Wymiar czasu pracy najemnej – wprowadzenie do memetyki

Tym wpisem chciałbym zainicjować (chaotyczny) cykl postów poświęcony chyba drugiemu najważniejszemu obecnie dla proli zagadnieniu, tj. kwestii wymiaru czasu pracy najemnej. Drugiemu – po sprawach dotyczących destrukcji Planety w wyniku praktycznego działania algorytmu M(t2) > M(t1) (gdzie M to pieniężne IOU, a t – czas). Co więcej,  osiągnięcie postępu w postaci znacznej redukcji wymiaru czasu pracy oznaczałoby również  istotne spowolnienie procesów rabunkowej  eksploatacji zasobów naturalnych i towarzyszącej temu emisji zanieczyszczeń. Ale o tych korelacjach więcej może kiedy indziej.

Leseferystyczna memetyka, która jest, jak się wydaje, powszechnie obowiązującą i powszechnie akceptowaną wykładnią w zakresie problematyki wymiaru czasu pracy, stanowi  przykład (jeden z kolejnych, niestety) na to, że nawet najbardziej prymitywne techniki lesefero-memetyczne są wystarczająco skuteczne do masowego, czy wręcz totalnego zahipnotyzowania proli, wszystko oczywiście celem zneutralizowania potencjalnych zagrożeń dla interesów Posiadaczy.  Nie wiem, czy akurat „zahipnotyzowanie” jest najlepszym słowem dla opisania transmisji (czy iniekcji) leseferystycznych memów; być może ktoś z czytelników pokusi się o lepsze określenie stanu, w którym większość proli kupuje w ciemno leseferystyczną anty-logikę, za pomocą której neolib stara się np. wykazywać konsekwentnie racjonalność podwyższenia progu wiekowego, w którym następuje uruchomienie systemu podtrzymania dla zużytych proli (zwanego wiekiem emerytalnym).

Magia używana przez leseferystów dla zracjonalizowania opóźnienia dostąpienia łaski oswobodzenia z reżimu pracy najemnej (zamiennie i nieco brutalnie można to określić terminem „akcelaracja procesów utylizacji”) jest wyjątkowo prymitywna i oparta rzecz jasna na cząsteczkowej wizji pieniądza. Ten czynnik, czyli cząsteczkowość pieniądza, który  – przynajmniej przy zastosowaniu minimum logiki – czyni już na wstępie całość leseferystycznych wywodów emerytalnych po prostu kupą BS, dorównującą wielkością „deficytowi” ZUS, w praktyce wykazuje niesamowitą skuteczność, jeśli chodzi o neutralizowanie praktycznie wszystkich kolektywistycznych ciągot proli w tych obszarach. Jako anegdotę przytoczę tu wspomnienie pogawędki internetowej, w jaką wdałem się z anty-leseferystą, bodajże ekspertem z PPS, w temacie poszerzenia bazy tzw. „oskładkowania” umów różnych form pracy najemnej: próbując w dyskusji zerwać mentalną magiczną nić, za pomocą której leseferyści chcą powiązać świadczenia z wolumenem odprowadzanych składek (sprzed np. 40 lat), nasz kolektywista skontrował moje wynurzenia puentą: „chcesz drukować pieniądze?” – co dla mnie jest zawsze sygnałem, że dalsza wymiana poglądów będzie tylko stratą czasu; monetaryści czają się wszędzie.  Jest to – jak zaznaczyłem – anegdoto-przykład – tym niemniej w mojej opinii paraliż kolektywistów, spowodowany przez monetarystycznego memo-wirusa cząsteczkowości pieniężnej, jest powszechny i prawdopodobnie trwały. Ale do meritum.

Ale przed meritum jeszcze tylko: dlaczego w ogóle przywoływać ZUS w kontekście wymiaru czasu pracy? Przecież chodzi tu w tym toku raczej o skrócenie godzinowej podstawy pracy w ujęciu dniówek, tygodni czy miesięcy. Otóż są to w zasadzie dwa końce tego samego kija, który służy do zaganiania proli do roboty poprzez intensyfikację między-prolowej konkurencji o stanowiska utworzone przez praco-łaskawo-dawców. Czy zmniejszymy wymiar pracy licząc w dniówkach, tygodniówkach czy też raczej w latach wymaganej aktywności – będzie mieć to zbliżony wpływ, jeśli chodzi o ogólny wolumen podaży pracy, tj. jaka będzie dostępna ogólna ilość czasu z życia proli, z której wyzyskobiorcy będą mogli dokonać ekstrakcji przynależnej im w procesie pracy najemnej wartości dodatkowej.

Jako wprowadzenie do tej całej memetyki zestawmy najpierw kilka faktów:

Fakt 1: od czasów, kiedy ustalono, że 8h wyzysku dziennie jest zadowalającym kompromisem, minęło prawie 100 lat. W tym międzyczasie realny uśredniony czas pracy łagodnie spadał, aż do momentu, który zbiegł się w czasie z kontratakiem ortodoksji leseferystycznej, tj. do lat 1970-tych. Od tamtej pory wymiar czasu pracy pozostaje już praktycznie bez zmian.

Fakt2: w ww. międzyczasie nastąpił wzrost wydajności pracy liczony w setkach % (dokładne dane można sobie wyszukać – tu przykład – gdzie najlepiej kliknąć sobie na MAX pod wykresem, żeby zobaczyć to w najdłuższym dostępnym przedziale czasu). Tymczasem wiarygodne źródła podają, że (ponownie od lat 1970-tych) realne płace stoją w miejscu (patrz np. tu). Niektórzy mówią, że w US realnie płaca min. jest obecnie niższa niż 50 lat temu – wg. tego źródła np.  maksimum miało miejsce w 1968 r.). (Mówimy tutaj o US nie bez przyczyny – jest to najbardziej zaawansowana duża forma praktycznego leseferyzmu, a zatem dobry wzorzec dla prognozowania trendów zjawisk dla reszty leseferystycznego świata.)

Fakt 3: z pozoru może się wydawać, że model sterowania produkcją za pomocą algorytmu M(t2) > M(t1), zapewnia automatycznie sam z siebie efektywność, czego dowodem ma być fakt, że do takiego gospodarowania nikt rozsądnie myślący przecież nie dokłada pieniędzy. Owszem – taka logika jest możliwa do sprzedaży, ale tylko w warunkach, w których założymy, że i sam pieniądz jest zasobem, tj. cząsteczką. Jeśli jednak przyjmiemy choć na chwilę perspektywę realistyczno-zasobową, tzn. taką, w której zamiast pozostawać w stanie zahipnotyzowania pieniądzem, spróbujemy zaobserwować przepływy realnych, nie-falowych zasobów, jak np. surowców czy pracy, natychmiast jesteśmy w stanie dostrzec – nie przymierzając – ogrom marnotrawstwa takich zasobów generowany właśnie dokładnie przez model gospodarczy, będący hybrydą centralnego planowania prywatnego (planowania za użyciem punktów) oraz Wielkiego Kalkulatora Rynkowego [WKR].

Zobaczymy wtedy ciężarówki, mijające się po drodze, wiozące ładunki praktycznie identycznych towarów z jednego końca kraju (czy kontynentu) na drugi; rozbijających się czasami o te ciężarówki Repów, próbujących skompatybilizować tempo swojej pracy do geometrycznie rosnących targetów; rzesze sprzedawców kredytów dla proli, którzy nigdy nie będą w stanie ich spłacić; zastępy księgowych, którzy na bieżąco monitorują miejscową zgodność z algorytmem M(t2) > M(t1); tabuny prawników, których wzywa się, kiedy coś pójdzie niezgodnie z Algorytmem; legiony zbrojnego ramienia neolibu (policji), które musi angażować coraz więcej zasobów – z jednej strony: celem ochrony coraz bardziej cennych aktywów Posiadaczy, a z drugiej do pacyfikowania intensyfikujących się objawów niekompatybilności proli; czeredy biurw, które rząd musi zatrudniać w coraz większych ilościach, żeby korygować na bieżąco kumulujące się błędy WKR; malarzy czy wycinaczy przekazów, którzy z użyciem odblaskowych pigmentów i diod ledowych, tworzą swoje dzieła, mające pomóc realizować Algorytm indywidualnym wyzyskobiorcom; stada wręczaczy ulotek, kołczy (czy kołczów), telemarketerów, wciskaczy polis czy innych finansowych snejkojlowców, komorników, stylistów cziłała i tym podobnych przedstawicieli klasy proli, których czas wykorzystywany jest wyłącznie do urzeczywistniania potrzeb nagromadzaczy pieniężnych IOU, których wyszukaność rośnie eksponecjalnie; plus: krem de la fokking krem, który dostarcza cały juserfrendly interfejs na potrzeby  tego jałowego obiegu zasobów, czyli randroidy z IT* – zobaczymy wtedy, że wszyscy ci prole, stanowiący w nowoczesnej gospodarce typu M(t2) > M(t1) pewno może i 70% całej siły roboczej, wykonują swoją pracę najemną jak gdyby całkiem obok procesów zorientowanych na dostarczanie realnych dóbr i usług (realność dóbr i usług tu w znaczeniu  ich „przydatności”, co będzie oczywiście zbiorem dyskusyjnym, gdzie będziemy starać się zdefiniować, co na danym etapie rozwoju uznajemy jako standard, którego domaganie się jest realistycznie uzasadnione i gdzie oczywiście nigdy nie dojdzie do pełnej zgody, ale jakiś w miarę obiektywny kompromis jest możliwy; np. ile różnych marek jogurtu naturalnego, zawierającego taki sam zestaw bakterii, będzie stanowić rozsądny wybór dla konsumenta w mieście X: 1, 2 czy 10?).

Efekty netto aktywności takich ww. grup proli przyczyniają się faktycznie (wbrew iluzji, której ekspresją ma być ewidentny nadmiar towaru na półkach) do zmniejszenia dostępności zasobów materialnych – szczególnie tych nieodnawialnych  (np. paliwo zużyte przez ciężarówki podróżujące z ładunkiem identycznego jogurtu z dwóch przeciwległych punktów kraju po to, aby konsument na obydwu krańcach Polski miał wybór, nie będzie już nigdy dostępne dla nikogo). Ale najważniejszym zasobem, który podczas tych procesów ulatuje w niebyt – bez jakiejkolwiek wartości dodanej w skali makro – jest praca ludzka. Można śmiało przyjąć, że ok. 70% efektów obecnego reżimu pracy najemnej to para w leseferystyczny gwizdek. Marksiści identyfikują to jako paradygmat superfluous labor – czyli ~zbędne/nadmiarowe zatrudnienie; zbędne z punktu widzenia wartości użytkowej, natomiast kompatybilne z M(t2) > M(t1); Greaber określa to, nieco węziej, jako gówniane posady.

W zastanym środowisku praktycznego leseferyzmu superfluous labor wydaje się mieć jak najbardziej sens, bo jest zgodne z algorytmem M(t2) > M(t1). Zjawisko to polega na tym, że część (bardzo znaczna część) obiegu pieniądza (czyli punktów generowanych przez centralnych planistów prywatnych) trafia właśnie w takie obszary, gdzie nikt nie zawraca sobie głowy zagadnieniami możliwego do podtrzymania (sustainable) systemu organizacji gospodarki zasobami. Byt tym obszarom zapewnia NIE ich niezbędność dla dostarczania realnych dóbr i usług, ale właśnie pieniądz, który przepływa przez te obszary w sposób zgodny z generalnym Algorytmem.

Oczywiście, redukcja wymiaru czasu pracy najemnej przy jednoczesnym zachowaniu pozostałych cech modelu praktycznego leseferyzmu nie sprawi, że centralni planiści prywatni przestaną przydzielać punkty obszarom jałowego biegu w taki sposób, że nastąpią automatyczne transfery puli najemnej siły roboczej, gdzie np. Repy zajmą się spokojnie uprawą ekologicznej rzepy, a kołcze będą wypiekać smaczne kołacze bez konserwantów. Nie jest to wcale praktycznym celem całej tej idei walki o redukcję czasu pracy. Prezentując przykładowe stanowiska typowe dla zjawiska superfluous labor, chcieliśmy jedynie zwrócić uwagę na fakt, że standard, w którym żyje obecnie ~90% populacji, nawet bez żadnych zmian w zakresie aplikacji znanych technologii, można z perspektywy zasobowej zapewnić na niezmienionym poziomie przy znacznej (rzędu 50%) redukcji czasu pracy najemnej. Faktycznie cel walki o zmniejszenie tego wymiaru przy zachowaniu pozostałych cech modelu leseferystycznego jest inny – chodzi po pierwsze o sprawienie, że życie prola będzie nieco bardziej znośne, a po drugie, co ważniejsze w dłuższej perspektywie – o zaindukowanie procesu, w którym wyzyskobiorcy będą zmuszeni (przez nowe warunki w jakich działać ma Algorytm) do uruchomienia procesów substytucji pracy ludzkiej i w ten sposób sfinansują nam wszystkim rewolucję technologiczną – swoimi nakładami i swoim staraniem.  Popuszczając wodze fantazji – kiedyś być może doprowadzi to do praktycznie pełnej automatyzacji procesów, a wtedy, być może, dla wszystkich stanie się oczywista zbędność konieczności płacenia renty kapitalistycznej.

Tymczasem, powracając do strefy grawitacji generowanej przez memetyczną czarną dziurę Wielkiego Lesefera – brutalny paradygmat jest taki, że prole muszą ostro zapie**alać, bo nie będzie na emerytury. Nie ważne, czy dany leseferysta jako kija użyje cząsteczkowego pieniądza (jak sfinansować emerytury), czy też  będzie próbować skłonić proli do reprodukcji (kto wypracuje emerytury) dla zwiększenia przyszłej puli do wyzyskiwania; obie te memetyki to praktycznie taki sam BS. Zwróćmy uwagę, że w ramach tego samego trybu logicznego maskowanej cząsteczkowością pieniądza walki klas, związki wyzyskobiorców reagują alergicznie np. na pomysły wprowadzenia nowego święta (dnia wolnego od pracy), czy zakazu handlu w niedzielę (przywołuję te przykłady ponieważ o skróceniu wymiaru dziennego/tygodniowego czasu pracy W OGÓLE SIĘ NAWET W PL NIE MÓWI). Motywy takich protestów wyzyskobiorców – w zakresie tych nieszczęsnych niedziel, jak i konsekwentne parcie leseferystów na skrócenie okresu utylizacji zużytych proli (podwyższenie WE), mają identyczne podłoże, tj. motyw maksymalizacji wolumenu podaży godzin życia, które prol będzie ekonomicznie zmuszony poświęcić na rzecz procesu ekstrakcji wartości dodatkowej, czy w wersji nie-marksistowskiej – na wsparcie algorytmu M(t2) > M(t1) na poziomie mikro.

To na razie tyle, jeśli chodzi o wprowadzenie do tej memetyki. Z uwagi na jej szeroki zakres, Pracownia nie jest obecnie w stanie – dla przypadków zarażenia memo-wirusem konieczności intensyfikacji pracy najemnej – opracować takiej formuły terapeutycznej, która charakteryzowałaby się zwięzłością i bezbolesnością; jak na razie nie ma znanych skutecznych metod leczenia tej ekonopatologii. Będziemy próbować dozować lecznicze posty w sposób chaotyczny – nie zaś w postaci zorganizowanej i zaplanowanej serii zastrzyków memowych, gwarantujących uleczenie. Ten post jest pomyślany jako wstępne zaszczepienie anty-lesefero-memami w temacie zagregowanego wymiaru pracy najemnej, które w niektórych przypadkach mogą odsłonić nieco bardziej realistyczną perspektywę obecnej organizacji angażowania czasu z życia proli za pomocą przymusu ekonomicznego w kontekście dostarczania i dystrybucji realnych zasobów, służących do podtrzymywania podstawowych funkcji życiowych proli.

Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że cała energia memetyczna wszystkich szczerych anty-leseferystów powinna obecnie skoncentrować się właśnie na kwestii walki o radykalne zredukowanie wymiaru czasu pracy – najlepiej poprzez obcięcie ustawowych godzin tygodniowego wyzysku do np. 20-stu, lub, ewentualnie, chociaż poprzez zdecydowany odwrót od zgody na praktyki współczesnego neolibu w zakresie podnoszenia wieku emerytalnego (zastanawiam się, jak daleko już posunęło się wypaczenie logiki świadomości klasowej proli, którzy często-gęsto domagają się podwyższenia WE dla tzw. uprzywilejowanych, zamiast żądać „równania w górę” czyli powiększenia zakresu swoich własnych praw).

PS> Nadmienimy, że ten jak i pewno wszystkie następujące ewentualnie wpisy w serii dot. czasu pracy najemnej, to nie będą z reguły żadne oryginalne receptury opracowywane w naszej pracowni. Kudos należy się przede wszystkim dla Jehu, z którym można (czy należy) się nie zgadzać w sprawach natury pieniądza (jest ortodoksyjnym cząsteczkowcem), ale który jest dla nas czymś w rodzaju guru, jeśli chodzi o budowę memetyki wolności od reżimu pracy najemnej.

_______________

* oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy z IT są randroidami, choć niestety, czytając „porady”, jakich przedstawiciele tej grupy zwykli udzielać pozostałym prolom, można domniemywać, że stężenie randroidów jest tam faktycznie ponadprzeciętne – byt kształtuje świadomość.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s