Bankowa kreacja pieniądza – aneks

Ok – załóżmy optymistycznie, że detoks z wpisów tego i tamtego przywrócił komuś zdolności normalnej percepcji tego, co właściwie robią banki z pieniądzem i wobec tego możemy porozmawiać chwilę o tym, jaka jest wymowa rzeczywistości, która się nam „odsłoniła” dzięki takiej (darmowej) terapii. Czy w ogóle opis realistycznej prozaiki funkcjonowania banków w miejsce mizesologicznego odkrywania „tajników” rezerwy cząstkowej należałoby odczytywać jako krytykę czy też może raczej obronę współczesnego systemu?

Otóż można tą terapię zinterpretować dowolnie, bowiem nasza pracownia z reguły nie zajmuje się diagnozowaniem cząstkowych patologii w oderwaniu od obrazu całościowego, tj. rolę i pozycję banków należy naszym zdaniem oceniać łącznie z tłem, czyli w naszym przypadku ze środowiskiem praktycznego leseferyzmu, w jakim te banki obecnie działają. Niewątpliwie atakowanie fantomów w postaci rezerwy cząstkowej pod pretekstem walki o prawdziwy kapitalizm jest przykładem upadku wszelkich standardów logiki, co jest cechą charakterystyczną mizesologii popularnej. Daleko posunięta schizofrenia memetyczna dolnych kadr mizesologów nie powinna być zresztą zaskoczeniem – każda teoria ekonomiczna, która, próbując bronić zadanej idei nadrzędnej (tu: obrony interesów Posiadaczy), konsekwetnie ignoruje fakty empiryczne, prędzej czy później zdegeneruje się do postaci kultu, którego wewnętrzna spójność będzie oparta wyłącznie o mechaniczne powtarzanie coraz bardziej zawężającego się zestawu haseł-mantr, gdzie pomijany będzie z premedytacją nie tylko związek tych zaklęć z rzeczywistością, ale ze względu na memetyczny chów wsobny poszczególne, te nadal żywe i replikujące się, z jakiś niezależnych od środowiska realnego ekono-świata, memy, będą często pozostawać we wzajemnej sprzeczności (btw. nasza pracownia być może wkrótce rozpocznie emisję serialu dedykowanego specjalnie schizofreniom czy dualizmom leseferystycznego mempleksu, degenerującego się w drodze konsolidacji przez kompresję pod ciągle przyrastającym ciężarem faktów).

Jak się wydaje dość popularnym poglądem w tematach pieniądza jest denializm (czyli tu: uporczywe wypieranie fakto-grafiki niezgodnej z zadanym mempleksem) w zakresie jego realnej czyli falowej natury czyli, inaczej mówiąc, snucie mrzonek o eldorado namacalnego, konkretnego pieniądza, który istnieje w postaci niezniszczalnej cząsteczki. Jedną, „czystszą” odmianą tej ekonopatologii będzie złotożukowstwo charakterystyczne właśnie dla mizesologów; inną będzie przywiązanie do konceptu pieniądza jako fizycznej gotówki, co z kolei będzie typowe dla prymitywistów monetarystycznych. W obu odmianach mamy do czynienia z patologią, polegającą na wewnętrznym wyparciu ewentualności, że coś tak wartościowego dla jednostki (zwłaszcza w paradygmacie gospodarki całkowicie zmonetaryzowanej) jak pieniądze, może – jeśli spojrzymy na całościowy obraz makro – pojawiać się i znikać jak gdyby na zawołanie.

W następstwie przyjęcia takiej cząsteczkowej/newtonowskiej perspektywy, która jest jeszcze dodatkowo napędzana przez monetarystyczną nowomowę, używaną przez praktycznie większość tzw. ekspertów ekonomicznych z credentialed class, tak ukształtowany prymitywista monetarystyczny (homo monetaricus?) postrzega (w ekstremalnej formie) bankowość jako po prostu magazyn z banknotami wydrukowanymi przez bank centralny, gdzie z jednej strony na półkach gromadzone są banknoty deponentów (którzy jak pracowite pszczółki zbierają taki pieniądz-nektar), a z drugiej tak uzbierany nektar jest pożyczany niecierpliwym/rozpustnym kredytobiorcom-konsumentom (lub ewentualnie nektar ten jest udostępniany przedsiębiorcom na inwestycje; jeśli nie ma nektaru nie będzie też narodowych inwestycji – brzmi znajomo? Oszczędności, och!, nasze kochane narodowe oszczędności, skąd wy się weźmiecie? Czy wylęgnięcie się same jak myszki z brudu na wezwanie Ministra, czy może jednak jakieś myszki będą musiały najpierw zaciągnąć kredyt, żeby kupić norkę u dewelocwaniaka, generując po drodze finansowe IOU dla myszek oszczędnych? Ministrze, poradźcie coś, ratujcie Narodowe inwestycje z oszczędności! [załamanie rąk i kurtyna])

Legendarny rezerwizm cząstkowy jest próbą pogodzenia dość trudnej do ukrycia rzeczywistości kreacji depozytu przez kredyt z przyjazną leseferystycznym baśniom cząsteczkowością czy namacalnością pieniądza. Czyli w tej wersji, owszem, banki może coś tam i kreują, ale tak naprawdę, wicie-rozumicie, to udzielają tych kredytów, używając do tego ciągle tych samych cząstek, tyle że wielokrotnie. Dla niektórych już samo mitologiczne występowanie rezerwizmu cząstkowego rujnuje w znaczącym stopniu porządek namacalności pieniężnego świata, stąd legenda ta rozgłaszana jest najczęściej w formie krytycznego, zabarwionego pseudo-anty-sytemowością potępienia takich praktyk, gdzie dominują postulaty zakazania rezerwy cząstkowej (każda wolność, nawet ta leseferystyczna ma swoje granice, hę? Ale może zakaz czegoś, czego i tak nie ma, się nie liczy jako zamach na wolność gospodarczą?); ale o jakości takiej pseudo-kontestacji więcej w dalszym toku.

Idąc dalej, należałoby oczekiwać, że efekt wyparcia będzie jeszcze bardziej intensywny w reakcji na obraz prostej i brutalnej rzeczywistości, w której kredyt kreuje depozyt. Kierując się maksymą qui bono, można wysnuć realistyczną hipotezę, że ugruntowany powszechnie denializm falowości pieniądza może mieć swoje aktywne źródła w kompleksie Neoliberalnego Kolektywu Myślowego, ponieważ ten efekt wyparcia służy bez wątpienia podtrzymaniu mitologii kreatorów bogactwa, pod którą to dobrotliwie (czy złowrogo – w zależności od kąta widzenia) uśmiechniętą maską ukrywają się money hoarders, czyli, jak można by to ująć, przerywacze/spowalniacze (czy wręcz pochłaniacze) obiegu pieniądza na okręgu wyznaczonym logiką: produkcja-wynagrodzenia-konsumpcja-produkcja, albo inaczej to ujmując – kasta wierzycielsko-rentierska, która w najwyższej formie sfinansjalizowanego praktycznego leseferyzmu stanowi creme de la creme  – elitę zwycięzców w zaawansowanej leseferystycznej grze.

Oczywiście praktyczna realizacja jakiejkolwiek cząsteczkowej wizji pieniądza należy do kategorii ekono-mrzonek; wizje takie jednak będą nieustannie rozprzestrzeniane z uwagi na ich efektywność w odwracaniu uwagi od rzeczywistych problemów praktycznego leseferyzmu. Ta mrzonkowość dotyczy zarówno idei złotożukowstwa jak i (przynajmniej częściowo) pozytywizmu monetarnego, w którym cząsteczki pieniężne miałyby być generowane przez para-kolektywistyczny (a praktycznie raczej biurokratyczny) Komitet ds. kreacji pieniądza.

Rzeczywisty problem z ewolucją kredytowej natury pieniądza wypływał stopniowo na powierzchnię wraz z postępami doktryny współczesnego praktycznego leseferyzmu, w którym pojęcie celu publicznego zostało wyparte przez uniwersalny leseferystyczny miernik przydatności określany przez wzór M+>M (wolumen pieniądza na wyjściu danej aktywności gospodarczej jest większy niż na wejściu). Inaczej – współczesny leseferyzm polega na całkowitym porzuceniu prób kalkulacji i planowania, które byłyby zorientowane na produkcję i rozsądną alokację realnych zasobów; planowanie – owszem – odbywa się nadal – ale poprzez system punktów, których dystrybucję powierzono prawie całkowicie w ręce prywatnego sektora finansowego (czyli prywatnych planistów centralnych). Różne rodzaje abstrakcyjnych mitologii, dotyczące natury procesów alokacji tych punktów (jak rezerwizm cząsteczkowy czy legenda o udzielaniu kredytów z depozytów) służą wyłącznie jako teoretyczna nadbudowa, która albo uzasadnia „naturalność” inkasowania renty przez kastę wierzycieli (pożyczanie depozytów) albo, z drugiej strony, usprawiedliwia dysonans „kapitalizm – oczekiwania vs. rzeczywistość” poprzez generowanie chochołów (rezerwizm cząstkowy), podczas gdy faktycznie „zakaz frakcyjnej kreacji pieniądza” jest po pierwsze niemożliwy do praktycznej realizacji, a po drugie, nawet jeśli byłby możliwy, to jedynym tego efektem byłoby dalsze pogłębienie głównych patologii systemu organizacji wytwarzania motywowanego przez paradygmat M+>M.

Ponieważ w paradygmacie współczesnego praktycznego leseferyzmu już sam fakt wystąpienia kompatybilności z M+>M determinuje czy dana aktywność gospodarcza jest OK (tzn. nie wymaga dokładania pieniędzy podatników czy akcjonariuszy) nawet takie gigantyczne akcje, ewidentnie pogarszające standard życia znacznych mas proli, jak kredyty fx czy masowe grodzenia obszarów ubezpieczeń społecznych czy ochrony zdrowia, uznawane są powszechnie jako przejawy dobrego zdrowia gospodarki rynkowej. Takie środowisko będzie sprzyjać patologiom, a już szczególnie patologiom w obszarach powierzonych centralnym planistom prywatnym. Ponieważ jednak, prędzej czy później, plebs zacznie dostrzegać (ujmując to delikatnie) mniej niż zadowalające skutki leseferystycznego prywatnego planowania, celem dezorientacji plebsu produkowane są rzeczone chochoły – w tym właśnie m.in. rezerwizm cząsteczkowy.

Z drugiej strony – wracając do zagadnienia praktycznych implikacji kredytowej natury pieniądza (nadmienionych w poprzednim poście) – trzeźwa analiza wskazuje, że chochołem jest także fobia: skoro pieniądz to dług (oczywiście dług emitenta pieniężnych IOU, a nie ich posiadacza), to skąd pieniądze na odsetki? Ale fakt, że kreacja pieniądza ex nihilo, jest – z punktu widzenia przepływów dochodów – biznesem takim jak sprzedaż żwirku dla kotów – nie wyklucza tego, że część długów po prostu nie może być spłacona. W atmosferze zatęchłego monetaryzmu, panującej w naszym wspólnym europejskim domu, fakt niemożności przyznania, że długi (w tym zwłaszcza długi państw-członków rodziny), które nie mogą być spłacone, nie będą spłacone, blokuje wszelkie nadzieje na racjonalną dyskusję n/t dalszej organizacji współpracy w ramach tej wspólnoty.

Rzecz jasna leseferyści po prostu muszą obstawać twardo przy stanowisku, że o żadnym darowaniu długów nie może być mowy, z tej prostej przyczyny, że taka akcja stanowiłaby precedens, który mógłby rzucić cień wątpliwości na kontrakt T.I.N.A., w którym wszyscy powierzamy się łasce kasty wierzycieli (w zamian za…? hmmm, może w zamian za możliwość uczucia współuczestniczenia w generowaniu bogactwa poprzez uciułanie paru % od paru groszy na bezpiecznej lokacie?) – dysponentów zasobu pieniądza cząsteczkowego, jak i też mogłaby być odczytana jako ekstremalna forma profanacji sacrum własności prywatnej (oddawajcie nasze pieniądze! – mogliby zakrzyknąć podatnicy z krajów, których neolibowe rządy rychło w czas – w 2010 – zdołały przeksięgować zagrożone wierzytelności prywatnych instytucji finansowych w narodowe bilanse kolektywistyczne), co mogłoby doprowadzić Wielkiego Lesefera do płaczu.

Dla obrony memetyki, podtrzymującej pozycję kasty wierzycieli, europejscy leseferyści gotowi są pogrążyć cały bratni kraj europejskiej wspólnej rodziny w odmętach katastrofy humanitarnej – co ma też przy okazji wysyłać wymowny sygnał dla ewentualnych kolejnych „rebeliantów”, zamierzających zamachnąć się na Wielkiego Lesefera (przy tej okazji nasi „frankowicze”, oglądając na żywo przykład, jak w praktycznym leseferyzmie działa dyscyplinowanie dłużników wykalibrowane na skalę całego kraju, mogą sami wyciągnąć wnioski, jakie perspektywy „pomocy” może mieć dla nich w zanadrzu neoliberalne państwo). I właśnie częścią tej memetyki świętości długów (która jest pochodną absolutnego sacrum własności prywatnej) jest legenda udzielania kredytów z depozytów; chodzi tu m.in. o wzniecenie takiego terroru, który będzie służyć utwierdzeniu wersji, że podarowanie długów musi skutkować destrukcją depozytów (zresztą, europejski neolib, jeżeli cel dyscyplinowania będzie tego wymagać, na pewno nie zawaha się przed zastosowaniem terapii bail-in). Jest to teza w dużym stopniu fałszywa, przynajmniej jeżeli poruszamy się w obszarze, w którym sprawa dotyczy pasywów i aktywów denominowanych w suwerennej walucie (lub nawet w reżimie waluty zeksternalizowanej, jak euro, pod warunkiem zrewidowania ortodoksyjnego monetarystycznego konsensusu).

Darowanie części kredytów oznacza problemy bilansowe dla instytucji finansowych, wynikające ze zniknięcia aktywów (co pociągnąć może za sobą wystąpienie ujemnej wartości netto), ale BC może zawsze dokapitalizować czy dostarczyć płynności każdemu bankowi komercyjnemu tak, że depozyty w walucie krajowej zostaną ocalone (oczywiście bail-out bankierki powinien wiązać się z nacjonalizacją, przynajmniej czasową i ew. z odpowiedzialnością karną zarządów). Opcja bail-in, gdzie część depozytów przepada (jak swego czasu na Cyprze), i którą lubią straszyć różne kręgi leseferystów i rezerwistów cząstkowych, funkcjonalnie (pomijając leseferystyczne anty-logiczne akcje, mające z premedytacją ukarać daną populację) konieczna może być jedynie w wykreowanym przez monetarystów otoczeniu twardego pieniądza oraz tylko w stosunku depozytów w walutach obcych (przy czym euro, w zadanym przez monetarystyczną ortodoksję środowisku jest funkcjonalnie – nie bez przyczyny właśnie – walutą obcą dla każdego z krajów eurozony). Zauważmy, że w „reżimie”, w którym BC ma pełną zdolność dostarczania płynności w suwerennej walucie fiat na żądanie, runy (masowe żądanie wypłat depozytów w gotówce) na banki (które przy organizacji bankowości na modłę mizesologii byłyby codziennością) praktycznie się nie zdarzają (od wielu dekad).

W systemie kooperacji BC-banki komercyjne spekuła odpuszcza ataki na poszczególne banki, wiedząc, że zdolności dostawy płynności ze strony BC są równe nieskończoności. Świadomość tego mechanizmu za to nie do końca dotarła jeszcze do fetyszystów gotówkowych, którzy, uwięzieni w cząsteczkowej teorii pieniądza, za prawdziwy pieniądz uznają tylko gotówkę i wyobrażają sobie, że właśnie ograniczony w jakiś sposób zasób gotówki determinuje procesy gospodarcze, takie jak inflacja czy bezpieczeństwo systemu bankowego. Tymczasem gotówka to szczególna forma HPM i jest ona dostarczana na żądanie i w odpowiedzi na pewne szczególne zachowania (dyspozycje wypłat gotówkowych) posiadaczy depozytów, które to depozyty są ekspresją dominującego w gospodarce (np. w UK 97%) pieniądza kredytowego – długiem (pasywami) banków. Ilość gotówki w skarbcu banków komercyjnych nie ma absolutnie znaczenia; liczy się pozycja finansowa/księgowa banku wyznaczana przez Wartość Netto. Dopóki aktywa (głównie kredyty) pozwalają na spłatę zobowiązań, BC zawsze dostarczy bankowi komercyjnemu gotówkę na żądanie (odpisując równowartość z rachunku rezerw danego banku). A w przypadku ewentualnych problemów BC ma nieograniczone możliwości przyjęcia ujemnych wartości netto (oczywiście tylko w suwerennej walucie fiat) na własną klatę, czyli może uratować każdy depozyt w zasadzie bezkosztowo (pomijając ew. międzynarodowe reperkusje nadepnięcia Wielkiemu Leseferowi na odcisk), stosownie do wyboru politycznego.

W poprzednim poście porównałem biznes bankowy do handlu żwirkiem dla kotów w kontekście wskazania jednorodnej bazy, leżącej u podstaw obydwu działalności – tj. osiągania i dystrybucji zysku (oraz w odniesieniu do fobii, że kredytowa natura pieniądza uniemożliwia spłatę odsetek). Jednak w sposób oczywisty działka kreacji punktów, która w leseferyzmie jest głównym motorem, wyznaczającym wektory aktywności gospodarczej, jest niewątpliwie czymś specjalnym; czymś co, owszem, podlega do pewnego stopnia licencjonowaniu, ale jak można było zauważyć, tak w USA jak i w Polsce, także czymś, co zaczyna na pewnym etapie leseferystycznej deregulacji żyć własnym życiem i czego cele w realnym leseferyzmie oderwały się całkowicie od bazy, którą stanowią prole, ale i także rozbiegły się w pewnym momencie z celami kapitalistów-producentów.

Należy zauważyć, że za epidemię rujnujących populację kredytów mortgage dla NINJA w US czy kredytów „frankowych” w PL odpowiada nie „rezerwa cząstkowa” czy luźna polityka monetarna Gubmintu (rzundu?); a w zasadzie trudno w ogóle mówić o jakiejkolwiek czy czyjejkolwiek odpowiedzialności, bo wszystko przecież odbywało się według wzoru M+ > M = OK, czy nie tak było…? Przecież chyba Wielki Lesefer mówi, że zysk [M(t2) > M(t1)] to światło, które wyznacza właściwą ścieżkę…?

PS. Nie mamy tu zamiaru wymyślać programów ratunkowych, które polegałyby na dostrojeniu kilku pokręteł mechanizmu napędzanego przez algorytm M+>M tak, aby zachować integralność podstaw całego tego systemu – to zadanie pozostawmy wolnorynkowcom – ortodoksom czy realistom. Z naszej strony postawimy jedynie tezę, że warunkiem wstępnym do poważnej dyskusji o sposobach ratunku systemu wyzysku jest zwalczenie efektu wyparcia, tzn. denializmu, który utrzymuje, że jedyną uniwersalną ścieżką jest ta wyznaczana przez algorytm M(t2) > M(t1), a zwłaszcza taka, gdzie M jest cząstką – nie ważne czy złotą, rezerwową czy banknotem przekładanym z półki deponenta na półkę kredyciarza/inwestora; a także, co wynika z powyższego, zwalczenie wyparcia faktu istnienia centralnego planowania prywatnego, które wykazuje naturalną tendencję do kalibrowania się według wektora zorientowanego na ochronę wierzycielstwa i rentierstwa.

Jakakolwiek nowa perspektywa dla ratowania kapitalizmu musi wpływać z uznania faktu, że krzywa, wyznaczająca krańcową efektywność leseferyzmu w sferze, gdzie odbywa się przydzielanie punktów do leseferystycznej gry, już dawno przegięła się w dół w taki sposób, że obecnie wyzwolony od kolektywistycznej opresji (ale nie stroniący od kolektywistycznej pomocy) sektor finansowy jest w sposób oczywisty generatorem kosztów dla gospodarki, wbrew obecnej metodologii, która niedyskryminacyjnie zalicza wszelkie ekscesy w jego wykonaniu jako składową wzrostu PKB. Ewentualne próby naprawy, aby były skuteczne, zamiast wizji mizesologicznej nirvany sprowadzonej przez zakazy rezerwy cząstkowej i inne podobne leseferystyczno-prymitywistyczne baśnie, muszą zawierać duże stężenie pierwiastków z zasady zakazanych przez Wielkiego Lesefera, takich jak odpuszczenie niespłacalnych długów, sprowadzenie bankierki do roli służebnej poprzez zamordystyczne regulacje (które zamiast zwalczać cząstkowo-rezerwowego fantoma, służyłyby raczej propagacji tzw. dobrych praktyk w bankowości, tzn. przede wszystkim uregulowań w zakresie postawienia tamy dla pozornej eksternalizacji ryzyka – czyli np. przypisania odpowiedzialności za perspektywy „zdrowia” kredytu konkretnym osobom decyzyjnym lub po prostu stworzenie katalogu, jakich kredytów i przy jakich parametrach można w ogóle udzielić, pod odpowiedzialnością karną za naruszenie takiego katalogu), czy nacjonalizacja/rozczłonkowanie finansowych podmiotów TBTF (czyli kradzież/ingerencja we własność prywatną). Ale o tym będziemy mogli porozmawiać na serio dopiero wtedy, kiedy przynajmniej połowa populacji krajów kapitalistycznego Centrum wyrzuci swoje domowe/osobiste figurki łaskawego Wielkiego Lesefera na śmietnik i zrobi na nie ceremonialne siku. Jesteśmy na to gotowi? Pracownia nie sądzi, zalecając jednocześnie uprzednie dogłębne zastanowienie się, co faktycznie chcielibyśmy (czy powinniśmy) w ogóle ratować.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s