Rezerwa cząstkowa – detoks odc. 2/2

Po krótkim przygotowaniu memetycznym z poprzedniej notki kontynuujemy w temacie „zdradzania tajników” bankowej kreacji pieniądza, które dedykujemy specjalnie ofiarom wieloletniej ekspozycji na teoklasyczno-mizesologijne wypaczanie tej materii, skutkujące rezerwizmem cząstkowym. Żeby odsłonić cały ten mechanizm w całym jego obnażeniu przedstawimy kilka hipotetycznych sytuacji w gospodarce, w której wystąpią dwa banki komercyjne: bank A i bank B, bank centralny [BC] oraz jako statyści – podmioty prywatnego sektora nie-bankowego (oznaczone jako X,Y itd.)

Bazą-środowiskiem dla naszych przykładów będzie cokolwiek prymitywna gospodarka, w której istnieją dwa banki komercyjne: A i B, które oprócz wniesionego kapitału – niech to będzie po 10 mln zł, za który każdy z tych banków nabył swoją siedzibę (budynek) – nie mogą pochwalić się jak dotąd żadną aktywnością gospodarczą. Czyli ich początkowe bilanse przedstawiają się następująco:

tab_1

WN,  czyli wartość netto – jest pozycją bilansującą; np. w tym przykładzie obydwa banki nie posiadają żadnych zobowiązań do zapłaty (jak depozyty czy pożyczki od innych banków, kredyty od BC czy nieopłacone faktury) – stąd możemy powiedzieć (ignorując kwestie deprecjacji czy rynkowej wyceny budynku), że WN każdego z banków jest równa wniesionemu kapitałowi.

Przykład 1

Jako pierwszy przykład przyjmijmy nie tak wcale odległą od praktyki sytuację, gdzie oba banki mniej więcej równocześnie udzielają swój pierwszy kredyt, który w obu przypadkach wyniesie dajmy na to 2 mln zł. Po tym zdarzeniu nasze bilanse będą przedstawiać się następująco:

tab_2

W wyniku udzielenia kredytów klienci banków A i B – dajmy na to odpowiednio panie X i Y – mają do swojej dyspozycji depozyty w wysokości 2 mln każdy, które jak na razie figurują w księgach banków, które tych kredytów udzieliły odpowiednio, jako pasywa. Zauważmy ponownie, że przed udzieleniem kredytów nasze banki nie posiadały żadnych depozytów (co może wydawać się szokujące dla propagatorów mitologii o udzielaniu kredytów z depozytów, wśród których, co interesujące, można spotkać także członków KNF  jak A.Reich (ciekawe, że jako fizyk z wykształcenia, wyznaje jednocześnie cząsteczkową teorię pieniądza; czy ma do powiedzenia coś równie interesującego w sprawie eteru – tego nie wiemy). Załóżmy, że na razie nic się z tymi depozytami nie dzieje, oprócz tego, że każdy z banków musi teraz zapewnić sobie rezerwę obowiązkową – przyjmijmy, że jest to 10% depozytów klientów X i Y. Po uwzględnieniu tego wymogu bilanse będą wyglądać tak:

tab3

Tu uwaga: nie jestem do końca pewny, czy księguję rezerwę obowiązkową we właściwy sposób; nigdy na oczy nie widziałem i zresztą wcale nie chcę oglądać prawdziwego bilansu BK ani BC – są ciekawsze rzeczy do oglądania, jak zdjęcia kotów na internecie; w razie czego zgłaszać korekty kolektywistyczne).

Załóżmy następnie, że X prowadzi działalność budowlaną, a Y posiada nieruchomości w postaci gruntów. Podmioty te zawierają dwa kontrakty: w pierwszym X kupuje grunty od Y za kwotę 2 mln, w drugim Y zamawia budowę rezydencji, którą wybuduje X również za 2mln. W rezultacie X składa dyspozycję przelewu na konto Y w banku B na kwotę 2 mln, a Y zleca przelew kwocie 2 mln na konto X w banku A. W wyniku tego, kiedy już klienci złożą polecenia przelewów, wystąpi następująca sytuacja:

tab4

W tym tendencyjnym przypadku następuje oczywiście pełna kompensacja rozliczeń HPM, stąd żaden z banków nie ma potrzeby zwracać się do BC o jakikolwiek dodatkowy kredyt HPM w postaci discount window (pomijając kredyt dot. początkowej rezerwy obowiązkowej – o czym później). Ktoś może zgłosić uwagę, dlaczego np. X i Y od razu nie skorzystali z wymiany barterowej, unikając w ten sposób opłat bankowych? Natrafiliśmy na typowy problem maksymalnie uproszczonych prezentacji gospodarek, gdzie dla zobrazowania mechanizmów ograniczamy się do 5 podmiotów – ale żeby rozwiać te obiekcje, przyjmijmy, że oba podmioty są spółkami prawnymi, które muszą operować jednostkami monetarnymi. Sedno tego prymitywnego przykładu tkwi jednak w tym, że dla obu podmiotów – X i Y – pojawiła się „znikąd” siła nabywcza, a zjawisko to nie wymagało żadnego zaangażowania ze strony BC (oprocz odnotowania kompensujących się tak czy owak transakcji pomiędzy bankami A i B i udzielenia „startowego” kredytu rezerw). Ale idźmy dalej i śmielej.

Przykład 2

Co jednak w przypadku, kiedy w danym okresie jedynie X podejmie decyzję wydatkową (zakupu nieruchomości)? Załóżmy, że bank A (który przypomnijmy: nie posiada żadnych depozytów) uzna, że kupowana nieruchomość jest adekwatnym zabezpieczeniem zobowiązania spłaty kredytu przez X. Bilanse będą wyglądać następująco:

tab5

Po uruchomieniu kredytu X oczywiście zleci przelew na rzecz Y, która (akurat tak się składa) posiada rachunek w B. Czyli (zielony oznacza tylko to, że takie zapisy pojawiają się w tym kroku):

tab6

Bank A niewątpliwie bezproblemowo wykreował depozyt dla X, pojawia się jednak pytanie skąd weźmie 2 mln HPM (czy dokładniej brakujące 1,8 mln, jeśli uwzględnimy posiadany uprzednio zapis rezerwy obowiązkowej), aby uregulować zobowiązanie wobec banku B wygenerowane przez złożone polecenie przelewu? (Problemu by nie było, a przynajmniej nie na tym etapie, gdyby Y miała rachunek również w A). Otóż np. pożyczy HPM od BC. Będzie to miało ekonomiczny sens dopóty, dopóki koszt skorzystania z discount window (kredytu udzielonego przez BC) będzie niższy od dochodów odsetkowych z tytułu udzieleniaprzez A kredytu dla X. Bilanse będą wyglądać teraz tak:

tab7

Następnie tak pożyczone HPM po realizacji przelewu trafią na rachunek rezerw banku B w BC. Ponieważ z zasady (przynajmniej w sytuacji sprzed 2008 r.; w PL chyba nadal) takie aktywa nie przynoszą żadnego dochodu dla B, B może rozważyć pożyczenie ich dla A na rynku międzybankowym – jeśli koszt takiej pożyczki będzie niższy od stawki discount window BC, taka pożyczka będzie miała sens dla obu komercyjnych podmiotów bankowych – A spłaci droższy kredyt HPM zaciągnięty w BC, zaś B będzie zarabiać na aktywach, które uprzednio w ogóle nie przynosiły żadnego dochodu.

Ale chwileczkę – przecież B nie może pożyczyć A całych 2 mln – musi zachować 0,2 mln jako rezerwę obowiązkową; udzieli zatem pożyczki jedynie 1,8 mln. Czyli co? Rezerwiści cząsteczkowi tryumfują? Ale zaraz, zaraz… Przecież na początku całej akcji w ogóle nie było żadnego depozytu, a jednak kredyt został udzielony. A teraz, mimo naszych wymagań względem rezerw, zarówno A jak i B mogą nadal udzielać kredytów – np. kolejne 2 mln dla Z, a potem kolejne 2 mln dla Ż i tak ad infinitum (ograniczam się tu do kredytów 2 mln-owych, mając na uwadze regulacje w zakresie limitu kredytowania jednego podmiotu, który wynosi bodajże 25% kapitału własnego). Ad infinitum przynajmniej dopóki do banków (czy do jednego z nich) będą zgłaszać się wiarygodni kredytobiorcy. Depozyty, których agregat może wkrótce osiągnąć np. 200 mln czy nawet 300 pierdylionów zł, będą krążyć pomiędzy naszymi bankami; w naszej prymitywnej gospodarce nigdzie przecież nie wyciekają. Co w tym wszystkim istotne: cały ten, odbywający się niejako w tle, proces tasowania aktywów HPM, skutkuje w każdej konfiguracji kreacją nowej siły nabywczej, która pozwoliła X nabyć nieruchomość od Y, potem umożliwi Z kupno gadżetu G od Ż etc. Jeżeli wszystko to odbywa się z zachowaniem dobrych praktyk – gdzie A właściwie szacuje wartość zabezpieczenia i zdolność spłaty kredytu przez X – mamy do czynienia z bankową kreacją pieniądza, wspierającą aktywność gospodarczą (hipotetycznie zakładamy, że nie mamy do czynienia z kredytami hipotecznymi – które łatwo mogłyby napompować nam bańki w całej naszej prymitywnej gospodarce).

Tu uwaga: faktem jest, że w praktyce funkcjonowania BC przyjęte jest, że kredyty HPM w ramach okna dyskontowego udzielane są na ograniczony czas oraz pod określony katalog wiarygodnych zabezpieczeń jak np. obligacje skarbowe. Tak więc w naszym mocno hipotetycznym przykładzie nr 2, w którym tylko jeden z banków (który w dodatku nie posiada innych aktywów poza budynkiem) w ogóle udziela jakiegokolwiek kredytu – przy zachowaniu tej zasady działania okna dyskontowego mielibyśmy problem (niewykluczone, że BC musiałby po prostu w fazie początkowej odstąpić od swoich rygorystycznych regulacji). W świecie realnym takie problemy jednak to abstrakcja: mamy dziesiątki/setki podmiotów bankowych, z których każdy posiada zestaw różnorodnych aktywów, oraz miliony klientów i setki tysięcy dziennych operacji. Dlatego też Przykład nr 1 jest znacznie bardziej realistyczny. (Kłopoty ze „startową” ilością rezerw nie wystąpiłyby w przypadku, jeśli kompozycja aktywów banków wyglądałaby np.: budynek 5 mln, obligacje 5 mln; zauważmy: problem rozbija się o aktywa, a nie pasywa, którymi są depozyty).

(Zadanie domowe: zakładając, że oba banki, posiadając wysoce płynne aktywa – w kwocie 5 mln każdy – oraz, że udzielają na maksa kredytów wiarygodnym kredytobiorcom, a depozyty wygenerowane przez te kredyty rozłożą się w proporcjach 50/50 pomiędzy obydwoma bankami, BC udziela kredytu HPM wyłącznie pod płynne aktywa, a rezerwa obowiązkowa wynosi 10% – jaki będzie maksymalny wolumen pieniądza M2 wynikający z tej akcji? Podpowiedź: będzie to być może, w takim środowisku, wyznaczane przez jakiś mnożnik, ale bazą dla mnożnika nie będą z pewnością ani depozyty ani M0).

W całym systemie makro – czy zawiera on jeden, dwa czy 100 różnych podmiotów bankowych – tworzone w procesie udzielenia kredytu aktywa i pasywa krążą w takim systemie (przy jednym BK większość krążenia będzie odbywać się pomiędzy różnymi „półkami na pieniądze” w tym samym budynku, lol); przeważająca część wzajemnych zobowiązań w środowisku wielkich liczb po prostu się kompensuje, a pozostała część po rozliczeniu sald staje się przedmiotem międzybankowej gry, rozgrywającej się – w ramach kooperacji  BC oraz departementów skarbowych BK, która ma na celu zapanowanie nad chaosem wielkich liczb – wokół ustalonego celu bazowej stopy %. (Oczywiście np. wielu mizesologów będzie kontestować taki „układ” jako niezgodny z nauką Wielkiego Lesefera (kolektywistyczny) i wskazywać właśnie BC jako największą przeszkodę na drodze do prawdziwego kapitalizmu; takie koncepty to jednak już inna kategoria ekonopatologii, zasługująca na dedykowaną terapię.)

Do takiego prymitywnego modelu możemy potem stopniowo wprowadzać kolejne elementy, poprawiające realizm:

Przykład 3

W kolejnych przykładach podaruję już sobie tabelki (można sobie z tego zrobić pracę domową i wysyłać do Pracowni do sprawdzenia, za niewielką opłatą, lol). W pewnym momencie zarząd banku A w sytuacji jak w przykładzie nr 2, może dojść do wniosku, że jest przestrzeń do poprawy wyniku finansowego, na którym ewidentnie ciążą odsetki płacone bankowi B tytułem zaciągniętej pożyczki HPM. Prostym remedium na poprawę wyniku (ograniczenie kosztów) będzie zaoferowanie atrakcyjnego oprocentowania depozytów, które może skusić Y do przeniesienia depozytu pozyskanego w drodze sprzedaży, a utrzymywanego dotąd w banku B. Na tym polega właśnie zarządzanie aktywami banku; depozyty klientów nie służą (bo nie mogą służyć) do udzielania kredytów, za to są z reguły najtańszym źródłem finansowania rezerw niezbędnych do rozliczania operacji międzybankowych. Jeżeli strategia menadżmentu A okaże się skuteczna, Y otworzy konto w A i zleci stosowny przelew tak, że A zamiast płacić B odsetki w okolicach stopy bazowej pilnowanej przez BC, będzie ponosił koszt, będący jakimś ułamkiem tej stawki. Właśnie takie główkowanie nad organizacją takich przetasowań aktywów absorbuje departamenty BK odpowiedzialne za wyciskanie maksimum zysku z posiadanych aktywów. W realnym świecie – gdzie operują dziesiątki BK, a ilość dziennych transakcji liczona jest może w setkach tysięcy czy nawet więcyj, takie departamenty mają bez wątpienia nieporównywalnie więcej roboty niż w naszym prymitywnym przykładzie.

Przykład 4

Załóżmy, że Bank B, posiadający nadwyżkę rezerw HPM, pożycza je Bankowi A „za tanio”, tj. poniżej przyjętego przez biurokratów celu wysokości stóp %. Co może zrobić BC, żeby przywrócić zadane stopy? Może zaoferować bezpieczny instrument, który będzie przynosił B dochód na odpowiednio wyższym poziomie, np. obligacje skarbowe, które BC gdzieś kiedyś kupił na rynku wtórnym,a które teraz  B może nabyć za swoje rezerwy HPM. Kiedy pojawi się taka oferta, A, chcąc pozyskać rezerwy od B, będzie musiał zapłacić odsetki co najmniej takie, jakie przynosiłyby rzeczone papiery skarbowe.

Przykład 5

W sytuacji odwrotnej – kiedy z uwagi na brak odpowiedniej płynności (np. oba nasze banki ulokowały prawie wszystkie wolne HPM w obligacjach), a stopy pożyczek międzybankowych w związku z tym przekraczają cel, BC będzie interweniować skupując papierzyska (poprzez zaoferowanie odpowiednio atrakcyjnej ceny skupu). W ten sposób w systemie wzrosną zasoby HPM adekwatnie do potrzeb.

Przykład 6

Mini QE (luzowanko ilościowe). Załóżmy, że w warunkach luźnej polityki monetarnej (cel stopy bazowej = np. 0,25%) pomimo tak korzystnych warunków banki nie rozwijają akcji kredytowej, zadowalając się dochodami z obligacji. Ktoś w BC z nudów zaczyna czytać stare teksty Miltona Friedmana i natrafia na pomysł QE. Ponieważ nikt nie ma innych, lepszych pomysłów na ożywienie gospodarcze (które nie pojawia się pomimo składania coraz większych ofiar  w postaci pociętego na krwiste kawałki socjalu poświęconego na ołtarzu Wielkiego Lesefera) załoga BC postanawia wypróbować starą receptę Miltona. Banki zalewa fala płynności w formie wydrukowanych dolarów, złotówek (oj, ale nie PLN, Belce nie pozwolono się tak zabawiać), czy euro  (tak wydrukowane HPM są następnie upychane na twarde dyski komputera, na którym BC prowadzi rejestry rozliczeń na rynku międzybankowym; jaka technologia zamienia zadrukowany papier w elektrony na dysku – tego niestety nie wiem; trzeba spytać mizesologów).

Pomimo tej manny (która, podczas standardowego QE, tzn. takiego, które nie polega na skupowaniu toksycznych instrumentów, tak naprawdę żadną manną nie jest, ponieważ cała operacja polega na zamianie jednakowo bezpiecznych aktywów, różniących się tylko terminem zapadalności) ani A ani B nie udało się rozwinąć akcji kredytowej. Dlaczego? Np. dlatego, że w okresie pokryzysowej stagnacji skłonność sektora prywatnego do zaciągania kredytów jest niska, a i banki dość konserwatywnie oceniają zdolności kredytowe klientów. Zresztą – nie ma co się tu uciekać do hipotetycznych  przykładów – dane ze świata realnego wykazały, że podczas QE w USA akcja kredytowa skierowana do prywatnego sektora niefinansowego wręcz zmalała (źródło).

1,4 bln $ wpompowanych w system rezerw HPM zwiększyło zdolność banków do udzielenia kredytu o dokładnie 0$ (słownie: zero). Pieniądz rezerw nie ma możliwości przecieknąć przez tę barierę, która oddziela rynek międzybankowy i rynek towarów i usług. Mnożnik mizesologiczny empirycznie okazał się być równy 0.

Jeżeli już o mnożniku – należałoby wspomnieć, że część krajów (np. Kanada) w ogóle nie utrzymuje wymogu rezerwy obowiązkowej; zgodnie z rezerwistyką cząstkową mnożnik (jeśliby faktycznie istniał) byłby tu równy nieskończoności (czyli kosmiczna hiperiflacja powinna być tylko kwestią czasu). Tymczasem trudno się dopatrzeć jakiejś szczególnej intensyfikacji akcji kredytowej w Kanadzie. Obowiązkowa rezerwa to faktycznie swego rodzaju podatek nałożony na banki, a jak to zwykle mówią mizesolodzy każdy podatek zapłaci finalnie konsument (co oczywiście nie jest prawdą, a przynajmniej nie do końca – ale o podatkach i konsumentach i innych dualizmach filozofii leseferystycznej już kiedy indziej) czyli wychodzi na to, że jak byśmy wprowadzili w życie pomysł 100% rezerwy obowiązkowej (postulat nagminnie proponowany przez mizesologów-amatorów) to pytanie, kto by wtedy poniósł koszt takiej gigantycznej podwyżki podatku?

Przykład 7

Na koniec zobaczmy, co się dzieje, kiedy kredyt zostanie spłacony (ten pojedynczy – z przykładu nr 2). Załóżmy, że spłata nastąpiła po roku, oprocentowanie kredytu 2 mln-owego wynosiło 5%, pożyczki międzybankowej 1,8 mln od B dla A 2%, i okna dyskontowego od BC (o,2 mln) 3%. W naszym prymitywnym środowisku nie ma wielkiego wyboru, skąd X miałby wziąć depozyt na spłatę – przyjmijmy zatem, że pracował dla Y. Polecenie zapłaty wystawione przez Y dla X (z banku B do A) uruchamia również odpowiednie przesunięcie rezerw czyli:

tab8

Ale przecież chwileczkę: X spłacić musi  w sumie 2,1 mln (odsetki!), a Y ma na depozycie tylko 2 mln!? Musimy albo dopuścić istnienie jakiego środowiska zewnętrznego, albo przyjąć, że X oprócz zarobienia 2 mln u Y wykonała po godzinach zlecenie na 0,1 mln dla któregoś z banków (przyjmijmy, że dla B), który jako wynagrodzenie utworzył X depozyt 0,1 mln. Ponieważ depozyt również powędruje do banku A, tym razem to B będzie potrzebował skorzystać z discount window (0,1 mln minus to, co zarobił na pożyczce międzybankowej tj. 0,036, czyli 0,1-0,036 = 0,064 mln). Czyli – będziemy mieć (po całkowitej spłacie):

tab9

Zauważmy, że pieniądze depozytowe, tak jak nagle się pojawiły znikąd, tak teraz znikły. Akcjonariusze A mają powody do umiarkowanego zadowolenia – WN, mało bo mało, ale wzrosła, natomiast zarząd B powinnien, jak się wydaje, wziąć się do roboty (może się weźmie, kiedy banki naszego prymitywnego świata zaczną płacić wynagrodzenia, których w naszym przykładzie zabrakło tak, jak gdybyśmy próbowali stworzyć tutaj mini-eldorado mizesologiczne, lol). Ale oczywiście w realnym kapitalizmie M2 – agregat depozytów – z reguły rośnie co najmniej wraz z nominalnym PKB, spada bardzo rzadko i oczywiście nigdy nie zniknie całkowicie – dopóki będą wiarygodni kredytobiorcy i banki, chcące zarabiać pieniądze.

Na koniec uwaga: często w cybersferze pojawiają się zaniepokojone głosy – jeżeli pieniądz to dług, to skąd się weźmie pieniądz na odsetki? (Tu przyznam się, że swego czasu sam padłem ofiarą tej fobii). Otóż odsetki to przychód banku, dokładnie tak samo, jak przychód handlarza żwirkiem dla kotów. Tymczasem fakt, że sklep Mruczex sprzedaje żwirek drożej niż go kupił nie budzi jakoś naszych obaw, że ludzkości zabraknie w końcu pieniędzy na żwirek (ale z drugiej strony, jeśli faktycznie istnieje konspiracja kotów przeciwko ludziom, a populacja kotów będzie wzrastać geometrycznie, pieniędzy na żwirek może rzeczywiście zabraknąć!). Bank musi opłacić pracowników + wszystkie instalacje, służące do sprzedawania swoich „produktów” (jak budynki, samochody sprzedawców, mahoniowe biurka dyrektorów, sejfy, hardware i software itp.) oraz ponieść koszty operacyjne wspomniane w naszych przykładach, tj. koszty finansowania, czy to pożyczek międzybankowych czy depozytów; wszystko to z przychodów brutto z udzielonych kredytów. Te wydatki  generują dochody dla innych podmiotów w gospodarce (pracowników,właścicieli budynków, producentów komputerów etc.). Pozostały pod odjęciu tych kosztów zysk może być przeznaczony albo na rozbudowę bazy sprzedażowej (czyli dalsze dochody dla dostawców) lub też wypłacony jako dywidenda (dochód dla akcjonariuszy).

Tak więc ewentualny problem ze współczesnym pieniądzem nie wynika z jego kredytowej natury, ale raczej ze zjawiska money hoarding, czyli sytuacji, w której wygenerowany przez banki (i deficyty budżetowe) pieniądz zamiast krążyć, ląduje ustawicznie na tych samych kontach, a dokładniej na kontach tych samych super-homo-sapiensów, należących już nie tyle do 1% co powiedzmy do 0,01%, gdzie następnie ulega zamrożeniu lub ewentualnie służy jako żeton w zabawach na aktywach finansowych, w które 0,01% lubi sobie pograć między sobą – we własnej lidze, a dodatkowo wykorzystywany jest jako nośnik sygnałów sterujących, za pomocą których operuje się kukiełkami neoliberalnymi zwanymi inaczej demokratycznie wybieranymi politykami.  Ale to już inna historia.

Oczywiście powyższe nie wyklucza wcale tego, że istnieje coś takiego jak „kasta wierzycieli”, w skład której prawdopodobnie wchodzi  także wiele indywidualnych osób związanych z biznesem bankowości.  Należy jednak zauważyć, że przynależność do tej kategorii – zagrabiaczy aktywów finansowych i rentierów – nie stanowi monopolu bankierów ani bynajmniej też samych banków jako instytucji. Należy pamiętać, że kasta wierzycieli sprowadza się zawsze do ludzi-jednostek, w tym najczęściej do tych, którzy w wyniku jakiegoś splotu okoliczności zostali skazani na sukces w praktycznym leseferyzmie już od urodzenia, a teraz, celem obrony owoców tego sukcesu, rozprzestrzeniają legendy o cząsteczkowej naturze pieniądza.

Na koniec jeszcze raz najważniejsze punkty w pigułce: banki nie udzielają poza-bankowemu sektorowi komercyjnemu kredytów w HPM (w pieniądzu rezerw). Ani też nie biorą na potrzeby udzielenia kredytu pieniędzy swoich klientów ulokowanych na depozytach, bo nie mogą. Kredyt kreuje depozyt. Nowy pieniądz w gospodarce powstaje endogenicznie w efekcie popytu na ten pieniądz ze strony wiarygodnych kredytobiorców (lub dokładniej: wiarygodnych w ocenie zarządów banków). W razie dalszych wątpliwości powtarzać powyższe 4 zdania aż do skutku, bo ja nie jestem w stanie więcej pomóc (a przynajmniej nie za darmo).

PS. Dla tych, których interesuje sprawa jak, podchodząc do tematu trzeźwo i bez niepotrzebnej rezerwy, wyglądała w realu kreacja pieniądza w przypadku kredytów tzw. frankowych, to parę słów na ten temat wrzuciłem kiedyś tu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s