Anty-prolowa fiskalna krucjata w praktycznym leseferyzmie

Utarło się przyjmować, że wysokie podatki są czymś, na podstawie czego można zidentyfikować coś, co przez prymitywistów leseferystycznych określane jest jako „socjalizm”. Niestety, zdarza się, że paliwem dla podsycania tej legendy są cząsteczkowo-pieniężne podatkowe programy socjal-demokratyczno-monetarystyczne (propagowane przez grupy, samo-określające się jako „socjaliści”), które w intensyfikacji fiskalizmu upatrują sposobów na wskrzeszenie tzw. państwa dobrobytu. Jest to kwestia wyboru: albo chcemy rozmawiać sensownie o podatkach, albo myślimy Miltonem i bawimy się w grę wyłapania (za pomocą jakiejś siatki fiskalnej o odpowiednich oczkach) jak największej (czy jak najmniejszej – w wersji mizesolo) ilości podatkowych cząsteczek pieniężnych, a następnie tak zebrany plon wsypujemy do podajnika zasilającego budżet państwa po to, żeby w oparciu o wolumen naszego żniwa zdefiniować (czy zlimitować) dostępne cele naszej zaj381stej polityki gospodarczej.

Poniżej zamieszczony detoks podatkowy nie stanowi jednak żadnej propozycji czy sugestii, jak najskuteczniej wyłapać uciekające cząsteczki pieniężne, żeby napchać nimi budżet, bo taka metoda została już opracowana przez praktycznych leseferystów – jest to po prostu fiskalna prolo-wyciskająca prasa napędzana energią strachu przed wnuko-obciążającym ujemnym wynikiem fiskalnym, agregującym się do postaci potwornego potwora długu publicznego, który z pewnością nie zawaha się przed pożarciem tych naszych wnuków po to, żeby spłacić kogoś tam (dziadków-wierzycieli, którzy zabrali wydrukowane obligacje do krainy wiecznych łowów na jeleni?). W tym wpisie jednak nie będziemy zajmować się metafizycznym roztrząsaniem podróży cząsteczek pieniężnych w czasie (czy do przyszłości czy też z powrotem do przeszłości) – skoncentrujemy się tu tymczasem na kwestii, dlaczego praktyczny leseferyzm upodobał sobie proli jako źródła wyłapywania tych podatko-pieniężno-cząstek.

Jeszcze dla przypomnienia: ortodoksja leseferystyczna będzie rzecz jasna uporczywie trwać przy wersji, że patologie fiskalizmu należy leczyć puszczaniem krwi (czyli cięciem socjalu). Praktyczni leseferyści – czyli teolib – ogarniają temat w stopniu wystarczającym, żeby nie docisnąć prolom (aktywnym, zdezaktywowanym czy niekompatybilnym) śruby zbyt mocno; celem jest maksymalizacja podaży prolo-godzin przy równoczesnym uniknięciu czy ograniczeniu wylewania się dickensowskich klimatów na widok publiczny. Polityka fiskalna neolibu będzie zatem polegać na takim balansowaniu, żeby większość proli  mniej więcej albo utrzymywała się lekko nad powierzchnią poziomu leseferystycznego oceanu (prole aktywne), bądź też, będąc lekko pod wodą (nie tonąc jednak całkowicie) – w przypadku rezerwowej armii – była zdesperowana w takim stopniu, żeby celem ratunku nie wahać się wciągnąć (chwilowo) pod wodę proli-„współpobratymców”, godząc się na coraz to niższe stawki na jednostkę czasu, co napędza, zgodnie z planem, cykl płacowego wyścigu do dna. (Prol, który opadnie na dno  – odpuszcza walkę o miejsce pracy – przestaje być aktywnym generatorem podaży prolo-godzin, co jest marnotrawstwem zasobów nawet z perspektywy leseferysty, przynajmniej tego praktycznego.) Interwencja praktycznego leseferyzmu  (przez ortodoksję uznawana za przejaw słabości, czyli socjalizmu) pełni funkcję taką samą, jak zawór bezpieczeństwa w szybkowarze; chcemy w miarę szybko wyekstrahować dżus nadwyżki finansowych IOU z mieszanki złożonej z wrzuconej do gara bazy naszego wywaru, czyli proli, ale jednocześnie nie chcemy, żeby mikstura przypadkiem wybuchła nam prosto w twarz. Po pierwsze BHP! Ale do głównego toku.

Wiemy, że jedną z podstawowych legend mempleksu praktycznego leseferyzmu jest epatowanie wizją państwa jako gigantycznego gospodarstwa domowego, które musi bilansować swoje wydatki z wpływami. Ta brakopieniężna opowieść, oprócz oczywistej funkcji dostarczenia „wiarygodnego” motywu do cięć socjalu, a przez to propagacji nieodłącznego memowego towarzysza leseferyzmu, czyli socjal-darwinizmu, identyfikuje podatki jako źródło finansowania wydatków kolektywistycznych czy para-kolektywistycznych. Nie musimy nadmieniać, że ta tania legenda sprzedaje się wśród proli podobnie dobrze jak równie pożywne i równie treściwe bułeczki z dyskontu.

Bardziej zaawansowane podejście do tematu prezentują realiści wolnorynkowi. W ich narracji podatki będą albo narzędziem dostosowania popytu do podaży (instrumentem kontroli nad inflacją), bądź też – według neoczartalistów – po prostu nadają „moc” suwerennemu pieniądzowi fiat (w tej wersji zarządzanie popytem przez podatki  jest sprawą wtórną, wynikającą z głównego twierdzenia). Ale o tym pisałem do znudzenia na starych blogach np. tu.

Nie zamierzając kwestionować interpretacji podatków rozpisanej dość trafnie przez realistów wolnorynkowych, chciałbym jednak pokusić się o rozszerzenie tej perspektywy, stawiając hipotezę, że w praktycznym leseferyzmie podatki wypełniają jeszcze jedną – suplementarną, ale również bardzo istotną z punktu widzenia praktycznych leseferystów funkcję – polegającą na wspomaganiu redukowania opcji ekonomicznych proli do poziomu subsistence (czyli sytuacji, w której prol po opłaceniu rachunków i zakupie żarcio-gadżetów w najlepszym wypadku wychodzi co miesiąc na zero). Chodzi tu o to, aby  utrzymywać znaczącą większość populacji proli na takim poziomie dochodowym, w którym pod przymusem ekonomicznym wystąpi maksymalizacja podaży prolo-godzin.

Wiemy, że leseferyzm wdrożony do działania z zasady samoistnie generuje środowisko między-prolowej konkurencji w taki sposób, że prole, chcąc utrzymać się na powierzchni, muszą albo intensyfikować swój wysiłek na jednostkę czasu, bądź też oferować coraz więcej i więcej czasu ze swojego życia na potrzeby aktywnego uczestnictwa w systemie ekstrakcji wartości dodatkowej z pracy najemnej. Ta naturalna tendencja napotyka jednak na barierę w postaci wymuszonych historycznie (czy dialektycznie) granic dopuszczalnego czaso-wyzysku. Te ograniczenia mogą sprawiać, że mechanizm zaprojektowany przez Wielkiego Lesefera nie zadziała do końca tak, jak to było przewidziane. Tzn. w wyniku regulacji ustanowionych swego czasu pod presją społeczną część podstawowych proli będzie osiągać zarobki większe, aniżeli podstawowy poziom subsitence, i stąd magiczne działanie przymusu ekonomicznego zorientowanego na maksymalizację podaży prolo-godzin dostępnych dla wyzyskobiorców może ulegać stopniowej erozji. W dłuższej perspektywie w takich warunkach istnieje niebezpieczeństwo eskalacji roszczeniowych postaw proli (w tym w zakresie domagania się otwarcia kanałów transmisji wzrostu wydajności na poziom płac).

Ponieważ wycofanie się praktycznych leseferystów z 50-100-letniego konsensusu, określającego dopuszczalny czaso-wyzysk na poziomie 40h/tydz., prezentuje dość trudny problem PR-owy (aczkolwiek wcale nie-niemożliwy do przeskoczenia, co pokazuje najnowsza historia nadwiślańskiego neoliberalizmu), zatem neoliberalne państwo stara się zneutralizować to niebezpieczeństwo, podchodząc do tematu z drugiej strony i wdrażając program fiskalnego sterroryzowania proli (wspomagany przez jeszcze lepiej sprzedający się program skrócenia czasu utylizacji zużytych proli, czyli inaczej – „reformy”, polegające na podwyższaniu wieku emerytalnego; nadmieńmy jeszcze, że częścią tego prolo-zubożająco-mobilizującego paradygmatu jest również oddanie obszaru budownictwa mieszkaniowego w ręce centralnych planistów prywatnych, ale  tym pisane było już tu).

Powrót do leseferystycznego usankcjonowania 50 czy 60-godzinowego wymiaru wyzysku w tygodniu niewątpliwie mógłby (przynajmniej w krajach, gdzie prole nie są całkiem zlobotomizowane) wywołać znaczący, być może niemożliwy do zignorowania, ferment społeczny. Instrument intensyfikacji przymusu ekonomicznego w postaci terroru fiskalnego z kolei jest znacznie łatwiejszy do przeforsowania z uwagi na to, że praktycznie wszystkie prole przekonane są o konieczności bilansowania budżetu państwa, a groźba dziury budżetowej (czy bankructwa ZUSu) sieje wśród proli panikę na poziomie odpowiednim tak, żeby zneutralizować wszelki opór przeciwko leseferystycznej fiskalnej krucjacie anty-prolowej.

Fakt, że ostrze leseferystycznego terroru fiskalnego jest wymierzone wprost i bez żadnych ogródek w proli nie jest zresztą żadną tajemnicą – w skład tego pakietu wchodzi  z natury regresywny VAT, regresywny (w kombinacji z ZUS) płaco-PIT, regresywny ZUS od DG, ale także takie podatko-gadżety jak opłaty audio-wizualne, za wywóz śmieci czy inne ryczałtowo-pogłówno/podymne daniny za czynności czy usługi administracyjne. Nawet mizesolodzy będą skłonni to przyznać, a czasem (z rzadka) nawet z ich strony można napotkać rozsądne sugestie, że środek ciężkości fiskalizmu powinien być przeniesiony w kierunku podatków majątkowych. Ale mizesolodzy (podobnie jak i złotowiekowcy czy socjal-monetaryści) w swoich chaotycznych krucjatach naprawczo-kapitalistycznych nie są w stanie zauważyć większego obrazu, tzn. nie widzą (i pewno nie podejrzewają), że w szaleństwie leseferystycznego terroru fiskalnego jest metoda. Nasza hipoteza, którą stawiamy w tym poście, polega właśnie na odkryciu głębszego sensu tej metody; sensu wykraczającego nieco poza realistyczno-wolnorynkowe (post-keynesowskie) „zdemaskowanie” fiskalnej memetyki praktycznych leseferystów, która z punktu widzenia logiki, akceptującej system kapitalistyczny takim, jakim on jest, wydawać się może albo gigantycznym nieporozumieniem albo po prostu instrumentem, mającym z premedytacją poddać politykę gospodarczą dyscyplinie rynków finansowych i kontroli Posiadaczy, za wszelką cenę, czyli nawet za cenę zysków.

Jeżeli nasza hipoteza jest trafna, znacznie łatwiejsze staje się ogarnięcie motywów rażącego uporu praktycznych leseferystów, jeśli chodzi o kontynuowanie fiskalnej prolo-opresji. Zauważmy, że współcześnie krucjata zaciskaniowo-pasowa postępuje nawet w obliczu faktu, że ta strategia (walko-klasowa ofensywa Posiadaczy) stopniowo coraz bardziej koliduje z paradygmatem utrzymywania ΔPKB w plusowych rejonach, co z kolei jest warunkiem niezbędnym do podtrzymywania mitologii niechybnego nadejścia pierwszego skapnięcia w ramach trickle-down (we właściwym czasie oczywiście, czyli wkrótce, za 5, 10 czy 20 lat, nie teraz, cierpliwości i stop populizmom i do roboty). Wydaje się, że wśród wielu schizofrenii, gnębiących praktyczny leseferyzm, właśnie ta może wkrótce wymusić jakieś istotne przetasowania w zestawie prolo-dyscyplinującej memetyki teolibu. Zobaczymy, choć naszym zdaniem, w teoliberalnej grze joker dyscyplinowania proli bije wszystkie atuty (np. zysko-pompowania drogą odpuszczenia dyscypliny fiskalnej), które mogłyby wynikać z poluzowania monetarystycznego kaftana o jedną czy dwie dziurki – co zwiastuje, niestety, nieuchronną spiralę do dna, której towarzyszyć będzie prawdopodobnie intensyfikacja różnego rodzaju legislacji „anty-terrorystycznych”, czy pakty „wolnego handlu”, czyli oparta na memetyce „naturalnego” uzależnienia od kapitału obiektywizacja eksternalizacji dyscypliny rynkowej z jednoczesną pacyfikacją wrogich fermentów za pomocą terroru memetycznego, ale nie należy także wykluczać kontrofensywy prawno-siłowej, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Należy podkreślić, że zjawisko fiskalnego wyciskania proli, jak i pozostałe elementy prolo-dyscyplinującej układanki, wcale nie musi (chociaż może) być skutkiem jakiegoś zorganizowanego makiawelicznego planu, w który zaangażowani są Posiadacze jak i ich polityczne minionki; aby sprawy działały „jak należy” wystarczy, że większość, która ma coś do powiedzenia, pozostaje w stanie zahipnotyzowania cząsteczkowością pieniądza i innymi kluczowymi składnikami leseferystycznej mikstury kool aid, pompowanej przez ośrodki myśli ekonomicznej; resztę załatwia już magia Wielkiego Lesefera.

Oczywiście jest faktem obiektywnym, że anty-prolowy terroryzm fiskalny posiada pewne wbudowane racjonalne atrybuty, tj. (zwłaszcza w przypadku degresywnych, ale i anty-cyklicznych z natury podatków od sprzedaży) stanowi element pozostałości keynesowskich automatycznych stabilizatorów i stąd jego całkowita eliminacja z gospodarki napędzanej algorytmem M(t2) > M(t1) jest raczej niemożliwa (czy niepraktyczna, przynajmniej dopóki jakieś inne, nie-brakopieniężne, przesunięte na stronę wydatkową i łagodniejsze dla proli formy stabilizacji cykli kapitalizmu zaczną być rozważane). W obecnym reżimie praktycznego leseferyzmu te pozostałości popytowej interpretacji cykliczności kapitalizmu działają praktycznie wyłącznie po stronie przychodowej (nie zaś wydatkowej) wyniku fiskalnego (zwanego przez leseferystów budżetem państwa), tj. w przypadku zapaści popytowej nie występuje żadna istotna akcja w stylu nowej odsłony starego newdealu, a większość „amortyzacji” uderzenia kryzysu modelu sterowanego algorytmem M(t2) > M(t1) (gdzie, zauważmy, nie następuje żadna masakra potencjału produkcyjnego; następuje jedynie załamanie funkcji Algorytmu do postaci brako-pieniądzowości) ogranicza się do milczącej (jakkolwiek niechętnej) zgody na odnotowanie mniejszych wpływów podatków – głównie odsprzedażowych. Tzn. nie otwiera się wcale portfel, sypiący łagodzącym socjalem – wręcz przeciwnie: intensyfikacja ujemnego wyniku fiskalnego spowodowana załamaniem wpływów, według najnowszych trendów leseferystycznej myśli, prowadzić powinna do dalszego poszatkowania resztek wsparcia dla marginalnych proli i generalnego obniżenia akceptowalnego poziomu subsitence.

Rzecz jasna aplikacja minimum logiki w miejsce traktowania na poważnie przypowieści Wielkiego Lesefera obnaża natychmiast absurdalność tych „środków”, ponieważ nawet biorąc pod uwagę kwestie „zarządzania” popytem (tj. lekarstwo konieczne do codziennego, prewencyjnego połykania z punktu widzenia hiper-inflacyjnych hipochondryków) w warunkach występowania ewidentnych rezerw zdolności produkcyjnych (20+% bezrobocie, 70-80%-owe średnie wykorzystanie bieżącego,  czyli już zainstalowanego w systemie wyzysku – nie wymagającego żadnych nowych inwestycji –  kapitału produkcyjnego, zamykane kompletnie wyposażone wytwórcze miejsca wyzysku itp.) taka narracja nie trzyma się w ogóle kupy. Jedynym racjonalnym wyjaśnieniem takich zjawisk jest posunięta do ekstremum żądza dyscyplinowania proli, której ekstremalność może stanowić przesłankę, że za tym wszystkim finalnie gdzieś tam stoi strach; strach przed „motłochem”, którego nieprzewidywalność może być trzymana na wodzy jedynie przez ciągłą presję, dezinformację i kontrolę, a te działają najlepiej w warunkach, gdzie prole zajęte codzienną walką o utrzymanie się na powierzchni samo-pozbawiają się czasu wolnego, w którym mogłyby się inaczej wykluć jakieś zalążki krytycznej myśli czy narodzić jakieś aspiracje. W tym środowisku podtrzymanie legendy cząsteczkowości pieniądza jest kluczowe do zachowania integralności leseferystycznego mempleksu.

Z punktu widzenia realizmu wolnorynkowego działającym (tymczasowo przynajmniej) rozwiązaniem byłoby utrzymanie anty-prolowych stabilizatorów popytu (podatków sprzedażowych), ale oczywiście na znacznie niższych poziomach procentowych, lub/i zainstalowanie amortyzatora także po stronie wydatkowej (zielony newdeal czy gwarancja zatrudnienia). (Zdaniem naszej pracowni poluzowanie anty-prolo-fiskalizmu byłby jednak niewiele więcej aniżeli tylko półśrodkiem; prawdziwym lekarstwem, którego teolib boi się jak Wielki Lesefer kolektywistycznej darmowej i czystej wody, jest ograniczenie wymiaru czasu pracy najemnej – ale temu zagadnieniu poświęcaliśmy i poświęcać będziemy oddzielne notki.) Ale praktyczny leseferyzm nie wydaje się być skłonny do pójścia nawet na taki umiarkowany kompromis, prawdopodobnie z racji tego, że mem państwa – gigantycznego gospodarstwa domowego stanowi podstawowy składnik „aktywów” leseferystycznego mempleksu – blefu, trzymającego w szachu niebezpieczne aspiracje proli – i będzie broniony do samego końca. Bo jeśli ta cienka  linia defensywy pęknie – zjawiska mogą się wymknąć całkowicie spod kontroli Posiadaczy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s