Fazy neoliberalizmu na przykładzie Polski (2/2)

Kontynuując z poprzedniej notki  o fazach neolibu w Polsce:

FAZA 3 (eksternalizacja dyscypliny rynkowej 2004–…)

Przypomnę: w Fazie 2 (konsolidacji) następują zmiany systemu organizacji państwa tak, aby w efekcie wytworzyć środowisko, w którym cały aparat państwa zmuszony będzie podporządkować swoje działania dyscyplinie rynkowej. O ile w Fazie 2 cel ten jest realizowany „od wewnątrz” (tzn. procesy te ustala krajowy parlament, i stąd też będą pozostawać przedmiotem zmian dokonywanych ewentualnie przez ten parlament w przyszłości) o tyle Faza 3 idzie krok dalej, zmierzając do ustanowienia tych mechanizmów w sposób, w którym ich zmiana przez demokratycznie wybrane organy staje się praktycznie niemożliwa. Inaczej: określone, pożądane (i leseferystyczne) zasady od pewnego momentu zaczynają oddziaływać „od zewnątrz”; dlatego też dla Fazy 3 neoliberalizmu przyjąłem własną, unikatową nazwę: faza eksternalizacji dyscypliny rynkowej™.

Faza trzecia, choć za jej formalny początek przyjąłem symbolicznie datę akcesji do UE, rozpoczęła się faktycznie dużo wcześniej*. Sedno Fazy 3 polega na tym, że operacja poddania rządu dyscyplinie rynkowej, dotąd mająca charakter wewnętrzny, a przez to w pewnym stopniu niepewne umocowanie (w legislacji krajowej, która może być zmieniona w wypadku ewentualnej niekompatybilności wyboru elektoratu z wolą Wielkiego Leserera) została zeksternalizowana, tzn. odtąd praktycznie niemożliwe (lub przynajmniej bardzo utrudnione) stało się odrzucenie dyscypliny rynkowej przez rząd krajowy, niezależnie od wyniku wyborów. Czyli ujmując to inaczej: istota Fazy 3 koncentruje się na neutralizacji długoterminowych zagrożeń, jakie dla leseferystycznego modelu organizacji gospodarki niesie system 1 wyborca = 1 głos.

Ujmując to jeszcze z innej perspektywy:  Faza 3 podnosi znacznie cenę za ewentualną rebelię przeciw Wielkiemu Leseferowi – na szali znajdują się bowiem wszystkie paciorki, które „w zamian” zgadza się wyłożyć – w naszym konkretnym przypadku – neoliberalne jądro UE. Mówię (może trochę złośliwie) „paciorki” – ale trzeba przyznać, że transfery z UE, oprócz napychania kieszeni kapitalistów, działających nad Wisłą oraz wygenerowania efektu „łał!” monumentami neoliberalnego bizancjum, niosą ze sobą pewne wymierne korzyści makro, jak np. wsparcie siły nabywczej proli przez to, że NBP, w ramach transferów, akumuluje rezerwy IOU EBC, czy przez sam fakt, że przy konstrukcji tego bizancjum konieczne jest, naturalnie, zatrudnienie i opłacenie proli.

Pakta zostały podpisane, co oznacza, że eksternalizacja dyscypliny rynkowej jest w praktyce faktem dokonanym i trudno-odwracalnym. Generalnie trzeba przyznać, że – przynajmniej dopóki z leseferystycznego Centrum płynie strumień paciorków – wszelkie próby kontestacji Fazy 3 są i tak bezcelowe i kontr-produktywne, zwłaszcza przy założeniu, że przez najbliższe kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat neoliberalna organizacja gospodarek będzie nadal dominować globalnie, a koszty bieżące dokonania przez kraj aktu podeptania Tablic Wielkiego Lesefera mogą okazać się (czy może bardziej: wydawać się) zbyt wysokie dla znacznej części elektoratu. Należy bowiem zwrócić uwagę, że o ile korzyści z uczestnictwa w teoliberalnym klubie (np. twarda waluta, ułatwiająca realizację rozbudzonych aspiracji konsumpcyjnych proli – zwłaszcza w odniesieniu do gadżetów importowanych, dotacje dla proli-farmerów) są fenomenem obserwowalnym bezpośrednio, o tyle już dostrzeżenie związku pomiędzy negatywnymi skutkami makro (bezrobocie, leseferystyczne praktyki zatrudniania) a instytucjami eksternalizacji dyscypliny rynkowej, wymaga żmudnego przeanalizowania pewnego ciągu przyczynowo-skutkowego, a praktyka jest taka, że prolom raczej trudno jest uzyskać świadomość takiego związku, oglądając telewizję czy przeglądając „anty-systemowe” zasoby internetowe produkowane na masową skalę przez mizesologiczne myślo-czołgi (w efekcie takiego szumu memetycznego Bruksela jest postrzegana przez proli nie jako teoliberalne jądro ciemności, ale jako biurokracja od rybo-ślimaków i innych śmiesznych regulacji, zorientowanych głównie na utrudnienie działalności gospodarczej, i przez to działania leseferystyczno-biurokratycznego Centrum wydają się z pozoru uniemożliwiać kapitalistom płacenie lepszych stawek – nie zaś jak to faktycznie ma miejsce umożliwiać płacenie głodowych).

Należy zauważyć, że brukselska doktryna eksternalizacji dyscypliny rynkowej nie ogranicza się do zapisów prawnych, nadrzędnych wobec legislacji krajowej. Drugim, dodatkowym „zabezpieczeniem” leseferystycznego brukselskiego porządku jest instrument eksternalizacji waluty. Dlatego też w przypadku naszej, polskiej Fazy 3, możemy mówić jedynie o połowicznym sukcesie leseferystów.

Zeksternalizowana waluta – czyli w naszym europejskim przypadku € – neutralizuje krajową instytucję, jaką jest krajowy bank centralny, który potencjalnie – w rękach kolektywistów – mógłby stać się bardzo łatwo instrumentem skutecznej kontestacji dyscypliny rynkowej, odwracając niektóre efekty osiągnięte dotychczas podczas Faz 2-3. Krajowy bank centralny, który nie zajmuje się już emisją krajowej waluty, traci możliwość wsparcia krajowego systemu finansowego; krajowe banki komercyjne zdane są w efekcie na wsparcie płynności ze strony Centrum czyli EBC.  EBC w praktyce pełni w stosunku do poszczególnych krajów eurozony podobną rolę, co Iron Bank z Braavos – po pierwsze zapewnia przestrzeganie kluczowych zasad leseferyzmu – świętości długów i twardości pieniądza (absolutny priorytet niskiej inflacji), co jest istotne z punktu widzenia ochrony kasty wierzycieli; po drugie, sprawując kontrolę nad płynnością krajowych systemów bankowych, ma w ręku perfekcyjny instrument presji politycznej, który – w miejsce starych brutalnych środków perswazji jak czołgi, do wymuszenia kompatybilności z Centrum posługuje się totemem długu, który ofiarę leseferystycznej przemocy czyni w oczach niczego nieświadomej publiki automatycznie sprawcą wszystkich problemów.  Co więcej – Centrum EBC nie tylko posiada taki instrument (odcięcia płynności), ale w razie potrzeby gotowy jest go bez wahania użyć – czego dowodem była pozycja zajęta przez technokratycznych nieobieralnych funkcjonariuszy Centrum w 2015 podczas akcji pacyfikacji oznak anty-leseferystycznego buntu w Grecji.

Ponieważ w Polsce tego bezpiecznika Fazy 3 nie udało się zainstalować, teoretycznie jakaś forma anty-leseferystycznej rebelii jest nadal możliwa: nawet w przypadku fatwy ze strony teoliberalnych ajatollahów cały system bankowości wraz z aparatem do realizowania płatności w gospodarce pozostanie operacyjny; podobnie wszystkie depozyty złotówkowe pozostaną bezpieczne. Oczywiście poważna rebelia jest trudno wyobrażalna, jak i w obecnych warunkach (jeszcze) byłaby działaniem nieracjonalnym. Ale sprawy w przyszłości mogą wyglądać różnie –  w zależności jak będzie przebiegać Faza 4 neoliberalnej krucjaty. Warto mieć komfort świadomości, że jeśli brukselscy leseferyści z jakiś przyczyn przesadzą z dociśnięciem śruby (generując środowisko na krawędzi katastrofy humanitarnej, jak to ma miejsce w Grecji), rząd w Polsce nadal posiada awaryjne opcje, które mogą zostać uruchomione dla ochrony populacji.

Należy zwrócić uwagę, że teolib brukselski, pomimo sprawowania żelaznego, podwójnego (w przypadku krajów eurozony) uścisku, ciągle poszukuje dalszych instrumentów pogłębienia eksternalizacji dyscypliny rynkowej. Mam tu na myśli pomysł hurtowego zaprzedania 500 mln ludzi pod jurysdykcję korporacyjnych sądów kapturowych (ISDS) w ramach TTIP. (Podobne traktaty – funkcjonujące jak NAFTA, czy obecnie preparowane jak TTP, mają szczególne znaczenie w przypadku krajów, które z jakiś przyczyn zatrzymały się w Fazie 2 neoliberalizmu – jak np. Australia, Kanada, a nawet można zaryzykować tezę, że w pewnym stopniu przynajmniej mogą stanowić udaną próbę zeksternalizowania dyscypliny rynków nad rządem USA). Hurtowa skala tej operacji jest o tyle istotna dla leseferystów, że obecnie, mimo że wiele krajów Europy ma podpisane podobne porozumienia „ochrony inwestorów”, to nadal otwartą opcją pozostaje bilateralna renegocjacja czy w ogóle odrzucenie paradygmatu zewnętrznej jurysdykcji (przywrócenie sporów korporacja–rząd do gestii krajowego sądownictwa). Jeżeli europejski teolib zdoła wprowadzić tego korporacyjnego konia trojańskiego do Europy  (co nie wydaje się sprawą łatwą, przynajmniej w krajach, w których prole zachowały resztki instynktu samozachowawczego) żadna czarna owca nie wywinie się od płacenia, kiedy zdecyduje się już nadepnąć na odcisk korporacyjnym Posiadaczom (chyba że opuszczając klub UE na dobre).

Wydaje się głównym celem eksternalizacji dyscypliny poprzez umowy „wolnego handlu” jest zabezpieczenie już funkcjonujących interesów przed ewentualną re-nacjonalizacją, szczególnie tych w obszarach naturalnych monopoli, z których Posiadacze niewątpliwie życzyliby sobie czerpać komfortowo swoją rentę jak najdłużej (do końca świata). Ale należy podejrzewać, że siła, płynąca z ISDS, pozwoli rozszerzyć zewnętrzną kontrolę nad całą legislacją, dotyczącą gospodarki. Jako przykłady, gdzie perspektywa odszkodowań może utemperować ambicje legislatorów krajowych wskazywane są: podniesienie płac minimalnych, zaostrzenie standardów ochrony zdrowia i środowiska czy nawet utrzymywanie nie-rynkowych (czyt. „zbyt niskich”) stóp %.

W pozycjach zajmowanych przez polskich neoliberałów – na tym tle – można zauważyć pewien dysonans wewnętrzny: z jednej strony brak entuzjazmu (lub nawet zdecydowany sprzeciw) wobec eksternalizacji waluty, z drugiej – powszechny i pełen entuzjazm dla zwiększenia mocy zewnętrznych presji korporacyjnych TTIP (jak i dla przyklepanych już ww. paktów dyscypliny fiskalnej). Trudno jednoznacznie zdiagnozować przyczyny tego braku konsekwencji, ale może być to przesłanką do postawienia tezy, że tak naprawdę większość polskich neoliberałów porusza się po omacku, mając niewielkie pojęcie o realnych mechanizmach poszczególnych, przedstawionych powyżej faz neoliberalizmu, a ich własny neoliberalny światopogląd napędzany jest być może bardziej totemami kulturowymi takimi jak ruso- czy „komuno”-fobia, jankeso-filia, ślepa wiara w siłę autorytetu (np. akademickiej części credentialed class w postaci ekonomistów teoklasycznych) itp., aniżeli jest efektem zorganizowanych form Neoliberalnego Kolektywu Myślowego. To daje pewien promyk nadziei, jeśli chodzi o wariant przebiegu przyszłej, hipotetycznej schyłkowej Fazy nr 4 neoliberalizmu w naszym kraju.

Jeśli chodzi o memetykę Fazy 3 – wydaje się, że tu teolib idzie już śmiało  jeden krok dalej, niż zwyczajowe opowieści o braku pieniędzy i konieczności zaciskania pasa. Standardowym baśniom z krainy Wielkiego Lesefera zaczyna towarzyszyć praktyczna socjotechnika:

  • „dziel i rządź” czyli prole mrówki vs. rozleniwione południowym słońcem prole koniki polne; tanie prole ze wschodu: poprawiają konkurencyjność (duszą lokalne płace) – OK, próbują podpinać się pod socjal – nie OK; transfery strukturalne już przestały być narzędziem wyrównywania szans we „wspólnej rodzinie”, są teraz ufundowaną przez pracowitego „podatnika” nagrodą, na którą co niektórzy członkowie „wielkiej europejskiej rodziny” mogą nie zasłużyć; my tu bronimy Konstytucji, zaklejając sobie buzie czarną taśmą, a wy tu o jakiś prawach do dostępu do ochrony zdrowia, czy o przeciwdziałaniu bezdomności;
  • „projekt: strach” czyli trzeba się wicie rozumicie konsolidować, podpisywać TTIP nie gadać – bo tu czycha Putin, a tam czai się Chińczyk; Brexit = minus pierdylion funtów dla każdej brytyjskiej rodziny; zachciewa ci się OXI to zaraz pieniążki wyparują z bankomatu.

______________

* The EU not only told Eastern European applicants what they should do—in terms of, say, new legislation or administrative reforms—but sent representatives to specific ministries there to make sure that the changes were being made as prescribed through its “twinning” programme. The whole process of readjustment was being carefully monitored. At every stage, the champions and laggards among the applicant countries were identified at regular review sessions… The EU discourse was very much inflexible and hierarchical, leaving little space for negotiations. (Zielonka, Jan, 2007, Europe as Empire: The Nature of the Enlarged European Union str. 56).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s