Centralne planowanie w praktycznym leseferyzmie

Jedną z rzeczy, którymi Teologowie leseferyzmu lubią epatować dla uwiarygodnienia swoich leseferystycznych wizji świata jest biegunowość: centralny planista vs. Wielki Kalkulator Rynkowy [WKR]. Sednem (i propagandowym atutem) tej polaryzacji jest oczywista przewaga zdolności kalkulacyjnych WKR (jak i domyślnie jego obiektywizm i naturalność), któremu moc obliczeniową zapewniają miliardy racjonalnych (i samolubnych) agentów, nad centralnym kolektywem planującym, w skład którego wchodzi garstka niekompetentnych i przekupnych biurokratów. Czy jednak w praktyce da się pozostawić gospodarkę całkowicie w niewidzialnych rękach Wielkiego Lesefera, unikając planowania?

Leseferyści jako punkt odniesienia, na tle którego przewaga WKR wydawać ma się ewidentna (jak bardzo czy nie bardzo jest w praktyce ewidentna – o tym w przyszłych notkach), chętnie przyjmują systemy nakazowo-rozdzielcze, funkcjonujące tu i ówdzie w XX w. W tych systemach planowanie było dość długoterminowe (plany 5-letnie) i dość scentralizowane, sporządzane przez biurokratów-aparatczyków. WKR zbudowany jest, trochę paradoksalnie, wokół idei jeszcze dłuższego planowania – obejmującego praktycznie nieskończenie długi okres, z tym że planowanie takie ma być maksymalnie rozproszone, tj. oparte na decyzjach milionów czy miliardów racjonalnych agentów, którzy są w każdej chwili zdolni do ekstrapolacji skutków swoich decyzji – dla siebie samych oraz swoich dzieci, wnuków, prawnuków itd.  – w dowolnym punkcie przyszłości. Idea konstrukcji WKR opiera się bowiem mniej więcej na newtonowskiej wizji rzeczywistości, gdzie – posiadając odpowiednią moc obliczeniową – będziemy w stanie obliczyć położenie i energię (pęd) każdej jednej cząsteczki elementarnej w dowolnym czasie; WKR ma być narzędziem o tyle sprytnym, że te cząsteczki-ludziki, poruszając się, same jednocześnie wykonują operacje obliczeniowe dla WKR.

Leseferyści widzą to (jak się domyślam) tak: ponieważ taki rozproszony proces decyzyjny – pomimo tego, że agenci-atomy bez wątpienia planują i to w teoretycznie nieograniczonej czasowo perspektywie – jest na tyle różny od centralnego planowania, że planowaniem nazywany już być nie może w ogóle – cały mechanizm jak gdyby odrywa (czy uwalnia) się od całej tej masy planujących homogenicznych agentów i zaczyna, konceptualnie przynajmniej, żyć własnym, niezależnym życiem; twór ten leseferyści nazywają wolnym rynkiem, a ja określam go właśnie mianem WKR. Należy przyznać, że WKR wydaje się działać stosunkowo skutecznie tam, gdzie miliony agentów – węzłów tej maszynerii – angażuje się w dziesiątki milionów transakcji, czyli np. w handlu detalicznym (np. pietruszka, jajka, cegły, żwirek dla kota); pojedyncze decyzje wydają się z perspektywy makro nie mieć znaczenia (w całej wielkiej masie nie widać pojedynczych główek malutkich, planujących coś tam sobie ludzików), a mimo to ta bezkształtna całość jakoś funkcjonuje i nasze wolnorynkowe czarne pudełko na wyjściu wyrzuca wydruki z (często) rozsądnymi cenami (jeśli chcieć wziąć za punkt odniesienia koszt wytworzenia). W miarę jednak, jak przesuwamy się w górę na skali poważności decyzji, za tym, co dzieje się na naszym rynku, zaczyna być widać najpierw pojedyncze główki, a następnie konkretne twarze – czyli jednostki, które nie wyciągają swoich decyzji z niewidzialnego kapelusza, ale podejmują je na podstawie ekstrapolacji swoich własnych wizji przyszłości, czyli w oparciu o coś, co nazywa się planowaniem.

Generalnie, wydaje się, że praktyczny system leseferystyczny tak czy owak musi być trzymany do kupy przez jakąś siłę zewnętrzną, chociażby z uwagi na fakt, że w postrzegalnym świecie cząsteczki-agenci zachowują się nie do końca zgodnie z założeniami teorii leseferystycznej nirvany, często w sposób chaotyczny i nieracjonalny (kwantowy – można powiedzieć), a faktyczna perspektywa czasowa ich planów może wahać się od 1 sekundy do kilkudziesięciu czy więcej lat. Być może w odpowiedzi na te dziwne aberracje, jako próba ustanowienia ram, odfiltrowania szumu czy umożliwienia obliczeń w ogóle, wyewoluowało to, co obecnie znajduje się na szczycie piramidy realnego porządku leseferystycznego (neoliberalizmu), czyli sektor finansowy [SF]. SF spaja cały system, posiadając do tego unikalne narzędzie – władzę do przydzielania punktów niezbędnych do uczestnictwa w leseferystycznej grze. Zarządy podstawowych komórek SF podejmują decyzje o przydzielaniu/nieprzydzielaniu punktów (kredytu); komórki nadrzędne – czyli konglomeraty finansowe o międzynarodowej sile rażenia, decydują m.in. o nadawaniu specjalnych odznak (ratingów) dla graczy, które determinują następnie cenę punktów, czyli to, co muszą zapłacić za ich pożyczenie poszczególni agenci. Bez wątpienia w proces przydzielania punktów czy wyznaczania szerokich zasad ich dystrybucji zaangażowane jest planowanie – planowanie konkretnych osób, a przy tym planowanie dość mocno scentralizowane, z uwagi na całkiem przewidywalną  – choćby z powodu efektu skali – koncentrację sektora (SF). Planowanie na tym szczeblu ma niezaprzeczalny wpływ na wszystkie dolne szczeble piramidy (produkcję, usługi, tłustych czy drobnych rentierów czy w końcu proli); może odcinać od kredytu (czyli wyłączać) całe gałęzie przemysłu albo nawet całe kraje; w ciągu jednej nocy może jednych zamienić w milionerów, a miliony innych w żebraków. Taki kolektyw planujący może uznać, że np. sprzedawanie kredytów fx na peryferiach UE będzie kompatybilne z zasadą naczelną kapitalizmu – czyli pozwoli generować zyski, niezbędne do spłaty punktów, która to konieczność z kolei jest podstawowym narzędziem dyscyplinującym graczy; czy też, że producentom gałęzi wytwórczości G w kraju K1 nie warto pożyczać punktów, a zamiast tego lepiej je przyznać branży S, która zajmuje się żonglerką już istniejącymi aktywami A w kraju K2.

Weźmy taki przykład: fabryka Y S.A. chce zwiększyć produkcję gadżetu G, nie ma jednak punktów do wejścia w taką grę i dlatego też aplikuje o kredyt. Planista w banku B stwierdza, że prole nie potrzebują więcej G i odmawia przydzielenia punktów dla projektu Y. Tego samego dnia do B przychodzi inwestor CR (konkwiskador korporacyjny) i otrzymuje bez problemu kredyt na przejęcie firmy Y, na podstawie biznes planu, który zakłada napompowanie wyceny akcji Y w ciągu 3 kwartałów (poprzez działania „racjonalizujące” zatrudnienie – czytaj wywalenie połowy zatrudnionych proli i przydzielenie ich zadań pozostałym bądź zewnętrznej agencji zatrudnienia, wyburzenie magazynów  – bo częścią planu jest tak czy owak ograniczenie lub outsourcowanie produkcji G, gdyż biznesplan przewiduje, że na koniec pozostać ma biuro na Manhatanie i znak towarowy  – i następnie sprzedanie tak „oczyszczonego” terenu deweloperii, likwidację działu R&D, który i tak nawet w najlepszej obsadzie nie wymyśli przez 3 kwartały nic, co uzasadniałoby finansowo jego istnienie itd. itp.) i odsprzedanie tych papierów z zyskiem po okresie, którego dotyczy plan. WKR nie ma wyjścia – musi przyjąć na wejście także dane, płynące z czubka piramidy, które są z kolei efektem scentralizowaego prywatnego planowania (zaznaczę tu dla jasności, że używając pojęcia „centralne prywatne planowanie”, nie mam na myśli banków centralnych, chociaż po tym, jak leseferystom udało się je wyrwać spod demokratycznej kontroli i powierzyć w ręce elitarnych rycerzy zakonu fundamentalistów rynkowych, BC stały się siłą rzeczy bliskim kooperantem czy częścią mechanizmu centralnego prywatnego planowania; konstytucja własnościowa BC nie tu żadnego znaczenia). W podanym przykładzie – niewątpliwie na skutek planowania, które miało miejsce w B – nastąpi określona alokacja zasobów realnych (produkcja G zamiast wzrosnąć – spadnie). Czy leseferysta-teoretyk uznałby to za zakłócanie pracy WKR? Czy nie da się tego uniknąć? Skąd się biorą money masters czyli prywatni planiści centralni? Czy aby ich istnienie nie jest produktem ubocznym (a może podstawowym celem?) działania samego WKR w praktyce?

Ale nawet zakładając, że to spisek kolektywistów stoi za tendencją do koncentracji kapitału, a spiskowcy posadzili na szczycie rynki finansowe po to tylko, żeby zhakować WKR – to co by nam miała wyliczać ta maszynka przy braku zakłóceń, które wprowadza centralne prywatne planowanie? Naturalne stopy %, czyli coś, czego nie ma (albo jest ich nieskończenia wielka liczba)? Prawdopodobieństwo tego, że banknoty emitowane przez lokalny Janusz-bank, które dziś otrzymałem od kontrahenta, jutro będą warte dokładnie 0, bo J-bank, wolny od opresji (i wsparcia) BC upadnie pod pierwszym runem, zainicjowanym pierwszą plotką o braku 100% pokrycia w Au? Ile atomów Au dostanę za dzień pracy następnego dnia po tym, kiedy goldbugs ziszczą swój wolnościowy sen i w obiegu będzie mógł funkcjonować tylko ten jedyny prawdziwy pieniądz? Jak dużo czasu minie, zanim motor napędzany żądzą zysku, zatrze się dokumentnie w perfekcyjnie leseferystycznych warunkach 2-cyfrowej deflacji, przepalając przy okazji wszystkie obwody WKR?

Praktyczni leseferyści w ciągu 200 lat odrobili lekcję (mizesolodzy byli wtedy na wagarach, wrzucając śmieszne memy o socjalistach, najpierw w książkach, teraz na wypoku), że system wyzysku nie ma szans na przetrwanie bez planistów, którzy ustalają na bieżąco i zmieniają w zależności od okoliczności, reguły gry, trzymając całość do kupy, chroniąc konsensus poprzez świadome i planowe pokręcanie gałkami WKR. Co pozostaje ważne, z powodów chociażby ideologicznych (ale także i bezpieczeństwa wobec nieprzewidywalnych zagrożeń systemu 1 obywatel = 1 głos): planowanie ma odbywać się w możliwie największym stopniu w sektorze prywatnym, a przynajmniej ma być w normalnych warunkach (rosnącego PKB) nadrzędne wobec nieuniknionych pozostałości planowania kolektywistycznego (które spoczywa i tak, dzięki mechanizmom opisywanym w początkowych wpisach, w bezpiecznych i przewidywalnych rękach neoliberalnych reprezentantów mas). Dlatego też centralni planiści prywatni otrzymali potężne narzędzie realizowania swoich planów (jak i dyscyplinowania ewentualnie niekompatybilnych planistów kolektywistycznych) – czyli ww. monopol do przydzielania żetonów do gry; w obecnej wersji zestawu – WKR+prywatni planiści, państwo teoretycznie musi żebrać o żetony od SF; nie może posługiwać się swoimi własnymi, które są, zgodnie z leseferystycznym kanonem, pustym pieniądzem (bezpokrycia), czyli punktami wygenerowanymi poza SF (choć te prerogatywy są jeszcze bardzo delikatnej konstrukcji i dlatego też widać dalsze tendencje leseferystów do wzmocnienia monopolu SF – np. przez TTIP i tym podobne traktaty „wolnego handlu”).

Owszem, przyznać należy, że zdarzają się sytuacje, kiedy planowanie przejmują centralni planiści kolektywistyczni – czyli rządy i BC. Najczęściej jednak ma to miejsce, kiedy – z zasady krótkowzroczne – decyzje centralnych planistów prywatnych doprowadzają do przepalenia się jakiegoś bezpiecznika, czy w ogóle głównego bezpiecznika – jak np. w 2008 r., czyli agencje kolektywistyczne pełnią w praktycznym leseferyzmie rolę sterowania/zasilania awaryjnego. Podobnie, SF w zasadzie ignoruje czynnik żywego, biologicznego odczuwającego (czy przynajmniej wydawającego się odczuwać) emocje lub sensacje fizjologiczne, jak głód, prola; w leseferystycznym praktycznym porządku ta sfera przydzielona jest do obserwacji właśnie centralnym planistom kolektywistycznym, którzy w razie zagrożenia np. niedobrym dla biznesu spontanicznym wybuchem desperacji proli, muszą w odpowiednim czasie odkręcić jakąś śrubkę w tej całej maszynerii, żeby dać chwilowe ujście dla nagromadzonych oparów frustracji agentów-proli. (WKR może co najwyżej, przy ustalaniu np. właściwych rynkowo zarobków, uwzględnić w algorytmie czynnik minimalnej niezbędnej płacy, umożliwiającej reprodukcję proli; nie będzie natomiast w stanie w odpowiednim momencie just-in-time zatrzymać produkcji i sprzedaży wideł, celem pozbawienia proli argumentów poza-rynkowych).

Podstawowa różnica w stylu pracy centralnych planistów prywatnych i kolektywistycznych, wydaje się leżeć w narzędziu wdrażania planów – ci pierwsi posługują się systemem punktowym – nie martwiąc się o wynikłe z tego skutki w zakresie alokacji realnych zasobów, podczas gdy właśnie kwestia precyzyjnej alokacji tych zasobów zaprzątała głowy (i być może przerosła ambicje) tych drugich, czego ekspresją/narzędziem stał się daleki od doskonałości XX-wieczny system nakazowo-rozdzielczy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s