Denializm neoliberalny – exhibit no 1 – Hausner

 

Jak nadmieniłem we wcześniejszym wpisie: pierwszą zasadą, którą kieruje się dobrze główkujący neoliberał jest reguła: „nigdy, ale to przenigdy nie przyznać się, że jestem neoliberałem”. Strategia sprytnego neoliberała np. podczas udzielania wywiadu zawiera się mniej więcej w następujących punktach:

  • kilkakrotne zaprzeczenie jakichkolwiek związków z neoliberalizmem (to nie ja, psze pani, to Leszek!)
  • krytyka „wypaczeń” neoliberalizmu post-factum (oby nie za ostro!)
  • usprawiedliwienie „wypaczeń” (taka była moda, krążące widmo kolektywizmu, wicie-rozumicie)
  • usprawiedliwienie własnej bierności (czy wręcz kooperacji) wobec „wypaczeń” (kto wtedy wiedział? kto by pomyślał…? wszyscy inni…)
  • następnie, kiedy już nasz anty-neoliberalny kamuflaż nada nam wiarygodności, możemy spokojnie kontynuować propagowanie Celu głównego (sparaliżowania elektoratu dla ochrony/umocnienia pozycji Posiadaczy) przy pomocy najnowszej, odpowiadającej współczesnym trendom odmiany leseferystycznej memetyki.

I jak gdyby na zawołanie właśnie parę dni temu mieliśmy okazję zaobserwować klasyczny (i dość odrażający trzeba przyznać) przykład takiego denializmu tu w wykonaniu „lewicowego” fundamentalisty wolnorynkowego Hausnera.  Przypomnijmy, że chodzi dokładnie o tego samego Hausnera, który był autorem, lub przynajmniej twarzą tzw. Planu Hausnera (2004-2007) – który to Plan można uznać za podręcznikowy przykład realizacji leseferystycznego Konsensusu Waszyngtońskiego w praktyce. Jego istotą były  (surprise!) oszczędności budżetowe (Hausner pewno nadal zresztą uważa się za wizjonera, który chciał jako pierwszy uruchomić instrument dyscyplinowania proli zwany austerity, którego zachodnioeuropejscy neoliberałowie odważyli się użyć dopiero pod pretekstem Globalnego Kryzysu Finansowego). Czyli inaczej mówiąc, plan taki oznaczał przyduszenie gospodarki w sposób, co istotne, perfekcyjnie zgodny z leseferystycznym dżihadem – w przypadku Planu naszego anty-neoliberała głównie przez cięcia w służbie zdrowia, transporcie publicznym (i górnictwie – tu z uwagi na to, że prawdopodobnie Hausner, jak i większość neolibowych kukiełek nad Wisłą, wzorca skutecznej  pacyfikacji proli upatruje w dokonaniach Żelaznej Wiedźmy)  z jasnym zamiarem oddania części obszarów tych cięć pod „grodzenia” przez kapitalistów. Oprócz tego w Planie nie zabrakło też rzecz jasna amputacji „socjalu” w sferach: świadczenia pracownicze, KRUS, niepełnosprawni i emeryci (moim zdaniem w konkursie neoliberalności Plan Hausnera śmiało dostałby 8/10, czyli zaledwie jedno oczko mniej niż Balcerowicz i 2 poniżej maksimum, ustanowionego przez Pinocheta). Warto też zwrócić uwagę na dorobek naszego „rebelianta” w charakterze członka RPP – w swojej jastrzębiostrzości ustępował jedynie przedstawicielom leseferystycznego jądra ciemności czyli Rzońcy i Winieckiemu, głosując praktycznie zawsze przeciw obniżkom (lub za podwyżkami) stóp %.

Jak przebiegł wywiad? Dokładnie wg. szablonu, czyli bardzo dobrze. Neoliberodron-JH „nigdy nie był neoliberałem” (Ja na szczęście mam spokojną kartotekę, bo od początku ostrzegałem, że takie podejście może doprowadzić do rosnących populizmów.) Owszem: „pojawiły się drobne problemy” (Osiągnęliśmy przez te 25 lat bardzo dużo, ale po drodze pojawiły się problemy i musimy teraz znaleźć inną drogę – czyli, tłumacząc: inny sposób na sprzedanie prolom leseferystycznego voo-doo, umożliwiający Posiadaczom kontynuację wesołej przejażdżki bez biletu), wynikające z pewnych niedoskonałości (neoliberalizm wyklucza związek pomiędzy działalnością gospodarczą, a wartościami takimi jak uczciwość – k’mon bicz: „prawdziwy” kapitalista socjopatą!? wprost nie d uwierzenia), czego najbardziej szokującym przykładem, który przychodzi do głowy naszemu nie-neoliberałowi, jest afera spalinowa VW (ojej, czy aby nie za ostro?). Kolejny element szablonu – usprawiedliwionko – check: Wiadomo, że neoliberalizm był odpowiedzią na to, co działo się wcześniej. Hurtowo odrzucano wszelką krytykę, nikt nie przejmował się zagrożeniami.

I wreszcie puenta interwju, czyli przyłożenie obuchem neoliberalną pałką owiniętą w jedwabną chusteczkę postępowca: Rząd bardzo mocno akcentuje wzrost inwestycji. Ale żeby zwiększyć inwestycje, należy zwiększyć oszczędności państwa. I nad tą puentą zatrzymajmy się na chwilę: Większość może się nabierze, ale każdy świadomy obserwator zauważy, że w tym momencie maska spadła – rozpoznajemy ponownie prawdziwą twarz starego dobrego lewicowego neoliberalnego fundamentalisty leseferystycznego Hausnera. Jeśli słyszysz o oszczędnościach, finansujących inwestycje, to wiedz, że masz do czynienia z klasycznym neoliberalnym BS. A jeśli mają to być oszczędności Państwa (jak łatwo się domyśleć – oszczędności w postaci dalszego dociśnięcia śruby prolom, rolnikom, emerytom, inwalidom itd.) to miej świadomość, że przemawia do ciebie arcy-neoliberał, nawet (albo szczególnie) kiedy przebierze się w ornat anty-neoliberalnego „rebelianta”. Notabene, wydaje się, że dziwnym zbiegiem okoliczności, mamy obecnie u sterów kolejnego podobnego „buntownika” (może obaj dostają okólniki z tego samego myślo-czołgu?), który chce dać odpór neoliberalizmowi – jako następny budowniczy inwestycji przez oszczędności, z jednoczesnym zaciekłym zwalczaniem deficytów budżetowych (zadanie cokolwiek niełatwe, biorąc pod uwagę fakt, że oszczędności netto sektora prywatnego odpowiadają – złotówka za złotówkę – tzw. długowi publicznemu, czyli skumulowanej sumie deficytów budżetowych, +eksport netto). Może i ten „rebeliant” za 5-10 lat będzie opowiadać w wywiadach legendy o swoim anty-neoliberalnym kombatanctwie?

Co przychodzi na myśl: po lekturze takiego interwju zaczyna się doceniać szczerość i prostotę myśli mizesologów: because of market, go&die, czyli w sumie dokładnie ten sam farsz, który próbuje sprzedawać Hausner, zawijając go jedynie w panierkę „anty-neoliberalnego” mambo-dżambo. Rzyg.

Reklamy

4 thoughts on “Denializm neoliberalny – exhibit no 1 – Hausner

  1. Maciej Kulawik

    „Mądrość ludowa”, mówiąca że inwestycje (tak jak i bogactwo) biorą się z oszczędności jest tak głęboko zakorzeniona w świadomości, że organizm wręcz stawia fizyczny opór przed odrzuceniem tego dogmatu. Może warto coś dokładniej o tym napisać? Być może zostało już to omówione na którymś z poprzednich blogów. Jakiś link?

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. s.halaer Autor wpisu

      Było kiedyś krótko na starym blogu – wg. Moslera http://modernmoneytheory.blox.pl/2013/04/16-Podstawy-MMT-W-Mosler.html pkt VI, ale także wynika to z realnego modelu gospodarki monetarnej – depozyty biorą się kredytów, a o tym było dużo na starych blogach.
      Być może powiązanie zjawiska kreacji pieniądza z równaniem S=I byłoby dobrym tematem na wpis (to pojawiało się swego czasu w rozbudowanych wersjach w dyskusjach obracających się wokół S=I+(S-I) na pragcap.com https://hulbee.com/?query=s%3Di+site%3A+pragcap.com&region=browser&uiLanguage=browser, może warto byłoby zrobić jakąś tego możliwą do strawienia syntezę, ale nie wiem, czy mi się zechce, czytałem to 2 lata temu i teraz już prawie wszystko zapomniałem :-P.

      Polubienie

      Odpowiedz
  2. s.halaer Autor wpisu

    Jeszcze krótko w temacie: S≡I wynika z tożsamości Y; kwestią dla niektórych dyskusyjną może być związek przyczynowo skutkowy. Trick neoliberałów polega na tym, że w skali mikro dla każdego jest jasne, że aby zainwestować muszę najpierw oszczędzić (albo zaciągnąć kredyt). Jeśli jednak wejdziemy w skalę makro – jeśli jakiś konsument K oszczędzi – nie wyda części swoich dochodów w kwocie s(k)=y(k) – e(k) to efektem będzie brak dochodów jakiegoś producenta P, który w przeciwnym wypadku sprzedałby więcej o równowartość s(k). Chodzi tu o to, że poszczególni agenci mogą zawsze decydować o swoich wydatkach (owszem, ich wydatki będą statystycznie jakąś tam funkcją dochodu, ale nie będą ZDETERMINOWANE czy ograniczone tym dochodem – bo mamy kredyt) natomiast nigdy nie będą mieć pewności jakie osiągną przychody/dochody. Stąd jedynym możliwym wektorem przyczynowości w skali makro będzie wydatki -> dochody, zatem analogicznie I – odpowiadają za wydatki, S – muszą pochodzić z dochodów, czyli I->≡ S. Agentem wydającym (notując deficyty budżetowe) może być też oczywiście Państwo (w normalnych warunkach Państwo nie musi się w swoich decyzjach przejmować nawet kredytem – tworzy po prostu pieniądz wydając), albo może też dla odmiany „oszczędzać”, czyli przynajmniej nie wydawać więcej niż zbierze, odcinając tym samym paniom K i P jedno z potencjalnych źródeł dochodów, które pozwoliłyby im z kolei np. oszczędzić czy zainwestować.
    Oczywiście, perspektywa będzie całkiem inna, jeżeli nie akceptujemy kredytowej natury pieniądza, tzn. nie wierzymy, że kredyty kreują depozyty. Wtedy poruszamy się w eterze, w którym istnieje pewien określony zasób pieniądza (loanable funds) i wtedy, żeby zainwestować, ktoś musi zgromadzić jakąś ILOŚĆ tego zasobu, albo powstrzymując się od wydatków, albo pożyczając taki zasób z depozytów (od tych innych, którzy się wstrzymali z wydatkami). W takim eterze Państwo konkuruje o ten fantomowy zasób (a stąd jak łatwo zgadnąć nie cieszy się sympatią populacji). Właśnie taka perspektywa świata wydaje się przyświecać „naszym” wymienionym we wpisie wizjonerom-oszczędzaczom.

    Polubienie

    Odpowiedz
  3. Pingback: Fazy neoliberalizmu na przykładzie Polski (odc. 1/2) | pracownia ekonopatologii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s