emblematów konsumpcji. Jednak coś, co ma szanse zadziałać w warunkach czystego algorytmu M(t2) > M(t1), w środowisku opartym w dużej mierze na planowaniu zasobowym nie będzie w stanie wygenerować automatycznych stymulatorów R&D; będzie raczej prowadzić, poprzez emitowanie sprzecznych, znoszących się często sygnałów, jedynie do dalszej degradacji hybrydowego systemu.

Ale zauważmy jeszcze jeden aspekt tej memetyki zasobowej (na który pracownia zwróciła uwagę zainspirowana jednym z komentarzy do poprzedniego odcinka maglowania tematu „komuny”): nawet w przypadku, gdyby przyjąć, że nasza komuna po prostu nie wpadła na żadne pomysły opcji lepszego, powiedzmy – bardziej efektywnego, zutylizowania zasobu prolo-czasu (albo, że takie opcje planowania zasobowego w ogóle nie były realistyczne), konsekwentna aplikacja poszanowania prolo-czasu mogłaby była nadal przynieść korzystne efekty makro. Nasza teza brzmi: zawsze będzie lepszym puszczenie dwutysiąco-prolo-stojako-leżaka do domu wcześniej (np. po 4 godzinach), aniżeli trzymanie jej przywiązanej łańcuchem do biurka czy jakiegokolwiek innego atrybuto-miejsca produkcji pary w gwizdek przez 8 h dziennie w imię utrzymywania czegoś, co można określić uniwersalnie jako dyscyplinę pracy. Dlaczego? Ponieważ zwrot tych np. 4 godzin otwiera prolowi zawsze dodatkowe opcje; owszem, w wersji pesymistycznej być może taki uwolniony prol ruszy po prostu wcześniej do monopolu, albo zużyje więcej prądu na zasilanie swojego fluorescencyjnego okna na świat, ale niewątpliwie część proli tak zwolnionych z obowiązku pompowania pary w gwizdek, zaangażuje się w aktywność, przynoszącą wartość dodaną, niezależnie czy taka wartość będzie podlegała punkto-pieniądzo ocenie czy też nie.

Przyjmując za wartość dodaną abstrakt poprawy warunków bytowych w skali makro (czy nawet mikro) po-godzinowa aktywność (pamiętajmy: po-4-godzinowa zawsze większa niż po-8-godzinowa) dla wygenerowania pozytywnych efektów nie musi wcale zaliczać się do kategorii aktywności, angażujących przepływy finansowych IOU czy innych arbitralnie przyjętych algorytmowych punktów (przykładem takiej kategorii będzie np. jakaś forma po-godzinowego „fuchowania”, które zwiększy szaro- czy czarno-strefowy składnik PKB, przez np. zwiększenie szybkości obiegu pieniądza, a być może także przyczyni się do rozładowania gdzieniegdzie napięć podażowych); mogą to być równie dobrze przysługo-przepływy w ramach jakiejś wspólnoty i to nawet niekonieczne wzajemno-przysługo-przepływy (które, jak zauważył komentator, mogą doskonale stanowić substytut  czy odpowiednik zmonetaryzowanych IOU, który w pewnych warunkach równie dobrze jak pieniądz napędzać będzie produktywno-pozytywne działania); nawet ugotowanie rodzince jakkolwiek nie-nie-udanych pierogów, nie zauważone i nie pochwalone przez nikogo posprzątanie obejścia, poczytanie bachorowi  o mega-nudnych przygodach najbardziej uncoolowego misia na świecie (Uszatek czy może Kolargol?), czy gadko-szmatka ze zblazowanym z-emerytowanym i z-hipochondryzowanym poprzedzającym nośnikiem naszego genotypu (czyli jakieś akcje z zasady nie generujące oczekiwań re-akcji zwrotnych – przysługo-spłacających) – wszystko to będzie zawsze i tak lepsze, niż bezproduktywne tracenie czasu celem usatysfakcjonowania jakiegoś makro-Algorytmu dyscyplinującego. Bezproduktywne – czyli takie, gdzie poświęcony czas nie przynosi absolutnie żadnej realnej wartości dodanej, i gdzie taki czas zmarnowany jest wyłącznie z uwagi na to, że tak wymaga generalny Algorytm; czy będzie to rozdawanie ulotek czy tele-molestowanie w warunkach algorytmu M(t2) > M(t1), czy biurko-drzemka albo malowanie trawy w algorytmie utrzymania pełnego zatrudnienia wg reżimu zasobowo-ilościowego (nie-jakościowego) 40 czy 45 h/tydz. – marnotrawstwo i pogarda dla prolo-czasu będą tak samo zamanifestowane.

Oczywiście nie ma większego sensu opracowywanie terapii dla rozwiązywania problemów z przeszłości; łowienie fantomów nie jest naszą domeną.  Jedynym celem roztrząsania tych zjawisk może być uchwycenie pewnych wspólnych mianowników z wyzwaniami współczesnymi. To znaczy np. w momencie kiedy nieuchronna (naszym zdaniem) kolizja systemu punktowego – symbiozy Wielkiego Kalkulatora Rynkowego i centralnych planistów prywatnych – z termodynamiką wymusi powrót jakiejś formy planowania zasobowego, warto byłoby przyjąć prolo-czas jako jeden z sygnałów podawanych na wejście hipotetycznego nowego algorytmu. Rzecz jasna – warto by było – zakładając optymistycznie możliwość, że ten nowy algorytm ma być racjonalny, nie zaś być kolejną odsłoną ekono-dyscyplinowania motłochu za wszelką cenę.

Powtórzymy tutaj, że nie mamy nic przeciwko, a wręcz jesteśmy skłonni rekomendować pełne zatrudnienie, jako środek przeciw-objawowy tymczasowo skuteczny w warunkach reżimu M(t2) > M(t1), temperujący nieco innowacyjność w zakresie rozwijania prolo-czasowo-pogardliwych form wyzyskobrania. Natomiast uważamy, że wysiłki w kierunku ustawiania do pionu aberracji wygenerowanych przez algorytm M(t2) > M(t1) nie powinny ustawać, dopóki ostatni ulotko-rozdawacz, ostatnia tele-molesterka i ostatni sprzedawca oszusto-polis nie złożą wypowiedzenia z dotychczasowych stanowisk zmotywowani lepszą wynagrodzenio-punktacją oferowaną dla pracy najemnej na stanowiskach, generujących wartość dodaną wyższą, aniżeli chociażby upieczenio-przypalenie (dokonane w tym samym czasie, który skonsumowany zostałby przez takie zasobowo-bezsensowe wyzyskobranie czy działanie równie bezsensowne, a zdyscyplinowane pod reżimem wypełniania abstrakcyjnych potrzeb jakiegokolwiek innego algorytmu) dyskontowej kiełbasy na grillu dla naszej ciotki, której nie nawet lubimy (a może zwłaszcza dla takiej, której nie lubimy).

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s